Rugia – rowerowa wyspa

Tekst i zdjęcia: Kamila Gruszka


Wycieczka wokół wyspy ze startem i metą w tym samym miejscu to świetny pomysł na podróż dla początkujących rowerzystów. Na niemieckiej Rugii razem z 8-latkiem i 11-latką pokonaliśmy 240 kilometrów w pięć dni.

Dlaczego wybraliśmy Rugię? Leży zaledwie 120 kilometrów od polskiej granicy i połączona jest z lądem bezpłatnym mostem. Dobrze rozwinięta sieć szlaków stanowi dodatkowy atut. Dla naszych dzieci to pierwsza poważna wycieczka z sakwami i nocowaniem pod namiotem. W razie trudności bądź zmęczenia możemy łatwo skrócić trasę.

Szalony Roland
Pierwszy dzień jest kryzysowy. Dzieciaki nastawiły się, że podobnie jak podczas wycieczki wzdłuż Dunaju z Bratysławy do Wiednia będziemy jechać asfaltowymi ścieżkami, płaskimi jak stół. Niestety, czeka nas sporo górek, nierówności, niekiedy piachu i błota. Choć asfaltu też nie brakowało. Czy to ich nie zniechęci? Na szczęście nie! Kolejnego dnia Jędrek planuje:
- Jeśli wczoraj przejechaliśmy 50 km, to może dzisiaj spróbujemy 60? Później nawet podjazdy w pobliżu góry Piekberg, najwyższego wzniesienia na Rugii, nie robią na nich wrażenia. Zmęczone nogi rowerzystów ratuje Szalony Roland, swą obecność oznajmiając charakterystycznym „puff, puff”. Ciuchcia, kiedyś towarowa, obecnie rozwozi letników po najpiękniejszych miejscowościach wyspy (posiada przystosowany do przewozu rowerów wagon). Zaczyna swój bieg w Putbus, zwanym „białym miastem” ze względu na neoklasycystyczną zabudowę w tym kolorze, a kończy w Sellin. Tam też znajduje się najsłynniejsze na wyspie molo, znane między innymi z folderów turystycznych, które mają zachęcać do odwiedzenia Rugii.
A dlaczego Roland został ochrzczony „szalonym”? Prawdopodobnie z powodu zawrotnej prędkości, jaką rozwija. Odległość 25 km pokonuje w godzinę. Rowerem nie bylibyśmy jednak szybciej.

Plażowy szyk
Nadmorskie kurorty na Rugii wyglądają inaczej niż w Polsce. Nie znajdziemy tu jarmarku chińskich różności i głośnych rozrywek. Zobaczymy za to spokojne deptaki, wysmakowaną architekturę i kolorowe wiklinowe kosze na plażach. Jedynie w Prorze straszy...

 

Cały artykuł do przeczytania w magazynie "Podróże", nr 6, czerwiec 2017 r.




 
Autor: Kamila Gruszka

Na co dzień dużo pisze: na tematy górskie, podróżnicze, biegowe, dotyczące sprzętu turystycznego, przeprowadza wywiady i publikuje recenzje książek. Jej relacje z podróży ukazują się w magazynach podróżniczych. Publikuje w serwisach internetowych www.goryonline.com, www.ceneria.pl oraz prowadzi blog www.barswiat.pl, gdzie promuje aktywną turystykę rodzinną. Współpracuje z firmami z branży outdoor. Jest pilotem wycieczek.
Zazwyczaj aktywnie spędza czas: biega (udział w maratonach i w biegach górskich), lubi turystykę rowerową, kajaki, chodzi po górach, wspina się i praktykuje jogę. Zimą preferuje biegówki. Odwiedziła już prawie wszystkie kraje w Europie, podróżowała po Azji, była w Ameryce Północnej, ale niezmiennie fascynuje ją szeroko pojęty "Wschód". Od kilkunastu lat wraca na Kaukaz.


 O nas

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami głównie z dziećmi, niskobudżetowymi, najczęściej związanymi z nocowaniem pod namiotem, gotowaniem sobie samemu jedzenia, byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Mamy nadzieję, że rodziny znajdą tu wiele inspiracji, a może i inni, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.

 
Ostatnio dodane

Czy słyszeliście o Poleskim Parku Narodowym? My do tej pory niewiele. To jeden z młodszych polskich parków, bo utworzony w 1990 roku. Jego zadaniem jest ochrona tego, co zostało po opiewanych kiedyś przez poetów...

Dolomity to wspaniałe góry. Chyba nie ma takiej osoby, na której nie zrobiłyby wrażenia. Mimo że monumentalne ściany porażają, okazuje się, że wiele z wysokich szczytów jest łatwo dostępnych, a wycieczki nie są wcale męczące.

Podobnie jak zawsze przygotowujemy termos z herbatą, tak samo na wyjazdy nie zapominamy zapakować termosu na żywność – nierzadko od razu z zawartością.

Jaki zestaw skomponować na Hormoz? - zastanawiałam się rano w hotelu. Wiedziałam, że na wełnie merino mogę polegać niemal w każdych warunkach...

Mały ręcznik bardzo mi się przydaje w podróży - obojętnie czy lecę samolotem z międzylądowaniami...

...
...
...
...