kronika rodzinna
2019-08-03
BESKID ŻYWIECKI: wędrówka na Wielką Raczę

Pętla naszej wycieczki wiodła przez Wielką Raczę – punktem startowym i końcowym była Rycerka Górna. Zapewne nigdy byśmy tutaj nie trafili, gdyby nie to, że nasze dzieciaki wypoczywały w tej miejscowości na kolonii. Jędrka musieliśmy odebrać z jednego obozu i przewieźć na drugi – tak się złożyło, że obydwa miejsca wypoczynku dzieliło zaledwie 15 km.

Po co na darmo jechać tak daleko? – pomyśleliśmy. Zorganizowaliśmy więc sobie wypad w Beskid Żywiecki, bardzo rzadko odwiedzaną przez nas część polskich gór. Z namiotem.

Z Rycerki ruszyliśmy czerwonym szlakiem rowerowym i… szybko go zgubiliśmy. To znaczy na dole był znak z czerwonym paskiem i napisem, który dawał pewność, że dotrzemy ścieżką na Bendoszkę, potem też pojawiały się biało-czerwone znaczki na drzewach, ale w pewnym momencie byliśmy już niemal stuprocentowo pewni, że idziemy jakimś wariantem podejścia na szczyt, natomiast na pewno nie tym, którym pierwotnie planowaliśmy. Gdybyśmy przed startem wybrali bardziej oczywiste wejście szlakiem zielonym, byłoby wygodniej. Wtedy jednak ominęlibyśmy Bendoszkę, a z mapy wynikało, że w pobliżu szczytu będą fajne widoki.



Intuicyjnie wędrując w dobrym kierunku, ostatecznie na szczyt trafiliśmy. Widoki były. I krzyż milenijny też. Dobrze że burza się nie trafiła, bo na pewno ściągałby pioruny. Za chwilę pojawiło się również schronisko na Przegibku. Bardzo przyjemne, swojskie, z ławkami i stołami na zewnątrz. Ponieważ wędrowaliśmy z psem, woleliśmy zostać właśnie tam, na świeżym powietrzu. Po wypiciu kefiru z jagodami szklankę trzeba było odnieść z powrotem do okienka. Z wielką przyjemnością, bo naprawdę było tam miło.

Jeszcze w okolicy Przegibka widoki i przestrzenie były, ale potem od momentu wejścia na szlak czerwony czekała nas już tylko wędrówka przez las.



Nudny ten Beskid Żywiecki – komentowaliśmy w duchu. Gdy wreszcie wyszliśmy na halę, wykorzystaliśmy moment na zjedzenie kolacji z widokami na okolicę. Kanapki, zabrane z domu ogórki kiszone i dwa banany, które na szczęście przez drogę się nie zgniotły. W tym czasie przyszli kolejni wędrówkowicze i zaczęli w pobliżu rozbijać namioty.

Kusiło nas, żeby zrobić to samo, ale ambitnie ruszyliśmy dalej. Kolejnego dnia rano musieliśmy zejść z powrotem do Rycerki, więc w pierwszy dzień trzeba było nadrobić jak największą ilość kilometrów.



Tam przed nami jest jeszcze jednak polana – jednomyślnie uznaliśmy, że to będzie nasz cel na dzisiaj. Ponad nią doskonale widoczne było też schronisko pod Wielką Raczą.

Wybór był doskonały. Polana okazała się zdecydowane bardziej urokliwa od tej wcześniejszej. Najpiękniejszy punkt naszej wędrówki!



Mimo że nie byliśmy jedynymi osobami, które wybrały halę pod Wielką Raczą na miejsce noclegu, czuliśmy się w tym miejscu, jakbyśmy byli zagubieni w środku ogromnych gór.

Zupełnie jak na Ukrainie albo w Rumunii. Przed nami góry po horyzont, zero cywilizacji. I ta wolność! Możliwość rozbicia namiotu w dowolnym miejscu.



Rano pobudka zakończyła sielankę. Jeszcze tylko dorzucenie jagód z krzaka do porannej owsianki i ruszamy w drogę.

Tylko kilometr dzielił nas od schroniska na Wielkiej Raczy. Zahaczamy o szczyt Wielkiej Raczy z platformą widokową i zmykamy szybko w dół podążając za żółtymi znaczkami.



Dzieci już na nas czekały.

Ale to była piękna wycieczka! Choć na początku wcale się na taką nie zapowiadała…


Nasza trasa przez Więlką Raczę wyglądała tak:



 

 
 
 
 
 
 
Autor: Kamila Gruszka

Jest dziennikarką, podróżniczką i pilotką wycieczek. Publikuje w prasie podróżniczej, o tematyce górskiej i rowerowej oraz serwisach internetowych. Prowadzi blog www.barswiat.pl, gdzie promuje aktywną turystykę rodzinną. Współpracuje z firmami z branży outdoor. Organizuje pokazy podróżnicze.
Odwiedziła już prawie wszystkie kraje w Europie, podróżowała po Azji, była w Ameryce Północnej i Afryce, ale niezmiennie fascynuje ją szeroko pojęty „Wschód”. Jako pilotka specjalizuje się w wyjazdach do Gruzji, Armenii i Iranu.


 O nas

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami głównie z dziećmi, niskobudżetowymi, najczęściej związanymi z nocowaniem pod namiotem, gotowaniem sobie samemu jedzenia, byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Mamy nadzieję, że rodziny znajdą tu wiele inspiracji, a może i inni, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.

 
Ostatnio dodane

Parki narodowe Estonii? Chyba w pierwszej kolejności każdy, kto był w Estonii, wymieniłby Lahemaa, następnie Soomaa. Obydwa znane ze szlaków kładkowych wśród bagien i torfowisk...

Wyspa Keszm jest w przeważającej części sucha i szara. Jedynie błękit oblewającego morza dodaje jej koloru. Natomiast teren na północy wyspy....

Dolinia Chakhooh, zwana niekiedy kanionem, to jedna z najefektowniejszych formacji na wyspie Keszm. Z parkingu wędrujemy około 1 km...

Dawno, dawno temu na ziemię spadły gwiazdy. Można je zobaczyć w Dolinie Gwiazd na Wyspie Keszm (Qeshm). Stoją nieruchome, martwe...

Góry w Gruzji są wszędzie i na wędrówkę po nich można się udać nawet w miejsca, które z wysokimi szczytami się nie kojarzą.

...
...
...
...