Gdzie Nessi mówi dobranoc...

Szkocja objawiła mi się taką, jak ją sobie wyobrażałam: dookoła wyrastały góry, jeziora i fiordy otoczone zielonymi wzgórzami, a doliny wypełnione były wrzosami. Wędrując nazbierałam tych ostatnich kilkanaście gatunków: od białych do ciemnobordowych i fioletowych, takich o kuleczkach małych, jak i średnich czy dużych. Niestety, nie przetrwały one mojej prawie miesięcznej włóczęgi po krainie Highlands.

Celem wyprawy były góry: masyw Ben Nevisa (1347 m n.p.m.), Cuillin Hills na wyspie Skye i Cairn Gorm ze szczytem Ben Macdui (1309 m n.p.m.). Gdy nie wędrowaliśmy pieszo, przemieszczaliśmy się autostopem. Jedynym problemem związanym z tym środkiem transportu był niemożliwy do zrozumienia szkocki akcent naszych uprzejmych kierowców, którzy czasem nadrabiali kilkanaście kilometrów, żeby nas podwieźć bliżej celu.

Rozbijaliśmy się tam, gdzie zastała nas noc, na dziko w górach, od czasu do czasu korzystając jedynie potajemnie z pryszniców na płatnych polach namiotowych. Na dzień zostawialiśmy nasz dobytek bez opieki, jednak namiot zawsze stał tam, gdzie spodziewaliśmy się go zastać.

Tak włócząc się po górach, które skalnymi graniami przypominały Tatry, choć w rzeczywistości ich wysokość rzadko przekraczała 1000 m n.p.m., czuliśmy się zupełnie usatysfakcjonowani doznaniami wynikającymi z ambicji wspinaczkowych. Krajobrazy wprawiały nas w zachwyt. Istniał jednakże pewien problem...
Przeklęte midges! - wychylając się z namiotu miałam wrażenie, jakby jakaś kosmata łapa przejechała mi po twarzy.

Po zmroku ożywały małe wampirki o rozmiarach znacznie mniejszych niż zwykłe komary, niemniej muszki te atakowały z o wiele większą furią. W świetle dziennym oglądaliśmy nasze ciała z niezliczoną ilością czerwonych kropek. Bały się jedynie słońca, więc do zmroku musieliśmy znaleźć się w namiocie. Nikt nie chciał spotkać się z potworem pod postacią miliona latających żarłoków spragnionych ludzkiej krwi. Po zabezpieczeniu wejścia zaczynało się tępienie ich wewnątrz. Sprytniejsi od nas lokalni turyści poruszali się z siatkami na głowach.

Polubiliśmy za to bardzo i szczerze podziwialiśmy owce. To dzięki nim na nie oznakowanych w żaden sposób szlakach mogliśmy odbywać piesze wędrówki... idąc po ich śladach. Owcze ścieżki bezbłędnie prowadziły nas na otaczające szczyty. Nawet gdy wydawało nam się, że niemożliwe jest wejście po dużej stromiźnie, gdyż śliskie kamienie skutecznie zniechęcały, one i tak na grani były przed nami. Panoszyły się wszędzie uzurpując sobie prawo do tych terenów. Nie raz cierpliwie czekaliśmy uwięzieni w samochodzie, czekając aż minie nas stado naszych wełnistych przyjaciół. Drogi szkockie są niezwykle wąskie i czasem jedyną możliwością wyminięcia drugiego samochodu jest zjechanie na tzw. passing place. Czasem jednak owce uniemożliwiały jakiekolwiek poruszanie się.

Oprócz wejścia na Ben Nevis – najwyższej góry Wielkiej Brytanii, wędrówek po górach Isle of Skye, wyspy, która wydaje się być osobnym światem, zanurzonym głęboko w przeszłość (obok angielskich napisów na drogowskazach pojawiają się także informacje w gaelic) oraz przejścia przez góry Cairn Gorm z Aviemore do Breamar, zwiedzaliśmy po drodze ciekawe miejsca.

Spaliśmy na cyplu wcinającym się w morze pod ruinami zamku Duntulm na Isle of Skye, urządziliśmy piknik w pięknych ogrodach Dunvegan, o świcie obserwowaliśmy wschód słońca nad Eilean Donan Castle. Naszą wyobraźnię pobudzały fantastyczne kształty skał Old Man of Storr. Najwięcej wrażeń dostarczył jednak dziki nocleg w ruinach Urquart Castle nad Loch Ness.

Czekaliśmy aż do zmroku, by niezauważeni przedrzeć się przez ogrodzenie dookoła zamku. Po ukryciu namiotu tuż nad jeziorem wśród drzew, już w nocy poszliśmy zwiedzać ruiny. A tam... pełno ludzi, którzy wpadli na ten sam pomysł, a raczej w ten sam nielegalny sposób, co my, urządzili sobie... nocne wypatrywanie Nessie’go - potwora z Loch Ness. W zupełnych ciemnościach nie udało się go zobaczyć, ale mam poważne podejrzenia, że odgłosy fal uderzających o brzeg, słyszane przeze mnie w namiocie, mogły być równie dobrze jego człapaniem.

Przez cały pobyt wbrew ogólnym opiniom o klimacie Szkocji, mieliśmy piękną słoneczną pogodę. Jedynie na szczyt Ben Macdui wchodziliśmy w zupełnej mgle i przekonaliśmy się, że słusznie obszar ten nazywa się szkockim biegunem zimna. Zaczęło padać, gdy już Szkocję opuściliśmy...


Kamila Balbus - Gruszka


Artykuł ukazał się w "Głosie Wągrowieckim", nr 29 (591) 16 lipca 2004 r.



 
Autor: Kamila Gruszka

Jest dziennikarką, podróżniczką i pilotką wycieczek. Publikuje w prasie podróżniczej, o tematyce górskiej i rowerowej oraz serwisach internetowych. Prowadzi blog www.barswiat.pl, gdzie promuje aktywną turystykę rodzinną. Współpracuje z firmami z branży outdoor. Organizuje pokazy podróżnicze.
Odwiedziła już prawie wszystkie kraje w Europie, podróżowała po Azji, była w Ameryce Północnej i Afryce, ale niezmiennie fascynuje ją szeroko pojęty „Wschód”. Jako pilotka specjalizuje się w wyjazdach do Gruzji, Armenii i Iranu.


 O nas

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami głównie z dziećmi, niskobudżetowymi, najczęściej związanymi z nocowaniem pod namiotem, gotowaniem sobie samemu jedzenia, byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Mamy nadzieję, że rodziny znajdą tu wiele inspiracji, a może i inni, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.

 
Ostatnio dodane

Gdzie szukać przestrzeni na wycieczki z naszymi pupilami, jeśli większość terenów górskich objęta jest w Polsce ochroną? Znaleźliśmy raj na Słowacji.

Z trzech najbardziej znanych irańskich wysp: Keszm, Hengam, Hormoz, najbardziej zachwyca mnie ta ostatnia. Od samego początku.

Niektórzy nazywają ją czerwoną wyspą, ja wolę określenie „kolorowa”. Według naukowców można wyróżnić na Hormoz kilkadziesiąt kolorów skał. Ich zabarwienie zależy od zawartości określonych minerałów i soli.

W Zatoce Perskiej żyją delfiny, kolorowe rybki, a na brzeg wychodzą żółwie.

Keszm to największa irańska wyspa w Zatoce Perskiej. Z jednego końca wyspy na drugi pokonuje się 130 kilometrów.

...
...
...
...