GEOCACHING: Niepołomicka puszcza skarbów

Wydawało nam się, że Niepołomice i Puszczę Niepołomicką znamy na wylot. Jej dukty przemierzaliśmy pieszo, biegowo, na nartach i – oczywiście – na rowerach! Poszukiwanie geokeszy uświadomiło nam jednak, jak wiele miejsc zostało jeszcze do odkrycia.

Czym jest ów tajemniczo brzmiący geocaching? Swoim zasięgiem obejmuje cały świat! Na wszystkich siedmiu kontynentach ukryte są specjalne skrytki – kesze, które namierza się za pomocą urządzeń GPS. To takie współczesne poszukiwanie skarbów. Na początek warto szukać skrytek, których odnalezienie oscyluje bliżej poziomu pierwszego (najłatwiej je znaleźć) niż piątego (najtrudniej). Taka zabawa niesamowicie wciąga, tylko od czego zacząć? Od założenia konta na stronie www.geocaching.com (warto potem korzystać z polskiej wersji www.geocaching.pl). Drugi etap to ściągnięcie aplikacji na urządzenie mobilne – bardzo dobrze sprawdza się c: geo, z której będziecie korzystać w terenie. Teraz nie pozostaje już nic innego, jak ruszyć na wycieczkę!

Pierwsze kesze na wagę złota
Spotykamy się w niedzielne przedpołudnie przy nowym budynku Biblioteki i Laboratorium Aktywności Społecznej w Niepołomicach, gotowi na przygodę. Towarzyszy nam Paweł z Fundacji „Lepsze Niepołomice”, pomysłodawca wielu keszy w okolicy, autor przewodnika o geocachingu, i to on robi nam krótkie przeprowadził szkolenie już na starcie.
W Niepołomicach przyjezdni kręcą się najczęściej w pobliżu Zamku Królewskiego, nazywanego miniaturą Wawelu, Małopolskiego Centrum Dźwięku i Słowa – Muzeum Fonografii, kościoła pw. Dziesięciu Tysięcy Męczenników, ufundowanego w ramach pokuty przez króla Kazimierza Wielkiego, oraz rynku z figurą Justysi, co to zabiła tura, który wcześniej zranił króla Stefana Batorego podczas polowania. My jednak nie jesteśmy nastawieni na zwiedzanie Niepołomic, a poszukiwanie geocachy.
Paweł zarządza uruchomieniw aplikacji na telefonach i sprawdzenie pod ikonką „najbliższe”, które skrytki pokazały się w okolicy. Wejście w konkretny opis daje możliwość nawigowania nas do miejsca, do którego chcemy dotrzeć (samochodem, pieszo lub rowerem). Jeśli koordynaty skrzynki są dobrze podane, to za pomocą kompasu jesteśmy w stanie określić jej przybliżone położenie z dokładnością nawet do 10 metrów. Im bliżej, tym bardziej kompas zaczyna wariować i trzeba uruchomić myślenie, ewentualnie podejrzeć zakodowane wskazówki. Czasami jednak i te dodatkowe podpowiedzi są na tyle tajemnicze, że wymagają dłuższego zastanowienia. Pomocą mogą być wówczas spoilerowe zdjęcia oraz komentarze wcześniejszych odkrywców.
Okazuje się, że mamy istotne wsparcie – nasze dzieciaki, które wiedzione jakąś nadprzyrodzoną intuicją przeważnie jako pierwsze wpadają na ślad skrytki. Przekonujemy się o tym już przy budynku Młodzieżowego Obserwatorium Astronomicznego, dość istotnego punktu na mapie geocachingowej Niepołomic, do którego trafiamy w pierwszej kolejności.
- Jakie skarby! - skrzynka została szybko namierzona, a dzieciaki zafascynowane oglądają jej zawartość. Należy do większych, więc daje możliwość dołożenia do niej jakiegoś drobiazgu. Pamiętajcie: jeśli zabieramy coś ze skrytki, koniecznie musimy zostawić w niej coś w zamian. Chyba że znajdziemy w środku tak zwanego travelbaga. Te lubią podróżować po świecie, a trasę wędrówki można śledzić na stronie.
- A teraz jedziemy na cmentarz choleryczny - zagaja Paweł.
- Dokąd? - moje zdziwienie jest naprawdę duże, bo pierwszy raz słyszę tę nazwę. Jestem zaskoczona jeszcze bardziej, gdy okazuje się, że mówi o miejscu, które znajduje się na terenie miasta. Uświadamiam sobie wtedy, że geocaching to gra terenowa polegająca nie tylko na szukaniu skarbów, ale przede wszystkim na odkrywaniu nowych miejsc. Skrzynka o nazwie „Ofiarom Zarazy” znajduje się przy kapliczce, w miejscu, gdzie chowano zmarłych w czasie epidemii, która nawiedziła okolicę w 1885 roku.
Tym razem to skrytka magnetyczna. Kesze magnetyczne są stosunkowo łatwe do znalezienia, z góry wiadomo, że muszą być przyczepione do czegoś metalowego, np. ogrodzenia. Wystarczy tylko obmacać metalowe elementy. No, chyba że ma się do czynienia z całym żelaznym mostem! Wtedy bywa trudniej...

 



Leśne przebieżki i polne przechadzki
Kolejne zaplanowane przez Pawła miejsce z keszem do odkrycia jest nam doskonale znane. Wskakujemy na siodełka i powoli kierujemy się na cmentarz wojenny przy ulicy Staniąteckiej. W 1914 roku Rosjanie zbliżyli się do Krakowa, a o przeprawę przez Wisłę toczyły się walki w pobliżu Niepołomic. Dlatego właśnie w okolicy mamy tyle mogił żołnierskich. Zachodniogalicyjskie cmentarze wojenne są pod specjalnym nadzorem lokalnych aktywistów geocachingowych i niemal przy każdym znajduje się skrytka! Kolejna ważna uwaga: nigdy nie zakłada się skrytek na terenie cmentarzy, a jedynie w ich pobliżu, żeby uniknąć ewentualnego rozkopywania grobów i niszczenia tych miejsc! To także wskazówka, gdzie szukać.


Trzy pierwsze z zaplanowanych skrytek znajdowały się w Niepołomicach. Kolejne powinniśmy namierzyć za Staniątkami. Samą wieś Staniątki warto odwiedzić ze względu na znajdujący się tu najstarszy w Polsce klasztor benedyktynek (również miejsce ukrycia keszy!), ale my tym razem do opactwa nie docieramy. Bocznymi uliczkami Paweł prowadzi nas do zalesionego wzgórza o nazwie Winnica, gdzie ponoć pierwotnie miały stanąć zabudowania klasztoru. Winnica liczy zaledwie 253 metry n.p.m., ale jej stoki robią wrażenie! Wtaczamy się na szczyt wzgórza z rowerami. To poświęcenie jest konieczne, bowiem właśnie tam znajduje się kesz „Leśne Przebieżki – Winnica”. O dziwo, dzieciaki nie marudzą. Nic a nic! Do góry pchała je rywalizacja pod hasłem: kto tym razem pierwszy znajdzie skrytkę. W lesie odkrywamy trasę zjazdową z wyprofilowanymi zakrętami i hopkami dla pasjonatów kolarstwa grawitacyjnego. Na jej końcu ukrywa się jeden z keszy: „Polne Przechadzki – Winnica”. Jeszcze długo po jego znalezieniu stoimy i podziwiamy piękną panoramę okolicy.
„Leśne Przebieżki – zwierzęcy wiadukt” to ostatni kesz w pobliżu Winnicy. Miejsce może nieciekawe, jeśli chodzi o lokalizację, ale za to schowek bardzo pomysłowy! Przy okazji uczymy się kolejnej ważnej zasady: patrz uważnie dookoła siebie i jeśli znajdziesz coś, co nie pasuje do otoczenia, jest duże prawdopodobieństwo, że w tym miejscu będzie ukryty skarb, którego szukasz.
Tego dnia przejeżdżamy zaledwie 15 kilometrów po najbliższej okolicy, ale nie możemy uwierzyć, że odkryliśmy tyle nowych miejsc!

 



Dąb Batorego, dąb Mocnego
Kolejny dzień wcale nie zachęca do wycieczki rowerowej. Słońce co prawda od czasu do czasu wygląda zza chmur, ale poranek jest na tyle zimny, że zakładamy czapki i rękawiczki. Mimo to dzieciaki chętnie wsiadają na rowery, by ruszyć na kolejny wypad geocachingowy.
Czeka nas prawdziwa lekcja historii na rowerze, bo trasa wiedzie tak zwaną drogą królewską, czyli dawnym traktem prowadzącym od Zamku Królewskiego w Niepołomicach do Poszyny, gdzie kiedyś znajdował się pałacyk myśliwski. Tędy królowie wraz orszakiem wyruszali na polowania. Każde dziecko w Niepołomicach zna legendy o królu Batorym i dzielnej leśniczance, o wypadku królowej Bony czy o pełnym sukcesów polowaniu króla Augusta Mocnego. Ale po kolei...
Nasz pierwszy tego dnia kesz to „CW 325 – Wola Batorska” – kolejny schowek usytuowany przy cmentarzu wojennym. Miejsce łatwe do namierzenia, bo znajduje się przy skrzyżowaniu dróg, naprzeciwko leśniczówki Sitowiec. Teren znany okolicznym mieszkańcom i zadbany. Obok cmentarza, według mapy, powinien stać dąb króla Stefana Batorego.
Dojeżdżamy na miejsce rowerami i rozglądamy się najpierw w prawo, a potem w lewo w poszukiwaniu owego drzewa, jak zakładamy – słusznych rozmiarów. Przecież rósł tu już za czasów Batorego! Dopiero po chwili zauważam tuż przed moim nosem małe, rachityczne drzewko – to chyba ten dąb?!
Właściwy, liczący prawie 600 cm w obwodzie i mający 20 m wysokości, z licznymi śladami uderzeń pioruna i całkowicie uschnięty, runął 8 maja 2003. Jeszcze tego samego roku, w listopadzie, w jego miejsce posadzono nowe drzewo. Dlaczego miejsce to związane jest z królem Stefanem Batorym? Otóż władca odpoczywał pod dębem po polowaniu, podczas którego zranił tura. Niespodziewanie dogorywające zwierzę zaatakowało władcę. Króla uratowała Justyna, córka leśniczego, która ubiła tura celnym strzałem z kuszy.
Od drzewka Stefana Batorego do leśniczówki Przyborów nasza droga naszpikowana jest przeróżnymi pamiątkami z przeszłości. Kolejny dąb przy drodze upamiętnia Augusta II Mocnego. To pod jego koroną nocować miał król podczas jednego z polowań. Znana jest nie tylko dokładna data wydarzenia: 27 września 1730 roku, ale także bilans trzydniowych łowów. Ponoć ubito trzy łosie, 17 jeleni, 88 sarn, 33 dziki, 15 wilków, dwa rysie, 32 lisy i mnóstwo drobnej zwierzyny. Niestety, suche gałęzie smutno zwisają nad drogą i wydaje się, że i to drzewo niedługo zakończy swój żywot. Zresztą nie jest ono pierwotnym dębem Augusta. Posadzono je w 1875 r. w miejsce dużo starszego poprzednika i naocznego świadka wydarzeń.
Tym razem nie szukamy kesza, tylko go zakładamy. W ogóle w trakcie tej wycieczki częściej wyszukujemy potencjalne miejsca dla skrytek i wymyślamy wskazówki, jak do nich trafić, niż szukamy tych istniejących. Prawo do założenia kesza mają bowiem ci, którzy odnaleźli minimum 10 innych skrytek i udokumentowali to wpisem. Posiadanie kesza to wcale nie taka prosta sprawa, bo o skrytki trzeba dbać. Co jakiś czas należy zrobić obchód swojego rewiru, sprawdzić, czy logbook nie jest zapełniony, czy kartka nie zamokła, czy ołówek jest naostrzony lub nie zaginął, a przede wszystkim, czy kesz nie został zniszczony i czy nadal znajduje się na swoim miejscu. Kilka skrytek zakładamy w miejscach, w których istniały one wcześniej, ale ich właściciele zrezygnowali z opiekowania się nimi.
Tak było w przypadku kapliczki św. Huberta, kolejnego historycznego miejsca na drodze królewskiej z Niepołomic do Poszyny. 22 maja 1526 roku podczas królewskiego polowania spłoszony koń zrzucił brzemienną wówczas królową Bonę, w następstwie czego poroniła syna, Olbrachta, Jagiellona, który mógł zapewnić ciągłość dynastii (jej starszy syn, Zygmunt August, zmarł bezpotomnie). Po tym wydarzeniu król Zygmunt Stary ufundował kapliczkę, o której wiemy z przekazów historycznych. Obecna jest rekonstrukcją z 2005 roku. Znajduje się po prawej stronie drogi tuż przed parkingiem, przy którym porzucamy asfalt i wjeżdżamy na leśne ścieżki Puszczy Niepołomickiej.

 



Po kładce do Traczówki
Puszcza zwana kiedyś Niepołomną była ogromnym, niedostępnym obszarem leśnym, trudnym do pokonania – stąd wywodzi się jej nazwa. Zamieszkiwały ją niedźwiedzie, tury i żubry. O sarnach, jeleniach, dzikach i lisach nie warto nawet wspominać - polowano głównie na grubego zwierza. Niestety, Austriacy respektu przed puszczą nie mieli i wykarczowali ją niemal doszczętnie w czasach zaborów. Niemcy również korzystali z puszczańskiego drewna podczas II wojny światowej, dlatego do naszych czasów oryginalny drzewostan się nie zachował. Wcześniej także pozyskiwano tu drewno, ale nie na taką skalę. Kroniki wymieniają niejakiego Andrzeja Bochenka, który za króla Augusta II Mocnego był traczem, czyli pilarzem w tartaku nad pobliską Traczówką, potokiem płynącym przez puszczę, do którego właśnie się zbliżamy.
To bardzo urokliwe miejsce, zupełnie mi wcześniej nieznane. Gdyby nie koordynaty kesza tu ukrytego i wiedza Pawła (on był założycielem skrzynki w 2014 roku), trudno byłoby tu trafić. Polecam zatem wszystkim skrytkę „Traczówka”, choć musicie mieć świadomość, że aby ją odnaleźć, trzeba przejść po wąskim mostku bez poręczy! Nie martwcie się jednak na zapas! Skrytki nigdy nie są zakładane w miejscach niebezpiecznych, mogących się przyczynić do utraty zdrowia czy kontuzji. Co nie znaczy, że nie należy uważać!
Z „Traczówki” widać budynki leśniczówki Poszyna. Jak mówi legenda, nazwa osady jest związana z opisanym wcześniej wypadkiem królowej Bony i utratą syna („po syna”). Prawda jest jednak taka, że osada istniała już za czasów Kazimierza Wielkiego. Wielki entuzjasta łowów, jakim był Władysław Jagiełło, zlecił w tym miejscu budowę kwatery dla królewskich polowań. Nie trzeba daleko jechać, by dotrzeć do kolejnej historycznej pamiątki - pomników upamiętniających dwóch leśników: nadleśniczego Tadeusza Irzabka oraz dyrektora okręgowego Lasów Państwowych w Krakowie Stanisława Majewskiego, przy których szukamy następnej tego dnia skrzynki. Przy okazji odkrywamy kolejny dąb królewski, a nawet papieski! To sadzonka dębu szypułkowego, wyhodowana z żołędzi najstarszego w Polsce dębu - Dębu Chrobrego, pod którym ponoć spotkał się pierwszy król Polski z cesarzem niemieckim Ottonem III. Żołędzie poświęcił w 2004 roku sam papież Jan Paweł II. Niech pomoże to drzewku rosnąć długo i szczęśliwie. Oby żadne pioruny go nie trafiały!
Aż się prosiło, by założyć nową skrytkę przy grobie radzieckiego żołnierza. Znajduje się on na uboczu głównych szlaków przemierzanych przez niedzielnych spacerowiczów i rekreacyjnych rowerzystów. Miejsce to nie jest także zaznaczone na dostępnych mi mapach. A to przecież jedynie 50 metrów od Drogi Królewskiej! By odnaleźć mogiłę, należy skręcić w prawo przy słupku działowym o numerach 65/66/107/108 od ścieżki biegnącej dalej do Gawłowa. Żołnierz został zastrzelony w 1944 roku, gdy wojska radzieckie w drodze z Tarnowa do Krakowa przechodziły przez puszczę. Według wspomnień mieszkańców pobliskich Mikluszowic niemiecki strażnik leśny oddał tylko jeden strzał do radzieckiego zwiadowcy.
Czarny Staw jest z kolei odwiedzany tłumnie. Staramy się usunąć nieco z widoku mugolom, czyli wszystkim niewtajemniczonym w keszowanie. Zawsze gdy otwieramy skrytki, musimy to robić dyskretnie. Po pierwsze dlatego, by inni nie dojrzeli, gdzie chowamy pojemniki i żeby nie przyszło im do głowy je opróżnić czy zniszczyć. Po drugie, nie możemy dostarczać wskazówek tym, którzy przyjdą po nas. Nad Czarnym Stawem aktywowujemy kesza, który istniał w tym miejscu już jakiś czas temu. Jego odnalezienie wymagało ode mnie największej sprawności fizycznej ze wszystkich zapisanych na moim koncie schowków!

 



Żubrostradą do chatki Baby-Jagi
Wykorzystując kolejny piękny weekend, Paweł zaprasza nas na wycieczkę przez Puszczę Niepołomicką do Mikluszowic. Początek trasy jest identyczny jak poprzednio. Po dojechaniu do leśniczówki Przyborów tym razem zamiast kontynuować jazdę prosto Drogą Królewską, skręcamy w lewo, tak jak prowadzi nas asfalt, by dotrzeć do tak zwanej żubrostrady, drogi równoległej do królewskiego traktu. To mocno oblegana, wąska, asfaltowa droga biegnąca przez puszczę. Z idealną nawierzchnię dla rowerzystów różnej maści, ale także rolkarzy. Mknie się przed siebie, nie rozglądając na boki. A warto! Po jakiś siedmiu kilometrach dojrzymy bowiem po lewej stronie chatkę na kurzej nodze! Choć wygląda nieco bajkowo, na szczęście nie mieszka w niej żadna Baba-Jaga. Leśnicy urządzili tutaj gigantyczny, zadaszony paśnik dla zwierząt. Paweł już wcześniej powziął decyzję, że założy tu nowy kesz. Naszym zadaniem było wymyślenie, gdzie go schować. Podpowiem tylko, że aby go odnaleźć, konieczne jest użycie znajdującej się tu drabiny. Takie oto pomysły mają dzieci na umiejscowienie skrytek...
Długie przejazdy to znak szczególny naszej trzeciej wycieczki geocachingowej. Żubrostradą wyjeżdżamy po drugiej stronie puszczy. Kierując się za znakami nowego szlaku rowerowego Velo Metropolis, docieramy do kładki w Mikluszowicach. Przejście nią robi wrażenie. Zresztą przeczytajcie opis zaczerpnięty ze strony geocaching.pl: „Most wiszący w Mikluszowicach. Przez miejscowych zwany kładką lub ławą. Podobno kilka lat temu można było obserwować przejazdy przez most Fiatów 126p, wymagało to stalowych nerwów od kierowcy. Idąc szybkim krokiem, pojedynczy człowiek jest w stanie rozbujać most, z tego też powodu kondukty żałobne, które czasami tędy przechodzą na pobliski cmentarz, zmuszone są iść bardzo powoli i zatrzymywać się co kilka metrów.” Na most nie może naraz wejść więcej niż 20 osób, zabronione jest też przejeżdżanie po nim rowerem. Nasze jednoślady zostawiamy więc przed kładką i zaczynamy szukać miejsca na nowy kesz. Ze względu na konstrukcję w zasadzie wybór wydaje się oczywisty.
Nie tylko zakładamy nową skrytkę, również odnajdujemy dwie kolejne. Tuż przed mostem wznosi się wzgórze zwane Górą św. Jana, gdzie kiedyś znajdowało się średniowieczne grodzisko. Według legendy, na szczycie miała stać świątynia poświęcona pogańskiemu bóstwu, którą zastąpił kościół pw. Jana Chrzciciela. A potem kolejne, bo coś szczęścia nie miały stawiane w tym miejscu budowle. Niszczyły je pożary lub zawieruchy wojenne, aż wreszcie kościół umiejscowiono w innej części wsi. O dawnych czasach przypomina wiekowa lipa. Wskazówki zaprowadziły nas właśnie do niej...
Ostatni kesz okazuje się najtrudniejszy do znalezienia, ale też najbardziej satysfakcjonujący. Skrytka „CW 323 - Mikluszowice” została zlokalizowana na terenie cmentarza parafialnego, na którym wydzielono kwaterę wojskową. I właśnie to okazało się najtrudniejsze. Bo niby kesz dotyczy CW 323 (cmentarza wojskowego), czyli powinien być zlokalizowany w pobliżu mogił żołnierzy, ale tak naprawdę mógłby być gdziekolwiek. Sprawdzamy każde miejsce, które wydaje nam się dobre na schowanie skrzynki. Gdybyśmy wiedzieli od początku, że kierunek, w którym prowadzi nas kompas jest wyjątkowo precyzyjny, już dawno odtrąbilibyśmy sukces. Dość powiedzieć, że miejsca, w którym skarb był ukryty, Paweł kilka razy dotykał i nic nie wyczuł. Mnie jednak nie dawało to spokoju, sprawdziłam sama i... znalazłam!
Uznaliśmy to za dobre podsumowanie naszych szkoleniowych wycieczek pod okiem Pawła. Poczuliśmy, że jesteśmy w stanie sami odkrywać kolejne kesze. Choć, oczywiście, wiele miesięcy nauki jeszcze przed nami.
35 km w siodełku dość mocno nas wymęczyło. Zapewne miały na to wpływ rzadkie odpoczynki i postoje na odkrywanie geoskrytek. Tego dnia znaleźliśmy tylko dwie, ale dwie nowe ukryliśmy.

 



Dlaczego keszy warto szukać na rowerze? Bo rower wydaje się idealnym środkiem transportu na tego typu wypady. Pieszo nie obejdziemy zbyt wielu lokalizacji, a samochodem nie wszędzie dojedziemy. Szczególnie na terenie Puszczy Niepołomickiej najłatwiej i najprzyjemniej porusza się na jednośladach. Najwspanialsze w geocachingu jest to, że pozwala na nowo odkrywać najbliższą okolicę.


Pełna wersja artykułu wraz z informacjami praktycznymi w: npm, nr 3 (121), marzec 2018 r.

 




 
Autor: Kamila Gruszka

Jest dziennikarką, podróżniczką i pilotką wycieczek. Publikuje w prasie podróżniczej, o tematyce górskiej i rowerowej oraz serwisach internetowych. Prowadzi blog www.barswiat.pl, gdzie promuje aktywną turystykę rodzinną. Współpracuje z firmami z branży outdoor. Organizuje pokazy podróżnicze.
Odwiedziła już prawie wszystkie kraje w Europie, podróżowała po Azji, była w Ameryce Północnej i Afryce, ale niezmiennie fascynuje ją szeroko pojęty „Wschód”. Jako pilotka specjalizuje się w wyjazdach do Gruzji, Armenii i Iranu.


 O nas

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami głównie z dziećmi, niskobudżetowymi, najczęściej związanymi z nocowaniem pod namiotem, gotowaniem sobie samemu jedzenia, byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Mamy nadzieję, że rodziny znajdą tu wiele inspiracji, a może i inni, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.

 
Ostatnio dodane

Taką mam naturę, że nawet nad morzem muszę sobie znaleźć jakąś górę – powtarzam jak mantrę tę myśl w drodze na wzgórze ponad Gonio. To moja ulubiona miejscowość koło Batumi.

Co zobaczyć w Tbilisi? Zawsze gdy ktoś mnie pyta o plan na zwiedzanie Tbilisi, pomijam w odpowiedzi najważniejsze zabytki i zaułki miasta. Zróbcie spacer wzgórzami wokół Tbilisi – rekomenduję.

Słowacy mają niesamowite szczęście, że ich kraj zasięgiem obejmuje aż tyle gór. Po naszej, polskiej stronie, też jest w czym wybierać, ale doświadczenie podpowiada, że góry na Słowacji są zdecydowanie mniej zatłoczone niż w Polsce...

Rakytov słynie z najrozleglejszych w Fatrze widoków. Wybierając się na ten szczyt w najpiękniejszy pogodowo dzień, mieliśmy nadzieję, że uda nam się zobaczyć te osławione panoramy górskie.

Drugi dzień długiego weekendu w Wielkiej Fatrze i niestety niespodzianka pogodowa – wszędzie mgła. Ostatecznie nie było tak źle...

...
...
...
...