kronika rodzinna
2018-05-17
IRAN: Hengam – nie tylko delfiny

W stronę Hengam płyniemy motorówką. To maleńka wyspa oddalona zaledwie o 2 km od znacznie większej wyspy Qeshm. Zapewne nie byłaby tak znana, gdyby nie... delfiny, które niedaleko lubią przepływać. Nie zawsze okoliczności są łaskawe, ale tym razem ani fala nie była za wysoka, ani wiatr za mocny, więc delfiny długi czas baraszkowały pomiędzy łódkami.

Jak się dostać na Hengam
Pomiędzy Qeshm a Hengam funkcjonuje regularny transport morski. Port znajduje się na południowym cyplu wyspy Qeshm, koło Shibderaz. Bilety na przeprawę kupuje się w kasie. Nie spodziewajmy się jednak, że za chwilę wsiądziemy na prom morski. Na Hengam chętnych zabierają chybotliwe motorówki, po 12 osób w jednej. Cena zależy od ilości osób, które uda się zebrać, zestawu atrakcji po drodze, na które uda nam się namówić kierującego motorówką oraz czasu, który nam poświęci. Ceny zaczynają się od 150 000 riali. Warto ubrać na siebie kamizelki ratunkowe i zabezpieczyć siebie oraz plecaki czy aparat fotograficzny przed falami! Mknie się bardzo szybko.



Delfiny – główny cel wycieczki
Tymczasem Hengam mijamy po lewej stronie. Wrócimy do niej, ale najpierw wypływamy dalej, w morze. Szukamy delfinów. Motorniczowie łódek doskonale wiedzą, gdzie je można spotkać. Tego dnia mamy niesamowite szczęście, bo delfinów w wodzie jest całe mnóstwo. Otaczają nas ze wszystkich stron i długo nam towarzyszą. Zachwytom nie ma końca.

 



Kolorowe rybki
Po drugiej stronie wyspy, przy wysuniętym cyplu, kłębią się w wodzie w ogromnej ilości kolorowe rybki. Warto mieć przygotowany dla nich chleb. Wtedy jeszcze bardziej szaleją w poszukiwaniu okruchów.

 



Srebrna plaża
Kolejny punkt uzgodnionej wycieczki to przystanek na plaży. Nie jest to jednak zwykła plaża, tylko... srebrna. Ze srebrnym piaskiem, a właściwie drobinkami - ponoć – kwarcytu, który mieni się w słońcu. Trudno po nim stąpać – tak jest mocno nagrzany. Jak to metal :) Takich srebrnych plaż jest na Hengam kilka, choć w przeciwieństwie do okolicznych wysp – Qeshm i Hormoz – tutaj nie znajdziemy wielu ciekawostek geologicznych. Wyspa jest płaska, nie ma wielu wzniesień i skał o ciekawych kształtach. Mogłaby uchodzić za niezbyt atrakcyjną, gdyby nie kobiety bandari w kolorowych maskach, które czekają na przybyszów od strony plaży, dokąd dobijamy naszą motorówką.

 



Turystyka na wyspie
Mieszkańcy wyspy trudnią się rybołóstwem i... turystyką. Chciałoby się wyidealizować obraz Hengam, jako samotnej rajskiej wyspy, gdzieś na środku Zatoki Perskiej, ale realia są zupełnie inne.
Choć turystów zagranicznych faktycznie dociera tu niewielu. W ogóle na wyspach Zatoki Perskiej nie spotkamy zbyt wielu plecakowiczów. Ci, którzy w te rejony przybędą, ograniczają się raczej do odwiedzin wyspy Qeshm, największej i z najlepiej rozwiniętą infrastrukturą turystyczną oraz ewentualnie Hormoz, na którą kursują promy zarówno ze stałego lądu, z Badar-e Abbas, jak i z Qeshm City. Do portu, z którego wypływają łódki na Hengam, trudniej trafić. Trzeba wynająć transport, by do niego dojechać. Miejscowi jednak doskonale znają to miejsce i chętnie korzystają z możliwości wyprawienia się na wyspę. Szczególnie w weekendy i święta można spotkać ich tu spore grono, żeby nie użyć określenia: „dzikie tłumy”.

 



W gościnie na Hengam
W byle jak skleconych budkach z kawałków drewna i liści palmowych, ale jakże malowniczych, czeka nas ekspozycja rękodzieła, które – chciałoby się wierzyć – zostało wykonane przez sprzedające je kobiety. Bransoletki, koraliki, różne wyroby z muszelek i tego, co można znaleźć na plaży – idealne na upominki i pamiątki z podróży, więc nabywców nie brakuje.

W zacienionych wnętrzach można poprosić o przygotowanie „samosy” - miejscowej odmiany smażonego placka z farszem w środku. Do wyboru są: ziemniaki, ryby czy owoce morza. Posiłek przygotowywany jest na naszych oczach i pachnie smakowicie. Po jedzeniu, albo w międzyczasie, możemy poprosić o wykonanie malunku henną. Pomalowane części ciała trzeba potem chronić przed wodą morską, by wzór zbyt szybko nie zszedł.

 



Mieszanka etniczno-kulturowa
Henna, samosy? Czy te rzeczy nie kojarzą się bardziej z Indiami niż z Iranem? Owszem, mocne są na wyspach Zatoki Perskiej wpływy hinduskie, ale też afrykańskie, arabskie i europejskie. Mieszkańcy wysp mają ciemniejszą karnację, a ich ubiór wyraźnie się różni od perskiego. Wyznają islam, ale w odmianie sunnickiej i większość mieszkańców ma pochodzenie arabskie.

 

 

Od XVI wieku zadomowili się tutaj Portugalczycy, którzy kontrolowali szlaki handlowe w Zatoce Perskiej przez ponad wiek. Na wyspie pozostawili wyraźne ślady w postaci wraków statków. Jeden oznaczony jest bojką niedaleko brzegu, inny odcina się wyraźnym kształtem na plaży, przysypany jednak już mocno piaskiem. Portugalczyków z brytyjską pomocą przepędził szach Abbas, który jednak port morski wolał założyć na lądzie, gdzie obecnie znajduje się Bandar-e Abbas, nazwane tak na jego cześć.

 



Kobiety w maskach
Odwiedziny na wyspie nie byłyby tak interesujące i warte zachodu, gdyby nie kobiety w maskach. Kobiety zakrywają twarze zarówno na Qeshm, jak i Hormoz, ale tym z Hengam możemy się przyjrzeć z bliska. Nie mają nic przeciwko pozowaniu do zdjęć. Maski są niesamowicie kolorowe, tak jak ich stroje. Z jednej strony wyznawana jest tutaj radykalniejsza forma islamu - sunnizm, z drugiej, jest ona zdecydowanie barwniejsza. Przynajmniej jeśli chodzi o wygląd kobiet. To kobiety pełnią rolę gospodyń na Hengam, podczas gdy ich mężowie wożą nas motorówkami.

 



Czy warto?
Z jednej strony lubię myśleć o Hengam jak o zagubionej gdzieś na morzu małej wyspie, do której dociera niewielu turystów. Z drugiej, przeczą temu przygotowane specjalnie na ich przyjęcie stoiska  z towarami na sprzedaż i szyldy z wizerunkiem jedzenia, zachęcające do skosztowania samosy i innych miejscowych specjałów. Kobiety w maskach są przyzwyczajone do tego, że wszyscy chcą je fotografować i chętnie na to pozwalają. Są bardzo sympatyczne i przyjaźnie nastawione, ale zbyt często to ich pozytywne nastawienie jest za bardzo wykorzystywane. Nie chciałabym napisać zbyt mocnych słów w tej materii, ale sytuacja kojarzy mi się z fotografowaniem zwierząt - by nie rzec małp - w zoo. Niestety, wpadamy, my turyści, na wyspę na chwilę. Czas mamy ograniczony, bo motorówki czekają – nie zawsze uda się wynegocjować dłuższy czas postoju niż zwyczajowe 20-30 minut. Szybko więc przebiegamy przez stoiska, kupujemy samosę, niecierpliwimy się, gdy zbyt długo się robi, dopadamy pań od henny, pstrykamy foty w przelocie.

 

 

Zdecydowanie lepiej byłoby mieć na pobyt na wyspie więcej czasu. Może warto pomyśleć o noclegu tutaj? Co prawda miejsc noclegowych pod dachem z prawdziwego zdarzenia na wyspie nie ma, ale znajdzie się przestrzeń do rozbicia namiotu. Ewentualnie można podpytać miejscowych, czy nie przenocują nas u siebie. Wtedy będziemy mieli okazję podpatrzeć prawdziwe na wyspie, a nie tylko to wystawione na pokaz.



 
 Wioska na wyspie Hengam - z dala od plaży
 Port, z którego wypływają motorówki na Hengam
 Delfiny - żeby je zobaczyć trzeba mieć szczęście i farta
 Hengam eksploruje się od strony wody
 Wybrzeże Hengam
 Wrak portugalskiego statku na plaży
 
 Wrak portugalskiego statku zakopany w piasku
 Takimi motorówkami przypływa się na Hengam
 Stoiska z pamiątkami na Hengam
 Co można kupić na Hengam
 Mieszkanka wyspy
 Kobiety na Hengam czekają na turystów
 
 Kobiety w maskach chętnie pozują dla turystów
 Wzory malowane henną
 Motorówkami na Hengam
 Srebrna plaża
 Drobinki kwarcytu
 Z tej perspektywy Hengam to rajska wyspa
 
 Kiermasz różności na wyspie
 Koniecznie trzeba spróbować samosy przygotowywanej przez mieszkanki wyspy
 Samosy - placki z farszem
 Kobiety bandari mają zdecydowanie ciemniejszy kolor skóry niż Iranki
 Przepiękne maski to znak rozpoznawczy mieszkanek Hengam
 Malowanie henną
 
 Z tej strony przybija się do brzegu
 Rajska wyspa?
 Kolorowe rybki przy brzegu
 Dla rybek warto mieć przy sobie chleb
 Na Hengam można znaleźć odludne plaże
 Wyspy Zatoki Perskiej - najpiękniejsza część Iranu
 
 
Autor: Kamila Gruszka

Jest dziennikarką, podróżniczką i pilotką wycieczek. Publikuje w prasie podróżniczej, o tematyce górskiej i rowerowej oraz serwisach internetowych. Prowadzi blog www.barswiat.pl, gdzie promuje aktywną turystykę rodzinną. Współpracuje z firmami z branży outdoor. Organizuje pokazy podróżnicze.
Odwiedziła już prawie wszystkie kraje w Europie, podróżowała po Azji, była w Ameryce Północnej i Afryce, ale niezmiennie fascynuje ją szeroko pojęty „Wschód”. Jako pilotka specjalizuje się w wyjazdach do Gruzji, Armenii i Iranu.


 O nas

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami głównie z dziećmi, niskobudżetowymi, najczęściej związanymi z nocowaniem pod namiotem, gotowaniem sobie samemu jedzenia, byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Mamy nadzieję, że rodziny znajdą tu wiele inspiracji, a może i inni, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.

 
Ostatnio dodane

Cierpieliśmy mocno, dopóki nie odkryliśmy, że firmy outdoorowe mają w ofercie walizki na kółkach, wyglądem przypominające jednak fajne torby podróżne...

W produktach GSI proste rozwiązania łączą się z pięknym designem. Podobnie jest w przypadku Glacier Stainless Microlite.

Krótka charakterystyka wysp i informacje praktyczne, które udało nam się zebrać podczas dwóch wyjazdów do Iranu w pierwszej połowie 2017 r.

Wydawało nam się, że Niepołomice i Puszczę Niepołomicką znamy na wylot. Jej dukty przemierzaliśmy pieszo, biegowo, na nartach i – oczywiście – na rowerach! Poszukiwanie geokeszy uświadomiło nam jednak, jak wiele miejsc zostało jeszcze do odkrycia.

Pierwsze zimowe skojarzenie z Jaworzyną Krynicką? Oczywiście narty, ale jej okolice to nie tylko trasy dla miłośników białego sportu, to także atrakcyjne szlaki piesze.

...
...
...
...