Kazbek - opowiadanie praktyczne

Kazbek (gruz. Mkinwarcweri) to najwyższy szczyt Gruzji (5047 m n.p.m.). Ze względu na symetryczny stożkowy kształt uchodzi za jeden z najpiękniejszych kaukaskich szczytów. Idealne miejsce dla wszystkich, którzy cenią górskie klimaty: niekończące się czekanie na dobrą pogodę, dylematy o drugiej w nocy w ciepłym śpiworze, czy jest sens wychodzić, nocne marsze po osuwających się kamieniach, nagrodzone pięknym świtem na lodowcu...

Jedziemy pod Kazbek

Z Tbilisi musimy dotrzeć do miejscowości Kazbegi, oddalonej od stolicy ok. 150 km. Droga do Kazbegi to słynny transkaukaski szlak, tzw. Gruzińska Droga Wojenna. Po drodze będzie można zobaczyć piękną twierdzę Ananuri, średniowieczne wieże sygnalizacyjne oraz niesamowite górskie widoki.
Najtańsze rozwiązanie to „marszrutka”, po polsku zwana busem, koszt – 4 USD. Musimy jednak liczyć się z tym, że ze względu na tłok będziemy musieli trzymać nasze plecaki na kolanach i nic po drodze nie zobaczymy oprócz systemu nośnego plecaka lub czekana przygniatającego policzek. Dlatego, jeśli jedziemy większą ekipą, warto zastanowić się np. nad wynajęciem busa, dzięki czemu będzie można zatrzymać się w wielu miejscach, a nie oglądać je tylko z okna. Przy 10-12 osobach koszt nie powinien przekroczyć 10-15 USD/os. Publiczne marszrutki odjeżdżają z Tbilisi z dworca autobusowego „Didube”. Tam też można wynająć busa do własnej dyspozycji. Czas przejazdu: 3-4 godziny.

Z Kazbegi do bazy

Gdy wysiądziemy z busa, zobaczymy Kazbek. W tym momencie, wprost proporcjonalnie do widoczności, wzrośnie nasza chęć wejścia na tę górę. Widok naprawdę piękny. Kazbegi to ostatnie miejsce, gdzie można uzupełnić zapasy żywności. Ze wsi, oprócz pięknego widoku na Kazbek, możemy podziwiać równie urokliwy, wznoszący się wysoko nad wsią kościółek – Cminda Sameba (Trójcy Świętej). W związku z tym, że znajduje się na drodze do bazy pod Kazbekiem, jest doskonałym miejscem na nocleg. Aby tam dotrzeć, kierujemy się do położonej nad Kazbegi wsi Gergeti, a następnie, klucząc między domostwami, wychodzimy koło cmentarza na polną drogę, którą dotrzemy do kościółka. W razie wątpliwości każdy tubylec wskaże najlepszą ścieżkę. Cminda Sameba to bajkowo piękne miejsce. Oprócz walorów czysto estetycznych, kościółek ma też istotną zaletę praktyczną. Od niedawna zamieszkuje tam pop i nie ma nic przeciwko zostawieniu u niego niewielkiego depozytu. Dojście z kościółka do bazy może zająć od 8 do 10 godzin. Jeśli mamy dużo czasu, można oczywiście rozważyć jeszcze jeden nocleg po drodze, dzięki temu na pewno zyska nasza aklimatyzacja. Z miejsca biwakowego kierujemy się na wzniesienie górujące nad łąką. Tam należy rozglądać się za pasterską ścieżką. Poprowadzi ona na widoczną z daleka przełęcz oznaczoną kopcem kamieni. To mniej więcej połowa drogi – stąd zobaczymy już lodowiec. Gdy zejdziemy w dół doliny, musimy zacząć rozglądać się za kopczykami po drugiej stronie rzeki. Czeka nas przeprawa – w zależności od tego, jakie miejsce znajdziemy, będziemy przechodzić po pas w górskiej rwącej rzece, albo uda się ją przejść suchą nogą. Kierujemy się w stronę czoła lodowca, powinniśmy natrafić na kopczyki i dość ordynarne oznaczenia – napisy czerwoną farbą na skałach. Sam lodowiec jest suchy i nie wymaga żadnej asekuracji. Ważne jest, aby kierować się w stronę widocznego budynku meteostancji, górującego na skałach ponad lodowcem. Znalezienie optymalnego zejścia z lodowca może za pierwszym razem przysporzyć trochę problemów. Znajduje się ono poniżej budynku po jego lewej stronie i jest oznaczone dużym widocznym z lodowca kopcem kamieni (ważne: Nie dajmy się skusić morenie bocznej lodowca po prawej stronie od „meteo”, bo możemy się przejechać – dosłownie i w przenośni – po osuwających się kamieniach).

Baza pod Kazbekiem

Baza pod Kazbekiem to dawna stacja meteorologiczna, stąd też często używana nazwa tego miejsca – „meteo” lub „meteostancja”. Mieści się na wysokości 3700 m n.p.m. W budynku meteostancji istnieje możliwość noclegu – cena jest umowna i głównie zależy od tego, jakiej narodowości jest przybysz i jakie ma zdolności do negocjacji. Reasumując, można zapłacić 10 USD, a można też nic nie płacić i być przy tym goszczonym z iście gruzińskim rozmachem i serdecznością. Nie ma problemu z rozbiciem namiotów pod „meteo” – jest to zawsze darmowe. Czekają też gotowe platformy po poprzednikach. Wejście na szczyt i powrót do „meteo” zajmuje średnio ok. 12-14 godzin. Najlepiej jest wychodzić między drugą a czwartą w nocy. Niektórzy atakują szczyt wychodząc dzień wcześniej na plateau i tam nocując (4470 m n.p.m.). Zwiększa to szanse powodzenia, jednak pod warunkiem, że „wstrzelimy” się w pogodę. Dojście na plateau z meteostancji to ok. 4-5 godzin. Z plateau można wejść na szczyt w ok. 4 godziny.

Trudności

Od „meteo” na szczyt prowadzą dwie drogi o rosyjskich wycenach: wspinaczkowa – 3A i klasyczna – 2B.
Pomimo tego, że wycena drogi klasycznej 2B jest zbliżona do wyceny bardzo łatwej drogi na Elbrus, może to jednak wprowadzać w błąd. Elbrus zawdzięcza wycenę głównie wysokości (5642 m n.p.m.), a nie jakimkolwiek trudnościom, co jest zresztą specyfiką rosyjskiej skali. Kazbek jest zdecydowanie trudniejszy od Elbrusa, wymaga chociażby podstawowego doświadczenia wspinaczkowego, znajomości technik asekuracji oraz doświadczenia w poruszaniu się po lodowcu. W przeciwieństwie do obleganego przez rzesze turystów Elbrusa, Kazbek nie jest aż tak często odwiedzany i nie ma tam też tak oczywistej drogi jak na Elbrusie. Przy wytyczaniu trasy na lodowiec, przy przejściu przez niego i potem w drodze na szczyt często jesteśmy zdani wyłącznie na siebie. Końcowy odcinek i wejście na szczyt to ok. 50-metrowa skalno-lodowa ścianka o nachyleniu ok. 45-50 stopni. Dodatkowym problemem jest wyjątkowo niestabilna pogoda. Kazbek jest najwyższym szczytem w okolicy i przez to pogoda w bezpośrednim otoczeniu góry zmienia się dosłownie w ciągu kilku minut. Wszędzie mogą panować względnie dobre warunki, a na Kazbeku zawierucha uniemożliwiająca bezpieczne wejście. Nawet jeśli w nocy jest optymistycznie i podejmiemy próbę wejścia na szczyt, musimy liczyć się z tym, że w ciągu kilku minut warunki zmienią się całkowicie i będziemy musieli zawracać. Właśnie ze względu na wyjątkowo niestabilną pogodę większość prób wejścia kończy się na plateau na wysokości ok. 4470 m n.p.m.

Droga na szczyt

Z meteostancji musimy dotrzeć najpierw na lodowiec. Wiedzie na niego w miarę widoczna ścieżka. Warto jednak w pierwszych dniach aklimatyzacyjnych odświeżyć stare lub poukładać nowe kopczyki kamieni. Znacznie ułatwi to nocne przemarsze. Na lodowiec najlepiej wchodzić przy żelaznym krzyżu w kolorze czarnym (biały jest wcześniej, doskonale ułatwia orientację w nocy). Przechodzi się początkowo krótki odcinek lodowca, by dotrzeć do kamieni morenowych, doskonałego miejsca na założenie raków i związanie się liną przed wejściem na lodowiec. Następnie należy iść wzdłuż moreny bocznej, a potem wzdłuż ogromnej ściany, po której co chwilę staczają się kamienie, czasami wielkości telewizora. Początkowo klucząc między szczelinami, wychodzimy wreszcie na plateau (4470 m n.p.m.). Wchodzimy na górną jego część i stąd kierujemy się w kierunku szczytu –prosto w stronę charakterystycznego nawisu śnieżnego. Nawis omijamy z prawej strony i ponad nim rozpoczynamy trawers, który wyprowadzi nas na przełęcz między wierzchołkami. Wejście na wierzchołek to ok. 50-metrowa zalodzona ścianka o nachyleniu ok. 45-50 stopni. Tutaj mogą przydać się śruby lodowe.

Sprzęt

Udane wejście na szczyt zależy od zabrania na wyprawę minimum niezbędnego sprzętu. Potrzebne będą: buty – skorupy lub odpowiedniki (ewentualnie dobre, sztywne treki, jak na turystykę zimową w Tatry z 2-3 parami ciepłych skarpet), raki, czekan turystyczny, lina 50 m, uprząż, 2 prusiki, 2 karabinki zakręcane, ósemka, 4 śruby lodowe (śrub nie użyliśmy, ale mogą się przydać), dla wygody warto wziąć kijki teleskopowe.

Możliwości aklimatyzacji

Rejon Kazbeku daje sporo możliwości aklimatyzacyjnych. Oprócz wyjść rozpoznawczych w kierunku szczytu, np. na plateau, można jeszcze wejść na urokliwy szczyt – Orcweri (4258 m n.p.m.) lub znacznie wyższy, aczkolwiek zdecydowanie mniej ciekawy – Pik Spartak (ok. 4500 m n.p.m.), znajdujący się w pobliżu plateau (w przypadku złej pogody próby wejścia na Kazbek z przewodnikiem kończą się „dla pocieszenia” właśnie tam). Interesujące są wycieczki do miejsc sakralnych znajdujących się w pobliżu meteostancji – kapliczki lub tzw. Betlemi.

Przewodnicy, czyli „wam nada gida”

Przebywając w bazie pod Kazbekiem należy liczyć się z tym, że gruzińscy gospodarze będą próbowali oferować swoje usługi przewodnickie. O ile troska o życie gości jest w pełni uzasadniona, tak kwoty, jakie wchodzą w grę – raczej bandyckie (od 80 do 200 USD od osoby). Często oferty te mają charakter wręcz wymuszeń podpartych opowieściami o wyjątkowych trudnościach góry i wypadkach śmiertelnych. Zdecydowanie odradzam uleganie tym „ofertom”, tym bardziej, że za tę samą cenę ze względu na często zmieniającą się pod Kazbekiem pogodę takie wejście może kończyć się zaledwie na wysokości plateau. Jeśli ktoś naprawdę chce wynająć przewodnika, sugeruję przed wyjazdem skontaktować się z członkami Klubu Wysokogórskiego w Gori (Misza Czaczanidze, tontio@tontio.ge, +998 27 07 83 60) lub z Szotą Komachidze z Klubu Wysokogórskiego w Tbilisi (ialno@yahoo.com, tel. kom. +995 93 30 05 99), którzy wprowadzą na szczyt za zupełnie normalne pieniądze (20-30 USD) .

Darek Gruszka


Tekst ukazał się w magazynie "Góry" , nr 10 (125) październik 2004 r. jako część monografii poświęconej górze Kazbek.



 
Autor: Kamila Gruszka

Jest dziennikarką, podróżniczką i pilotką wycieczek. Publikuje w prasie podróżniczej, o tematyce górskiej i rowerowej oraz serwisach internetowych. Prowadzi blog www.barswiat.pl, gdzie promuje aktywną turystykę rodzinną. Współpracuje z firmami z branży outdoor. Organizuje pokazy podróżnicze.
Odwiedziła już prawie wszystkie kraje w Europie, podróżowała po Azji, była w Ameryce Północnej i Afryce, ale niezmiennie fascynuje ją szeroko pojęty „Wschód”. Jako pilotka specjalizuje się w wyjazdach do Gruzji, Armenii i Iranu.


 O nas

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami głównie z dziećmi, niskobudżetowymi, najczęściej związanymi z nocowaniem pod namiotem, gotowaniem sobie samemu jedzenia, byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Mamy nadzieję, że rodziny znajdą tu wiele inspiracji, a może i inni, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.

 
Ostatnio dodane

Gdzie szukać przestrzeni na wycieczki z naszymi pupilami, jeśli większość terenów górskich objęta jest w Polsce ochroną? Znaleźliśmy raj na Słowacji.

Z trzech najbardziej znanych irańskich wysp: Keszm, Hengam, Hormoz, najbardziej zachwyca mnie ta ostatnia. Od samego początku.

Niektórzy nazywają ją czerwoną wyspą, ja wolę określenie „kolorowa”. Według naukowców można wyróżnić na Hormoz kilkadziesiąt kolorów skał. Ich zabarwienie zależy od zawartości określonych minerałów i soli.

W Zatoce Perskiej żyją delfiny, kolorowe rybki, a na brzeg wychodzą żółwie.

Keszm to największa irańska wyspa w Zatoce Perskiej. Z jednego końca wyspy na drugi pokonuje się 130 kilometrów.

...
...
...
...