kronika rodzinna
2008-04-23
Moje powroty w Gorce

Nie przypuszczałam, że w Gorce będę wracać tak często. Jak do dobrego znajomego, na chwilę, na imprezę, na spacer.

Kiedyś wyjazd w góry czy w skały to była dla mnie cała wyprawa. Jechało się całą noc pociągiem, a potem jeszcze zazwyczaj autobusem, stopem, minibusem czy innymi środkami transportu. Na plecach dźwigało się cały dobytek, ciuchy i prowiant na cały pobyt. Rytuałem było kupowanie ostatnich zapasów przy dworcu kolejowym w Zakopanem. Przeważnie w tym czasie jeździłam właśnie w Tatry i szczerze mówiąc nawet nie bardzo miałam orientację, że te niższe pagórki przed Tatrami to jakiś Beskid Niski, Wyspowy, Mały... Gdy więc mój ówczesny chłopak (a dzisiaj mąż) zaproponował mi romantyczną zimową wyprawę w Gorce, nie bardzo wiedziałam z początku, gdzie te góry umiejscowić na mapie!

Spędziliśmy tam kilka dni lutego. Pierwszego dnia mieliśmy piękną wiosnę. Świeciło słońce, kwitły pierwsze kwiaty, a z Gorców rozpościerała się niesamowita panorama na Tatry. Potem przyszła zima i mieliśmy problem z torowaniem drogi, nieraz gubiliśmy szlak. Wracaliśmy do Rabki podczas przedwiośnia: wszystko topniało i trzeba było uważać, żeby nie poślizgnąć się na lodzie.
 
Żegnając się wtedy z Gorcami, myślałam, że już nigdy ich nie zobaczę. Byliśmy już wtedy gotowi na podbój Alp, Kaukazu i Pamiru, w Tatry jeździliśmy zimą. Szkoda nam było czasu na niższe góry. Jechało się w nie przecież tak długo...

Nie przypuszczałam, że w Gorce będę jednak wracać tak często. Jak do dobrego znajomego, na chwilę, na imprezę, na spacer. Zaproszenie na urodziny w Hawiarskiej Kolibie, impreza na Hubie u Marka Kalmusa, nawet wycieczka klasowa, gdy uczyłam dzieci w słynnym dzisiaj Pcimiu - to tylko niektóre z okazji. Gdy mieszka się w Krakowie, zmienia się perspektywa, i jak  się ma małe dzieci, to w niskie góry jeździ się często i z wielką przyjemnością.

Tak było w jeden z weekendów kwietnia. Klub Turystyczny Wagabunda urządzał na Starych Wierchach imprezę z okazji X-lecia istnienia. Jędrzej miał miesiąc, więc nie zdecydowaliśmy się jechać tam na cały weekend, ale spacer niedzielny zamiast do parku odbyliśmy z Obidowej do schroniska. Czas najwyższy już był pokazać naszemu najmłodszemu członkowi rodziny prawdziwe góry. Świeże powietrze sprawiło jednak, że większość wycieczki przespał zapakowany w chustę. Dominisia natomiast radośnie posypywała kolegę trocinami rozsypanymi na ziemi przy schronisku, tradycyjne zbierała kamyki i ładowała rodzicom do kieszeni i nie przejmowała się błotem po kostki na szlaku.


Wpis pierwotnie ukazał się na moim blogu w serwisie GORYonline.com 23 kwietnia 2008 roku.


(kg)

 

 O nas

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami głównie z dziećmi, niskobudżetowymi, najczęściej związanymi z nocowaniem pod namiotem, gotowaniem sobie samemu jedzenia, byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Mamy nadzieję, że rodziny znajdą tu wiele inspiracji, a może i inni, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.

 
Ostatnio dodane

Parki narodowe Estonii? Chyba w pierwszej kolejności każdy, kto był w Estonii, wymieniłby Lahemaa, następnie Soomaa. Obydwa znane ze szlaków kładkowych wśród bagien i torfowisk...

Wyspa Keszm jest w przeważającej części sucha i szara. Jedynie błękit oblewającego morza dodaje jej koloru. Natomiast teren na północy wyspy....

Dolinia Chakhooh, zwana niekiedy kanionem, to jedna z najefektowniejszych formacji na wyspie Keszm. Z parkingu wędrujemy około 1 km...

Dawno, dawno temu na ziemię spadły gwiazdy. Można je zobaczyć w Dolinie Gwiazd na Wyspie Keszm (Qeshm). Stoją nieruchome, martwe...

Pętla naszej wycieczki wiodła przez Wielką Raczę – punktem startowym i końcowym była Rycerka Górna. Zapewne nigdy byśmy tutaj nie trafili, gdyby nie to, że nasze dzieciaki wypoczywały w tej miejscowości na kolonii.

...
...
...
...