NIEMCY: Co warto zobaczyć w Monachium? - składamy bawarskie puzzle

Niemcy jako cel wyjazdu turystycznego? Kiedyś do głowy by mi to nie przyszło. Jechało się tam jedynie do pracy, na zakupy, sprowadzało stamtąd samochody lub traktowało Niemcy jako kraj tranzytowy, ciesząc się na sprawną jazdę szybkimi autostradami. To tam złapaliśmy naszego najszybszego w życiu stopa – kilkaset kilometrów dostawczym mercedesem z prędkością 160 km / h.

Moje myślenie o tym kraju jako celu na wakacje zaczęło się od wyjazdu do Bawarii. Zauroczyły mnie krajobrazy Frankenjury – rejonu wspinaczkowego ze skałami ukrytymi pośród drzew, niespieszne życie w bawarskich uroczych wioskach, knajpki z sympatycznymi brzuchatymi Niemcami objadającymi się ogromnymi kotletami z frytkami o 22.00 w nocy i weselni goście w bawarskich strojach, podrygujący do tradycyjnej muzyki. Zobaczyłam zdecydowanie mniej sztywniackie oblicze Niemiec niż wcześniej utrwalone w moich wyobrażeniach. I jakoś tak się składa, że jak przyjeżdżam do Niemiec, to właśnie do Bawarii. Który to już raz? Trzeci? Czwarty? Na pewno drugi w Monachium.

Tym razem jednak nie wakacyjnie, a typowo biznesowo. Monachium posiada imponujący nowoczesny teren targowy skomunikowany z centrum za sprawą sprawnie działającego metra. Na targach ispo możecie zapoznać się z całą branżą outdoorową i sportową, głównie zimową. Jeśli nie ma stoiska jakiejś marki na ispo, to znaczy że nie istnieje? - stwierdzenie bliskie prawdy.

To tam spędzaliśmy całe dnie podczas pobytu w Monachium, wpadając jedynie wieczorem do centrum w poszukiwaniu jakiejś jadłodajni. Zamiast zabytków zwiedzaliśmy o tej porze kultowe bierhalle – ogromne restauracje, gdzie obsługuje się jednocześnie setki osób i serwuje typowo bawarskie potrawy mięsne oraz lokalne piwa, z których Niemcy są niezwykle dumni. Pewien szczegół nie dawał nam jednak spokoju. Za każdym razem jak wychodziliśmy na powierzchnię ze stacji metra Marienplatz, widzieliśmy ten sam widok: imponującą neogotycką fasadę Nowego Ratusza z oświetloną wieżą zegarową i mnóstwem innych pomniejszych wieżyczek. Tym razem postanowiliśmy zobaczyć ją wreszcie w świetle dziennym! Maksymalnie wykorzystaliśmy więc dwa dni na targach, a trzeciego ruszyliśmy w miasto. Czasu nie mieliśmy dużo, bo samolot by na nas nie zaczekał, więc poznaliśmy pokawałkowane jak puzzle Monachium, z których mamy nadzieję w czasie kolejnych pobytów złożyć wreszcie cały obraz.

 



Plac Mariacki (Marienplatz)
Znajdujący się w samym centrum plac jest miejscem, skąd można zacząć zwiedzanie Monachium. Ci, którzy mieliby jedynie 5 minut na rzut oka na stare miasto, powinni dojechać do stacji Marienplatz metrem lub kolejką, wejść schodami na górę, popatrzeć na wszystkie strony świata i... już mogą wracać – bo w zasadzie zobaczyli najważniejsze zabytki: stary i nowy ratusz, kolumnę maryjną ze złotą figurą oraz kopuły katedry Najświętszej Maryi Panny Frauenkirche.

 

 

Jakby jeszcze truchcikiem udać się w stronę Peterplatz, to dorzucić do tego można wieżę kościoła św. Piotra, z której za jedynie 2 euro można zobaczyć najpiękniejsze widoki na stare miasto.

 



Nowy Ratusz (Neues Rathaus)
My na szczęście mieliśmy więcej czasu. Pod Nowym Ratuszem znaleźliśmy się tuż przed 11.00, a tak się składa, że właśnie o tej godzinie można obejrzeć przedstawienie na wieży ratuszowej z ruchomymi figurami usytuowanymi na dwóch piętrach: na górze para monarsza, na dole zabawiający ją dworzanie. Wszystko z towarzyszeniem muzyki wygrywanej przez 43 dzwony. Na tyle to ważne wydarzenie, że na ten czas PEGIDA, organizująca protesty przeciwko islamizacji Niemiec, wyłączyła nagłośnienie z głosem muezina, by turyści mogli w spokoju spektakl obejrzeć. Do Monachium z Austrii przyjechało mnóstwo uchodźców, a głos nawołujący do modlitwy w centrum miasta ma uzmysłowić, czym ten niekontrolowany napływ grozi. Protestujących nie widzieliśmy jednak zbyt wielu, za to wozów policyjnych dyskretnie obserwujących poczynania członków organizacji sporo.

 


Tuż przy informacji turystycznej znajduje się wejście na jeden z sześciu dziedzińców Nowego Ratusza. Warto więc zobaczyć, jak miejsce to prezentuje się od środka – naszym zdaniem zdecydowanie lepsza jest fasada. Wewnątrz warto jednak zwrócić uwagę na rzygacze – nic w tym obrzydliwego, bo to po prostu zakończenia rynien, prze które „wypluwana” jest deszczówka. Tzw. gargulce to zazwyczaj okropne stwory, gdyż miały pełnić funkcję odstraszającą dla równie obrzydliwych demonów.

 

 

Miejsca tego strzegą także wizerunki mnichów – benedyktynów, którzy to uważani są za założycieli miasta (mönchen = mnisi). Najpierw powstał klasztor, a potem zabudowania wokół niego. W XII wieku prawa miejskie nadał osadzie Henryk Lew, stąd też znajdziemy tu także wiele symboli lwich. Na dziedzińcu ratusza działa na przykład restauracja, przed wejściem której ustawiono dwa kolorowe lwy. Zazwyczaj jednak monachijscy królowie zwierząt, których napotkaliśmy w mieście, są kamienni.

 



Stary Ratusz
W przeciwieństwie do swojego następcy, Stary Ratusz sprawia zdecydowanie skromniejsze wrażenie. Dopiero bliższe przyjrzenie się budynkowi i to z drugiej strony raczej niż od Placu Mariackiego pozwala docenić jego stonowany urok. Powstał w XV wieku i aż do 1874 roku pełnił swoją funkcję. Obecnie przerobiono go na muzeum zabawek. Po ratuszem prowadzą łukowate przejścia na ulicę Tal, z mnóstwem sklepów i knajpek, którą można dojść dalej na rzekę Isarę, zielone miejsce wypoczynku monachijczyków.

Kaufingerstraße i Neuhauser Straße
Znacznie ciekawszy dla turystów jest jednak deptak prowadzący od Placu Mariackiego w drugą stronę - do Karlsplatz-Stachus, z dogodnymi połączeniami metrem i kolejką. Zlokalizowana jest tam gotycka brama Karlstor – obecna to rekonstrukcja po drugiej wojnie światowej (pozostałe to Isartor i Sendlinger Tor). Kaufingerstraße i Neuhauser Straße to jedne z najstarszych ulic w mieście i... chyba najbardziej zatłoczonych. Podążają nimi zarówno turyści, jak i ci, udający się na zakupy po markowe ciuchy, bo właśnie tam zlokalizowane są wszystkie najważniejsze sklepy. Mieliśmy przyjemność zjeść kolację w Augustiner Bierkeller, zlokalizowanej w pobliżu, jednej ze słynnych tego typu knajp w mieście. Niestety wegetarianie mają tam słaby wybór dań (cóż, taki region!) i mimo że lokal ten serwuje swoje piwo, nie zostało ono pozytywnie ocenione przez Darka, konesera piw z małych polskich browarów. Wiemy więc już, że na Oktoberfest do Monachium się nie wybierzemy. Wtedy stawiane są ogromne namioty piwne w jednym z parków i serwowane tam jest piwo z lokalnych browarów. Niemcy na ten czas biorą urlopy w pracy, przebierają się w bawarskie ogrodniczki, dziewczyny w spódnice i tak wystrojeni jadą na imprezę, która zaczyna się już od rana wlewaniem w siebie ogromnych ilości piwa i pochłanianiem golonek warzonych w sosie piwnym.

Hofbräuhaus
Mieszcząca się przy Platzl 9 najbardziej popularna bierhalle w Monachium, znana jest nie tylko miłośnikom piwa - a to za sprawą łączenia tego miejsca z postacią Hitlera, który ponoć tutaj właśnie miał urządzać zebrania nazistów u początków swojej kariery. Niektórzy jednak twierdzą, że odbywały się one w pomieszczeniach nad restauracją. Z Hitlerem bardziej wiązała się zburzona w 1979 roku Bürgerbräukeller. To stamtąd rozpoczęli marsz członkowie NSDAP w 1923 roku w celu przejęcia władzy w Republice Weimarskiej, co nazwane zostało potem puczem monachijskim lub... piwiarnianym. Miejsce dość turystyczne, ale właśnie tutaj – naszym zdaniem – można poczuć ducha Bawarii i rekomendujemy je na wypicie kufla piwa. Nie liczcie na stolik tylko dla siebie lub całej Waszej ekipy. Dosiadajcie się gdzie bądź, bo tłum tam wieczorem ogromny. Ale muzyka na żywo brzuchatych panów w ogrodniczkach rekompensuje wszelkie niewygody.

Katedra Najświętszej Maryi Panny w Monachium (Frauenkirche)
Dwie kopulaste wieże kościoła są doskonale widoczne niemal z każdego miejsca starego miasta. To najbardziej charakterystyczna budowla w okolicy, a przez to najpopularniejszy kościół wśród turystów. Wybudowana została w XV wieku i jest jednym z niewielu budynków zachowanych w dawnym nienaruszonym kształcie. Większość bowiem monachijskich zabytków została zbombardowana w czasie drugiej wojny światowej, niewiele odbudowano po zniszczeniach. Do dzisiaj wydobywa się sporo niewypałów z tamtych czasów w okolicy. W czasie wojny tylko jedna z wież (prawa) Frauenkirche została nieznacznie uszkodzona. Dlaczego ten budynek miał tak duże szczęście? Wieże kościoła wznoszą się na wysokość 99 metrów i w dawnych czasach zgodnie z wytycznymi biskupa nie można było w okolicy wznieść wyższej budowli. Stanowiły doskonały punkt orientacyjny dla pilotów, dlatego kościoła nie bombardowano.

 



Odeonsplatz
Obok Marienplatz jeden z ważniejszych placów w Monachium z ważnymi budynkami zlokalizowanymi w pobliżu, m.in. Kościołem Teatynów, Residenz i Feldherrnhalle.
Feldherrnhalle została wybudowana w latach 1841 -1844 na wzór Loggia dei Lanzi we Florencji. Miała upamiętniać wkład Bawarczyków w wojnę francusko-pruską. Umieszczono tam między innymi postaci zasłużonych wojskowych, a także symboliczne dla Monachium posągi lwów. To w jej pobliżu miała miejsce pacyfikacja nielegalnego wtedy jeszcze marszu nazistów z Hitlerem na czele. Zginęło wtedy 16 osób, łącznie z dwoma maszerującymi obok Hitlera i ochraniającymi go bojówkarzami, ona sam wyszedł z tego niemal bez szwanku, jeśli nie liczyć aresztowania i osadzenia w więzieniu. Na budynku umieszczono już za czasów nazistowskich nazwiska osób, które wtedy zginęły wraz z symbolem nazistów - swastyką. Przechodząc obok trzeba było oddawać im hołd poprzez zawołanie „Heil Hitler” i charakterystyczny gest wyciągniętej ręki. Ślady po tablicach widać do dzisiaj.

 


W bezpośrednim sąsiedztwie znajduje się Residenz, czyli zespół pałacowo-parkowy będący rezydencją królów Bawarii. Budowany na przestrzeni lat w różnych stylach. Obecnie miejsce to stanowi głównie centrum muzealno-wystawiennicze. Siedzibą dworu było także Alter Hof, znajdujące się poza ścisłym centrum.

 


Kościół Teatynów pod wezwaniem św. Kajetana uchodzi za najpiękniejszy w całej Bawarii. Został wybudowany w podziękowaniu za męskiego potomka Ferdynanda, elektora Bawarii. Szybko odbudowany po wojnie, w przeciwieństwie do Rezydencji, w której do dzisiaj prowadzi się jeszcze prace restauracyjne.

 



Memoriał Michaela Jacksona
Dlaczego akurat w Monachium powstało to przedziwne miejsce upamiętniające Michaela Jacksona? Memoriał tak szokujący, jak ekscentryczny był Jackson. Znajduje się przy hotelu Bayerischen Hof (Promenadeplatz 7), w którym zatrzymywał się piosenkarz. Wychodził na balkon do fanów i ponoć rzucał w nich poduszkami i prześcieradłami hotelowymi.

 

 

Po jego śmierci, 25 czerwca 2009, szybko przed wejściem zaczęły pojawiać się kwiaty, listy i znicze. I długo nie znikały, mimo że pracownicy hotelu regularnie je usuwali. Wreszcie postanowili znaleźć na to jakiś sposób i „wypożyczyli” sobie pomnik Orlando di Lasso, XVI-wiecznego kompozytora epoki renesansu, który służył długi czas na dworze książąt monachijskich. Zapewne przewraca się w grobie widząc, co fani wyprawiają, czcząc nie jego, lecz znacznie młodszego kolegę po fachu. Na cokole i wokół pomnika umieszczone są zdjęcia Michaela i różne pamiątki z nim związane. Oprócz kwiatów znajdziemy tu też ulubione drinki. Wszystko regularnie jest sprzątane, a taka forma upamiętnienia piosenkarza została uzgodniona z władzami miasta. Choć fani mocno obstają przy swoim – w mieście powinien powstać prawdziwy pomnik Jacksona!

 

 

 

 



Takie monachijskie puzzle poskładaliśmy z dwóch wizyt w tym mieście, z czego większość kawałków udało nam się odnaleźć podczas ostatniego naszego pobytu w stolicy Bawarii. Obraz zdecydowanie wymaga jeszcze uzupełnienia: wiele miejsc, które warto odwiedzić, znamy jedynie ze słyszenia, jak muzeum motoryzacji firmy BMW, ich fabryka samochodów, stadion Allianz Arena, na którym gra słynne Bayern Monachium z Robertem Lewandowskim czy Ogród Angielski z plażą nudystów i... surferami.

Wyjazd miał miejsce w styczniu 2016 roku.

 
Autor: Kamila Gruszka

Jest dziennikarką, podróżniczką i pilotką wycieczek. Publikuje w prasie podróżniczej, o tematyce górskiej i rowerowej oraz serwisach internetowych. Prowadzi blog www.barswiat.pl, gdzie promuje aktywną turystykę rodzinną. Współpracuje z firmami z branży outdoor. Organizuje pokazy podróżnicze.
Odwiedziła już prawie wszystkie kraje w Europie, podróżowała po Azji, była w Ameryce Północnej i Afryce, ale niezmiennie fascynuje ją szeroko pojęty „Wschód”. Jako pilotka specjalizuje się w wyjazdach do Gruzji, Armenii i Iranu.


 O nas

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami głównie z dziećmi, niskobudżetowymi, najczęściej związanymi z nocowaniem pod namiotem, gotowaniem sobie samemu jedzenia, byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Mamy nadzieję, że rodziny znajdą tu wiele inspiracji, a może i inni, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.

 
Ostatnio dodane

Taką mam naturę, że nawet nad morzem muszę sobie znaleźć jakąś górę – powtarzam jak mantrę tę myśl w drodze na wzgórze ponad Gonio. To moja ulubiona miejscowość koło Batumi.

Co zobaczyć w Tbilisi? Zawsze gdy ktoś mnie pyta o plan na zwiedzanie Tbilisi, pomijam w odpowiedzi najważniejsze zabytki i zaułki miasta. Zróbcie spacer wzgórzami wokół Tbilisi – rekomenduję.

Słowacy mają niesamowite szczęście, że ich kraj zasięgiem obejmuje aż tyle gór. Po naszej, polskiej stronie, też jest w czym wybierać, ale doświadczenie podpowiada, że góry na Słowacji są zdecydowanie mniej zatłoczone niż w Polsce...

Rakytov słynie z najrozleglejszych w Fatrze widoków. Wybierając się na ten szczyt w najpiękniejszy pogodowo dzień, mieliśmy nadzieję, że uda nam się zobaczyć te osławione panoramy górskie.

Drugi dzień długiego weekendu w Wielkiej Fatrze i niestety niespodzianka pogodowa – wszędzie mgła. Ostatecznie nie było tak źle...

...
...
...
...