Skandynawia w pigułce – czyli samochodem przez Szwecję, Norwegię i Danię

Wspaniałe krajobrazy, przepiękne widoki, zniewalające światło i poczucie wolności - ci, którzy wolą przyrodę od miast znajdą w Skandynawii wakacyjny raj. Przyciąga nas do niej świetnie przygotowana infrastruktura biwakowa, możliwość rozbijania namiotu zgodnie z „prawem dostępu” niemal w każdym miejscu i poczucie, że tłumy turystów wybrały jednak inne miejsca w Europie. Kraje Skandynawii to nasz ulubiony cel na wakacje samochodem. Obszar jest ogromny, więc jeszcze kilka lat eksploracji tego terenu przed nami. W tym artykule podajemy przepis na 2-3 tygodniowy urlop pozwalający na poznanie Skandynawii w pigułce. Ostrzegamy jednak, jeśli podążycie naszymi śladami, jesteście straceni. Do Skandynawii będziecie wracali już co roku.

Karlskrona – miasto na wyspach

Polecany przez nas wariant dotarcia do Skandynawii to prom z Gdańska do Karlskrony. Pobyt w tym położonym na 33 wyspach (cały archipelag karlskroński liczy ich 1650) 35-tysięcznym mieście daje możliwość oswojenia się z atmosferą panującą na północy. Żyje się tu niespiesznie, by nie rzec – leniwie. To samo jest z kulturą jazdy na drogach.

Karlskrona, czyli „korona Karola”, została wybudowana w końcu XVII wieku przez króla szwedzkiego Karola XI jako miasto portowe i baza marynarki wojennej. Jest nią do dzisiaj. Jeszcze do 1993 roku na jedną z wysp, Stumholmen, wstęp dla cywilów był zabroniony. Przystojnych marynarzy panny odprowadzały jedynie do Mostu Westchnień. Prowadzi on obecnie do udostępnionego dla zwiedzających Muzeum Morskiego. Na zewnątrz budynku można bezpłatnie pomyszkować po okrętach marynarki wojennej zacumowanych na nabrzeżu.

Pomnik Karola XI stoi na Stortorget, jednym z największych rynków w Skandynawii. Nils Holgersson, bohater powieści Selmy Lagerlöf „Cudowna podróż”, nazwał króla „krzywogębym” brzydalem, przez co musiał szukać schronienia w Kościele Admiralicji z XVII w. Schował się pod kapeluszem starego Rosenboma, zbierającego datki dla ubogich. Zarówno kościół, jak i pomnik Rosenboma zobaczymy w Karlskronie do dziś. Tak samo jak małą figurkę Nilsa wyskakującego z kart książki.

Skansen Vamo, muzeum regionu Blekinge, wzgórze Bryggarberget z punktem widokowym, dzielnica kolorowych drewnianych domków z przełomu XVIII i XIX w. oraz bastion Aurora i umocnienia Kungsbron przy Nabrzeżu Królewskim - miejsc do obejrzenia jest znacznie więcej i tak naprawdę wciągnięta na listę UNESCO Karlskrona warta jest osobnej wycieczki z Polski.

Olandia – raj dla miłośników przyrody

My jednak ruszamy dalej na oddaloną o zaledwie 100 km Olandię. Słynie z pamiątek po wikingach, starożytnych kurhanów, pozostałości po starych grodach, runicznych kamieni, wiatraków i lasów zamieszkałych przez trolle. Znajdzie się tu też coś dla wielbicieli przyrody, szczególnie ornitologów. Aktywni mogą przemierzać liczne szlaki piesze i ścieżki rowerowe wpisanego na listę UNESCO trawiastego obszaru Stora Alvaret. Ci bardziej leniwi wybiorą zapewne jedną z kilkudziesięciu plaż.

Długość Olandii to 137 kilometrów, szerokość – od 4 do 16 km. Samochodem można przemierzyć ją w jeden dzień, ale warto zatrzymać się tu na dłużej i wysiąść z auta, by pieszo dostać się do różnych atrakcji przyrodniczych Olandii. A tych nie brakuje.

W drodze na najdalej wysunięty na północ kraniec wyspy znajduje się rezerwat przyrody z charakterystycznymi wapiennymi „płytami Neptuna” - zamiast piaszczystej plaży mamy idealnie płaskie i gładkie kamienne wybrzeże. Innym nadmorskim obszarem chronionym są Byrums raukar - wystające z morza wapienne kolumny tworzą efektowne kompozycje. Wyglądają, jakby zastygły po szaleństwie w jakimś wyjątkowo zakręconym tańcu. Przyczyniły się do tego morskie fale, które wymyły słabsze osady. Na skałach można się opalać, w ich pobliżu pływać w morzu, a wzdłuż brzegu zrobić sobie widokowy spacer krajoznawczy.

Możliwości spacerów jest znacznie więcej. Najciekawszym okazała się wędrówka przez trollowy las. Wiodą przez niego oznaczone szlaki, poprowadzone tak, by dotrzeć do jak największej ilości atrakcji. Takich jak kamienny mur zwany królewskim, który odgradzał teren do polowań, gdzie zaganiano zwierzęta, a następnie celowano do nich z kamiennego podwyższenia. Sporą niespodzianką okazał się wrak żaglowca masztowego, który osiadł na brzegu w trakcie zimowej nocy. Załoga ewakuowała się i zdołała dotrzeć w szalupie ratunkowej do lądu, natomiast statek wpadł na brzeg. Został na nim na pamiątkę tych wydarzeń. Trasa została poprowadzona obok ogromnego drzewa trolli, jednego z najstarszych dębów na całej wyspie. Ma ponoć 900 lat i był używany jako punkt orientacyjny. Tallarna to z kolei miejsce wyjątkowo narażone na podmuchy wiatru. Drzewa iglaste próbowały przystosować się do takich warunków – gałęzie mają powyginane we wszelkich kierunkach. W tym miejscu można uwierzyć, że znaleźliśmy się w prawdziwym lesie trolli. Ukryły się tu nie tylko trolle, ale także miejsca pochówku wikingów z X wieku. Można je rozpoznać po usypanych wzgórkach z kamieni. Więcej takich miejsc oznaczonych kamiennymi kręgami widzieliśmy w innych miejscach na Olandii.

Rezerwat Ottenby to już południowy kraniec wyspy. Płaski trawiasty teren wykorzystuje się do wypasu owiec. Poszczególne pastwiska chroniły kamienne murki, a gdzieniegdzie widać stare kamienne chaty. Miejsce to jest jednocześnie centrum ornitologicznym i wszędzie naokoło można spotkać ludzi wyposażonych w ogromne lunety. Najwięcej w pobliżu najwyższej w kraju latarni morskiej – Långe Jan, o wysokości 42 metrów. Działa tu muzeum, przed którym wystawiono kilka lunet udostępnianych bezpłatnie wszystkim chętnym. Warto przez nie spojrzeć, by zobaczyć ptaki brodzące w wodzie czy foki wygrzewające się na kamieniach.

Aby dostać się z Olandii do Norwegii, czeka nas długi przejazd samochodem. Aby nie okazał się zbyt męczący, warto wyznaczyć sobie przystanek na przykład nad jeziorem Werner, największym w Szwecji. Bez problemu można się rozbić namiotem na jednej z plaż. Kąpieliska w Szwecji zazwyczaj wyposażone są w stoły, ławki i toalety, które ułatwiają biwakowiczom życie. Ostatnie spojrzenie na jezioro i już wkrótce znajdziemy się w zupełnie innym otoczeniu – w Norwegii.

Drogi widokowe Norwegii

Po Norwegii można się przemieszczać na różne sposoby. Niektórzy wsiadają na wycieczkowy prom w Bergen, by po pięciu i pół dniach i 1250 milach morskich rejsu wzdłuż zachodniego wybrzeża wysiąść w Kirkenes na dalekiej północy, będąc pewnym, że od strony morza fiordy prezentują się najpiękniej. Inni pedałują obładowani sakwami na rowerach z Polski na Przylądek Północny – Nordkapp, uznawany za najdalej wysunięty na północ kraniec Europy. Oryginalnym pomysłem na poznanie Norwegii jest przemierzenie jej koleją – cztery norweskie linie kolejowe uważane są za szczególnie widowiskowe: Nordland, Dovre, Rauma i Bergen. Z dojazdem ze Stavaner do Oslo można w nich przemierzyć cały kraj! Turyści plecakowi wędrują pieszo po górach i lodowcach, nocując tam, gdzie zastanie ich noc, korzystając czy to ze schronów górskich, czy też „prawa dostępu”, gwarantującego możliwość rozbicia namiotu „na dziko” niemal wszędzie.

My tym razem skupimy się na przejechaniu samochodem najbardziej widokowych tras Norwegii. Na trasie albo jedzie się tunelami, albo przeprawia promami, albo porusza po drogach z możliwością podziwiania fiordów z jednej strony i gór z drugiej. Zazwyczaj wspinamy się ostro pod górę lub zjeżdżamy w dół. Pomiędzy robimy przystanki na przełęczach lub płaskowyżach – to mniej więcej tak jakbyśmy samochodem wjechali w sam środek Tatr lub Alp. Wysokość może niezbyt imponująca, ale za to dookoła ośnieżone szczyty, lodowce, wodospady, jeziora i szlaki, na które chciałoby się od razu wyruszyć. Ktoś powiedział, że Norwegia jest bardzo niebezpiecznym krajem dla kierowców, bo trudno skupić się na drodze - głowa sama obraca się we wszystkie strony. To święta prawda!

Po przejeździe przez niezbyt ciekawe rejony w okolicy stolicy dostajemy się wreszcie w pobliże Hardangervidda, największego płaskowyżu górskiego na północy Europy. To pierwsze zetknięcie z pięknymi norweskimi widokami i fotograficznymi plenerami powoduje, że zatrzymujemy się co chwilę na robienie zdjęć. Częstym przystankom na trasie sprzyja słoneczna pogoda oraz niewiedza, że dalej w Norwegii może być jeszcze piękniej...

W okolicy miejscowości Eidfjord jedziemy na punkt widokowy Kjeasen tunelem wykutym w skale. Jako jeden z niewielu w Norwegii jest nieoświetlony i niezabezpieczony betonowymi blokami, ale dzięki temu przejazd nim dostarcza wielu emocji. To 2,5 kilometra i niemal 600 metrów w pionie. Obowiązuje ruch wahadłowy, a wjazd jest zakazany po zmroku. Dlaczego warto tu dotrzeć? By podziwiać widoki na Eidfjorden – z góry nieziemskie! Codziennie mogli sobie na fiord patrzeć mieszkańcy pobliskiej farmy. Jeszcze do lat 70. XX wieku jedyną możliwością dostania się na nią była piesza wędrówka. Trumny zmarłych mieszkańców spuszczano na linach...

Masyw górski Aurland można pokonać na dwa sposoby: tunelem lub prowadzącą przez góry trasą Aurlandsfjellet. W najwyższym punkcie jeszcze w czerwcu potrafią leżeć kilkumetrowe zaspy śniegu, stąd używana zwyczajowo nazwa „droga śnieżna”. Częste mocne zakręty, ostre skały z jednej i strome przepaście z drugiej, do tego nieliczne miejsca, gdzie mogą minąć się większe auta - zdecydowanie to najbardziej stroma, najwęższa i najbardziej wymagająca droga, jaką pokonujemy w Norwegii. Zimą jest w ogóle nieprzejezdna. Nic dziwnego, że wymyślono alternatywę – Laerdalstunnelen, czyli tunel o długości 25 km. W momencie oddania do użytku w 2001 roku był najdłuższym na świecie! Już po pięciu kilometrach zapomina się, że jedzie się pod ziemią. By nie dać się pokonać monotonii, w kilku miejscach wjeżdża się do komnat oświetlonych niebieskim światłem.

W pobliżu, przez Dolinę Lærdal, prowadzą tzw. „drogi historyczne”. Większość z nich to kręte szlaki piesze lub rowerowe poprowadzone w trudno dostępnym terenie. Są też takie, które da się przejechać autem, jak wybrane przez nas Kongevegen. Oprócz emocji towarzyszących przejazdowi przez wąskie skalne drogi wjechanie na nie samochodem daje możliwość dotarcia do najlepiej zachowanego kościoła klepkowego z XI w. - w Borgund. Pamięta on początki chrześcijaństwa na tych ziemiach - wiele elementów dekoracyjnych charakterystycznych jest dla kultury wikingów.

Kolejny narodowy szlak turystyczny Sognefjellet prowadzi przez najwyższe góry Norwegii – Jotunheimen i najwyższą przejezdną górską przełęcz na terenie Norwegii (1434 m n.p.m.). Panują tu warunki prawdziwie górskie: wieje wiatr, zacina deszcz i jest zimno. Majestat otaczających gór pozwala uwierzyć, że potężne góry to zaklęci w skałach mityczni „giganci”, dla których Jotunheimen jest domem. Naszym domem na kilka dni przerwy od wyczerpującej jazdy samochodem stanie się Geiranger, położone nad jednym z piękniejszych fiordów w całej Skandynawii. Oprócz podziwiania widoków można spędzić tu czas bardziej aktywnie.

Z parkingu przy farmie Vesterås, oddalonej od centrum Geiranger o cztery kilometry, możemy udać się na wycieczki oznakowanymi szlakami – w towarzystwie kóz i owiec. Szlak przygotowany przez Szerpów nepalskich prowadzi do wodospadu Storseterfossen. Wcześniej widzieliśmy wodospady jedynie z daleka, spływające majestatycznie w dół skalnych ścian, ten możemy dotknąć, przy nim zmoknąć, a nawet obejść od tyłu. W drugą stronę parkingu prowadzi ścieżka na punkt widokowy Vesteråsfjellet. Dwie ławki zapraszają do spędzenia na nich dłuższej chwili – imponujące stamtąd widoki na fiord tylko dla nas. Wycieczki w okolicach Geiranger są nielicznymi, które w Norwegii odbywamy na własnych nogach.

Z malowniczych tras widokowych zostawiamy sobie na koniec Drogę Orłów oraz słynną Drogę Trolli. Gdy patrzy się na tę ostatnią z góry, faktycznie robi wrażenie ilością ostrych zakrętów, ale przejazd nią, szczerze mówiąc, należy do jednych z bardziej komfortowych – jest szeroka i łatwo na niej minąć się samochodem. Ponoć ogromne głazy porozrzucane w okolicy to według legend skamieniałe trolle, które nie zdążyły schować się przed światłem dziennym. Najsłynniejsza góra Trollryggen z 1200-metrową Ścianą Trolli najlepiej widoczna jest z doliny Romsdalen, do której dociera się już po przejechaniu najsławniejszej drogi Norwegii.

Dania – zupełnie inne krajobrazy

Trollstigen był najdalszym punktem norweskiej części naszej wyprawy. Po jej pokonaniu można rozpocząć odwrót na południe. Mimo że poruszamy się głównymi drogami w kierunku bardziej zindustrializowanej części kraju, krajobrazy za oknem nie przestają nas zachwycać. Trochę inaczej jest w Danii, do której docieramy promem (wiele różnych opcji połączeń z południa Norwegii). Zdecydowanie tu bardziej płasko i monotonnie, dlatego przejeżdżamy przez ten kraj szybko i nie robiąc zbędnych przystanków. Za to jest to idealny kraj na rowerowe poznawanie bardziej urokliwych zakątków ukrytych na zachodnim wybrzeżu. Jest też jedno miejsce, gdzie warto zatrzymać się na dłużej, nawet jeśli nie podróżujemy z dziećmi – Legoland! Bitwy wodne, kręte trasy kolejek, emocjonujące przejażdżki tunelami, strzelaniny, spadanie w dół rozpędzonym pontonem, karuzele, wahadła i wiele wiele więcej. Atrakcje wcale nie klockowe zachwycą niejednego dorosłego!

Skandynawia – wcale nie jest droga

Dużym kosztem podczas podróżowania samochodowego po Norwegii (i całej Skandynawii) są nie tylko ceny paliwa (płaci się prawie dwa razy więcej niż w Polsce), ale także opłaty za przejazdy tunelami, płatnymi drogami oraz promami, gdy często objazd jest po prostu niemożliwy (szczególnie w Norwegii). Opcja samochodowa daje jednak największą swobodę planowania, szybkość przemieszczania oraz dach nad głową w razie deszczu. Da radę oszczędzać na noclegach, stosując „prawo dostępu”, zakładające możliwość nieograniczonego korzystania z uroków przyrody, co w przypadku niskobudżetowej turystyki wiąże się z rozbijaniem namiotu w dowolnym miejscu (należy pamiętać jedynie o zachowaniu 150-metrowej odległości od najbliższych zabudowań). Korzystając z zasobów bagażnika jedzenie można przygotowywać samemu na butli turystycznej. Gwarantujemy, że stosując powyższe zasady, można po krajach Skandynawii – najdroższych w Europie – podróżować „ekonomicznie”, za to z poczuciem dużej wolności, czego brakuje w innych krajach europejskich.

Tekst i zdjęcia: Kamila Gruszka

Artykuł ukazał się w magazynie podróżniczym Travel Polska, maj/czerwiec 2017 r.




 
Autor: Kamila Gruszka

Na co dzień dużo pisze: na tematy górskie, podróżnicze, biegowe, dotyczące sprzętu turystycznego, przeprowadza wywiady i publikuje recenzje książek. Jej relacje z podróży ukazują się w magazynach podróżniczych. Publikuje w serwisach internetowych www.goryonline.com, www.ceneria.pl oraz prowadzi blog www.barswiat.pl, gdzie promuje aktywną turystykę rodzinną. Współpracuje z firmami z branży outdoor. Jest pilotem wycieczek.
Zazwyczaj aktywnie spędza czas: biega (udział w maratonach i w biegach górskich), lubi turystykę rowerową, kajaki, chodzi po górach, wspina się i praktykuje jogę. Zimą preferuje biegówki. Odwiedziła już prawie wszystkie kraje w Europie, podróżowała po Azji, była w Ameryce Północnej, ale niezmiennie fascynuje ją szeroko pojęty "Wschód". Od kilkunastu lat wraca na Kaukaz.


 O nas

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami głównie z dziećmi, niskobudżetowymi, najczęściej związanymi z nocowaniem pod namiotem, gotowaniem sobie samemu jedzenia, byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Mamy nadzieję, że rodziny znajdą tu wiele inspiracji, a może i inni, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.

 
Ostatnio dodane

Czy słyszeliście o Poleskim Parku Narodowym? My do tej pory niewiele. To jeden z młodszych polskich parków, bo utworzony w 1990 roku. Jego zadaniem jest ochrona tego, co zostało po opiewanych kiedyś przez poetów...

Dolomity to wspaniałe góry. Chyba nie ma takiej osoby, na której nie zrobiłyby wrażenia. Mimo że monumentalne ściany porażają, okazuje się, że wiele z wysokich szczytów jest łatwo dostępnych, a wycieczki nie są wcale męczące.

Podobnie jak zawsze przygotowujemy termos z herbatą, tak samo na wyjazdy nie zapominamy zapakować termosu na żywność – nierzadko od razu z zawartością.

Jaki zestaw skomponować na Hormoz? - zastanawiałam się rano w hotelu. Wiedziałam, że na wełnie merino mogę polegać niemal w każdych warunkach...

Mały ręcznik bardzo mi się przydaje w podróży - obojętnie czy lecę samolotem z międzylądowaniami...

...
...
...
...