kronika rodzinna
2018-11-14
SŁOWACJA: Ploska – środek Wielkiej Fatry

Drugi dzień długiego weekendu w Wielkiej Fatrze i niestety niespodzianka pogodowa – wszędzie mgła. Ostatecznie nie było tak źle – według prognoz miało padać, a zamiast opadów, czekał nas jedynie spacer w chmurach.

Liptovské Revuce to świetne miejsce wypadowe w najwyższe partie Wielkiej Fatry. Tam nocujemy i na szlak ruszamy codziennie niemalże spod naszej kwatery. Tym razem planujemy podjechać tyle, ile się da, do początku szlaku żółtego na Ploską, ale okazuje się, że da się niewiele. Desantujemy więc psa, dzieci i mamusie, a tatusiowie odstawiają auta na parking przy głównej drodze w wiosce.

Skład ekspedycji na wędrówki po Wielkiej Fatrze znacząco się nam powiększył. Dojechali znajomi, którzy z trójką dzieci w wieku od 6 do 10 lat sprawią, że będzie się nam wędrowało znacznie raźniej.

Mimo że Wielka Fatra nie jest najłatwiejszym terenem na wędrówki dla dzieci ze względu na strome stoki, długie podejścia, duże przewyższenia, znaczne długości przejść – wszystkie nasze dzieciaki radzą sobie bardzo dobrze.

To jest właśnie magia wędrowania w towarzystwie: motywacja znacząco wzrasta i zapomina się o wysiłku, gdy jest z kim pożartować i pogadać.

Trasa z małą modyfikacją - powrót z Chaty szlakiem zielonym i małe błądzenie na końcu :)



Akurat podejście pod Przełęcz pod Płoską nie wydaje się trudne. Albo mgła sprawiła, że nie widzimy stromizn przed nami. Czasy przejścia udowadniają jednak również, że idzie się łatwo i przyjemnie. Bardzo szybko osiągamy Magury (1082 m n.p.m.), a następnie sprawnie dochodzimy do chatki przy szlaku, gdzie rozkładamy się z piknikiem. Niestety, nie możemy spędzić tu za dużo czasu, żeby znowu nie wracać na nocleg po zmroku.

Zresztą mgła i zimno sprawiają, że nie zatrzymujemy się zbyt często: nie podziwiamy widoków, nie robimy zdjęć w dużej ilości, jak poprzedniego dnia, po prostu pniemy się do przełęczy. Od Sedla pod Ploską odchodzi szlak zielony, którym mamy w planach wracać, by nieco urozmaicić sobie drogę w dół.

 

Początek dnia we mgle



Tenże szlak w dalszej części omija Ploską bokiem, my jednak mamy zamiar zdobyć szósty co do wysokości szczyt Wielkiej Fatry, więc trzymamy się nadal żółtych znaczków, które wyprowadzają nas na wierzchołek.

Jak sama nazwa mówi, Ploska jest płaska i we mgle można mieć trudności z orientacją. Na szczęście wydeptane ścieżki bezbłędnie kierują nas pod słup z wypisaną nazwą szczytu, wysokością i informacjami o szlakach. Warto także odnaleźć grób powstańca z 1944 roku. To charakterystyczny punkt w Wielkiej Fatrze. Utrwaliła mi się w pamięci ta mogiła z zawodów biegowych – trasa biegu wiodła dokładnie tędy, przez najwyższe szczyty Wielkiej Fatry.

 

Mogiła powstańca na szczycie Ploskiej



Pasmo Wielkiej Fatry ma kształt litery Y. Jej ramiona rozdzielają się właśnie na Ploskiej: czerwony szlak prowadzi lewą odnogą - tamtędy można kontynuować wędrówkę, jeśli chce się przejść Wielką Fatrę Wielkofatrańską Magistralą, zielonym – prawą stroną – dotrzemy do Rużomberku, po drodze zaliczając najrozleglejsze widoki rozpościerające się ze szczytu Rakytov (1567 m n.p.m.). To czwarty co do wysokości szczyt Wielkiej Fatry - na jego zdobycie przyjdzie jeszcze czas.

Tymczasem odbijamy w lewo. Zaledwie 30 minut dzieli nas od Chaty pod Borišovom, jednego z niewielu schronisk z prawdziwego zdarzenia w Wielkiej Fatrze. „Z prawdziwego zdarzenia” oznacza solidny budynek, możliwość zakupienia czegoś do jedzenia i picia, posiedzenia w przytulnym wnętrzu albo na zewnątrz ze spektakularnymi widokami przed oczami. Można się przespać, ale musimy mieć świadomość, że toalety, mimo że znajdują się w budynku, są zwykłymi sławojkami. To, co zrobimy, znika w czeluściach, nie trzeba spłukiwać :)

 

Chata pod Borišovom - jedno z niewielu schronisk w Wielkiej Fatrze



Posileni gorącą czekoladą nawet nie zauważyliśmy, kiedy zniknęły resztki chmur. Już podczas schodzenia ze szczytu zaczęły się przerzedzać, które to zjawisko wydobyło okrzyki zachwytu z naszych gardeł, bo do tej pory nie wiedzieliśmy, w jakich przepięknych okolicznościach przyrody wędrujemy. Niestety musieliśmy skupić się na uważnym stawianiu stóp, bo szlak zejściowy okazał się bardzo stromy i jednocześnie błotnisty. To był najgorszy fragment z całego dnia.

Po południu mgła się przerzedza i krajobrazy wyłaniają się z chmur



W drodze powrotnej musimy podejść tą samą drogą. Tylko kawałek, bo tym razem nie wchodzimy na sam szczyt, tylko mijamy go bokiem, obejściowym szlakiem zielonym. Niezły mieliśmy problem wcześniej przy zejściu, by we mgle wybrać właściwy kierunek. Teraz znowu wkraczamy w królestwo chmur. Tylko na krótką chwilę szczyt Ploskiej odsłonił się dla nas. Na szczęście dzień wcześniej z partii szczytowych Wielkiej Fatry napatrzyliśmy się na niego wystarczająco.


Szczyt Ploskiej jest płaski...



Zielony szlak, którym obchodzimy Ploską, łączy się z żółtym, którym podchodziliśmy, tuż przed Sedlem (Siodłem) Ploskej. Tam decydujemy, co robić dalej. Część najmłodszej ekipy wraca najkrótszą drogą do domu, czyli po własnych śladach. Ambitniejsze dzieci chcą przedłużyć wędrówkę do Czarnego Kamienia (Čierny kameň, 1479 m n.p.m.) - kontynuujemy więc zielonym szlakiem.

Ambitni piechurzy przedłużają sobie wędrówkę



Samego szczytu nie mamy możliwości podziwiać, ponieważ jest objęty ochroną – wokół rozciąga się rezerwat przyrody. Drugi raz mam okazję przemierzać ten odcinek i po raz kolejny trudno mi zrozumieć, dlaczego teren ten uważany jest za jeden z najcenniejszych w Wielkiej Fatrze. Mnie jakoś nie zachwyca. Wolę rozległe połoniny. Trzeba przyznać, że szlaki poniżej grani nie zawsze są w Wielkiej Fatrze ciekawe.

Dopiero od Sedla pod Čiernym kameňom (1266 m n.p.m.), po połączeniu ze szlakiem czerwonym, znowu zaczynają się ciekawe widoki. Przechodzimy przez teren wypasu owiec. Już z daleka widzimy bacówki, a przede wszystkim rozpoznajemy teren po wielu owczych bobkach i wygryzionej trawie. Późną jesienią jest tu pusto.

Szałasy pasterskie i teren wypasu owiec



Na tyle jednak zachwycająco, że przegapiamy odejście szlaku czerwonego i zamiast doliną Malej Tureckiej wracamy do Liptovskich Revucy wzdłuż Velkej Tureckiej. Najgorsze jest to, że umówiliśmy się na odebranie nas ze szlaku przez ekipę, która zeszła wcześniej, musimy więc dojść asfaltem do kościoła, gdzie szlak czerwony się kończy i gdzie powinniśmy czekać. Ponieważ we wsi nie ma zasięgu telefonii, mamy utrudniony kontakt z naszym kierowcą: nie możemy go poprosić o podjechanie po nas kawałek dalej, nie wiemy, gdzie dokładnie na nas czeka, czy przypadkiem nie wpadł na to, żeby podjechać po nas wyżej, jak najdalej się da, byśmy za dużo nie chodzili. Ostatecznie udaje nam się jednak siebie namierzyć.

Dzielna ekipa dzieciaków w Wielkiej Fatrze



Tego dnia robimy 18 km. Każdego pokonujemy około 1200 m przewyższeń na plusie i tyleż samo w dół. Dobrze, że nie wpadło nam do głowy podchodzić pod Borišov (1510 m n.p.m.). To niby tylko kilkadziesiąt minut od schroniska, w którym odpoczywaliśmy, ale ten dodatkowy czas sprawiłby, że znowu wracalibyśmy z gór po zmroku.

 
 
 
 
 
 
Autor: Kamila Gruszka

Jest dziennikarką, podróżniczką i pilotką wycieczek. Publikuje w prasie podróżniczej, o tematyce górskiej i rowerowej oraz serwisach internetowych. Prowadzi blog www.barswiat.pl, gdzie promuje aktywną turystykę rodzinną. Współpracuje z firmami z branży outdoor. Organizuje pokazy podróżnicze.
Odwiedziła już prawie wszystkie kraje w Europie, podróżowała po Azji, była w Ameryce Północnej i Afryce, ale niezmiennie fascynuje ją szeroko pojęty „Wschód”. Jako pilotka specjalizuje się w wyjazdach do Gruzji, Armenii i Iranu.


 O nas

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami głównie z dziećmi, niskobudżetowymi, najczęściej związanymi z nocowaniem pod namiotem, gotowaniem sobie samemu jedzenia, byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Mamy nadzieję, że rodziny znajdą tu wiele inspiracji, a może i inni, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.

 
Ostatnio dodane

Taką mam naturę, że nawet nad morzem muszę sobie znaleźć jakąś górę – powtarzam jak mantrę tę myśl w drodze na wzgórze ponad Gonio. To moja ulubiona miejscowość koło Batumi.

Co zobaczyć w Tbilisi? Zawsze gdy ktoś mnie pyta o plan na zwiedzanie Tbilisi, pomijam w odpowiedzi najważniejsze zabytki i zaułki miasta. Zróbcie spacer wzgórzami wokół Tbilisi – rekomenduję.

Słowacy mają niesamowite szczęście, że ich kraj zasięgiem obejmuje aż tyle gór. Po naszej, polskiej stronie, też jest w czym wybierać, ale doświadczenie podpowiada, że góry na Słowacji są zdecydowanie mniej zatłoczone niż w Polsce...

Rakytov słynie z najrozleglejszych w Fatrze widoków. Wybierając się na ten szczyt w najpiękniejszy pogodowo dzień, mieliśmy nadzieję, że uda nam się zobaczyć te osławione panoramy górskie.

Cztery dni wolnego do wykorzystania trzeba dobrze zaplanować. Nie ma sensu jechać gdzieś daleko, ale można też pokusić się o wypad nieco dalej niż w polskie góry. Bo że mają być góry, tego byliśmy pewni.

...
...
...
...