SŁOWACJA: Wielka Fatra z czworonogiem

Stop! Park Narodowy. Wstęp z czworonogiem zabroniony. Gdzie zatem szukać przestrzeni na wycieczki z naszymi pupilami, jeśli większość terenów górskich objęta jest w Polsce ochroną i w wielu z nich obowiązuje zakaz wprowadzania psów? Znaleźliśmy raj na Słowacji.

- U nas tłumy. Mnóstwo ludzi na szlakach – donoszą znajomi z Bieszczad, którzy wybrali się tam na weekend. Mimo że jest poza sezonem, sprzyjająca pogoda przyciągnęła ludzi w góry. Ogarniając w tym momencie wzrokiem przestrzeń dookoła nas, gdzie nie widać ani jednego człowieka na horyzoncie, czujemy, że lepiej nam w Wielkiej Fatrze. Krajobrazowo bardzo przypomina Bieszczady. Tu też wędrujemy połoninami i pokonujemy trawiaste hale, ale mamy wrażenie, że ich skala jest zdecydowanie większa. Do tego Wielka Fatra uważana jest za najdziksze góry Słowacji - zbyt wielu ludzi tu nie spotkamy. Idealna przestrzeń na wędrówki z psem.

GDZIE W GÓRY Z PSEM?


Nasz wybór nie był przypadkowy. Lubimy spędzać czas w górach. Ciągnie nas w przyrodę, zachwycają widoki, mamy ogromną satysfakcję z wysiłku, który towarzyszy pokonywaniu zaplanowanych tras. Nasze dzieciaki nawykły do takiej formy spędzania wolnego czasu od najmłodszych lat. Wraz z nowym członkiem naszej rodziny – psem Bojkiem – pojawił się jednak problem.


- W jakie góry pojechać, żeby można było swobodnie z nim pochodzić? – zastanawiamy się przed wyjazdem. Propozycję wyjazdu w Bieszczady odrzucamy od razu. Najładniejsze partie gór, które mają w planach przemierzyć znajomi, byłyby dla nas niedostępne. W Bieszczadzkim Parku Narodowym obowiązuje całkowity zakaz wejścia psów. Tak samo jak w Babiogórskim, Gorczańskm i Pienińskim Parku Narodowym. Otwarte dla czworonogów są za to parki: Magurski, Świętokrzyski i Karkonoski oraz Park Narodowy Gór Stołowych. W Tatrzańskim Parku Narodowym możemy wędrować z psem jedynie w Dolinie Chochołowskiej.

- Jedźcie na Słowację. Tam wszędzie można poruszać się z psami – radzą bardziej doświadczeni właściciele owczarka czechosłowackiego z naszej miejscowości.

Dlaczego nie? – uznajemy tę propozycję za godną rozważenia.

Zawsze ubolewaliśmy, że zbyt rzadko odwiedzamy góry Słowacji. W polskie góry jest nam bliżej, szczęśliwie mieszkamy na tyle blisko, że możemy wyskoczyć w Beskidy, Gorce czy Pieniny na jeden dzień, a nawet parę godzin. W górach nie tylko chodzimy, ale także biegamy: treningowo czy podczas zawodów. Te po polskiej stronie są więc nam dość dobrze znane.

DZIKIE GÓRY SŁOWACJI

- Może Wielka Fatra? – ta propozycja coraz bardziej nas przekonuje. To właśnie po tym, jak przebiegłam 50 kilometrów z południa na północ Wielkiej Fatry podczas zawodów biegowych Ultra Fatra rok wcześniej doszłam do wniosku, że częściej powinniśmy za cel obierać góry u naszych południowych sąsiadów. Na Słowacji jest ich ogromna różnorodność, zajmują zdecydowanie większy obszar i są bardziej odludne niż w Polsce. Szczególnie ten ostatni argument był dla nas ważny. Choć mamy bardzo towarzyską naturę, to dla naszego pupila im mniej przypadkowych spotkań na szlaku, tym większe poczucie swobody, a dla nas – spokojniejsza głowa. Postanowione więc – jedziemy w Wielką Fatrę na cztery dni.

Jak odnaleźć Wielką Fatrę na mapie? Zlokalizowana jest pomiędzy Rużomberkiem na północnym wschodzie a Bańską Bystrzycą na południu. Po zachodniej stronie pasma najbardziej znane większe miejscowości to Turčianske Teplice (bardziej na południu) i Martin (już w większym oddaleniu od granic parku i ku północy). Po wschodniej zimą prężnie działa ośrodek sportów zimowych - Donovaly. Góry te objęte są ochroną w ramach parku narodowego.
Dojazd od nas, z małej podkrakowskiej miejscowości, zajmuje jedynie 3 godziny. Za bazę obieramy Liptovské Revúce, zlokalizowane po zachodniej stronie Wielkiej Fatry. Znajdziemy tam początki szlaków w najwyższe partie pasma. Noclegów można szukać również w Liptovskiej Osadzie, Dolnym Harmancu, Tureckiej oraz w Stare Hory.

STROME PODEJŚCIA, ŁAGODNE POŁONINY

Wędrówkę zaczynamy o 9.30 od leśniczówki Hajabačka (Horáreň Hajabačka). Część szlaku zielonego poprowadzonego przez Suchą Dolinę udało nam się przejechać autem. Dalej mamy dwie możliwości: trzymać się dalej zielonych znaczków albo wybrać szlak żółty. Obydwa doprowadziłyby nas do szlaku czerwonego, ale krótki żółty szlak łącznikowy łączy się z czerwonym szybciej, a co ważniejsze daje możliwość niemal od samego początku zaliczenia kilku innych kulminacji szczytowych. Wędrówka doliną szlakiem zielonym nie sprawiłaby nam takiej satysfakcji.

Idziemy więc żółtym na Východné Prašnické sedlo, gdzie dochodzi Cesta hrdinov SNP oznaczona czerwonymi znaczkami. To najdłuższy szlak na Słowacji, przecinający również Fatrę. Prowadzi z północnego wschodu kraju na południowy zachód przez miejsca związane z narodowym powstaniem Słowaków w 1944 roku. Poznamy takie miejsca również tutaj.

W tym miejscu jednak co innego zaprząta nam głowę. Rzut oka z przełęczy w kierunku marszu i uzmysławiamy sobie, co nas czeka. Przed nami Veterný vrch. Według mapy to jedynie 1040 m n.p.m. wysokości, ale mamy wrażenie, że zaliczamy najbardziej strome podejście w całym naszym życiu. Od samego początku zatem poznajemy wyjątkowy charakter Wielkiej Fatry.

Gramoląc się pod górę po pionowej ścianie, cały czas myślimy: Zupełnie jak w Beskidzie Wyspowym. Każdy, kto choć raz próbował zdobyć Szczebel, najbardziej charakterystyczny szczyt w tym pasmie, wie, co mamy na myśli: długi, stromy szlak, którego końca nie widać. W Wielkiej Fatrze jest jeszcze gorzej: bardziej stromo i czekają nas zdecydowanie dłuższe przejścia. To góry o zupełnie innym charakterze niż większość naszych beskidzkich pasm: nie będziemy się łagodnie piąć, a za chwilę odpoczywać w zejściu przed następnym podejściem. W Wielkiej Fatrze zazwyczaj obowiązuje jeden kierunek. Chyba że dojdziemy do połonin, które swoim zasięgiem obejmują najwyższe szczyty. Tutaj jest najpiękniej. Zapomina się o wymagających podejściach i wreszcie można cieszyć się niczym nieograniczonymi widokami na trawiaste hale. Tym razem skojarzenia z Bieszczadami nasuwają się same. Tylko hal tu zdecydowanie więcej i mniej ludzi.

NAJWYŻSZE SZCZYTY WIELKIEJ FATRY

Takie widoki rozpoczynają się jeszcze przed przełęczą Rybovské sedlo, do której dochodzi zielony szlak od leśniczówki. My nadal jednak trzymamy się czerwonego Cesta hrdinov SNP, którym planujemy dotrzeć do Krížnej, trzeciego co do wysokości szczytu Wielkiej Fatry (1574 m n.p.m.), stanowiącego pierwszy poważny cel na dzisiaj. Już z daleka widzimy przedziwną konstrukcję, dzięki której Krížną rozpoznają od razu wszyscy. Stacja meteorologiczna? Radar? Urządzenia wojskowe? Zupełnie nie wiemy, dlaczego dzieci nie chcą nam uwierzyć, że to słowacki kosmodrom...

Planujemy jeszcze Frčkov (1585 m n.p.m.) i Ostredok (1596 m n.p.m.). W ten sposób zaraz pierwszego dnia zaliczamy trzy najwyższe szczyty Wielkiej Fatry. I najpiękniejsze widoki. Pomiędzy nimi ciągną się trawiaste przestrzenie, a teren wreszcie łagodnieje. Krížną i Ostredok dzieli zaledwie 20 metrów różnicy wysokości na długości ok. 3 km. Gdyby nie oznaczenie na mapie, zapewne w ogóle byśmy nie zauważyli, że przy okazji weszliśmy jeszcze na Frčkov, który znajduje się pomiędzy nimi.

Po minięciu rozdzielenia szlaków pod Ostredokiem (z lewej dochodzi szlak zielony, którym w 2:15 można dojść na szczyt z miejscowości Drobkov) sprawnie i szybko dochodzimy do piątego co do wysokości szczytu Wielkiej Fatry. Suchý vrch liczy sobie 1550 m n.p.m. i jest chroniony rezerwatem. Mijamy go więc nieco z boku. To skalna kulminacja, typowa dla Wielkiej Fatry (oprócz szczytów Halnej Fatry, które są trawiaste). Czyli mamy trzy w jednym: strome podejścia jak w Beskidzie Wyspowym, rozległe połoniny przypominające nasze Bieszczady i wiele skalistych kulminacji szczytowych – nasuwa to skojarzenia z Pieninami.

Zaczyna nas gonić czas. Hale się skończyły i mimo że zaczęło się przejście przez piękny jesienny las, to nie zatrzymujemy się już tak często na podziwianie widoków. No może tylko wtedy, gdy widzimy niesamowicie powyginane konary. Zupełnie jak nad morzem. Zapewne i tu wieje tak samo mocny wiatr. Mieliśmy okazję go poczuć na otwartym terenie w najwyższych partiach. Niezbędne okazało się ubranie czapek i rękawic.

Tego dnia zejście z gór odbywa się już po zmroku. Na szczęście mamy ze sobą czołówki, a z trudnego, stromego szlaku jeszcze za dnia dotarliśmy do asfaltu, który wyprowadził nas prosto pod kwaterę w Liptovskej Revúcy, gdzie mamy zarezerwowany nocleg.

PLOSKA JEST PŁASKA

Oprócz tego, że wędruje z nami pies, jest jeszcze gromadka dzieci. Drugiego dnia dołączają do nas znajomi, więc mamy teraz pod opieką piątkę dzieciaków w wieku od 6 do 13 lat. Okazuje się jednak, że w towarzystwie czas mija szybciej, motywacja do wędrówki wzrasta, nikt nie marudzi i zapomina się o wysiłku. Choć jeśli szukać celu górskiego na wędrówki z dziećmi, to trzeba pamiętać, że spośród różnych propozycji Wielka Fatra jest terenem dla dzieci bardzo wymagającym - ze względu na strome stoki, długie podejścia, duże przewyższenia, znaczne długości przejść. To nie jest dobra propozycja na niespieszne dreptanie małych nóżek, to raczej prawdziwa górska wyrypa. Satysfakcję z pokonanych szlaków będą miały za to starsze dzieci.

Tego dnia planujemy Ploskę, 1532 m n.p.m., szósty co do wysokości szczyt Wielkiej Fatry.
Nazwa adekwatna, bo szczyt jest płaski jak stół i bardzo rozległy. W trudnych warunkach pogodowych można mieć tam trudności z orientacją. A my od początku wędrujemy we mgle…

Może to i lepiej? Nie widać przewyższeń i dzieci tuptają raźno, nie mając świadomości, jaki ambitny cel nas czeka. Rzadziej przystajemy, żeby zachwycić się widokami, mniej czasu tracimy na zdjęcia…

Cały czas podążając od dołu żółtym szlakiem, bardzo szybko osiągamy Magury (1082 m n.p.m.), a następnie sprawnie dochodzimy do chatki przy szlaku, gdzie rozkładamy się z piknikiem. Jest zamknięta, więc wykorzystujemy jedynie stół i ławę przed wejściem. Dzieciaki potrzebują energii. Oczywiście zamiast kanapek większe wzięcie mają czekolada i batony…

Kolejny charakterystyczny punkt na trasie to Sedlo pod Plostą z rozwidleniem szlaków: zielony omija szczyt – wariant dla leniwych, natomiast my nadal trzymany się żółtych znaczków, które wyprowadzają nas prosto na wierzchołek.
Niestety, widoków nie mamy. Dobrze, że wydeptane ścieżki nie pozwalają nam zabłądzić i lokalizujemy bez problemu słup z wypisaną nazwą szczytu, wysokością i informacjami o szlakach. Udaje nam się także odnaleźć grób powstańca Andrzeja Kyšša, który zginął w tym miejscu 28 października 1944. Słowackie powstanie narodowe trwało sierpnia do października 1944 roku i było wymierzone przeciwko oddziałom niemieckim stacjonującym na Słowacji. Niestety zakończyło się niepowodzeniem.

NA GORĄCĄ CZEKOLADĘ

Wędrowanie po polskich górach nierozerwalnie jest związane z odwiedzaniem schronisk. To fajny motywator dla dzieci, jeśli wiedzą, że mogą zdobyć kolejną pieczątkę do kolekcji czy zakupić jakiś smakołyk. Zawsze to też pretekst, żeby się zatrzymać, przysiąść, odpocząć.

W rozległym pasmie Wielkiej Fatry musimy niestety zapomnieć o odpoczynku w schroniskach zlokalizowanych przy szlakach. Tych jest naprawdę mało i raczej mają charakter prostych bacówek niż obiektów z wygodami. Owszem, funkcjonują tutaj dwa hotele górskie, ale zlokalizowane na obrzeżach: na początku Wielkiej Fatry (na południu) i na końcu – na północy. Dostępne są prymitywne schrony, w których można znaleźć nocleg w sezonie, ewentualnie o możliwość przenocowania warto pytać u pasterzy wypasających latem owce. Na terenie parku nie można rozbijać się namiotem.
Jednym z niewielu schronisk z prawdziwego zdarzenia jest więc Chata pod Borišovem. Od Płoskiej to zaledwie 30 minut marszu. Koniecznie musimy więc je odwiedzić, choć to oznacza powrót potem tą samą drogą, jeśli chcemy zamknąć pętlę i wrócić do Liptovskich Revúcy, na miejsce naszego noclegu. Ale czego się nie robi dla gorącej czekolady, którą mamy w planach tam wypić…

Wybieramy więc czerwony szlak biegnący „lewą” odnogą Wielkiej Fatry. Pasmo Wielkiej Fatry ma bowiem kształt litery Y, a Ploska jest zwornikiem, na którym rozdziela się na dwa ramiona: czerwony szlak czyli Wielkofatrańska Magistrala prowadzi przez rzadziej odwiedzaną część Wielkiej Fatry, natomiast szlakiem zielonym na prawym ramieniu, najczęściej wybieranym przez długodystansowców, dotrzemy do Rużomberku.

Ambicji wielodniowej wędrówki przez Fatrę nie mamy, czeka więc nas tylko kilkudziesięciominutowa wędrówka do schroniska. Na miejscu przekonujemy się, że w Chacie pod Borišovem, mamy możliwość zakupienia czegoś do jedzenia i picia i posiedzenia w przytulnym wnętrzu. Albo na zewnątrz ze spektakularnymi widokami przed oczami. Gdy kończymy picie gorącej czekolady uświadamiamy sobie, że świat naokoło nas się zmienił. Wreszcie mamy szansę przekonać się, jak przepiękny jest to fragment gór. Zresztą już jak schodziliśmy ze szczytu w kierunku schroniska, chmury zaczęły się przerzedzać, wydobywając okrzyki zachwytu z naszych gardeł. Wtedy musieliśmy się jednak skupić na uważnym stawianiu stóp, bo szlak zejściowy okazał się bardzo stromy i jednocześnie błotnisty. To był najgorszy fragment z całego dnia.

W drodze powrotnej podchodzimy tą samą drogą. Tylko kawałek, bo tym razem nie wchodzimy na sam szczyt, tylko mijamy go bokiem, obejściowym szlakiem zielonym. Znowu wkraczamy w królestwo chmur. Na szczęście dzień wcześniej z partii szczytowych Wielkiej Fatry napatrzyliśmy się na Ploską wystarczająco.

RAKYTOV – NAJPIĘKNIEJSZE WIDOKI

Trzeciego dnia za to zachwycamy się widokami do woli na Rakytovie (1567 m n.p.m.), który jest czwartym co do wysokości szczytem Wielkiej Fatry. Wybierając się na ten wierzchołek w najpiękniejszy pogodowo dzień podczas naszego pobytu na Słowacji, mieliśmy nadzieję, że uda nam się zobaczyć osławione panoramy górskie, z których jest znany. Nie zawiedliśmy się!

By dotrzeć na górę, trzeba najpierw pokonać długą dolinę o nazwie Teplá. Droga wiodąca asfaltem mogłaby się wydawać nudna, ale mija niespodziewanie szybko – po równej nawierzchni bez specjalnych przewyższeń poruszamy się sprawnie, choć niektórym dzieciom z naszej ekipy właśnie taka trasa sprawia największą trudność. Dopiero na stromiznach odzyskują wigor i chcą pod największe górki nawet podbiegać.

Bo gdy kończy się dobra droga, zaczyna się kolejne wymagające podejście. Zbaczamy na wąską ścieżkę i zaczynamy wspinaczkę, czyli to, co jest typowe dla Wielkiej Fatry. Na szczęście, mimo że jest stromo, nie trwa to długo, a po przejściu przez leśną drogę gospodarczą teren zdecydowanie łagodnieje.

Tego dnia mamy okazję poznać kolejne schronisko w Wielkiej Fatrze, a właściwie miejsce, które pełni funkcję noclegowni bez specjalnych wygód. To prosta chatka z pryczami w środku i sławojką na zewnątrz, za to ozdobioną zdjęciami najpiękniejszych gór świata. Stoły pod gołym niebem gotowe są na przyjęcie gości, wśród drzew zapraszająco buja się hamak, a urok miejsca potęguje małe jeziorko.

Siedząc na niewielkim wzniesieniu przed schroniskiem, zaczynamy rozumieć, dlaczego Rakytov kojarzony jest z pięknymi widokami. Już tutaj się zachwycamy, a wyżej będzie jeszcze lepiej... Od schronu Limba dzieli nas jedynie godzina do szczytu. Do tej pory poruszaliśmy się szlakiem żółtym, natomiast po dotarciu do Przełęczy Rakytowskiej Północnej (Severné Rakytovské sedlo) na samo podejście pod Rakytov zmieniamy go na zielony.

Uff… Ale ciężko – myślimy w duchu. Jest stromo i wymagająco. Dzieci dzielnie maszerują, choć widać, że jest im ciężko. Natomiast pies ma chyba największą z nas wszystkich frajdę z tego pobytu w górach. Pnie się niezmordowanie do góry. Na szczęście coraz rozleglejsze widoki sprawiają, że nie myśli się o wysiłku.

Gdy docieramy na wierzchołek, sława Rakytova staje się dla nas w pełni zrozumiała – góry ciągną się po horyzont z każdej strony, w którą się spojrzymy. W dali wyraźnie widzimy panoramę Tatr.

Tym ostatnim wejściem przypieczętowujemy zdobycie sześciu najwyższych szczytów Wielkiej Fatry w trzy dni. Były to w kolejności: Ostredok (1592 m n.p.m.), Frčkov (1585 m n.p.m.), Krížna (1574 m n.p.m.), Rakytov (1567 m n.p.m.), Suchý vrch (1550 m n.p.m.) i Ploská (1532 m n.p.m.). W trzy dni robimy odpowiednio: 22 km, 19 km i 17 km, każdego dnia pokonując około 1200 metrów przewyższeń do góry i tyleż samo w dół. Pies wybiegany, dzieciaki dumne, my zachwyceni urodą kolejnego pasma górskiego, które udało nam się poznać. Faktycznie w Wielkiej Fatrze na szlakach spotyka się niewielu ludzi, więc jest to idealne miejsce na wędrówki dla właścicieli psów. Musimy tu koniecznie wrócić!

Artykuł ukazał się w majowym numerze n.p.m. - nr 5 (218) maj 2019 r.



 
 
 
Autor: Kamila Gruszka

Jest dziennikarką, podróżniczką i pilotką wycieczek. Publikuje w prasie podróżniczej, o tematyce górskiej i rowerowej oraz serwisach internetowych. Prowadzi blog www.barswiat.pl, gdzie promuje aktywną turystykę rodzinną. Współpracuje z firmami z branży outdoor. Organizuje pokazy podróżnicze.
Odwiedziła już prawie wszystkie kraje w Europie, podróżowała po Azji, była w Ameryce Północnej i Afryce, ale niezmiennie fascynuje ją szeroko pojęty „Wschód”. Jako pilotka specjalizuje się w wyjazdach do Gruzji, Armenii i Iranu.


 O nas

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami głównie z dziećmi, niskobudżetowymi, najczęściej związanymi z nocowaniem pod namiotem, gotowaniem sobie samemu jedzenia, byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Mamy nadzieję, że rodziny znajdą tu wiele inspiracji, a może i inni, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.

 
Ostatnio dodane

Z trzech najbardziej znanych irańskich wysp: Keszm, Hengam, Hormoz, najbardziej zachwyca mnie ta ostatnia. Od samego początku.

Niektórzy nazywają ją czerwoną wyspą, ja wolę określenie „kolorowa”. Według naukowców można wyróżnić na Hormoz kilkadziesiąt kolorów skał. Ich zabarwienie zależy od zawartości określonych minerałów i soli.

W Zatoce Perskiej żyją delfiny, kolorowe rybki, a na brzeg wychodzą żółwie.

Keszm to największa irańska wyspa w Zatoce Perskiej. Z jednego końca wyspy na drugi pokonuje się 130 kilometrów.

Krótka charakterystyka wysp i informacje praktyczne, które udało nam się zebrać podczas dwóch wyjazdów do Iranu w pierwszej połowie 2017 r.

...
...
...
...