SZWECJA: Bajkowa geografia nie tylko dla dzieci

W Abisko znajduje się punkt startowy najbardziej znanego szwedzkiego szlaku pieszego, zwanego królewskim. Kungsleden liczy 440 kilometrów i został poprowadzony przez góry północnej Szwecji oraz najpiękniejsze krajobrazy Laponii. Ale do Parku Narodowego Abisko warto dotrzeć nie tylko po to, by rozpocząć wielodniową wędrówkę z plecakiem. Na każdego czeka tu również wiele krótkich, a niezwykłych szlaków.

Przez kilka ostatnich lat zdążyliśmy się już przyzwyczaić, że wakacje spędzamy z widokami skąpanymi w ostrym świetle Północy. Podróżujemy rodzinnie: mama Kamila, mąż Darek oraz dwójka dzieci: Jędrek i Dominika, odpowiednio 7 i 10 lat. Tym razem nasz wybór padł na Szwecję. Plan jest prosty – chcemy przekonać się, czy jej tereny położone za kołem polarnym to faktycznie najbardziej dziki zakątek Europy.

Leniwe dobrego początki
Nasza przygoda rozpoczyna się już pod Sztokholmem, gdy do Nynäshamn przybija prom z Gdańska. Nie bez powodu wybraliśmy ten środek transportu z Polski. Zależało nam przede wszystkim na tym, aby zaoszczędzić sobie kilometrów za kierownicą samochodu w drodze na północ Szwecji.
Ze szwedzkiej stolicy do Abisko mamy do przejechania jeszcze 1300 kilometrów. Ma to jednak swoje plusy. Zdecydowanie bez wyrzutów sumienia robimy sobie po drodze kilka przystanków, w równie pięknych jak Abisko, parkach narodowych. A jest w czym wybierać! Skuleskogen słynie z wysokiego, klifowego wybrzeża, skąd roztaczają się niesamowite widoki na fiordy, jedne z niewielu na terenie Szwecji. Do Stora Sjöfallet turystów przyciągała dawniej sława efektownego wodospadu. Po wybudowaniu elektrowni wodnej z „Niagary Północy” pozostało kilka strużek wody. Za to majestat góry Akka (2016 m n.p.m.), zwanej „Królową Laponii”, rekompensuje tę stratę. W parkach tych pozostajemy po jeden, dwa dni, nie odmawiając sobie przyjemności kilkugodzinnego wędrowania w celu zapoznania się z okolicą. Zdecydowanie warto nie spieszyć się aż tak bardzo do Abisko! Docieramy tam ostatecznie szóstego dnia podróży po Szwecji.
Naszą bazą staje się oddalony o kilka kilometrów od Abisko parking Tornehamn. To nasz sposób na Skandynawię – dzikie biwaki pod namiotem, gotowanie na kuchence turystycznej i korzystanie z zapasów jedzenia zabranych z Polski. Niestety kraje skandynawskie uchodzą za drogie (i takie są!), więc żeby na trzytygodniowe wakacje z całą rodziną nie wydać majątku, trzeba się do wyjazdu odpowiednio przygotować. Po kilku skandynawskich wypadach mamy to, nie chwaląc się, opanowane do perfekcji! Na kawałku trawiastego terenu planujemy spędzić kolejnych pięć nocy. Rozbijamy namiot, do dyspozycji mając obok ogrzewany piecykiem budynek dzienny (nie wolno w nim nocować!), toaletę typu sławojka, drewniane stoły i ławki oraz miejsce na ognisko. Przede wszystkim jednak nasz „hotel” zapewnia piękne widoki na górskie jezioro Torneträsk – szóste pod względem wielkości w Szwecji. Już nie możemy się doczekać kolejnych dni, kiedy będziemy stąd ruszać na poszczególne szlaki. Zresztą gdyby nam było mało tras w Abisko, to wokół jeziora również poprowadzono kilka malowniczych ścieżek.

 

XIX-wieczna IKEA
Zanim zdecydujemy się na wybór pierwszej trasy, ruszamy do naturum. Ta tajemniczo brzmiąca nazwa to nic innego, jak określenie: informacji turystycznej, muzeum przyrodniczego i miejsca, przybliżającego lokalną kulturę i tradycje w jednym. To tam najlepiej się udać, by uzyskać odpowiedzi na nurtujące nas pytania i rozwiać wątpliwości. Naturum w Abisko znajduje się tuż przy Abisko Turiststation. Zostaliśmy w nim zaopatrzeni w mapki i informatory, z których wynika jasno: w Abisko można wędrować nie tylko Kungsleden. Co więcej, możliwe są wycieczki od półgodzinnych, poprzez godzinne lub kilkugodzinne do całodniowych. Z pewnością ten nadmiar nowej wiedzy nie rozwiązał naszych problemów decyzyjnych, ale przecież od przybytku głowa nie boli.
Ponieważ kilka godzin pochłonęło nam oglądanie wystawy i filmów o hodowcach reniferów oraz pięknie parków narodowych na północy Szwecji, na popołudniowe wędrówki wybieramy dwa krótkie szlaki. Pierwszy z nich startuje z lewej strony wspomnianego już parkingu. Niebieskie znaki doprowadzają nas do położonej zaledwie 300 metrów dalej rekonstrukcji XIX-wiecznej osady, wykorzystywanej wiosną i jesienią przez Samów, bardziej znanych po prostu jako Lapończycy, czyli potomkowie pierwszych mieszkańców Skandynawii. Na słonecznej polanie zlokalizowano obrośnięte trawą torfowe domki – jeden z nich służył jako budynek mieszkalny, drugi był pomieszczeniem dla kóz. Gdy pasterze wraz ze swoimi stadami wyruszali wyżej w góry, kozy zabierali ze sobą. Wtedy też bardziej przydawały się namioty o konstrukcji podobnej do indiańskiego tipi. Na drewniany szkielet narzucano wełniane ciepłe sukna i nawet zimą można było w nich przebywać. Gdzie chowano jedzenie i najcenniejsze przedmioty? W domkach wyglądających, jakby stałej na kurzej nóżce, czyli wysokim drewnianym palu. To po to, by uchronić jedzenie przed dzikimi zwierzętami i... złodziejami.
- Popatrzcie, to przecież wieszaki jak z Ikei! – zwracam uwagę innym. Faktycznie poprzeczne pałąki z trójkątnymi podporami z każdej ze stron służyły do wieszania odzieży lub suszonego mięsa. Mam wrażenie, że pomysł ten projektanci szwedzkiej firmy skopiowali właśnie od Samów. Tę wycieczkę odbywamy bardziej w czasie niż w przestrzeni. Wędrówka na polanę to zaledwie kilka minut, ale zapoznanie się z wszystkimi elementami tej osady z przeszłości trwa zdecydowanie dłużej niż szacowane w informatorze pół godziny.

 



Szlak kolejowy pełen tajemnic
Nie wsiadając do samochodu, ruszamy od razu na spotkanie z kanionem Abiskojäkka. Aby z parkingu dojść do początku szlaku prowadzącego wzdłuż rzeki, musimy przejść tunelem prowadzącym pod torami kolejowymi i drogą E10 z Kiruny do Narviku. Następnie pokonujemy jeszcze most dla pieszych i zaczynamy wędrówkę. Idziemy wcale nie ścieżką, jak na naszych beskidzkich szlakach, tylko szerokim drewnianym pomostem z barierkami, skąd możemy obserwować kłębiącą się w dole wodę. Świeżość drewna w początkowym odcinku aż kłuje w oczy, a to dlatego że szlak jest obecnie dostosowywany do potrzeb osób niepełnosprawnych. Po tej stronie, po której jesteśmy, słońce po południu nie dochodzi i kanion sprawia bardzo mroczne wrażenie. Potęguje je woda wypluwana mocnym strumieniem przez okrągły otwór.
- Czy to możliwe, by było to dzieło natury? – zastanawiam się.
- Wątpię, by rzece udało się przebić taką kamienną przeszkodę na wylot – podobne przemyślenia ma mój mąż.
- Faktycznie, popatrz, co tu jest napisane! - wskazuję na tablice informacyjne w pobliżu. Jak się okazuje, robotnicy pracujący na przełomie XIX i XX wieku przy budowie linii kolejowej z Kiruny do Narviku za pomocą ładunków dynamitu utworzyli naturalny upust, co pozwoliło im zaoszczędzić pracy i wydatków związanych z budową mostu. Całe przedsięwzięcie – bardzo kosztowne ze względu na trudne warunki – pochłonęło wiele ofiar, jednak było istotne dla gospodarki Szwecji, bo dzięki kolei można było wywozić rudę żelaza z kopalni w Kirunie do niezamarzającego zimą portu w Narviku. Czasy II wojny światowej to mniej chlubny rozdział w historii tego kraju, bo tą samą drogą dostarczano surowce hitlerowskiej Rzeszy z kraju oficjalnie zachowującego neutralność. Słynna bitwa o norweski Narvik była tak naprawdę walką o dostawy ze Szwecji. Trzeba jednak przyznać, że połączenie kolejowe z resztą kraju przyczyniło się do popularyzacji Abisko i szlaku Kungsleden wśród turystów już na początku XX wieku.
Kilkaset metrów dalej dochodzimy do drugiego mostu na szlaku i tu musimy podjąć decyzję. Przed nami bowiem dwie opcje: powrót na parking drugą stroną rzeki albo dalsza wędrówka mniej uczęszczaną ścieżką aż do jeziora Torneträsk. Kusi nas ta właśnie możliwość, bo mimo że rzeka zaczyna dalej łagodnieć, to szlak staje się bardziej dziki, co nam zdecydowanie bardziej odpowiada.

 



Bajkowa kraina
Wspinamy się najpierw na pobliską górkę, gdzie zlokalizowany jest punkt widokowy z tablicami informacyjnymi. Zastosowano tu ciekawe rozwiązanie, bo obok opisów umieszczono kolorowe tuby, które kierują wzrok we właściwym kierunku. Dowiadujemy się między innymi, na jakiej wysokości nad poziomem morza znajduje się granica lasu w Abisko – jest to około 700 m n.p.m., a na północnych stokach jeszcze niżej, podczas gdy w innych rejonach ok. 900 m n.p.m. To dowód, że jesteśmy na północy kraju i krajobraz tu jest zdecydowanie inny niż w pozostałych częściach Szwecji. W pobliżu rzeki drzew jest jeszcze całkiem sporo, choć mamy wrażenie, że nieco mniej dostojnych niż w naszych lasach. Przeważają karłowate brzózki, wśród których wiedzie ledwo widoczna ścieżka. Im bliżej ujścia, tym więcej wariantów wędrówki do wyboru, bo rzeka w tym miejscu rozlewa się w szeroką deltę, tworząc malownicze wysepki i zatoczki. Nie ma tu już wyznaczonych szlaków. Ścieżki rozchodzą się, a tylko od nas zależy, w którą skręcimy. Raj mają też ptaki, które upodobały sobie teren przy wodzie na wicie gniazd i zakładanie siedlisk. Gdybyśmy trafili tu w okresie od wiosny do końca lipca, musielibyśmy zakończyć wędrówkę znacznie wcześniej – w okresie lęgowym ujście rzeki Abiskojäkka zamienia się w ścisły rezerwat.
Drogę powrotną za mostem odbywamy po nieznanej nam jeszcze stronie rzeki - wybieramy ten wariant, mając nadzieję na odkrycie jakiś nowych atrakcji. Nie rozczarowujemy się. Docieramy do budynków dawnego schroniska. Nocowała w nim Selma Lagerlöf, szwedzka pisarka, która jako pierwsza na świecie kobieta otrzymała Nagrodę Nobla w dziedzinie literatury - za książkę „Cudowna podróż”.
- Dzieci, pamiętacie przygody psotnego Nilsa, przemierzającego kraj na grzebiecie gęsi? - przypominam, jak spotkaliśmy się z tym bohaterem już wcześniej w Karlskronie, gdzie ma swój pomnik i gdzie miały miejsce jego przygody.
- „Cudowna podróż” to taka bajkowa geografia Szwecji dla dzieci. Opisywane są w niej różne krainy, które odwiedza chłopiec wraz z gęsim stadem, a głównym przesłaniem jest ochrona przyrody i naturalnych zasobów: gór, lasów, jezior i rzek - opowiadam nieco więcej o książce noblistki. - W okolicy Abisko pisarka zbierała materiały do swojej książki, która została wydana w 1906 roku, a już w 1909 roku powołano w Szwecji pierwszych dziewięć parków narodowych. Abisko było jednym z nich – odczytuję wypisane na tablicy ciekawostki.

Nic tak nie cieszy, jak kolorowy zeszyt
Całość wycieczki wzdłuż Abiskojäkka to zaledwie cztery kilometry spaceru zaliczone w mniej więcej dwie godziny, więc na kolejny dzień mamy znacznie ambitniejszy plan – 14-kilometrową wędrówkę na szczyt Paddus o wysokości 600 m n.p.m.
Zaczynamy od znanego nam już fragmentu szlaku – od parkingu do wioski samskiej. Dalej trzymamy się znaków niebieskich z trzema kropkami. Szukamy ich podobnie jak w polskich górach – na drzewach, z tym że system znakowania w Abisko jest zdecydowanie bardziej ekologiczny. Zamiast farby stosuje się tu mocną taśmę owiniętą wokół drzewa. W ciągu najbliższych dni spotkamy jeszcze oznaczenia z wykorzystaniem taśm pomarańczowych, czerwonych i fioletowych.
Trasa jest przyjemna i bardzo szybko się nią wędruje, nie czując różnicy wysokości w terenie. W większości ścieżka biegnie lasem. Pomiędzy drzewami majaczą niebieskie tafle jeziorek i o dziwo – tropik jednego namiotu. Dokładne przyjrzenie się mapie potwierdza, że przy szlaku na Paddus można rozbijać się bez ograniczeń, gdyż teren od pewnego momentu znajduje się poza oficjalną granicą parku narodowego. Po drodze spotykamy sporo rozwidleń szlaków.
- Plecakowicze z dokładnymi mapami mają tu pole do popisu – dzielę się moimi refleksjami z mężem.
Po raz kolejny przekonujemy się, że Abisko oferuje o wiele więcej możliwości wędrówek niż tylko „szlakiem królewskim”. My w rekordowym czasie, jak na możliwości naszej najmłodszej części rodziny, bo w nieco tylko ponad dwie godziny, meldujemy się na rozległym płaskowyżu ponad linią lasu i przed wyraźnym wzniesieniem, które można uznać za kopułę szczytową Paddus. To jedyne strome i wymagające podejście na całej wycieczce, które zajmuje jednak nie więcej niż 20 minut. Po dotarciu na górę trudno uwierzyć, że pokonaliśmy tego dnia zaledwie 250 metrów przewyższenia, bo widoki na okolicę mamy nieziemskie. W dole majaczą budynki stacji turystycznej Abisko i jezioro Torneträsk, a naokoło możemy podziwiać szczyty częściowo pokryte śniegiem.

 


Majestat gór i zalegająca cisza uświadamiają nam, że jesteśmy w miejscu świętym dla Samów, zwanym w ich języku Báddosdievvá. Wierzą oni, że jakieś nietypowe formacje skalne czy kamienie są zamieszkiwane przez duchy. To miejsca mocy. Siadamy więc na skale i czerpiemy z niej energię. Sam szczyt jest dość rozległy i początkowo mamy problem ze zlokalizowaniem właściwego wierzchołka. Na szczęście oznaczony jest tabliczką, pod którą znajduje się zielona skrzynka ze schowanym w niej zeszytem. To „księga wejść”, w której umieszczamy także nasz wpis. Tego dnia jeszcze dwa razy wpiszemy nasze dane do zeszytów wyciągniętych ze skrzyneczek pomarańczowej i niebieskiej. Dopiero bowiem w drodze powrotnej, gdy właściwy cel mamy już osiągnięty, pozwalamy sobie na nieznaczne zboczenie z trasy. Według oznaczeń szczyt Älg – Naben ma się znajdować zaledwie 300 m od ścieżki. Nie widnieje na naszej mapie, ale ponieważ strzałka wyraźnie wskazuje kierunek na pobliskie wzniesienie, to uznajemy, że jest to cel warty zaliczenia. Zaledwie kilka minut i mamy kolejne osiągnięcie na koncie, potwierdzone wpisem w zeszycie. Gdy widzimy niedługo potem znak kierujący na Stornabben nie mamy wątpliwości, że chcemy dotrzeć na trzeci tego dnia szczyt, tym razem znany nam wcześniej z mapy. Mimo to nawigacja jest nieco bardziej skomplikowana i udaje nam się nawet na chwilę zgubić w lesie, ale ostatecznie odnajdujemy skrzynkę z zeszytem, jak również – co najważniejsze – drogę powrotną prowadzącą na parking. Meldujemy się na nim po sześciu godzinach wędrówki.

 



Spotkanie z królem to obowiązek
Chcieliśmy potwierdzić, że w Abisko można spędzić kilka dni bez konieczności wybierania ponad 400 kilometrowej trasy królewskiej, ale z drugiej strony być tu i nie przejść chociaż kawałka Kungsleden, szlaku wytyczonego już ponad 100 lat temu? Kolejnego dnia planujemy więc wycieczkę do pierwszego na szlaku królewskim miejsca noclegowego – Tältplats, gdzie można rozbić się namiotem. To zaledwie 4,5 kilometra łatwą, szeroką i zadbaną drogą. Zapewne wraz z przemierzonymi kilometrami robi się nieco trudniej, szczególnie gdy Kungsleden osiąga najwyższy szczyt Szwecji – Kebnekaise o wysokości 2117 m n.p.m., około 100 kilometrów dalej. Początek jest jednak mało ekstremalny. Nawet kanion Abiskojäkka pokazuje tutaj jaśniejsze oblicze – skały oświetlone słońcem mienią się różami i złotem. Rzeka będzie nam już towarzyszyć do końca, czasem zbliżając się bezpośrednio do szlaku, a czasem każąc podziwiać się jedynie z wysoka. Patrzenie na wodę uspokaja i zapewne dlatego w miejscu najwyższego wzniesienia i najrozleglejszych widoków znajduje się oficjalny punkt medytacyjny oznaczony kamieniem z odpowiednim napisem. Faktycznie można się tu na długo zamyślić.
My jednak ruszamy dalej, bo naszą wycieczkę rozpoczęliśmy dopiero koło godziny 13., a przecież musimy zdążyć jeszcze wrócić! Na szczęście od Marmorbrottet, jak na mapie oznaczono wzgórze, do Tältplats to już mniej niż połowa drogi. Gdy wchodzimy na most na rzeczce Nissonjäkka, wiemy, że wkrótce znajdziemy się już na miejscu. Rozbicie namiotów w Tältplats, przy szlaku Kungsleden, jest bezpłatne, ale też wygód nie ma tu wielu: dostęp do wody z rzeki, prowizoryczna wiata, miejsce na rozpalenie ogniska, parę stołów i drewniana toaleta typu sławojka. Udaje nam się zrealizować planowany piknik, obserwujemy więc podczas niego nadchodzących coraz liczniej po południu śmiałków, którzy postanowili zmierzyć się z Kungsleden. Ich cecha charakterystyczna to ogromne plecaki! Podziwiamy, ale na razie nie pójdziemy w ich ślady.

 



Trzeba swoje odcierpieć
Wracamy w stronę parkingu, choć z małym urozmaiceniem trasy. Od Marmorbrottet zbaczamy na pomarańczowy szlak trzykropkowy do jeziorka Njakajaure. Mamy wrażenie, jakbyśmy znaleźli się w innym świecie – ścieżka tu wąska, a teren pagórkowaty. I jeszcze jedno: zupełny brak turystów!
- Tak naprawdę innych ludzi spotkaliśmy jedynie na szlaku Kungsleden i w pierwszym dniu na początkowym odcinku przy kanionie – nie mogę się nadziwić, że góry naokoło mamy praktycznie tylko dla siebie.
- Jeszcze ta bosonoga staruszka w drodze na Paddus, która z ręcznikiem przewieszonym przez ramię tłumaczyła z łagodnym uśmiechem na twarzy, że wędruje nad jezioro się wykąpać – przypomina mąż dość intrygujące spotkanie. - I większa grupa na samym szczycie świętej góry – wylicza.
- No tak, ale ta zorganizowana grupka turystów zniknęła nam z zasięgu wzroku, zanim na dobre skończyliśmy jeść kanapki – wytaczam argument, ale tak naprawdę nie muszę go przekonywać, że Abisko nie jest wcale tak zatłoczone, jak się spodziewaliśmy.
Jedynie na szlaku Kungsleden można uwierzyć, że Abisko to najliczniej odwiedzany park narodowy w Szwecji. Tutaj koncentruje się ruch turystyczny. Na innych trasach wędruje się samotnie!
Na sam koniec pobytu w Abisko zostawiamy sobie najambitniejszą turę – wejście na szczyt Njulla o wysokości 1164 m n.p.m. Mocne, strome podejście, a do tego zmiana pogody. Przepiękne słońce, które do tej pory świeciło bez przerwy od początku wyjazdu, postanawia schować się za chmury. Towarzyszy nam mocny wiatr, a nawet pojawia się śnieg (na szczęście, zeszłoroczny). Czy musiało być tak ekstremalnie? Przecież na górę wjeżdża kolejka, która mogłaby nam oszczędzić mozolnego wspinania pnącą się wzdłuż wodospadu ścieżką. Cóż, nasze ambicje nie pozwalają na korzystanie z takich ułatwień, a rozsądek dodatkowo podpowiada – skandynawskie ceny nie są na nasze kieszenie: 100 zł kosztuje bilet powrotny za osobę dorosłą i 50 zł za dziecko. Choć trzeba przyznać, że oferta Aurora Sky Station może wydawać się atrakcyjna. Zimą oszklona restauracja na górze pozwala na obserwacje zorzy polarnej, która w Parku Narodowym Abisko jest szczególnie spektakularna ze względu na suche powietrze (tu prawie nigdy nie pada!), latem wjeżdża się tam natomiast, by cieszyć się odwrotnym zjawiskiem – białymi nocami. Nie muszę chyba nadmieniać, że wtedy obowiązują osobne – oczywiście wyższe – taryfy.
Nasza rodzina ruszyła więc grzecznie na szlak, startujący gdzieś pomiędzy budynkiem dolnej stacji a parkingiem. Początkowo oprócz znaków czerwonych z jedną kropką towarzyszą nam także znaki fioletowe z trzema i romby oznaczające szlaki narciarskie. Po około kilometrze nasza trasa odbija w prawo i w zasadzie od początku zaczyna się wznosić. Kierunek wyznaczają opadające kaskadami wody z wysokiego szczytu. Dopiero po jakimś czasie dociera do nas, że rzeczka Rithunjira, wzdłuż której idziemy na początkowym odcinku, i wodospad na górze to jedno i to samo. Przyznam szczerze, że uświadomienie takiej ekspozycji wcale nie sprzyja wzrostowi motywacji do wędrówki. Na szczęście w pewnym momencie szlak przeprowadził nas w nieco łagodniejszym terenie wprost przez wodę i mogliśmy chwilę odpocząć na ścieżce o bardziej poziomym niż pionowym charakterze. Wtedy jednak nad naszymi głowami pojawiła się kolejka i wróciły wątpliwości, czy mimo wszystko nie trzeba się na nią zdecydować.
Była to psychicznie najbardziej dobijająca wycieczka w parku Abisko, ale i... najpiękniejsza. Dlaczego? Bo od górnej stacji kolejki teren złagodniał i objawiła się przestrzeń, którą tak kochamy w górach: pustka, bez żadnych ludzi, jedynie z górami na horyzoncie. Stamtąd już tylko dwa kilometry pozostały nam do szczytu. Pokonaliśmy je z przyjemnością. O dziwo droga w dół minęła nam tym razem bardzo szybko, a we wspomnieniach zostały tylko widoki z Njulla na oświetlony nagle słońcem płaskowyż. Właśnie dla takich obrazów jeździmy już kolejny rok do Skandynawii – gór skąpanych w północnym świetle.

 



Informacje praktyczne

DOJAZD
Najwygodniejsze połączenie samochodowe to prom Gdańsk – Nynäshamn (linie Polferries, koszt za samochód i 4-os. rodzinę to 1300 zł, www.polferries.pl), a potem już tylko 1300 km do Abisko (przez Abisko prowadzi droga E10). Najbliższe lotnisko to Kiruna (98 km), przelot z Polski z przesiadką w Sztokholmie (koszt tanimi liniami Wizzair lub Ryanair to kilkadziesiąt złotych, wewnętrzny lot Sztokholm – Kiruna obsługuje np. linia SAS lub Norwegian, koszt od 900 zł w dwie strony). Z Kiruny do Abisko dojeżdża kolej, są również połączenia autobusowe (Norrbotten län, www.ltnbd.se). Do Kiruny dojedziemy ze Sztokholmu pociągiem. Można wykorzystać także połączenia przez norweski Narvik (75 km). Wyszukiwarka połączeń kolejowych: www.sj.se.

NOCLEGI
Opcje noclegowe o standardzie turystycznym oferuje STF Abisko Tourist Station (ceny od 160 do 350 zł za 1 os. / noc w zależności od sezonu). Wyższy standard ma Hotel Abisko Mountain Lodge (w jednym kompleksie, ceny od 450 zł ). Możliwy jest także nocleg na polu namiotowym (bez wygód, ceny od 100 zł za 1 os.). Rezerwacji można dokonać na stronie: www.swedishtouristassociation.com. Adres: Lapportsvägen 35, Abisko, Szwecja
Korzystając z prawa dostępu można rozbić namiot za darmo wszędzie (poza parkiem narodowym). Polecamy parking w miejscu zwanym Tornehamn przy drodze E10 (za parkiem Abisko w stronę granicy norweskiej po prawej stronie).

WYŻYWIENIE
Obowiązującą w Szwecji walutą jest korona szwedzka (1 PLN = 2,14 SEK). Ponieważ ceny są w Szwecji dość wysokie (np. chleb ok. 15 zł), lepiej liczyć na jedzenie przywiezione z Polski (jeśli podróżujemy samochodem), ewentualnie robić zakupy w sieciowych marketach typu Lidl czy Netto (niestety nie ma ich zbyt wiele na północy). My gotowaliśmy na kuchni turystycznej, korzystając z naszych zapasów. Dla turystów plecakowych dobrym rozwiązaniem jest jedzenie liofilizowane.

MAPY I PRZEWODNIKI
Polecana mapa w Szwecji: „Sweden”, wyd. Express Map, skala 1: 1 000 000 (laminowana). Na miejscu w Abisko korzystaliśmy z bezpłatnych mapek i informatorów.
Przewodnik: Andrzej Garski, „Skandynawia. Parki narodowe i rezerwaty przyrody”, wyd. Bernardinum, seria „Poznaj Świat” (rozdziały: PN Abisko i Kungsleden – Szlak Królewski z Abisko do Hemavan). W innych przewodnikach dotyczących Szwecji tylko ogólnie wspomina się o Abisko.
Przydatna strona: http://www.sverigesnationalparker.se/ (trzeba wybrać Abisko z listy)

KOSZT WYJAZDU
Koszt całego naszego 3-tygodniowego wyjazdu do Szwecji to 6100 zł na całą rodzinę (prom, paliwo, sporadyczne noclegi na kempingach i jedzenie, bilety wstępu).

Autorka tekstu: Kamila Gruszka

 

Artykuł ukazał się w numerze kwietniowym "npm", nr 4 (181), kwiecień 2016 r.





 
Autor: Kamila Gruszka

Jest dziennikarką, podróżniczką i pilotką wycieczek. Publikuje w prasie podróżniczej, o tematyce górskiej i rowerowej oraz serwisach internetowych. Prowadzi blog www.barswiat.pl, gdzie promuje aktywną turystykę rodzinną. Współpracuje z firmami z branży outdoor. Organizuje pokazy podróżnicze.
Odwiedziła już prawie wszystkie kraje w Europie, podróżowała po Azji, była w Ameryce Północnej i Afryce, ale niezmiennie fascynuje ją szeroko pojęty „Wschód”. Jako pilotka specjalizuje się w wyjazdach do Gruzji, Armenii i Iranu.


 O nas

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami głównie z dziećmi, niskobudżetowymi, najczęściej związanymi z nocowaniem pod namiotem, gotowaniem sobie samemu jedzenia, byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Mamy nadzieję, że rodziny znajdą tu wiele inspiracji, a może i inni, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.

 
Ostatnio dodane

Taką mam naturę, że nawet nad morzem muszę sobie znaleźć jakąś górę – powtarzam jak mantrę tę myśl w drodze na wzgórze ponad Gonio. To moja ulubiona miejscowość koło Batumi.

Co zobaczyć w Tbilisi? Zawsze gdy ktoś mnie pyta o plan na zwiedzanie Tbilisi, pomijam w odpowiedzi najważniejsze zabytki i zaułki miasta. Zróbcie spacer wzgórzami wokół Tbilisi – rekomenduję.

Słowacy mają niesamowite szczęście, że ich kraj zasięgiem obejmuje aż tyle gór. Po naszej, polskiej stronie, też jest w czym wybierać, ale doświadczenie podpowiada, że góry na Słowacji są zdecydowanie mniej zatłoczone niż w Polsce...

Rakytov słynie z najrozleglejszych w Fatrze widoków. Wybierając się na ten szczyt w najpiękniejszy pogodowo dzień, mieliśmy nadzieję, że uda nam się zobaczyć te osławione panoramy górskie.

Drugi dzień długiego weekendu w Wielkiej Fatrze i niestety niespodzianka pogodowa – wszędzie mgła. Ostatecznie nie było tak źle...

...
...
...
...