UKRAINA: Drahobrat (Dragobrat) – narciarska przygoda

Ośrodek narciarski Drahobrat na Zakarpaciu to zupełnie coś innego niż perfekcyjnie zorganizowany Bukowel (LINK). Wyprawę tam można potraktować w kategoriach przygody. Co nie znaczy, że nie da się pojeździć na nartach. Możliwości są i to spore, ale o zupełnie innym charakterze.

Jak się dostać
Do Drahobratu wybieramy się na jednodniową wyprawę. Najpierw musimy dostać się do Jasinii, już w zakarpackim obwodzie. Na granicy obwodów postawiony jest posterunek, ale funkcjonariusze nie zatrzymują nas.
Z Bukowela do Jasinii prowadzą dwie drogi. Jedna bezpośrednio z Bukowela. Bardzo malownicza, ale też ze sporą ilością zakrętów i podjazdem, ze szczytu którego rozpościera się piękny widok na góry z najwyższym szczytem Czarnohory – Howerlą (2061 m n.p.m).
Druga droga jest łagodniejsza, nieco dłuższa, ale w sezonie zimowym odśnieżona i dobrze utrzymana. Z Bukowela trzeba wyjechać w kierunku Tatarowa i przy dużym skrzyżowaniu za Polanicą skręcić w prawo na Rachów. Wspinany się na Przełęcz Jabłonicką zwaną też Tatarską o wysokości 931 m n.p.m. Przed wojną znajdowało się tutaj polskie schronisko PTTK. Nic dziwnego, jesteśmy na granicy dwóch pasm górskich: Gorganów i Czarnohory. Dotrzemy jeszcze w pobliże Świdowca przy Drahobracie. To najczęściej odwiedzane przez wędrowców góry w tej części Ukrainy.
Przejazd do Jasinii nie powinien nam zająć więcej niż 35-45 minut.

 



Jasinia – huculskie miasteczko
Miejscowość wypadowa na Drahobrat to Jasinia (Jasina), miasteczko o ciekawej historii. Kiedyś w granicach Rzeczpospolitej, Czechosłowacji, Węgier i Związku Radzieckiego. Przez chwilę była nawet stolicą Republiki Huculskiej. Warto zwrócić uwagę na przepiękną drewnianą zabudowę. Tradycyjne domy pomalowane są kolorowo, niesamowite są drewniane zdobienia.
W Jasinii spotykamy się z kierowcą wynajętego na następny odcinek drogi samochodu. Do Drahobratu dostaniemy się bowiem jedynie pojazdami z napędem na cztery koła. „Pojazd” to dobre określenie, bo marki są trudno rozpoznawalne. Auta pamiętają czasy radzieckie, ale dają gwarancję, że dojedziemy nimi na miejsce.

 



Przeprawa przez góry
Chwilę jeszcze pojedziemy asfaltem wzdłuż Czarnej Cisy, rzeki, która płynie w Jasinii szerokim nurtem. Widoki za oknem potwierdzają pierwsze wrażenie: Jasinia to przepięknie położona miejscowość i sama w sobie bardzo urokliwa. O ile w Bukowelu klimatu huculskiego trzeba było się naszukać, to tutaj mamy go na wyciągnięcie ręki. Chociażby dla tych widoków warto było zrezygnować z jednego dnia jazdy na doskonale przygotowanych stokach Bukowela. Przeprawa przez góry dostarcza jeszcze mocniejszych wrażeń.
Asfalt się kończy, a my wjeżdżamy na górską drogę pełną śniegu. Widać że wyjeżdżona, co nie znaczy, że równa i komfortowa. Mijamy się z autami wracającymi z Drahobratu. W sezonie zimowym pomiędzy Drahobratem a Jasinią zawsze można złapać jakąś okazję.
Zaczynają się wyrwy, droga się zwęża, a jednocześnie zaczyna wznosić. Dobrze jest, dopóki nic nie jedzie z naprzeciwka. Wyobraźnia podsuwa katastroficzne obrazy – z jednej strony towarzyszy nam przecież koryto rzeki!
Zastanawiam się, co zastaniemy na miejscu. Trudno mi sobie wyobrazić ośrodek narciarski położony głęboko w górach, do którego tak trudno się dostać.
Przejazd trwa około 50 minut.

 



Drahobrat czyli hotele, wyciągi i stoki w środku gór
Naprawdę nie spodziewałam się, że na miejscu zobaczymy tak zagospodarowany ośrodek! Dookoła stoków wyrosły hotele, restauracje, wypożyczalnie sprzętu. Jest całkiem sporo ludzi. Zastanawiam się, co wpływa na to, że wybierają Drahobrat zamiast Bukowela. Być może ceny są tu niższe. Natomiast pogoda potrafi krzyżować plany. Jesteśmy na znacznej wysokości. Połonina Drahobrat leży na 1400 m n.p.m. Wyciągi wjeżdżają na 1700 m n.p.m. Jeśli działają, bo Drahobrat słynie z częstych załamań pogody: wiatrów i mgły. Wtedy wyciągi krzesełkowe są zamykane, a do orczyków ustawia się ogromna kolejka. Natomiast w słońcu jazda tutaj to bajka! Niestety, podczas naszego pobytu słońce wyszło tylko na chwilę – powitane zostało okrzykami zachwytu, które rozległy się na stoku...

 


Wyższość Drahobratu wobec Bukowela to dłużej utrzymujący się śnieg. Atrakcją też może być możliwość wywiezienia ratrakami wysoko w góry na freeridowe jazdy. Kojarzy mi się to miejsce jako bardziej dzikie. Zjazdy też są trudniejsze, nawet na nartostradach oznaczonych jako niebieskie – śnieg bywa wywiany i spod spodu wychodzi lód. Ale może akurat trafiliśmy na takie warunki.

 


W okolicach Drahobratu funkcjonuje wiele wyciągów, niestety nie są one połączone w jeden system tak jak w Bukowelu. Na poszczególne wyciągi trzeba kupować osobne skipassy. My wybraliśmy najdalej na prawo położoną Wierszynę Karpat – ośrodek dysponujący jednym wyciągiem krzesełkowym oraz dwoma orczykami. Jest jeszcze Drahobrat, Karpacka Czajka i Oaza. Więcej na ich temat można przeczytać tutaj (wraz z cenami):
http://www.karpaty.info/en/uk/zk/rh/dragobrat/skilifts/

 


Mimo że położony głęboko w górach, Drahobrat posiada wypożyczalnie sprzętu, szkółki narciarskie, punkt medyczny, jest nawet sklep Intersportu. Wszystko zasypane śniegiem, niektóre budki po dach – sprawia to surrealistyczne wrażenie...

 

Czy warto?
Czy warto było wybrać się do Drahobratu? Zdecydowanie tak! Nawet w niepewnej pogodzie i na chwilę (ostatecznie na miejscu spędziliśmy 2,5 godziny). Zobaczyliśmy dwa modele ośrodków narciarskich na Ukrainie – totalnie różniące się między sobą. Bukowel wymuskany, a ten na Drahobracie... taki bardziej swojski. Jeśli jednak komuś zależy wyłącznie na jeździe na nartach, to na pewno Bukowel oferuje większe możliwości. Wyprawę na Drahobrat można potraktować w kategoriach ciekawostki i przygody. Dało to też nam możliwość zobaczenia zupełnie innego kawałka Ukrainy. Takiego prawdziwego, bo ten w Bukowelu ma klimat zdecydowanie bardziej rodem z ośrodków alpejskich. Choć musimy wiedzieć, że również na Drahobracie planuje się budowę ośrodka na najwyższym poziomie, podobnego do tego w Bukowelu.

 

 
 
 
 
 
Autor: Kamila Gruszka

Jest dziennikarką, podróżniczką i pilotką wycieczek. Publikuje w prasie podróżniczej, o tematyce górskiej i rowerowej oraz serwisach internetowych. Prowadzi blog www.barswiat.pl, gdzie promuje aktywną turystykę rodzinną. Współpracuje z firmami z branży outdoor. Organizuje pokazy podróżnicze.
Odwiedziła już prawie wszystkie kraje w Europie, podróżowała po Azji, była w Ameryce Północnej i Afryce, ale niezmiennie fascynuje ją szeroko pojęty „Wschód”. Jako pilotka specjalizuje się w wyjazdach do Gruzji, Armenii i Iranu.


 O nas

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami głównie z dziećmi, niskobudżetowymi, najczęściej związanymi z nocowaniem pod namiotem, gotowaniem sobie samemu jedzenia, byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Mamy nadzieję, że rodziny znajdą tu wiele inspiracji, a może i inni, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.

 
Ostatnio dodane

Taką mam naturę, że nawet nad morzem muszę sobie znaleźć jakąś górę – powtarzam jak mantrę tę myśl w drodze na wzgórze ponad Gonio. To moja ulubiona miejscowość koło Batumi.

Co zobaczyć w Tbilisi? Zawsze gdy ktoś mnie pyta o plan na zwiedzanie Tbilisi, pomijam w odpowiedzi najważniejsze zabytki i zaułki miasta. Zróbcie spacer wzgórzami wokół Tbilisi – rekomenduję.

Słowacy mają niesamowite szczęście, że ich kraj zasięgiem obejmuje aż tyle gór. Po naszej, polskiej stronie, też jest w czym wybierać, ale doświadczenie podpowiada, że góry na Słowacji są zdecydowanie mniej zatłoczone niż w Polsce...

Rakytov słynie z najrozleglejszych w Fatrze widoków. Wybierając się na ten szczyt w najpiękniejszy pogodowo dzień, mieliśmy nadzieję, że uda nam się zobaczyć te osławione panoramy górskie.

Drugi dzień długiego weekendu w Wielkiej Fatrze i niestety niespodzianka pogodowa – wszędzie mgła. Ostatecznie nie było tak źle...

...
...
...
...