WĘGRY: Tokaj - nie ma wina nad węgrzyna

Po paru godzinach jazdy od granicy Polski wjeżdżamy na Węgry. Obierając za swój cel tokajski szlak winny, mamy możliwość odwiedzić aż 27 miejscowości znanych z produkcji wina – nie byle jakiego!

Ludwika XIV wychwalał go jako  „wino królów”. Tokaj wytwarzany jest z owoców winorośli pochodzących z winnic na południowych stokach Gór Tokajsko-Slańskich, przez miejscowych chętniej zwanych Zemplińskimi, na północnym wschodzie Węgier. To właśnie tam, w dorzeczu Bodrogu i Cisy, dojrzewają słynne grona. Przez większą część roku pieszczą je promienie słońca, a jesienią otulają mgły. Tajemnicą smaku tokaja jest bowiem „szlachetna pleśń”, która osadza się nie tylko na ścianach piwniczek winnych, ale też na samych owocach, zanim do końca dojrzeją. Dzięki niej jeszcze na krzaku winogrono zasusza się, pozbywając wody – pozostaje sama słodycz. Tak powstaje wino aszú. Im więcej puttonyos (25-kilogramowych wiader pełnych owoców) dodanych na przeciętną beczkę wina (136 litrów), tym wino słodsze, bardziej aromatyczne i cenne.
Już w 1630 r. miała okazję spróbować go Zuzanna Lorántffy, pani na zamku Sárospatak. Do dzisiejszych czasów możemy podziwiać tam pięciokondygnacyjną Czerwoną Wieżę z renesansową loggią mieszkalną, zbudowaną specjalnie dla jej potrzeb. Zamek i miasteczko położone były na szlaku handlowym z Węgier do Polski. Ciekawe, czy ktoś kiedyś policzył, ile litrów wina przewieziono tędy do Polski... Szło go dużo. Pito je na ucztach, a panowie szlachta wykrzykiwali: „Nie ma wina nad węgrzyna!”. Związki tokajskiego regionu winiarskiego (oficjalnie uznanego w I poł. XVIII w.) z Polską są silne. Winnice należały do króla Polski i księcia siedmiogrodzkiego Stefana Batorego, a wśród pokrytych nimi wzgórz, znajdziemy też górę o nazwie Krakó, czyli... Kraków. Przed wojną właścicielami ziemi byli tu Polacy, bracia Biliccy.

Na szlakach winnych Tokaju nie po raz pierwszy przekonujemy się, że powiedzenie „Polak, Węgier, dwa bratanki” nadal jest aktualne...

 

Pełna wersja artykułu w magazynie "Podróże", nr 4/2016 r.


 
Autor: Kamila Gruszka

Jest dziennikarką, podróżniczką i pilotką wycieczek. Publikuje w prasie podróżniczej, o tematyce górskiej i rowerowej oraz serwisach internetowych. Prowadzi blog www.barswiat.pl, gdzie promuje aktywną turystykę rodzinną. Współpracuje z firmami z branży outdoor. Organizuje pokazy podróżnicze.
Odwiedziła już prawie wszystkie kraje w Europie, podróżowała po Azji, była w Ameryce Północnej i Afryce, ale niezmiennie fascynuje ją szeroko pojęty „Wschód”. Jako pilotka specjalizuje się w wyjazdach do Gruzji, Armenii i Iranu.


 O nas

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami głównie z dziećmi, niskobudżetowymi, najczęściej związanymi z nocowaniem pod namiotem, gotowaniem sobie samemu jedzenia, byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Mamy nadzieję, że rodziny znajdą tu wiele inspiracji, a może i inni, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.

 
Ostatnio dodane

Góry w Gruzji są wszędzie i na wędrówkę po nich można się udać nawet w miejsca, które z wysokimi szczytami się nie kojarzą.

Noc to najlepszy czas, by podjechać pod Wieżę Azadi i docenić ją w pełni – pięknie oświetloną i przyciągającą wzrok swoją białą bryłą i niebieskimi zdobieniami.

Będąc w Iranie, trzeba choć raz odwiedzić zurkhane, w którym wykonuje się ćwiczenia fizyczne zgodnie z tradycją sprzed wielu wieków.

Stoją poza miastem. Wieże milczenia - jak nazywa się miejsca rytualnego pochówku w obrządku zoroastryjskim, wiary, która była jedną z pierwszych monoteistycznych religii.

Turbacz, Maciejowa, Stare Wierchy... Nawet jeśli kojarzycie Hawiarską Kolibę, to być może w ogóle nie wiecie, że w Gorcach jest jeszcze jedno schronisko...

...
...
...
...