Wieczorne zwiedzanie Brna czyli sacrum i profanum według Czechów

Kilka godzin wieczorową porą w zimie, za to w towarzystwie Czecha – zwiedzanie Brna po ciemku na pewno nie przyczyniło się do odkrycia przez nas wszystkich uroków drugiego co do wielkości miasta Republiki Czeskiej, za to mogliśmy popatrzeć na stolicę Moraw Południowych oczami jego mieszkańców. Co Czesi uważają za największe atrakcje miasta? Kilka pozycji stanowiło dla nas spore zaskoczenie :)

Moravské námesti – pomnik margrabiego
Jeden z kilku placów w starej części miasta z kościołem świętego Tomasza i modelem Brna z 1645 roku w południowej części. Do kościoła przylega Místodržitelský palác, w którym mieści się Morawska Galeria. Co jednak było najważniejszą atrakcją w tym miejscu według Davida, naszego czeskiego znajomego? To imponujący pomnik margrabiego morawskiego w zbroi na koniu. Intrygują zadziwiająco wysokie nogi konia, zupełnie nieproporcjonalne do reszty. David dodatkowo zachęca, żebyśmy podeszli bliżej i spojrzeli na pomnik od dołu. Nie, wcale nie chce, żebyśmy zaglądali koniowi pod ogon. Mamy spojrzeć na pysk zwierzęcia spomiędzy jego nóg. Co zobaczyliśmy? Zdjęcie nie nadaje się do publikacji – nie przeszło cenzury. Musicie sami przyjechać i sprawdzić :)

Kościół św. Jakuba - aniołek
Do kościoła zaglądamy jedynie przez okno w drzwiach, gdyż akurat odbywa się tam msza. Zresztą David nawet nie wspomina słowem o tym, co znajduje się w środku. Zwraca nam jedynie uwagę na rzeźbę znajdującą się nad oknem wieży zegarowej. A tam aniołek... wypina pupę! To zemsta kamieniarza, którego chciała się pozbyć konkurencja z kościoła na Petrovie. Mimo że była to bogatsza parafia, budowa im nie szła, podczas gdy Jakubowy kościół był już prawie na ukończeniu, dzięki pracy rzetelnego i pracowitego mistrza. Niestety udała się intryga tym z Petrova i mistrz musiał opuścić miasto. Zdążył jednak jeszcze dokończyć okno, nad którym pracował. Pupę aniołka wyrzeźbił ze specjalną dedykacją dla parafian petrovskich - zwrócona jest w stronę ich kościoła. Dowcip rzeźbiarza sięgał dalej! Bo jeśli dobrze się przyjrzeć, to tak naprawdę mamy do czynienia w tym przypadku z dwiema postaciami złączonymi w miłosnym uścisku! To chyba jedyny przykład sceny erotycznej na obiekcie sakralnym w całej Europie – śmieje się David.
Obok kościoła jest wejście do ossuarium – w podziemiach zgromadzono nieco makabryczną ekspozycję kości i czaszek pochodzących z przykościelnego cmentarza. Miejsce to jest udostępnione dla zwiedzających.

Plac Wolności - chronometr
To największy i najstarszy plac w Brnie... w kształcie trójkąta - nietypowo jak na główny rynek miasta. Przez środek przejeżdżają tramwaje. Warte zwrócenia uwagi są budynki okalające plac. Do najważniejszych zabytków należą: renesansowy Dům pánů z Lipé z XVI w., neorenesansowy Kleinův palác XIX w. oraz secesyjny Dům u Čtyř mamlasů pocz. XX w. Wznosi się tu także kolumna morowa pochodząca z 1679 roku, latem działa fontanna z brązu, a od 2010 czas odmierza chronometr. To właśnie ten granitowy zegar przyszliśmy podziwiać tu z Davidem. Niektórym przypomina... nabój, David ma jednak odmienne zdanie :) To koniec naszej berneńskiej trylogii – podsumowuje. Jak myślicie, co sugerował z uśmieszkiem pod nosem? Koniec trylogii, ale nie koniec zwiedzania i interesujących historii.

Stary Ratusz – brneński smok
Dawny ratusz jest najstarszym świeckim budynkiem w mieście, z pięknym dziedzińcem z krużgankami. Z wieży roztacza się rozległy widok na całe miasto. Wieczorem jednak i tak nic byśmy nie zobaczyli oprócz świateł w dole, więc David pokazuje nam jedynie podwieszonego pod sufitem w przejściu smoka i drewniane koło – symbole miasta. Smok tak naprawdę jest wypchanym krokodylem i do końca nie wiadomo, jak się w Brnie znalazł – według niektórych to dar turecki. Inni wolą wersję przypominającą naszą legendę o smoku wawelskim. W Brnie też żył smok, który pożerał ludzi i pękł po opiciu się wody z rzeki Svratki. Jemu także podrzucono skórę barana wypełnioną siarką.
Koło zostało przytoczone z kolei przez kołodzieja z Lednic, miejscowości oddalonej o 50 km od Brna. Założył się on z radnymi miejskimi, że w ciągu jednego dnia zetnie drzewo, obrobi drewno i zrobi z jednego kawałka koło, które dostarczy do miasta. Wywiązał się z obietnicy, a na pamiątkę tego wyczynu organizowane są zawody w toczeniu koła z Lednic do Brna. Kołodziej jednak musiał nieco radnych oszukać, bo koło znajdujące się w ratuszu z jednego kawałka nie jest jednak zrobione.
To nie koniec legend. Jeśli dobrze przyjrzymy się gotyckim zdobieniom nad wejściem, zauważymy, że harmonia pnących się w górę wieżyczek została zaburzona. Środkowa przechyla się, jakby miała za chwilę upaść na przechodniów. Nie ze starości, tylko w wyniku wizji artystycznej rzeźbiarza - Antona Pilgrama. Według legend miejskich miał on być niezadowolony z otrzymanej za swoją pracę zapłaty, stąd taki psikus.

Targ kapuściany (Zelný trh), fontanna Parnas, gęś i kapucyni
Zelný trh to drugi główny plac miasta kiedyś noszący nazwę Rynku Górnego (w odróżnieniu od Dolnego, którym był Plac Swobody). Obecnie raczej zwie się go targiem zielnym lub kapuścianym („zeli” po czesku to „kapusta”). W dzień rozkładają się tu ze straganami sprzedawcy warzyw, a w grudniu odbywa się targ bożonarodzeniowy. Uwagę zwraca bryła dużej fontanny. To jeden z ważniejszych zabytków Brna – z XVII wieku. Przedstawia mitologiczne postacie, choć w ciemnościach trudno je dostrzec. Czego dowiadujemy się od Davida? W grudniu Czesi kupowali tu karpie prosto z fontanny!
Co jeszcze w okolicy? Koniecznie trzeba zwrócić uwagę na „Husa na provázku” czyli teatr eksperymentalny „Gęś na postronku”, uważany za jeden z ważniejszych w Czechach, który wystawiał sztuki Vaclava Havla. Stąd wywodzi się wielu znanych czeskich aktorów - dowodzi David. Choć termin „czeski film” jest nam doskonale znany :), to jednak trudno nam połączyć nazwiska z twarzami aktorów, więc nie rozwijamy tematu, choć niezupełnie porzucamy. Tuż przed teatrem rzuca się w oczy podświetlona kolumna Trójcy Świętej, czyli znowu nam się miesza sacrum z profanum - „czeski film” trwa. Niedaleko jest też stąd do klasztoru kapucynów ze słynnymi zmumifikowanymi szczątkami mnichów i zasłużonych dla Brna dawnych mieszkańców, zlokalizowanymi w podziemiach. Wiecie, to taka atrakcja dla turystów - trochę lekceważąco traktuje to miejsce David. Hm..., czy nas zalicza także do turystów, czy bardziej „swojaków”?

Katedra św. Piotra i Pawła na Petrovie
Najważniejszy kościół w Brnie, a jest ich tu całkiem sporo :) Góruje nad miastem, a żeby dojść do niego, trzeba się nieco natrudzić, bo znajduje się na wzgórzu. W bryle dominują dwie wieże, które - jak się okazuje - zbudowane zostały zaledwie 100 lat temu. David nie byłby sobą, gdyby nie przytoczył nam kolejnej brneńskiej legendy związanej z tym miejscem: W czasie długiego oblężenia Brna Szwedzi postanowili, że jeśli kolejnego dnia nie zdobędą miasta do południa, to się wycofają. Informacja ta dotarła do oblężonych. Bronili się dzielnie, ale wojska szwedzkie miały zdecydowaną przewagę. Już prawie Szwedzi zaczęli przedzierać się przez mury, gdy dzwonnik zaczął bić w dzwony w katedrze. Szwedzi zrezygnowali i się wycofali. Nie przypuszczali, że stary dzwonnik zaczął dzwonić godzinę wcześniej. Od tej pory stało się to tradycją.

Bitwa trzech cesarzy, czyli czego nie zobaczyliśmy
W Sławkowie pod Brnem miała miejsce bitwa trzech cesarzy: rosyjskiego Aleksandra I, austriackiego Franciszka II Habsburga i francuskiego Napoleona Bonaparte. Aleksander uciekł z pola bitwy, Franciszek poprosił o rozejm, a Napoleon zwyciężył. Do Sławkowa nie dotarliśmy, ale w Denysovym parku pod pomnikiem upamiętniającym bitwę spoglądaliśmy z góry na Brno. David pokazywał nam miejsca, do których na pewno warto jeszcze w Brnie dotrzeć, choć my już nie mieliśmy takiej szansy. W oddali majaczył zamek Spilberk położony na wzgórzu o wysokości 282 m n.p.m. - słynne austriackie więzienie za czasów Habsburgów. Gdyby był dzień, dojrzelibyśmy zapewne najwyższy czeski wieżowiec, a być może także wpisaną na listę UNESCO Willę Tugendhatów – ponoć idealny przykład stylu modernistycznego. Budynków w tym stylu mijaliśmy po drodze więcej.

Czeskie hospody - absolutnie nie można pominąć!
Według Davida godnymi uwagi obiektami, które koniecznie trzeba pokazać gościom z zagranicy są... czeskie knajpy. Na Náměstí Svobody działa piwiarna „Starobrno” z własnym browarem i restauracja „Zlatá Loď” z rekomendowanym przez lokalsów jedzeniem. W „Výčep Na Stojáka” przy ulicy Běhounskiej piwo pije się tylko na stojąco, a knajpa otwiera się dopiero późnym popołudniem. „Bar, který neexistuje” istnieje naprawdę i ma się dobrze, bo podziwiany jest nawet przez Czechów. Mam wrażenie, że dostaniemy tam każdy rodzaj alkoholu, o jakim sobie zamarzymy. Imponujący zbiór butelek z trunkami możemy obejrzeć w wysokich oknach, wieczorem pięknie podświetlonych.
Wieczór kończymy więc pijąc czeskie piwo, morawskie wino, spotykaną tylko na Słowacji i w Czechach kofolę oraz zajadając się knedlikami i smażonym serem. Dla dobrego jedzenia i trunków zdecydowanie warto się wybrać choć na parę godzin do Czech!

Więcej informacji o Brnie:
http://www.gotobrno.cz/en


Wyjazd miał miejsce na początku stycznia 2016 roku.

 
 Pomnik margrabiego przed kościołem św. Tomasza
 Makieta Brna z 1645 roku na Placu Morawskim
 Zaglądając do kościoła św. Jakuba
 Kościół św. Jakuba - aniołek
 Kościół św. Jakuba - zbliżenie na aniołka
 Tyły kościoła św. Jakuba
 
 Plac Wolności z chronometrem w roli głównej
 Plac Wolności z ekipą zwiedzającą Brno
 Brneński smok w Starym Ratuszu.
 Przekrzywiona wieżyczka Ratusza
 Targ kapuściany z fontanną Parnas
 Teatr Husa na provázku i kolumna Świętej Trójcy 
 
 Katedra św. Piotra i Pawła
 Pomnik Cyryla i Metodego przy Katedrze św. Piotra i Pawła - o podtekstach David nie wspomniał
 Fasada katedry
 Katedra św. Piotra i Pawła widoczna jest z wielu miejsc w Brnie
 Denysovy park
 W oddali Spilberk
 
 Widok spod wzgórza Petrov
 Výčep Na Stojáka
 Bar, který neexistuje
 Witryna ”Baru, který neexistuje”
 Piwo Starobrno w roli głównej
 Smakowicie wygląda?
 
 
Autor: Kamila Gruszka

Jest dziennikarką, podróżniczką i pilotką wycieczek. Publikuje w prasie podróżniczej, o tematyce górskiej i rowerowej oraz serwisach internetowych. Prowadzi blog www.barswiat.pl, gdzie promuje aktywną turystykę rodzinną. Współpracuje z firmami z branży outdoor. Organizuje pokazy podróżnicze.
Odwiedziła już prawie wszystkie kraje w Europie, podróżowała po Azji, była w Ameryce Północnej i Afryce, ale niezmiennie fascynuje ją szeroko pojęty „Wschód”. Jako pilotka specjalizuje się w wyjazdach do Gruzji, Armenii i Iranu.


 O nas

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami głównie z dziećmi, niskobudżetowymi, najczęściej związanymi z nocowaniem pod namiotem, gotowaniem sobie samemu jedzenia, byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Mamy nadzieję, że rodziny znajdą tu wiele inspiracji, a może i inni, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.

 
Ostatnio dodane

Taką mam naturę, że nawet nad morzem muszę sobie znaleźć jakąś górę – powtarzam jak mantrę tę myśl w drodze na wzgórze ponad Gonio. To moja ulubiona miejscowość koło Batumi.

Co zobaczyć w Tbilisi? Zawsze gdy ktoś mnie pyta o plan na zwiedzanie Tbilisi, pomijam w odpowiedzi najważniejsze zabytki i zaułki miasta. Zróbcie spacer wzgórzami wokół Tbilisi – rekomenduję.

Słowacy mają niesamowite szczęście, że ich kraj zasięgiem obejmuje aż tyle gór. Po naszej, polskiej stronie, też jest w czym wybierać, ale doświadczenie podpowiada, że góry na Słowacji są zdecydowanie mniej zatłoczone niż w Polsce...

Rakytov słynie z najrozleglejszych w Fatrze widoków. Wybierając się na ten szczyt w najpiękniejszy pogodowo dzień, mieliśmy nadzieję, że uda nam się zobaczyć te osławione panoramy górskie.

Drugi dzień długiego weekendu w Wielkiej Fatrze i niestety niespodzianka pogodowa – wszędzie mgła. Ostatecznie nie było tak źle...

...
...
...
...