WŁOCHY: Dolomity – góry dla każdego

Monumentalne, strzeliste, wznoszące się na wysokość ponad 3 tys. metrów. Robią wrażenie i... nieco przerażają. Ale tak naprawdę Dolomity to góry dla każdego. Nawet dla tych, którzy po górach dużo nie chodzą.

Są tacy, którzy znają jedynie zimowe Dolomity, bo przyjeżdżają tutaj na narty (wyciągi pracują do późnej wiosny), ale góry te przyciągają zwolenników wszelkich aktywności.
- Mamy mapy dla biegaczy, rowerzystów, wspinaczy i oczywiście pieszych - informuje nas obsługująca w punkcie informacji turystycznej uprzejma Włoszka. - Krzyżykami oznaczone są via ferrata. To szlaki o różnym stopniu trudności ubezpieczone stalowymi linkami – dopowiada.

Faktycznie w Dolomitach każdy znajdzie coś dla siebie. Kolarze przyjeżdżają tu, żeby próbować sił podczas wjazdów na przełęcze, których wysokość przekracza 2 tysiące metrów. Motywuje ich do wysiłku świadomość, że te same trasy pokonują na pełnym gazie uczestnicy Giro d’Italia. „Forza Majka” - napisy na asfalcie (dotyczą naszego najlepszego kolarza Rafała Majki), znajdujące się przed wjazdem na Valparola Pass, dodadzą skrzydeł każdemu Polakowi przemieszczającemu się tu na rowerze. Zwolennicy górskich jazd MTB znajdą w Dolomitach raj, choć muszą pamiętać, że nie wszystkie szlaki są dostępne dla jednośladów. Wijące się coraz wyżej serpentyny uwielbiają kierowcy motocykli.

W Dolomitach spotkamy całe rodziny „uzbrojone” w specjalistyczne wyposażenie, które próbują swoich sił na „żelaznych drogach”. Tak, zdecydowanie włoskie Dolomity to rejon, gdzie warto zacząć przygodę z via ferrata, czyli na szlakach o różnym stopniu trudności ubezpieczonych stalowymi linkami. W czasie pierwszej wojny światowej taki sposób pokonywania skalnych ścian miał pomagać włoskim żołnierzom w przemieszczaniu się. Na pewno nie sądzili, że stanie się atrakcyjną formą spędzania czasu dla turystów.

Biegacze ściągają tu tłumnie, by wystartować w słynnym 120-kilometrowym biegu Lavaredo Ultra Trail. Chętnych jest tak wielu, że o wpisaniu na listę decyduje losowanie. Limit czasu na pokonanie trasy to 30 godzin - zwycięzcom wystarczy 12! Swoich sił próbują także w Cortina Trail, Dolomiti Extreme Trail czy Misurina Sky Marathon - wszystkie zawody organizowane są w okolicy Cortina d'Ampezo, miejscowości nazywanej królową Dolomitów.

A co, jeśli nie planujemy wspinaczek na słynne turnie Tre Cime di Lavaredo i pięć wież w rejonie Cinque Torri, nie mamy kondycji wystarczającej na wymagające wycieczki po okolicy ani chęci na inne aktywności? Czy warto wybrać się w Dolomity? Zdecydowanie tak! To góry również dla leniwych, którzy jednak nie pozostają obojętni na piękno imponujących skalnych ścian.

Wystarczy podjechać na przełęcze Falzarego (2105 m n.p.m.) lub Passo Giau (2236 m n.p.m.), by cieszyć oko roztaczającymi się z nich przepięknymi widokami. Zlokalizowane są tu bezpłatne parkingi, a przy samej drodze znajdują się schroniska. Najlepsze na świecie włoskie espresso za jedyne 1 euro pite przy stoliku na zewnątrz – z najpiękniejszym widokiem, jaki można sobie wyobrazić – tak można spędzić całe przedpołudnie!

Gdy już nam się znudzi siedzenie, zastanówmy się nad wjazdem kolejką na któryś z okolicznych szczytów, by zmienić perspektywę. Wtedy góry będziemy mieli pod sobą, a nie nad. Lagazuoi wznosi się ogromną ścianą niemal bezpośrednio ponad Passo Falzarego. Dzięki kolejce na górze znajdziemy się w mniej niż 15 minut, oszczędzając sobie mozolnego podejścia. A tam... kolejna kawa w schronisku. To już 2750 m n.p.m. Poraża moc wielkich gór i ich majestat.

Atrakcyjny jest sam wjazd kolejką i piękne widoki, ale zapewne znajdą się tacy, którym będzie mało. Krótki, mniej więcej 20-minutowy, niewymagający spacer doprowadzi nas do krzyża z ustawioną przy nim ławką. Wszystko na wysokości prawie 2800 metrów i bez odczuwalnej różnicy poziomów podczas przejścia. Nie bardziej męczące niż niedzielne wyjście do kościoła. Dolomity to naprawdę góry dla każdego!

Nabraliśmy ochoty na więcej? Trasa wokół Tre Cime di Lavaredo jest łatwa, a po drodze można odpocząć w licznych schroniskach. Odległość od 7 do 10 kilometrów (w zależności od wybranego wariantu przejścia) można sobie rozłożyć nawet na cały dzień. Argumentem przemawiającym na jej korzyść jest to, że wiele osób uważa ją za najpiękniejszą w Dolomitach. Zaczynamy od Rifugio Auronzo na wysokości 2330 m n.p.m., do którego podjeżdża się samochodem z Misuriny (w Dolomitach funkcjonuje także transport publiczny – Dolomiti Bus). Kierujemy się na wschód. Po drodze mijamy aż trzy kolejne schroniska, cały czas poruszając się szeroką wygodną ścieżką z widokami na „trzy szczyty z Lavaredo”, jak się tłumaczy nazwę turni. Tak naprawdę jest ich więcej. Oprócz Cima Ovest (2973 m n.p.m.), Cima Grande (3003 m n.p.m.) i Cima Piccola (2857 m n.p.m.), w skład Tre Cime wchodzą jeszcze dwie mniejsze: Piccolissima i Punta di Frida. By zrozumieć, skąd wzięła się nazwa, koniecznie musimy podejść pod przełęcz Forcella Lavaredo (2454 m n.p.m.) i spojrzeć w lewo. Widok jest tak niesamowity, że wcale nie dziwi informacja, że producenci filmu „Gwiezdne wojny” wybrali właśnie te plenery jako tło wydarzeń kolejnej części serii.

Tre Cime di Lavaredo i Cinque Torri to dwie najbardziej charakterystyczne grupy skalne w okolicach Cortiny. Jeśli więc odwiedziliśmy „trzy baszty”, wypadałoby również i „pięć wież”. Nic prostszego. Można tam dotrzeć kolejką lub dojechać do schroniska Rifugio Cinque Torri (2137 m n.p.m.) samochodem. A potem wystarczy już tylko kierować się znakami szlaku okrężnego Giro delle Torri, prowadzącego wokół labiryntu skalnego. Spacer przypomina nieco wędrówkę w naszych Błędnych Skałach, tylko że tutaj skalne ściany dostępne są dla wspinaczy, którzy zwisają na linach tuż nad naszymi głowami.

Przedziwne jest to, że skałki te oglądane z bliska nabierają zupełnie innego wymiaru. Wydają się niewysokie, wręcz malutkie, jak karzełki. Widziane z podnóży gór sięgały nieba. Doskonale widoczne z każdego miejsca pełniły funkcję strażnic – i to wcale nie jest przenośnia! W pobliżu znajdowała się siedziba dowództwa włoskiej armii walczącej w górach w czasie pierwszej wojny światowej – z doskonałym widokiem na Lagazuoi, gdzie z kolei byli usytuowani Austriacy z armii austro-węgierskiej. Początkowo sojusznicy, od 1915 roku prowadzili przeciwko sobie wyczerpujące działania w ciężkich górskich warunkach.

Jeśli kogoś interesuje tematyka historyczna, to możliwości pochodzenia szlakiem schronów, okopów, tuneli, stanowisk strzelniczych i innych pozostałości wojennych jest w Dolomitach sporo. Okolice Cinque Torri, Lagazuoi i Sasso di Stria to największe muzeum pierwszej wojny światowej pod gołym niebem! Nie trzeba się zapuszczać głęboko w góry, by poznać historię walk na tych terenach. Wystarczą odwiedziny w Forcie Tre Sassi, wybudowanym przez Austriaków w 1897 roku, gdzie obecnie funkcjonuje muzeum. Wąska ścieżka zaprowadzi nas z parkingu do kamiennych okopów i odnowionych budynków, z których kiedyś korzystali żołnierze. Możemy zobaczyć, jak wyglądało ich życie wśród gór. Mieli wprawdzie piękne na okolicę, ale na pewno nie było im łatwo.

Cortina d’Ampezzo przed 1915 rokiem to było spokojne austriackie miasteczko, które po wojnie, podobnie jak całe Dolomity, znalazło się w granicach Włoch. Na północy nadal mieszka wielu Austriaków, którzy muszą sobie układać zgodne życie z sąsiadami na włoskiej ziemi. Co by jednak nie sądzić o zajęciu Dolomitów, zawdzięczamy Włochom jedną ważną rzecz: możliwość wypicia najlepszego na świecie espresso z najpiękniejszymi widokami przed oczami. Każdy z odwiedzających Dolomity turystów musi sobie odpowiedzieć na pytanie: czy poprzestanie na kawie, czy wybierze również inne aktywności.

 

Artykuł ukazał się w magazynie Travel Polska, styczeń / luty (numer 25) 2018 r.


 
Autor: Kamila Gruszka

Jest dziennikarką, podróżniczką i pilotką wycieczek. Publikuje w prasie podróżniczej, o tematyce górskiej i rowerowej oraz serwisach internetowych. Prowadzi blog www.barswiat.pl, gdzie promuje aktywną turystykę rodzinną. Współpracuje z firmami z branży outdoor. Organizuje pokazy podróżnicze.
Odwiedziła już prawie wszystkie kraje w Europie, podróżowała po Azji, była w Ameryce Północnej i Afryce, ale niezmiennie fascynuje ją szeroko pojęty „Wschód”. Jako pilotka specjalizuje się w wyjazdach do Gruzji, Armenii i Iranu.


 O nas

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami głównie z dziećmi, niskobudżetowymi, najczęściej związanymi z nocowaniem pod namiotem, gotowaniem sobie samemu jedzenia, byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Mamy nadzieję, że rodziny znajdą tu wiele inspiracji, a może i inni, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.

 
Ostatnio dodane

Taką mam naturę, że nawet nad morzem muszę sobie znaleźć jakąś górę – powtarzam jak mantrę tę myśl w drodze na wzgórze ponad Gonio. To moja ulubiona miejscowość koło Batumi.

Co zobaczyć w Tbilisi? Zawsze gdy ktoś mnie pyta o plan na zwiedzanie Tbilisi, pomijam w odpowiedzi najważniejsze zabytki i zaułki miasta. Zróbcie spacer wzgórzami wokół Tbilisi – rekomenduję.

Słowacy mają niesamowite szczęście, że ich kraj zasięgiem obejmuje aż tyle gór. Po naszej, polskiej stronie, też jest w czym wybierać, ale doświadczenie podpowiada, że góry na Słowacji są zdecydowanie mniej zatłoczone niż w Polsce...

Rakytov słynie z najrozleglejszych w Fatrze widoków. Wybierając się na ten szczyt w najpiękniejszy pogodowo dzień, mieliśmy nadzieję, że uda nam się zobaczyć te osławione panoramy górskie.

Drugi dzień długiego weekendu w Wielkiej Fatrze i niestety niespodzianka pogodowa – wszędzie mgła. Ostatecznie nie było tak źle...

...
...
...
...