WŁOCHY: Toskania - bieganie w podróży

Pomysł wyjazdu do Toskanii nie narodziłby się w naszych głowach, gdyby nie organizowana tam w październiku impreza Ecomaratona del Chianti. W tym roku jubileuszowa – po raz dziesiąty.

Ecomaratona del Chianti – biegiem przez winnice


Chyba wszyscy z naszej ekipy mieli te same odczucia. To był najpiękniejszy bieg, w jakim uczestniczyliśmy! Winnice, kamienne domy na wzgórzach, wąskie uliczki miasteczek, aleja cyprysowa, do tego całkiem poważne górki - przewyższeń wyszło ok. +1000 m. Przed i po biegu wypaśne pasta party z winem na stole, dodatkowa butelka wina w pakiecie, na uliczkach stoiska lokalnych wytwórców serów, wina, oliwy i słodyczy. Do dzisiaj nie możemy przestać się zachwycać, gdy przypomnimy sobie widoki na trasie.

 

 

Poczytajcie.... (KLIK)



Dzięki temu, że uczestniczyliśmy w imprezie i do Toskanii przyjechaliśmy większą ekipą, mieliśmy okazję poznać Toskanię nieco z innej strony niż turyści, którzy podjeżdżają pod zabytki, oglądają je i za chwilę ruszają dalej. Mieliśmy to szczęście, że biegową ekipą trafiliśmy do Rapale, miejscowości, której nie opisują przewodniki. Tam poznaliśmy Toskanię od kuchni...


Rapale i historia pewnej rodziny z Toskanii


Na jednym ze wzgórz pośród pięknego terenu obecnej Toskanii Etruskowie postanowili wznieść osadę w miejscu, w którym ich domostwa oświetlało ciepłymi promieniami słońce. Od nazwiska najbardziej znaczącej rodziny przyjęła nazwę Rapale. Informacji o tej miejscowości na próżno szukać w dostępnych nam przewodnikach. Jej historię poznajemy dzięki Fortunato, właścicielowi domu, który jego rodzina zamieszkuje nieprzerwanie od XVI wieku...

„Dawniej rywalizowały między sobą dwa miasta: Sienia i Florencja. Rapale raz dostawało się pod wpływy jednego, raz drugiego, cierpiąc wielkie zniszczenia w trakcie wojen pomiędzy wrogami. Aby się uniezależnić, postanowiono ogrodzić się murami” - opowiada Fortunato podczas oprowadzania nas po okolicy (miejscowość można obejść spacerkiem w mniej niż pół godziny). - „Obronną twierdzę wzniesiono z widokiem na dolinę, skąd łatwo można było kontrolować zbliżające się niebezpieczeństwo.”

W środku, oprócz oczywiście kościoła, znalazło się również miejsce dla domostw. Zamieszkiwane są do dziś. Pośród starych kamiennych budowli suszy się pranie, pszczoły pracowicie zbierają nektar z przydomowych kwiatowych ogródków, sąsiedzi wymieniają najnowsze plotki, a w wąskich uliczkach stoją zaparkowane samochody, mimo że nie prowadzi do wewnątrz asfaltowa droga. Toczy się życie...

 

 

O niezwykłej miejscowości i jej mieszkańcach przeczytacie w całości tutaj (KLIK)


 

Nie samym bieganiem żyje człowiek... Od początku zakładaliśmy, że nasz wyjazd połączymy z poznaniem miast i miasteczek Toskanii.


Florencja – perła renesansu

Noc w busie wiozącym nas na południe – ku słonecznej Italii - mija niepostrzeżenie. Tuż przed 18.00 wyruszyliśmy spod domu, a już około 9.00 meldujemy się we Florencji, stolicy jednego z najbardziej urokliwych rejonów Włoch – Toskanii.

Piazzale Michelangelo będzie doskonałym miejscem startowym wycieczki dla tych, którzy chcą się Florencją od razu zachwycić. To parking i punkt widokowy w jednym. Przez ogród różany i wzdłuż murów obronnych docieramy na most na rzece Arno - starówka z najcenniejszymi zabytkami położona jest na drugim brzegu rzeki.

Postanowiliśmy zatrzymać się tutaj choć na kilka godzin...

 

 

Co zobaczyliśmy? Zapraszamy do poczytania o Florencji (KLIK)


 

O władzę w rejonie od zawsze rywalizowały dwa miasta: Florencja i Siena. Sieny więc także nie mogliśmy pominąć.

 

Siena – średniowieczne miasto św. Katarzyny

 

Podobnie jak we Florencji, również na Sienię najpierw spojrzeliśmy z daleka. Przy punkcie widokowym obok fortecy Medyceuszy mieszczą się parkingi, skąd na zwiedzanie miasta można udać się pieszo (ruch samochodowy na starówce jest zakazany). To nie koniec podobieństw – w panoramie także dominuje pięknie ozdobiona katedra, ale charakter miasta jest już zupełnie inny. Siena zachowała średniowieczną zabudowę. Przegrała walkę z Florencją o dominację w regionie, musiała uznać wyższość konkurenta i mu się podporządkować. Do tego czarna zaraza przetrzebiła ludność i miasto przestało się rozwijać. Mimo że wcześniej zarabiano tu na operacjach finansowych, zabrakło w pewnym momencie funduszy i mecenasów nowej sztuki. Renesans dominuje we Florencji, a Sienia przy niej to biedniejsza siostra, taka trochę zaściankowa, mniej wystrojona i na pokaz. Turystów tu zdecydowanie mniej, co akurat wielu sobie chwali - często słyszy się opinie, że Siena jest zdecydowanie bardziej klimatyczna i przyjemniejsza do zwiedzania. Faktycznie, mamy wrażenie, że miasto żyje swoim życiem, a nie turystami i na pokaz...

 

 

O Sienie więcej piszemy tutaj (KLIK)



Gdy usłyszałam o średniowiecznym mieście pełnym wież w Toskanii, koniecznie musiałam je zobaczyć. Do wież mam sentyment po moich podróżach na Kaukaz. Faktycznie ciekawie zobaczyć takie nagromadzenie wież w małym miasteczku.


San Gimignano – kamienne wieże z Toskanii

Niemal w każdym mieście w Toskanii znajdziemy jakąś wieżę, ale najwięcej jest ich chyba w San Gimignano. W przeszłości było ich ponoć 72, do naszych czasów dotrwało 14.

Do tej pory widoki wznoszących się ponad zabudowaniami wież znaliśmy z Kaukazu. Turyści pokonują trudną trasę prowadzącą z Mestii do Ushguli w Gruzji, żeby zobaczyć słynną ufortyfikowaną wioskę, w której czas się zatrzymał. Na przejazd niecałych 50 kilometrów potrzeba 2-3 godzin. A wcześniej musimy przecież jeszcze dotrzeć przez góry do Swanetii drogą pełną zakrętów, której pokonanie zajmuje nawet 5 godzin - jeśli nie zdarzy się jakieś obsunięcie terenu i przejazd nie zostanie zablokowany. Konkluzja jest taka, że widok swaneckich wież na tle ośnieżonych szczytów Kaukazu jest może niezapomniany, ale San Gimignano jest zdecydowanie łatwiej dostępne...

 

 

Nieco więcej o tym miasteczku w osobnym tekście (KLIK)


 

Toskania pełna jest takich urokliwych miasteczek jak San Gimignano. W zasadzie każde potrafi zachwycić i każde warto odwiedzić. Gdybyście jednak nie mieli zbyt dużo czasu i musieliście wybierać spośród wielu propozycji, weźcie pod uwagę wycieczkę do Montepulciano.

 

Montepulciano – położone na wzgórzu

 

Tak naprawdę miasteczka Toskanii podobne są jedne do drugich i po pewnym czasie zaczynają się zacierać różnice, a nazwę miejscowości trudno dopasować do obrazów, które zostały w pamięci. Ale i tak warto odwiedzić każde z osobna, bo mają niepowtarzalną atmosferę, a uliczki i architektura niezmiennie zachwycają. Teraz już wiemy, że najlepiej zwiedzać je niespiesznie, poświęcając im dużo uwagi i czasu. Podczas naszego objazdu Toskanii nie mieliśmy niestety takiej możliwości, więc do Montepulciano wpadliśmy zaledwie na kilka godzin...

 

 

O tym, co warto zobaczyć w Montepulciano, można przeczytać tutaj (KLIK)


 

Drugim miasteczkiem, które będziemy gorąco polecać, to Pienza. Czasem o tym, czy jakieś miejsce nam się podoba, decydują nie obiektywne kwestie, zabytki, to, co można zobaczyć, a atmosfera i to, co nam się tam przytrafiło. Do Pienzy na pewno chcielibyśmy wrócić...

 

Pienza – widok jak z bajki

Jeśli zapytać turystów odwiedzających Toskanię o ulubione miasteczko, to jestem pewna, że odpowiedzi będzie wiele i bardzo różnorodne. Każde ma swój urok, a to, czy nam się podobają, zależy od wielu subiektywnych czynników. Dla nas najbardziej urokliwym pozostanie chyba Pienza, ale dlaczego? Trudno znaleźć jednoznaczną odpowiedź.

 

Ciekawa jest jego historia. Przed wyborem niejakiego Enea Silvio Piccolomini na papieża o imieniu Pius II w 1458 roku, Pienza właściwie nie istniała. Tu się przyszły papież urodził, ale wtedy trudno byłoby nazwać je miastem. Dopiero Pius II postanowił zadbać o swoje rodzinne strony i zatrudnił architektów do budowy renesansowego miasta idealnego.

 

 

Co jeszcze jest ciekawego w Pienzy. Przeczytajcie (KLIK)


 

A na sam koniec wyjazdu atrakcja nietypowa. Czasem warto odpocząć od zwiedzania miast i zanurzyć się w gorących źródłach!

 

Bagni San Filippo - wapienne źródła

Toskania to nie tylko malownicze wzgórza z winnicami i zabytkowe miasteczka ze starą zabudową. Natrafimy tu także na źródła termalne. Nawet takie dostępne dla wszystkich, w których kąpiel jest całkowicie darmowa.

W sezonie wzdłuż drogi przebiegającej przez Bagni San Filippo trudno znaleźć wolne miejsce do zaparkowania. Wszyscy zostawiają tu auta i dalej udają się pieszo. Drogowskazy z nazwą Fosso Bianco kierują nas przez las. Ścieżka obniża się aż do wąskiej rzeczki, przy której zlokalizowane są niecki wypełnione ciepłą wodą. Nie zadowalamy się tymi najbliższymi. Mostem można przejść na drugą stronę i idąc wzdłuż rzeki (poprowadzi nas ścieżka z drewnianymi poręczami) wypatrywać najdogodniejszego miejsca na zostawienie rzeczy. Skalne ściany kanionu pokryte są białośnieżnymi formacjami wapiennymi, po których kaskadami spływa woda.

 

 

Jak to jest kąpać się w ciepłych źródłach w październiku, dowiecie się z relacji (KLIK)


 


Wyjazd miał miejsce w październiku 2016 roku. Uczestnicy to Kamila i Darek oraz ekipa "Niepołomice Biegają". Tym razem bez dzieci :(


(kg)

 

 

 

 

 
Autor: Kamila Gruszka

Jest dziennikarką, podróżniczką i pilotką wycieczek. Publikuje w prasie podróżniczej, o tematyce górskiej i rowerowej oraz serwisach internetowych. Prowadzi blog www.barswiat.pl, gdzie promuje aktywną turystykę rodzinną. Współpracuje z firmami z branży outdoor. Organizuje pokazy podróżnicze.
Odwiedziła już prawie wszystkie kraje w Europie, podróżowała po Azji, była w Ameryce Północnej i Afryce, ale niezmiennie fascynuje ją szeroko pojęty „Wschód”. Jako pilotka specjalizuje się w wyjazdach do Gruzji, Armenii i Iranu.


 O nas

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami głównie z dziećmi, niskobudżetowymi, najczęściej związanymi z nocowaniem pod namiotem, gotowaniem sobie samemu jedzenia, byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Mamy nadzieję, że rodziny znajdą tu wiele inspiracji, a może i inni, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.

 
Ostatnio dodane

Taką mam naturę, że nawet nad morzem muszę sobie znaleźć jakąś górę – powtarzam jak mantrę tę myśl w drodze na wzgórze ponad Gonio. To moja ulubiona miejscowość koło Batumi.

Co zobaczyć w Tbilisi? Zawsze gdy ktoś mnie pyta o plan na zwiedzanie Tbilisi, pomijam w odpowiedzi najważniejsze zabytki i zaułki miasta. Zróbcie spacer wzgórzami wokół Tbilisi – rekomenduję.

Słowacy mają niesamowite szczęście, że ich kraj zasięgiem obejmuje aż tyle gór. Po naszej, polskiej stronie, też jest w czym wybierać, ale doświadczenie podpowiada, że góry na Słowacji są zdecydowanie mniej zatłoczone niż w Polsce...

Rakytov słynie z najrozleglejszych w Fatrze widoków. Wybierając się na ten szczyt w najpiękniejszy pogodowo dzień, mieliśmy nadzieję, że uda nam się zobaczyć te osławione panoramy górskie.

Drugi dzień długiego weekendu w Wielkiej Fatrze i niestety niespodzianka pogodowa – wszędzie mgła. Ostatecznie nie było tak źle...

...
...
...
...