Skąd się wziął pomysł na napisanie książki o twoich doświadczeniach wspinaczkowych? Czy coś już wcześniej pisałeś? Czy to były twoje pierwsze próby?
Wcześniej popełniłem jedynie kilka recenzji, które ukazały się w serwisach internetowych. Jednak recenzje te, poza jedną, nie dotyczyły literatury górskiej. Tym niemniej można by to pisanie nazwać wprawkami przed czymś większym. Pomysł na „Prostowanie zwojów” wziął się stąd, że po prostu chciałem napisać książkę! A jako że miałem pewne tradycje rodzinne, bo mój ojciec pisywał felietony do miesięcznika literackiego „ODRA”, a nawet udało mu się spłodzić sztukę, która potem była wystawiana na scenie – to wszystko chyba spowodowało, że było mi łatwiej niż innym chwycić za pióro. Natomiast sama inspiracja, jeżeli chodzi o literaturę górską, była dość prosta. Przeczytałem „Zew ciszy”, książkę, w której bohater nie ma siły, ciągle się żali, nie ma formy, nie odnosi sukcesów - autor w ten sposób zaczernia 300 stron! Pomyślałem sobie, że jakbym pozbierał wszystkie niedobre historie i porażki, które mi się przytrafiły podczas wspinania, to też mógłbym coś wyprodukować!
Powiedź coś więcej o twoich fascynacjach literaturą górską?
Orientuję się w niej może wyrywkowo, ale mogę powiedzieć, co lubię. Zdecydowanie „Lato w Szamoniksie” Tumidajewicza. To jest dość hermetyczna, specyficzna książka i nie każdemu może się podobać. Jest bardzo górska, pojawia się tam dużo pojęć wspinaczkowych, więc jest przeznaczona właściwie tylko dla ludzi, którzy mają lub mieli do czynienia z górami. Jednak książka jest świetna i gorąco ją polecam. Co jeszcze? Oczywiście „Dotknięcie pustki” i „Zew ciszy”. Obie bardzo mi się podobały.
Czy pisząc książkę miałeś jakąś wizję całości?
Zdecydowanie miałem plan i wizję całości. Miałem pomysł. Z tego co wiem, niektórzy siadają i piszą, i jakoś im to samo wychodzi. Ja natomiast wolałem zacząć od przygotowania planu. Ale potem po prostu usiadłem, napisałem i wysłałem do wydawnictwa. Gdy zapadła decyzja o druku, namówiono mnie jeszcze na poszerzenie epilogu i dopisanie jednego rozdziału. Ten rozdział wyklepałem zresztą na telefonie komórkowym w trakcie codziennych dojazdów do fabryki pod Kairem, gdzie byłem akurat na projekcie. Korekta redaktorska oczywiście była, ale pani redaktor, która ją przeprowadzała, żaliła mi się, że nie ma wiele do roboty.
Czy masz obecnie jakieś pomysły na nowe książki?
Próbuję napisać powieść, aczkolwiek nie poświęconą górom.
Zdaje się, że twoi fani będą rozczarowani?
Ale ja o górach już wszystko, co wiem, powiedziałem!
Czy nie czujesz przypadkiem obawy przed napisaniem kolejnej książki? „Prostowanie zwojów” zbiera fantastyczne recenzje, podoba się czytelnikom i krytykom. Trudno będzie napisać coś lepszego czy równie dobrego...
Nie mam żadnych oporów. Pisanie jest dla mnie czynnością hobbystyczną. Napiszę coś, a jak ktoś to będzie chciał wydać, to wyda, jak nie, to nie.
Czy dużo czasu zajęło ci napisanie tej książki?
Nie tak wiele. Tylko pierwszy rozdział miał bodaj siedem wersji – ciągle byłem niezadowolony, potem już jakoś poszło. Łatwość pisania książki dokumentalnej jest taka, że historii nie trzeba wymyślać. Trzeba sobie to tylko uporządkować, zebrać, usiąść i napisać. Normalnie zbieranie materiałów i praca z wyobraźnią pochłania sporo czasu. Natomiast, gdy chce się opowiedzieć o faktach, ten problem znika. Samo napisanie „Prostowania” zajęło mi około 4 miesiące pracy „po godzinach”.
Historie w twojej książce są często tak zabawne, że aż ma się wrażenie, że niemożliwym jest, żeby się przydarzyły. Na ile są prawdziwe?
To jest dokument z 16 lat wspinania i jak na taki okres wspinania głupot nie jest chyba aż tak dużo...
Dlaczego akurat taka forma na poły humorystyczna, na poły ironiczna najbardziej ci odpowiada?
Tak właśnie patrzę na świat. Trochę cynicznie, trochę żartobliwie. Myślę, że próba nabrania dystansu do emocji to generalnie cecha wspinaczy. Dla mnie jednakże ten dystans jest akurat sposobem patrzenia na wszystko, łącznie ze wspinaniem. Nie potrafiłbym napisać czegoś wzniosłego, patetycznego. Poza tym takich książek jest bardzo dużo. Do tego bliska jest mi koncepcja literatury wielowarstwowej i pod lekką, zewnętrzną formą, mogą ukrywać się całkiem masywne treści.
Rozumiem, że nadal się wspinasz?
Jeżdżę w Alpy przynajmniej raz w roku i w Tatry zimą. Nie wspinam się już na sportowym poziomie, ale w zasadzie to zależy jak na to patrzeć: nie potrafię się już wspinać tak jak kiedyś, więc cele, które wybieram, nie są celami sportowymi, natomiast dla mnie nadal są trudne.
Czytelnicy niewiele wiedzą o tobie, poza tym, że wydałeś naprawę świetną książkę, z niej poznali jedynie fragmenty twojego życiorysu wspinaczkowego, czy zatem mógłbyś na samo zakończenie rozmowy podsumować w kilku punktach swoje życie?
Życiorys? Mat-fiz w Ogólniaku, Politechnika Wrocławska, wielka rzeczywiście w tamtych latach pasja wspinaczkowa. Pierwsza praca, potem korporacja, gdzie pracuję już od ponad ośmiu lat przy projektach na całym świecie. Wspominałem w książce, że w ciągu tego czasu 8 razy się przeprowadzałem, 4 lata mieszkałem w Warszawie, 4 w Niemczech, teraz znowu w Polsce. Równolegle oczywiście rodzina, córka i dom, który buduję we Wrocławiu. No, ale ukryć się nie da, że ostatnie lata zaprzedałem mamonie... Ostatnio moja górska działalność to ledwie tydzień w roku. Ale wrócę do tego… Bo w końcu ile można pracować?
Oczywiście wszyscy ci tego życzymy!
Rozmawiała: Kamila Gruszka
Tomasz Hreczuch – ur. w 1973 r. we Wrocławiu. Inżynier, alpinista, pasjonat fotografii i debiutujący pisarz. Na początku 2006 r. opublikował bardzo dobrze przyjętą książkę o tematyce wspinaczkowej "Prostowanie zwojów". Zawodowo zajmuje się kierowaniem budową linii produkcyjnych w różnych miejscach na świecie. Aktualnie mieszka w Warszawie.
Wywiad ukazał się w magazynie "GÓRY", nr 10 (149) październik 2006 r.

Jest dziennikarką, podróżniczką i pilotką wycieczek. Publikuje w prasie podróżniczej, o tematyce górskiej i rowerowej oraz serwisach internetowych. Prowadzi blog www.barswiat.pl, gdzie promuje aktywną turystykę rodzinną. Współpracuje z firmami z branży outdoor. Organizuje pokazy podróżnicze.
Odwiedziła już prawie wszystkie kraje w Europie, podróżowała po Azji, była w Ameryce Północnej i Afryce, ale niezmiennie fascynuje ją szeroko pojęty „Wschód”. Jako pilotka specjalizuje się w wyjazdach do Gruzji, Armenii i Iranu.

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami różnorakimi, ale najczęściej związanymi z byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Lubimy rower, góry i nocowanie pod namiotem, ale nie tylko. Mamy nadzieję, że znajdą tu wiele inspiracji wszyscy, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.
Alpe Adria to według wielu najpiękniejszy szlak rowerowy w Europie. Nominalnie 411 km jazdy przez Alpy nad Adriatyk.
Dwudniowa wycieczka do Berlina jako odskocznia od obżarstwa świątecznego u rodziny? Bardzo dobry pomysł! Tylko 4 godziny drogi autostradą i meldujemy się w stolicy Niemiec.
Muranska Planina to nasze najnowsze odkrycie na Słowacji. Góry tutaj przypominają nieco polską Jurę z wapiennymi skałkami, tylko skala jest zdecydowanie większa!
Zamiast pędzić do przodu, ledwie rzucając okiem na kolejne atrakcje na trasie, można zatrzymać się na dłużej i wycisnąć, ile się da z miejsca, w którym się jest, przemierzając okolicę pieszo. Polecam takie rozwiązanie!
Blisko przyrody możemy poczuć się na wyspie Viðey, położonej zaledwie ok. 1 km na północ od Reykjaviku. Z przystani Skarfabakka płynie się tam promem dosłownie kilka minut
