NIEMCY: Berlin murem kiedyś podzielony – co zobaczyć w 2 dni

Dwudniowa wycieczka do Berlina jako odskocznia od obżarstwa świątecznego u rodziny? Bardzo dobry pomysł! Tylko 4 godziny drogi autostradą i meldujemy się w stolicy Niemiec. Spędzimy tu dwa niepełne dni, z jednym noclegiem. W dwa dni można naprawdę sporo zobaczyć i… zaostrzyć sobie apetyt na jeszcze więcej.

Jaki klucz do zwiedzania Berlina obraliśmy? Oczywiście zależało nam na zobaczeniu najważniejszych miejsc, takich przewodnikowych „must see”, ale najbardziej kręciło poszukiwanie śladów po murze berlińskim, istniejącym tu od 1961 do 1989 roku – murze oddzielającym ten sam naród, a jednak dwa zupełnie różne światy.

East Side Gallery - na pamiątkę muru berlińskiego

Pierwsze kroki kierujemy więc nad rzekę Sprewę, wzdłuż której istnieje zachowany odcinek muru berlińskiego, znany pod nazwą East Side Gallery.
To obecnie bezpłatna galeria street artu, dostępna o każdej porze dnia i nocy, 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu.
9 listopada 1989 roku nie do końca planowanie i w sumie wskutek błędnej informacji podczas konferencji prasowej tłum ludzi rzucił się szturmować mur oddzielający od 1961 roku rodziny, znajomych, rodzeństwo, mieszkających po stronie wschodniej i zachodniej Berlina. Tę datę uważa się za symboliczny upadek muru, który ludzie własnymi rękoma zaczęli rozbijać, rozwiercać, kruszyć. Na szczęście nie wszystkie fragmenty muru zostały rozebrane, sprzedane na aukcjach czy zachowane na pamiątkę.
Nad rzeką Sprewą w pobliżu mostu Oberbaum stoi ponad kilometrowy fragment muru - wyjątkowo kolorowy. Tuż po upadku muru upodobali sobie tę jego część artyści. Ostatecznie do współpracy w 1990 r. zaproszono całkiem spore grono, które zapełniło malowidłami szary mur, dając początek słynnej East Side Gallery. Co roku odwiedzają to miejsce milionowe tłumy.
Moje ulubione prace:
- słynny pocałunek w usta dwóch przywódców świata wschodniego: Breżniewa i Honeckera. Praca powstała na podstawie zdjęcia wykonanego w 1979 roku,
- trabant, czyli najsłynniejsze auto wschodnich Niemiec, przebijający mur - to nie tylko wyobraźnia artysty zadziałała, a faktycznie na początku istnienia muru, gdy nie był on zbyt solidny, próbowano w ten sposób go forsować,
- czerwona ściana, która na pierwszy rzut oka wydaje się jednolicie zamalowana, dopiero wnikliwe spojrzenie pozwala dostrzec otwory w murze, przez które przebija błękitne niebo i... wolność,
- człowiek - uciekinier, a w zasadzie tylko jego jedna noga. Takich ucieczek było sporo, pomysłów na nie jeszcze więcej. Budowano tyrolki, albo kopano tunele, niektórzy tonęli, próbując przepłynąć wpław Sprewę, inni wdrapywali się na mur.
Murali jest znacznie więcej. Warto tu podjechać, żeby sprawdzić, jak artyści uliczni interpretują kwestię wolności i upadku muru.

 



Berlin - z perspektywy granicznej rzeki

East Side Gallery znajduje się nad rzeką Sprewą, która w czasach podziału na Berlin Wschodni i Zachodni była rzeką graniczną, aczkolwiek zlokalizowaną już po stronie NRD.
Berlin od strony rzeki i mostów pięknie się prezentował, ale trudno było zapomnieć o tragicznych historiach z nią związanych.
Uciekinierzy z Berlina Wschodniego próbowali pokonać Sprewę wpław, ale nie zawsze kończyło się to szczęśliwie… Odnotowano także kilka przypadków utonięć dzieci, których nikt nie miał odwagi ratować - z obawy na konsekwencje w postaci możliwej interwencji wojsk granicznych, łącznie z ostrzałem ze strony wschodniej.
W pobliżu East Side Gallery uwagę zwraca słynny most Oberbaumbrücke. Wybudowany w końcu XIX wieku, niedawno został pięknie odnowiony. Jest chyba najbardziej charakterystycznym i efektownym mostem w Berlinie. Warto na niego zwrócić uwagę, jeśli - tak jak my - poszukuje się pamiątek po murze berlińskim.
Otóż od 1961 do 1989 znajdowało się na tym moście przejście graniczne pomiędzy Berlinem Wschodnim a Zachodnim. Łączył on dzielnice Friedrichshain we wschodnim Berlinie i Kreuzberg po stronie zachodniej.

 



Dzielnica Kreuzberg, czyli Berlin alternatywnie

Wyobraźcie sobie, że upada mur berliński i wszyscy spragnieni Zachodu mieszkańcy oddzielonego do tej pory ściśle strzeżoną granicą Berlina Wschodniego ruszają na podbój Zachodu, który w ich wyobrażeniach jest bogaty, wspaniały, pełen sklepów wypełnionych towarami i... w pierwszej kolejności z dzielnicy Friedrichshain trafiają do Kreuzberg. Ponoć byli nieco zaskoczeni i zawiedzeni „zachodniością”, którą tutaj zobaczyli i za którą tak bardzo tęsknili.
Kreuzberg bowiem był zamieszkiwany głównie przez mniejszości narodowe. A wszystko przez mur berliński! Bowiem z dnia na dzień znalazł się na peryferiach zachodniego świata otoczony murem z trzech stron, zupełnie na marginesie – kuszące się to okazało dla wszystkich, którzy nie lubią poruszać się w głównym nurcie rzeczywistości oraz dla imigrantów, bo tu było taniej.
Również dzisiaj to dzielnica alternatywna, w której zobaczymy:
- obskurne kamienice,
- kolorowe graffiti na każdym kroku,
- turecki bazar,
- knajpki z orientalnym jedzeniem,
- alternatywne towarzystwo,
- swobodne stroje,
- odjechane fryzury.
Mimo że Kreuzberg na pierwszy rzut oka nie prezentuje się zbyt atrakcyjnie, to jednak nosi miano całkiem modnej imprezowej dzielnicy Berlina. Nasuwają się porównania do krakowskiego Kazimierza…
My Kreuzberg poznawaliśmy podczas spaceru od strony rzeki Sprewy oraz w okolicach stacji Kottbusser Tor, gdzie można znaleźć sporo ciekawych knajpek.

 



Checkpoint Charlie - najbardziej znane miejsce w Berlinie związane z murem berlińskim

Kiedyś było to przejście graniczne między wschodnim i zachodnim Berlinem, pilnowane przez Amerykanów. Mogli je przekraczać tylko dyplomaci i cudzoziemcy (nie Niemcy).
Przyciąga wielu turystów, niekiedy zdziwionych, że samego muru już tu nie ma (został przecież rozebrany), pozostała jedynie budka strażnicza, postawiona zresztą już po upadku muru.
Co więc pozostało?
- biała budka, symbolizująca dawny checkpoint,
- worki, które oryginalnie wypełnione były piaskiem, obecnie betonem, żeby robiący sobie zdjęcia turyści mieli stabilne tło do pozowania,
- tablice ostrzegające, że z jednej strony opuszcza się strefę amerykańską, a z drugiej wjeżdża do niej,
- wielkie portrety: z jednej strony żołnierza amerykańskiego, z drugiej rosyjskiego - każdy patrzy w stronę, której powinien strzec,
- w pobliżu znajduje się słynne muzeum muru berlińskiego, które zaczęło powstawać zaraz po utworzeniu muru w 1961 roku. Upamiętnia różne wydarzenia związane z murem, m.in próby ucieczek oraz słynne prężenie muskułów między wojskiem po obu stronach granicy, gdy naprzeciwko siebie ustawiły się nieprzyjacielskie czołgi i nie wiadomo było, jak to się skończy.
Kawałek muru z graffiti można zobaczyć w pobliżu skrzyżowania z checkpointem na placu z budkami z jedzeniem - zdaje się, że taki komercyjny pomysł na przyciągnięcie klientów. Wokół jest też kilka wystaw pod gołym niebem z historycznymi zdjęciami i opisami, a także różne miejsca pod dachem, w których za opłacenie biletu wstępu można poznać historię muru.
Jest to miejsce, które przyciąga turystów o każdej porze. Odwiedziliśmy je wieczorem oraz w ciągu dnia i za każdym razem były tam tłumy. Teren wokół sprawia wrażenie mocno chaotycznego, a przede wszystkim skomercjalizowanego. Najbardziej będzie mi się kojarzył z KFC i budkami z „curry wurstem”, czyli typowym szybkim jedzeniem na wynos w Niemczech.
I jakoś tak mam wrażenie, że zupełnie inaczej powinno się upamiętniać tragedie związane z rozdzieleniem rodzin po obu stronach muru i tragiczne historie po podziale Berlina na Wschodni i Zachodni...
Ale też tu byłam, zdjęcia robiłam i miałam z tego frajdę. Było to dla mnie jedno z ważniejszych miejsc, które chciałam odwiedzić w Berlinie, budzące duże emocje. Znane z różnych filmów, na których mocno wyczuwalne było napięcie związane z przekraczaniem granicy w Berlinie. Po drugiej stronie już było się bezpiecznym.

 



Trabi-safari po Berlinie

Zwiedzając Berlin, możecie natknąć się na radośnie przemieszczające się ulicami trabanty, jadące jeden za drugim. W pobliżu Checkpoint Charlie można je zobaczyć w szczególnym nagromadzeniu, bo właśnie tam ma swoją bazę Trabi-world.
Trabant to najbardziej charakterystyczne auto wschodnich Niemiec z czasów NRD. A firma Trabi-world swoją ofertę kieruje do każdego, kto ma ochotę poznawać Berlin (głównie wschodni) z perspektywy tego małego autka, samodzielnie nim kierując! Wystarczy wykupić bilet i przejść krótkie szkolenie, a następnie wyjechać na ulice Berlina w kolumnie kolorowych i odjechanie pomalowanych trabantów.
Na początku jedzie przewodnik. Prowadzi safari trabantów koło Bramy Brandenburskiej, checkpoint Charlie, Alexander Platz, po moście Oberbaum i wzdłuż East Side Gallery.
Takie alternatywne zwiedzanie Berlina… Fajny pomysł!

 



Free walking tour z przewodnikiem

My co prawda z oferty trabantowego safari ostatecznie nie skorzystaliśmy (do dzisiaj żałujemy!), za to zaplanowaliśmy zwiedzanie Berlina w opcji "free walking tour" - to sposób na darmowe wycieczki z przewodnikiem w różnych miastach Europy.
Co prawda do końca za darmo nie jest, bo wypada dać małe wynagrodzenie, ale takie, jakie kto uważa, nie ma z góry narzuconych cen. Niekiedy wymagana jest wcześniejsza rejestracja, ale to tylko dlatego, by organizatorzy mieli orientację, ile osób przyjdzie. Nikt nas nie wyrzuci, jeśli zgłosimy się bez wcześniejszego powiadomienia.
Wycieczki ruszają o stałych godzinach i ze stałych miejsc, wystarczy wyszukać w internecie ofertę wpisując np. free walking tour Berlin lub inne dowolne miasto - na pewno coś wyskoczy.
Tak właśnie znaleźliśmy Free Walkative Tours Berlin, których znakiem firmowym są żółte parasolki, i którzy prężnie działają też w Polsce.
W Berlinie można trafić na wycieczkę po polsku, choć zimą, czyli poza sezonem, i w środku tygodnia udało nam się załapać jedynie na wersję anglojęzyczną.
Wycieczki prowadzą miejscowi przewodnicy, którzy oprócz typowych wiadomości krajoznawczych czy historycznych opowiadają całe mnóstwo anegdot, znanych tylko tym, którzy mieszkają w danym miejscu.
Cenię te wycieczki za to, że w obcym dużym mieście pozwalają na szybką orientację w przestrzeni, gdyż trasę ustala się jak najbardziej optymalną, by w jak najkrótszym czasie dotrzeć do wszystkich najważniejszych miejsc wartych zobaczenia.
Plan 2,5-godzinnego turu w Berlinie to:
- wieża telewizyjna
- Czerwony Ratusz i pozostałości starego Berlina
- Wyspa Muzeów i Katedra Berlińska
- Ulica Unter Den Linden i Uniwersytet Humboldta
- Gendarmenmarkt i miejsca palenia książek
- Punkt kontrolny Charlie i historie związane z Murem Berlińskim
- Bunkier Adolfa Hitlera
- Miejsce Pamięci Żydów i Holocaustu
- Brama Brandenburska
Uważam, że na zwiedzanie miast przewodnik to super opcja, by nie tracić czasu na bezproduktywne błądzenie czy kręcenie się po mieście, szczególnie jeśli mamy na jego poznanie mało czasu. Tak właśnie było w przypadku naszego wyjazdu do Berlina - tylko dwa krótkie dni, które staraliśmy się optymalnie zagospodarować.

 



Berlin – najważniejsze miejsca

Dzięki opcji „free walking tour” poznaliśmy najważniejsze miejsca w Berlinie, do kilku innych dotarliśmy sami. Czas więc teraz na przedstawienie miejsc, których według nas absolutnie nie można przegapić podczas wizyty w Berlinie.

Alexander Platz, czyli ważny plac wschodniego Berlina z charakterystyczną i widoczną z daleka wieżą telewizyjną (posiada taras widokowy, dostępny po zapłaceniu okropnie drogiego biletu), z czerwonym ratuszem oraz najstarszym zachowanym i nie zbombardowanym w całości gotyckim kościołem w Berlinie. Od Placu odchodzi reprezentacyjna aleja Karola Marksa, a na jednym ze skwerków stoją pomniki niemieckich filozofów: Karla Marksa i Friedricha Engelsa. Nam za bardzo kojarzą się z czasami słusznie minionymi, a w Niemczech to nadal cenione postacie, ziomale, którzy przyczynili się do poprawy warunków pracy robotników i wszelkiej maści pracowników.  

 



Wyspa muzeów w odnogach rzeki Sprewy – jedno z piękniejszych miejsc w Berlinie, skupisko historycznych budynków, z których większość pełni funkcje muzeów. W 2020 roku zakończyła się tu odbudowa Zamku Berlińskiego (wysadzonego w powietrze w 1945 roku). Zwraca także uwagę kopuła katedry berlińskiej. Taki ładny Berlin…

 



Ulica Unter den Linden – ulica, która od "wyspy muzeów" zaprowadzi nas prosto pod Bramę Brandenburską. Znajdziemy tu następne reprezentacyjne budynki: Uniwersytet Humboldtów, królewską bibliotekę, operę, a także… ambasadę rosyjską, typowo sowiecką budowlę ukończoną w 1953 roku, obecnie ogrodzoną barierkami i pilnowaną przez siły porządkowe, więc omija się ją szerokim łukiem.

 



Gendarmenmarkt – można by rzec, że plac, jakich wiele, ale jednak z bardzo charakterystycznymi niemal identycznymi katedrami w dwóch jego końcach: francuską, wybudowaną dla hugenockich protestantów, wypędzonych w tamtym czasie z Francji, oraz druga – katedra niemiecka. Ponoć rywalizowano o to, która będzie wyższa. Pomiędzy nimi jako rozjemca - sala koncertowa z 1821 roku.

Reichstag, czyli parlament niemiecki z dobudowaną niezwykle atrakcyjną szklaną kopułą, do zwiedzania której ustawiają się długie kolejki. Ponoć warto jednak swoje odstać.

 



Brama Brandenburska – jak dla mnie najbardziej charakterystyczna budowla stolicy Niemiec, która z Berlinem mi się kojarzyła na długo przed odwiedzinami tutaj. Akurat w trakcie naszej wizyty zastawiona była sceną gotową na sylwestrowe szaleństwo. Ale chyba nie z powodu sceny wydała nam się znacznie mniejsza niż nasze wyobrażenie…



 



Tiergarten, kiedyś wielki teren łowiecki, obecnie przyjemny park w centrum Berlina z darmowym parkingiem wzdłuż ulicy Strasse des 17. Juni w pobliżu Reichstagu i Bramy Brandenburskiej. Uwagę zwraca Kolumna Zwycięstwa ze statuą Skrzydlatej Wiktorii upamiętniająca zwycięstwa pruskie.

 

 

Powyżej miejsca najważniejsze, ale wiele innych zrobiło na nas duże wrażenie. Na tyle duże, żeby warto poświęcić im więcej miejsca. Poniżej kilka przykładów.

Pomnik Pomordowanych Żydów Europy – najbardziej poruszające miejsce w stolicy Niemiec

Ot, zwykłe bloki betonowe. Niespecjalnie urodziwe, bez żadnych ozdób. W zasadzie można by z czystym sumieniem stwierdzić, że brzydkie i szpecące miasto. Ustawione na wielkim placu pomiędzy osiedlem mieszkaniowym, ambasadą USA i nowoczesnymi oszklonymi wieżowcami w pobliżu.
Ale właśnie dlatego, że zupełnie się po tym miejscu niczego na pierwszy rzut oka nie spodziewamy, tak bardzo ono w ostatecznym rozrachunku porusza.
- To, cześć! Spotkamy się po drugiej stronie – powiedziała nasza przewodniczka po Berlinie z Free Walkative Tours Berlin , z którą zwiedzaliśmy miasto.
- Przejdźcie przez plac, ja obejdę naokoło – rzuciła na odchodne.
Poszliśmy. Na początku betonowe bloki, pomiędzy którymi chodziliśmy, sięgały nam do kolan. Ale niespodziewanie teren zaczął się obniżać, a wszystko wokół rosnąć. Niemal zamknęły dostęp światła ponad nami. Poruszaliśmy się jak w labiryncie bez wyjścia z dojmującym poczuciem klaustrofobii. W dodatku w zapadającym już zmroku.
Pomnik Pomordowanych Żydów Europy robi wrażenie!
Kilka ciekawostek:
- Betonowe bloki mają przypominać nagrobne stele.
- Ponoć inspiracją dla autora projektu, Petera Eisenmana, był cmentarz żydowski z Pragi, na którym nagrobne płyty piętrzą się jedne na drugich ze względu na brak miejsca.
- Najwyższe bloki mają 4,7 m!
- Pomnik powstał w latach 2003-2005.
- Wzbudził spore kontrowersje po odsłonięciu – zarzucano mu jednostronne upamiętnienie ofiar zbrodni hitlerowskich, nie uwzględniając Romów, homoseksualistów i osób niepełnosprawnych.
- Powierzchnia płyt jest łatwo zmywalna, żeby łatwo było usuwać obraźliwe graffiti, których się spodziewano.
- Niestety pomnik nie wytrzymuje próby czasu – beton pęka i się sypie. Obecnie labirynt jest jeszcze bardziej skomplikowany do przejścia, bo część alei jest zagrodzona siatką ze względu na remont.
Gdy czytałam w przewodniku o tym pomniku, w ogóle nie wzbudził mojego zainteresowania. Gdyby nie nasza przewodniczka pewnie w ogóle byśmy tu nie trafili. A jednak z perspektywy czasu patrząc, wydaje mi się, że jest to miejsce ważne i warto tu celowo dotrzeć.

 



Zapomniany Bunkier Hitlera

Gdzie był Bunkier Hitlera, w którym spędził ostatnie chwile? Ponoć to najczęściej zadawane pytanie w Berlinie obok tego o pozostałości muru berlińskiego. Odpowiedź nie jest prosta. Bo w Niemczech bardzo starają się nie eksponować żadnych pamiątek związanych z Hitlerem i nazizmem. Podpowiadamy, że znajduje się całkiem niedaleko Pomnika Pomordowanych Żydów Europy. W zasadzie po sąsiedzku.
Bunkier, w którym Hitler przebywał pod koniec wojny, wziął ślub z Evą Braun i popełnił samobójstwo, na polecenie Stalina próbowano wysadzić. Nie było to co prawda łatwe, nie odniesiono pełnego sukcesu, ale ślady po bunkrze zasypano. Przez wiele lat teren był zapomniany i opuszczony. W pobliżu przebiegał mur berliński, więc nikt przypadkowy raczej się tu nie kręcił.
Po zjednoczeniu Niemiec i obaleniu muru postanowiono teren zagospodarować, a przede wszystkim wybudować w tym miejscu osiedle mieszkaniowe i... dokopano się do bunkra. Ponownie jednak próbowano zniszczyć pozostałości po nim.
Obecnie znajduje się tu parking i bloki naokoło. Nad bunkrem Hitlera rosną całkiem już spore drzewa i parkują auta. Na pierwszy rzut oka nic nie wskazuje na to, że pod ziemią jest cokolwiek ciekawego i wartego uwagi. O bunkrze przypomina jedynie skromna tablica informacyjna ustawiona na skraju trawnika w 2006 r.
Przyznam szczerze, że fascynujące było dla mnie poznawanie historii tego miejsca i stosunku Niemców do Hitlera w oficjalnie aprobowanej wersji. Nie potrafię przestać myśleć o tym, co czują ludzie, mieszkający w blokach naokoło. Na ile są świadomi tego, gdzie kupili lub wynajmują mieszkanie…

 



Stadion Olimpijski z 1936 roku

Pozostańmy przy tematach związanych z poszukiwaniem śladów po Adolfie Hitlerze w Berlinie. Niewątpliwie o czasach nazistów przypomina Olimpiastadion, który miał być jednym z narzędzi propagandowych. Stadion nadal istnieje i po remoncie w 2004 r. ma się dobrze.
Chcieliśmy go zobaczyć z jednej strony ze względu na nazistowskie konotacje (fascynują nas oczywiście jedynie w kontekście historycznym), ale również dlatego, że gospodarzem stadionu jest obecnie klub piłkarski Hertha Berlin (co szczególnie dla Jędrka miało znaczenie).
To Hitler zarządził budowę stadionu z prawdziwego zdarzenia. Zarówno Olimpiada w 1936 roku, jak i obiekt sportowy, miały świadczyć o potędze Niemiec nazistowskich. Monumentalne trybuny do dzisiaj robią imponujące wrażenie.
Przy bramie maratońskiej znajdziemy nazwiska zwycięzców poszczególnych dyscyplin z 1936 roku, m.in. Jessie Owensa, czterokrotnego złotego medalistę (w biegu na 100 m, 200 m, w skoku w dal oraz w sztafecie 4×100 metrów). Niemcy musieli się pogodzić, że w tych dyscyplinach nie triumfowali, ale najbardziej drażliwe dla Hitlera było to, że Owens był czarnoskóry! A przecież sam Hitler wcześniej zabiegał o to, żeby wykluczyć żydów i kolorowych z rozgrywek.
Historia Owensa jest niesamowicie ciekawa. Warto zwrócić uwagę, że czasy były takie, iż prezydent Stanów Zjednoczonych z tego względu, że Owens był czarny, nie przyjął go w Białym Domu. Polecamy film "Zwycięzca" opowiadający historię tego sportowca.
Na stadionie znajduje się także polski akcent: odbicie stóp Roberta Lewandowskiego w alei sław. Mam wrażenie, że lewa stopa Lewego jakaś taka trochę krzywa…

 



Spacer w ogrodach zamku Charlottenburg

Na koniec warto wspomnieć o bardzo przyjemnym spacerze w ogrodach letniej rezydencji Hohenzollernów, czyli królów pruskich.
Zamek Charlottenburg oferuje bogate wnętrza, przepych, możliwość zwiedzania niezliczonych sal i budynków. Wstęp do wnętrz jest płatny.
Odpuściliśmy wnętrza pałacowe - trochę z braku czasu, ale bardziej dlatego, że wolimy sycić się świeżym powietrzem i przyrodą. A schloss Charlottenburg ma piękne ogrody, założone przez księżniczkę Charlottę, na cześć której zamek został nazwany. Park jest dostępny dla wszystkich bezpłatnie.
Już gdy zbliżaliśmy się do zamku, urzekł nas widok biegaczy i spacerowiczów: starsze panie i panowie truchtający na miarę swoich możliwości, młodzi, rodzice z wózkami, dzieci, znajomi. Był poranek, a my mieliśmy wrażenie, jakby pół Berlina wybrało się tu na jogging lub spacer.
Na tyłach zamku park został wkomponowany w malownicze zakole rzeki Sprewy, do tego mamy uporządkowaną część w wymuskanym stylu francuskim, ale zdecydowanie ładniej jest w części ogrodu angielskiego. Stawy, mostki, kanały, alejki, ławki, kolejne budynki pałacowe: belweder i mauzoleum (w tym ostatnim spoczęła przedwcześnie zmarła Charlotta).
Najbardziej zachwyciła nas dostępność tego miejsca dla wszystkich.

 




Oczywiście powyższe wymienione przeze mnie zabytki, nie wyczerpują wszystkich miejsc, które w Berlinie warto zobaczyć. My mieliśmy do dyspozycji tylko dwa niepełne dni (z jednym noclegiem), ale i tak uważam, że sporo miejsc obskoczyliśmy.


Berlin na tyle nam się jednak spodobał, że chcielibyśmy tu kiedyś jeszcze wrócić i bardziej go poznać.

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Autor: Kamila Gruszka

Jest dziennikarką, podróżniczką i pilotką wycieczek. Publikuje w prasie podróżniczej, o tematyce górskiej i rowerowej oraz serwisach internetowych. Prowadzi blog www.barswiat.pl, gdzie promuje aktywną turystykę rodzinną. Współpracuje z firmami z branży outdoor. Organizuje pokazy podróżnicze.
Odwiedziła już prawie wszystkie kraje w Europie, podróżowała po Azji, była w Ameryce Północnej i Afryce, ale niezmiennie fascynuje ją szeroko pojęty „Wschód”. Jako pilotka specjalizuje się w wyjazdach do Gruzji, Armenii i Iranu.


 O nas

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami różnorakimi, ale najczęściej związanymi z byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Lubimy rower, góry i nocowanie pod namiotem, ale nie tylko. Mamy nadzieję, że znajdą tu wiele inspiracji wszyscy, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.

 
Ostatnio dodane

Alpe Adria to według wielu najpiękniejszy szlak rowerowy w Europie. Nominalnie 411 km jazdy przez Alpy nad Adriatyk.

Muranska Planina to nasze najnowsze odkrycie na Słowacji. Góry tutaj przypominają nieco polską Jurę z wapiennymi skałkami, tylko skala jest zdecydowanie większa!

Zamiast pędzić do przodu, ledwie rzucając okiem na kolejne atrakcje na trasie, można zatrzymać się na dłużej i wycisnąć, ile się da z miejsca, w którym się jest, przemierzając okolicę pieszo. Polecam takie rozwiązanie!

Blisko przyrody możemy poczuć się na wyspie Viðey, położonej zaledwie ok. 1 km na północ od Reykjaviku. Z przystani Skarfabakka płynie się tam promem dosłownie kilka minut

Subiektywny spis przydatnych wskazówek dotyczących potrzebnych rzeczy na Islandii i tych, które się całkowicie nie przydadzą!

...
...
...
...