Reykjavik jako miasto niespecjalnie męczy. Mimo że w kategoriach islandzkich to metropolia, to jednak dla nas jest raczej niewielką mieściną, o niskiej zabudowie, fajnych knajpkach i trasach spacerowych nad wodą. Mimo to można uciec od niego w jeszcze większość dzikość.
Viðey – piknikowa wyspa blisko Reykjaviku
Blisko przyrody możemy poczuć się na wyspie Viðey, położonej zaledwie ok. 1 km na północ od Reykjaviku. Z przystani Skarfabakka płynie się tam promem dosłownie kilka minut.
Można spędzić na wyspie cały dzień, wędrując dostępnymi ścieżkami spacerowymi, albo na szybko wypić kawę i zjeść ciastko w kawiarni położonej w zabytkowym domu tuż przy przystani i wrócić kolejnym promem do Reykjaviku. Niektórzy przyjeżdżają tu na pikniki – jest sporo miejsc z ławkami, gdzie można posiedzieć z przyjaciółmi lub rodziną, a nawet cały pawilon imprezowy. Widać, że mieszkańcy Reykjaviku wybierają się tu na spacery.

Zrobiłyśmy 10-kilometrową trasę po wyspie. Moim zdaniem warto przypłynąć porannym promem na tyle wcześnie, by pozwolić sobie na niespieszną włóczęgę aż do popołudniowej możliwości transportu powrotnego. Myślę, że minimalny czas, który trzeba zarezerwować na obejście wszystkich atrakcji wyspy to 3 godziny. Nam zeszło dłużej, bo w kilku miejscach posiedziałyśmy kontemplując krajobrazy. Wybrałyśmy poranny prom o 10:15, a wracałyśmy o 15:30.
Kilka faktów historycznych w ramach wprowadzenia
Obecnie wyspa nie ma stałych mieszkańców, ale kiedyś tętniła życiem:
- zasiedlali ją Wikingowie już w IX wieku,
- w XIII wieku wybudowano klasztor zniszczony przez Duńczyków w okresie reformacji,
- w XVIII wieku powstała bogata rezydencja, która przetrwała odrestaurowana do naszych czasów,
- prowadzona była drukarnia,
- funkcjonowała prężna farma mleczna,
- na początku XX wieku wybudowano przetwórnię rybną, wokół której powstała wioska. Z tych czasów pochodzi szkoła i zbiornik na wodę. Firma splajtowała, mieszkańcy powoli opuszczali wyspę, rozbierając swoje domy, by cenny budulec wykorzystać gdzie indziej.
- od czasów drugiej wojny światowej Viðey pozostaje praktycznie niezamieszkana.

Zauroczyło nas to trochę odjechane miejsce. Bo niby wyspa opuszczona i zawładnięta przez przyrodę, ale sporo tu pamiątek przeszłości i współczesnych instalacji, do których dociera się albo wygodną ścieżką, albo - tak jak my - przez wysokie trawy i brzegiem morza, gdzie także zostały poprowadzone szlaki spacerowe.
Co ciekawego można zobaczyć na wyspie – punty charakterystyczne
Zaczynamy więc wędrówkę! Pomaga nam w niej mapa, którą bezpłatnie otrzymuje się na promie lub w kasie biletowej. Trasę można zaplanować mniej więcej tak...
Dom i kościół Viðey
To najbardziej okazałe budynki na wyspie, widoczne z daleka, zanim jeszcze prom zacumuje na przystani. Zarówno kościół, jak i pozostałości rezydencji, zostały ufundowane w XVIII wieku przez Skúli Magnússona. Świetny gospodarz i eksperymentator pozostawił po sobie dobre wspomnienia. Obecnie działa tu kawiarnia i mini wystawa. Można od nich zacząć zwiedzanie wyspy, jak i zakończyć w oczekiwaniu na prom, który zabierze nas z powrotem do Reykjaviku.

Wieża pokoju Yoko Ono
Jedna z bardziej odjechanych w moim odczuciu rzeczy na wyspie, czyli praca Yoko Ono upamiętniająca Johna Lennona. To instalacja świetlna, która wysyła w niebo przesłanie pokoju i wtedy zapewne robi ogromne wrażenie, co niestety mogłyśmy podziwiać jedynie na zdjęciach. Podświetlana jest bowiem od początku października (dnia urodzin Johna Lennona) do 8 grudnia – daty jego śmierci, oraz na specjalne okazje, jak na przykład Nowy Rok, czy w pierwszym tygodniu wiosny.
W normalnych okolicznościach wygląda jak biała niezbyt ładna konstrukcja, która miałaby symbolizować studnię życzeń (ponoć faktycznie w pobliżu jakieś kartki z życzeniami są zakopane). Na zewnątrz ma napisy w 25 językach o pokojowym znaczeniu. Nie było polskiego, ale za to znalazłam napis po gruzińsku!

Viðeyjarnaust – czyli miejsce piknikowe dla każdego
Na całej wyspie jest sporo miejsc wypoczynku, ławek ustawionych w punktach widokowych, na wzniesieniach, czy w ładnych miejscach na wyspie. Jedno z nich to spora altana w pięknym miejscu, którą można wynająć na organizację przyjęcia lub na zrobienie grilla z przyjaciółmi.

Kotwica – memoriał upamiętniający rozbicie statku Ingvar
Uważa się, że kotwica spełniająca funkcję pomnika upamiętniającego 20 marynarzy, którzy zginęli podczas sztormu, pochodzi z rozbitego statku. Niesamowicie jest czytać historie, wyobrażając sobie ratowanych rozbitków, lodowaty wiatr i wzburzone morze. W pustce, która panuje na wyspie, wyobraźnia mocno pracuje.

Wąskie przejście dzielące wyspę na część główną i zachodnią
Wyspa dzieli się na część główną (z rezydencją), wschodnią (z pozostałościami wioski, o czym za chwilę) oraz zachodnią (w moim odczuciu najbardziej dziką, z najpiękniejszymi widokami i w największym oddaleniu od Reykjaviku). Kiedyś wyspy były dwie – zachodnia była osobna, ale połączyła się z większą w miejscu, gdzie obecnie jest najwęższa część lądu (minimalna szerokość to nie więcej niż 100 metrów). Morze tutaj widać po obu stronach w bliskiej odległości, do tego jeszcze przy przesmyku znajdują się stawy, więc wody jest naprawdę sporo! Ogólnie wyspa jest raczej podmokła i w kilku miejscach na szlaku położono kładki, by ułatwić wędrówkę.

Afangar – bazaltowe kolumny Richarda Serra
Zachodnia część wyspy okolona jest rzeźbami amerykańskiego artysty, Richarda Serra. Z początku byłam sceptyczna co do matematycznej idei tych, jak się wydawało, zwykłych słupów. Bazaltowe kolumny występują w parach, a ich rozmieszczenie wynika z następujących wyliczeń: jedna ma 4 metry, druga 3 m wysokości, ale tak naprawdę są sobie równe, bo ta wyższa stoi o metr niżej od tej niższej (ustawione są odpowiednio 9 m nad poziomem morza i 10 m powyżej jego poziomu). Po co dorabiać jakąś teorię do tych niezbyt urodziwych prostych tworów? – myślałam.
W ostatecznym rozrachunku muszę przyznać, że dodają one niesamowitego klimatu spacerowi wokół wyspy. Szczególnie jak widziało się je z daleka wznoszące się na brzegu wyspy, tuż przy wodzie, na pustej trawiastej przestrzeni. Ten obraz przenosił nas w czasy Wikingów, w zamierzchłą przeszłość dawnych podbojów i odkryć. Miało się wrażenie, jakby ten kawałek lądu nadal był dziewiczy, a my odkrywaliśmy go dla siebie.

Kamienie z inskrypcjami
Ponoć w trzech miejscach na wyspie znajdują się kamienie z inskrypcjami, których pochodzenie nie jest do końca wyjaśnione, a historie powstania nieznane. Choć wcale nie chodzi o napisy z nie wiadomo jak zamierzchłych czasów. Najłatwiej trafić do kamienia wyrytymi słowami z 1848 roku. Od głównej ścieżki prowadzi do niego przez trawy kładka. Treść poza rokiem niestety pozostaje dla nas tajemnicą.

Memoriał akcji ratunkowej Skeena
24 października 1944 roku mimo rzucenia kotwicy w czasie sztormu zaczęło znosić kanadyjski okręt wojenny Skeena na brzeg wyspy Viðey. Zarządzono akcję ratunkową, którą dowodził Islandczyk, Einar Sigurdsson. Naród jest z niego bardzo dumny, bo dzięki jego poświęceniu udało się uratować aż 198 marynarzy! 15 straciło życie. Na brzegu zobaczymy część pochodzącą z okrętu wraz z tablicami pamiątkowymi opowiadającymi dokładnie, co wydarzyło się tamtego dnia. Memoriał znajduje się w miejscu, w którym uratowani byli transportowani na ląd.

Po okrążeniu zachodniej części wyspy najbardziej skrajnymi ścieżkami w najbliższym sąsiedztwie wody ponownie docieramy do najwęższego miejsca Viðey, w którym to bardziej dzika, zachodnia część, łączy się z tą lepiej zagospodarowaną, główną. Tu możemy się przemieszczać wygodną prostą drogą, albo bocznymi, zabierającymi więcej czasu, ale jakże urokliwymi ścieżkami. Jedynie w okolicy szkoły warto wrócić na główny trakt. W naszym przypadku wyglądało to tak…
Fragmenty dawnych murków
Zbudowane z kamieni murki oddzielały już w czasach klasztornych poszczególne poletka, czy też miejsca wypasu zwierząt od upraw. Te z zamierzchłych czasów czasem trudno rozpoznać, tak się obecnie wkomponowały w otoczenie, że wydają się być naturalnym elementem krajobrazu. Ledwo je rozpoznaliśmy w miejscu największego zwężenia wyspy. Nieco bardziej wyraziste są zlokalizowane na głównej części wyspy - pochodzą z czasów dobrodzieja Skúli Magnússona, czyli z XVIII wieku.

Budynek szkoły
Budynek szkoły wybudowanej w 1928 roku stoi pośrodku niczego, nie pilnowany, drzwi otwarte, wystarczy nacisnąć klamkę. Można wejść do środka, żeby zobaczyć wystawę dotyczącą dziejów wyspy, obejrzeć dawne pomoce naukowe i... skorzystać z WC. W środku jest wyposażenie z dawnych czasów: tablice, szafki, biurka oraz pomieszczenie z całkiem współczesnymi krzesłami, które wykorzystywane są na warsztaty dla dzieciaków. Na Viðey urządzane są bowiem różne akacje, a nawet obozy.

Fundamenty dawnych domów
Szkoła powstała w czasach, gdy wokół prężnie funkcjonowała wioska. Mieszkańcy byli zatrudnieni w pobliskiej przetwórni rybnej usytuowanej we wschodniej części wyspy. Pozostałości zakładu zobaczymy kawałek dalej. Z dawnych domów zostały tylko fundamenty. Przetwórnia upadła i mimo że interes próbowali przejąć inni, to ostatecznie wioska się wyludniła, mieszkańcy przenosili na ląd, gdzie budowali nowe domy, ale cenny budulec postanowili z Viðey zabrać ze sobą. Dlatego tak niewiele budynków ocalało.
Zostały historie skrupulatnie spisane na tablicach informujących, kto dany dom zamieszkiwał, ile miał dzieci, czym się zajmował. Niesamowite wrażenie robi ten fragment wyspy! Ma się poczucie przeniesienia w czasie.

Zbiornik na wodę
Aleją z resztkami domów dochodzi się do zbiornika na wodę z 1908 roku – drugiego po szkole budynku, który zachował się niezniszczony z prężnej przeszłości wyspy. Obok stoi drewniany budynek, wyglądający jak domek letniskowy, ponoć używamy przez towarzystwo miłośników wyspy. Surrealistyczne wrażenie robi huśtawka z widokiem na wodę – zupełnie to odjechane huśtać się w tak opuszczonym miejscu.

Cypel Thora
Miejsce nad brzegiem wody zawdzięcza swoją nazwę wikińskiej przeszłości wyspy. Najprawdopodobniej składano tu ofiary Thorowi - bogu religii nordyckiej w czasach osadnictwa Wikingów. Bardzo zależało nam, żeby do niego dotrzeć, ale niestety okazało się to niemożliwe. Teren był bardzo podmokły i zarośnięty. Mimo drogowskazów kierujących na Thor’s Headland nie znalazłyśmy właściwej ścieżki, która by wygodnie do niego prowadziła. Ale widziałyśmy go z daleka. Zresztą coraz bardziej zanika, gdyż jest rozmywany przez wodę.
Babskie ścieżki
Fragment wyspy z malowniczymi wzgórzami faktycznie jest doskonałym terenem na spacery, ale skąd tradycyjna nazwa tej części, nikt nie wie… Niektórzy twierdzą, że skałki zamieszkują niewidzialni ludzie, elfice czy też wróżki. Świetne stąd widoki na okolicę i wodę. Naprawdę bardzo tu ładnie. Wcale się nie dziwię, że kiedyś jakieś babeczki lubiły się tędy przechadzać.

Rajska jaskinia i owcza zagroda
Przy babskich ścieżkach znajduje się niewielka jaskinia. Może była schronieniem dla pasterzy? Bo obok umiejscowiona jest naturalna owcza zagroda, czyli miejsce z obu stron chronione skałami, gdzie łatwo było owce zagonić. Chociaż większość owiec, które widziałyśmy na Islandii raczej pasła się bez opiekunów...

Wzgórze Śmierci - klify i ostre ściany
Niektóre ścieżki mogą być niebezpieczne, gdy nagle wzgórze kończy się ostrą ścianą. Tak jest w pobliżu portu i domu Viðey. Do brzegu klifu doprowadza nas ścieżka - dalej lepiej już nie stawiać kolejnych kroków... Ostra ściana jest świetnie widoczna, gdy dopływa się do wyspy. W ogóle na Viðey w miejscach styku lądu i wody nie ma łagodnych plaż. Brzeg jest głównie kamienisty.

Najwyższy punkt wyspy
Jedno ze wzniesień w pobliżu babskich szlaków okazało się najwyższym na wyspie: całe 32 m n.p.m… Oznaczone było charakterystyczną konstrukcją, którą widziałyśmy wcześniej na innych wzniesieniach na Islandii, np. na szczytach wulkanów na wyspach Vestmannaeyjar. Tylko 32 m n.p.m., ale widoki piękne.

Wzgórze z pomnikiem ku czci Skúli Magnússona
Na jednym z kolejnych wzgórz mamy monument postawiony w 200-letnią rocznicę urodzin słynnego włodarza wyspy. Ten górzysty fragment Viðey w pobliżu głównej rezydencji był szczególnie malowniczy. W dół schodzimy przez „tytoniowe pola”, gdzie faktycznie Skúli Magnússon próbował hodować tytoń na Islandii. Eksperymentował również z innymi uprawami.

Ruiny opactwa
Tuż przy pięknie odnowionej rezydencji zobaczymy niezbyt efektowne kamienne fragmenty dawnej zabudowy. To ruiny klasztoru założonego w XIII wieku i prężnie działającego od tamtej pory na wyspie aż do zniszczenia przez Duńczyków w ramach reformacji. Islandczycy długo jej się opierali. Widać jedynie fundamenty, niezbyt wyeksponowane i niespecjalnie opisane, w odróżnieniu od innych ciekawych miejsc na wyspie.
Dawne stajnie
Kolejne miejsce piknikowe, którego mogą używać wszyscy przybywający na wyspę, znajduje się przy dawnych stajniach funkcjonującego tu gospodarstwa. Oprócz ławek i grilla jest też plac zabaw dla najmłodszych.

Na wyspie spędziłyśmy prawie cały dzień. Początkowo pogoda była nieco mroczna, co akurat świetnie się skomponowało z atmosferą wyspy. Na szczęście nie padało. Podczas spacerów zauroczyła nas duża ilość ptaków, zupełnie nam wcześniej nieznanych. Oraz uderzyła spora ilość... ich odchodów. Naprawdę trzeba mocno zwracać uwagę, gdzie stawia się nogi...
Wyjazd miał miejsce w lipcu 2022 roku: wybrałyśmy się we dwójkę: mama Kamila i nastoletnia latorośl Dominika.
Podróżowałyśmy stopem, spałyśmy pod namiotem na polach kempingowych i sporo chodziłyśmy...

Jest dziennikarką, podróżniczką i pilotką wycieczek. Publikuje w prasie podróżniczej, o tematyce górskiej i rowerowej oraz serwisach internetowych. Prowadzi blog www.barswiat.pl, gdzie promuje aktywną turystykę rodzinną. Współpracuje z firmami z branży outdoor. Organizuje pokazy podróżnicze.
Odwiedziła już prawie wszystkie kraje w Europie, podróżowała po Azji, była w Ameryce Północnej i Afryce, ale niezmiennie fascynuje ją szeroko pojęty „Wschód”. Jako pilotka specjalizuje się w wyjazdach do Gruzji, Armenii i Iranu.

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami różnorakimi, ale najczęściej związanymi z byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Lubimy rower, góry i nocowanie pod namiotem, ale nie tylko. Mamy nadzieję, że znajdą tu wiele inspiracji wszyscy, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.
Alpe Adria to według wielu najpiękniejszy szlak rowerowy w Europie. Nominalnie 411 km jazdy przez Alpy nad Adriatyk.
Dwudniowa wycieczka do Berlina jako odskocznia od obżarstwa świątecznego u rodziny? Bardzo dobry pomysł! Tylko 4 godziny drogi autostradą i meldujemy się w stolicy Niemiec.
Muranska Planina to nasze najnowsze odkrycie na Słowacji. Góry tutaj przypominają nieco polską Jurę z wapiennymi skałkami, tylko skala jest zdecydowanie większa!
Zamiast pędzić do przodu, ledwie rzucając okiem na kolejne atrakcje na trasie, można zatrzymać się na dłużej i wycisnąć, ile się da z miejsca, w którym się jest, przemierzając okolicę pieszo. Polecam takie rozwiązanie!
Subiektywny spis przydatnych wskazówek dotyczących potrzebnych rzeczy na Islandii i tych, które się całkowicie nie przydadzą!
