Armenia – historia zaklęta w kamieniach

Tekst i zdjęcia: Kamila Gruszka

 

Pan Bóg, stwarzając świat, przesiewał dobrą ziemię w jedno miejsce, a kamienie odsypywał w inne. Ponieważ Ormianie nie zgłosili się na czas po odbiór swojego kawałka, został im tylko ten najmniej urodzajny, za to z bogaty, nie tylko w kamienie, ale także w różne minerały.

Armenia to zdecydowanie kraj kamieni, wymagający dla zwiedzających go turystów. Przejazdy w nawet niezbyt oddalone miejsca trwają godzinami, jest gorąco, pusto, naokoło ciągną się surowe, skaliste góry. Jedynie Kotlina Araracka cieszy oczy zielenią. To właśnie tam w 782 roku p.n.e. Urartyjczycy założyli swoją stolicę - do dziś można oglądać pozostałości twierdzy Erebuni w Erywaniu. Znacznie później powstała obecna stolica Armenii (choć Ormanie lubią przekonywać innych, że Erywań jest starszy od Rzymu!). Niestety dawna świetność Wielkiej Armenii przez wieki pozostawała tylko wspomnieniem, starannie pielęgnowanym w pamięci wszystkich Ormian, z których wielu rozsianych jest po całym świecie. Poza granicami mieszka ich więcej niż w kraju - kraju, który jako pierwszy uznał chrześcijaństwo za religię państwową już w 301 r n.e. Wkrótce potem stracił niezależność i musiał uznać zwierzchnictwo Arabów, Turków i Persów, czyli krajów muzułmańskich. Nic dziwnego, że przyłączenie Armenii do Imperium Rosyjskiego w 1828 roku Ormianie traktują jak wyzwolenie. Jeszcze więcej zawdzięczają rządom sowietów, gdy Armenia stała się jedną z republik związkowych, a zaściankowy Erywań zamieniono w miasto idealne, wybudowane niemal od nowa przez Aleksandra Tamaniana. To właśnie to założenie architektoniczne mamy możliwość podziwiać dzisiaj.

Erywań – miasto Tamaniana


Do budowy nowego miasta Tamanian użył tufu, skały wulkanicznej, którą daje się ciąć w równe geometryczne kształty. Ten lekki kamień o porowatej strukturze jest jednocześnie bardzo trwały, przewiewny i odporny na wilgoć. Latem w domach z tufu jest chłodno, zimą materiał trzyma temperaturę. Nic dziwnego, że buduje się z niego nawet współczesne bloki. Gdzie się nie obejrzymy, wszędzie naokoło zobaczymy kolorowe budynki w mozaikowych połączeniach różnorodnych odcieni. Dla Placu Republiki Tamanian zarezerwował kolor różowy, swój ulubiony. Umieścił tu najważniejsze reprezentacyjne budynki – obecnie ministerstwa, urzędy i muzeum historyczne. Podążając na północ, dojdziemy do drugiego najważniejszego placu – z operą, za projekt której Tamanian zdobył nagrodę na wystawie światowej w Paryżu. Niemal całe centrum Erywania to jego dzieło, na które spogląda spod Kaskad, gdzie znajduje się jego pomnik.

Za sprawą bogatego ormiańskiego sponsora Kaskady, niezwykłą budowlę powstałą już w latach 70. XX w., przekształcono współcześnie w centrum sztuki, w którym możemy zobaczyć cenną kolekcję rzeźb. Zbiory – część pod gołym niebem - są bezpłatnie udostępniane zwiedzającym. Taki warunek postawił biznesmen. Lepiej ich jednak nie dotykać, bo dzień i noc czuwa nad nimi umundurowana ochrona.

Z Kaskad roztacza się piękny widok na świętą dla Ormian górę – Ararat (5137 m n.p.m.), z którą wiąże się ormiańska tożsamość narodowa. Ironia losu jest taka, że znajduje się ona już po stronie Turcji, kraju, w którym w 1915 roku zginęło 1,5 miliona Ormian. Już wcześniej mordowano Ormian w Turcji, w 1915 r. zarządzono wysiedlenie ich na tereny Syrii. Zaczęła się wędrówka przez pustynię. Kobiety, dzieci i starcy umierali z pragnienia, głodu, wyczerpania oraz chorób. Ormianie nie potrafią mówić o tym bez emocji.

Aby lepiej zrozumieć, jakie znaczenie dla nich ma dla nich wydarzenie sprzed ponad 100 lat, trzeba się udać do Muzeum Ludobójstwa w parku Cicernakaberd. Widoczny z daleka obelisk o wysokości 44 m jest podświetlony w nocy, a w kręgu 12 granitowych bloków płonie wieczny ogień. Wokół powoli wyrasta las pamięci. Znane osobistości sadzą drzewka - symbol odrodzenia i życia. Nie jest to kolejny zabytek z listy tych do zaliczenia. To miejsce z duszą, które pozwala zrozumieć cały bagaż doświadczeń życiowych i sposób myślenia Ormian.

Erywań nie ma typowych historycznych obiektów. Uchował się zaledwie jeden XIII-wieczny kościół Katoghike, perski meczet z 1765 roku czy XIX- wieczna zabudowa ulicy Abowiana. Aby zobaczyć naprawdę stare budowle, trzeba wyjechać poza miasto.

Monastyry Armenii


Zaledwie 20 km od Erywania znajduje się miejsce, które świętością dorównuje Araratowi – Eczmiadzyn, siedziba ormiańskich katolikosów. Najważniejsza w kompleksie jest katedra. Budowę pierwszej świątyni zarządził św. Grzegorz Oświeciciel, po tym jak uzdrowił króla Tirydatesa III, a ten ustanowił chrześcijaństwo religią państwową. Obecny budynek pochodzi z V w n.e. W XVII wieku dobudowano dzwonnicę o pięknych zdobieniach i konstrukcji. W katedralnym skarbcu są przechowywane wyjątkowe pamiątki: fragment arki przymierza, który osiadł na górze Ararat, kawałek drewna z krzyża pańskiego, resztki ciał licznych świętych mężów oraz grot włóczni, która przebiła bok Chrystusa – Ormianie są przekonani o ich autentyczności.
Kiedyś znajdowały się tu liczne zbiory starych ksiąg, obecnie przeniesione do Matenadaranu w Erywaniu. Miejsce to obowiązkowo trzeba odwiedzić, jeśli chce się zrozumieć zamiłowanie Ormian do nauki, potrzebę wszechstronnego kształcenia dzieci i to, że w czasie wojen ratowali księgi raczej niż kosztowności. Alfabet stworzony przez mnicha Mesropa Masztoca tuż przed najazdami i rozpadem państwa pozwalał Ormianom zachować tożsamość w trudnych czasach.

Przepisywaniem ksiąg zajmowali się mnisi w klasztorach ukrytych głęboko w górach. Mój ulubiony to Norawank. Po południu jest najpiękniej oświetlony słońcem wiszącym nisko ponad horyzontem. O tej porze skały nabierają niesamowitej pomarańczowej barwy. Niezwykła jest architektura Burtelaszu (nazwa pochodzi od nazwiska fundatora budowli – Burtela Orbeliana), świątyni stojącej w centrum kompleksu. Jest dwupiętrowa, a na drugi poziom kościoła prowadzą wąskie schody, które z daleka wyglądają jak zwykła ozdoba architektoniczna. Techniki wchodzenia i schodzenia bywają różne... To dzieło Momika, cenionego mistrza: kaligrafa, miniaturzysty, rzeźbiarza, budowniczego, biegłego w grece i zgłębianiu wiary, znanego twórcy chaczkarów. Według legend, gdy budynek był już na ukończeniu, mistrz spadł z kopuły. Jego grób znajduje się tuż przy ścianie świątyni. Oznaczony jest ostatnim ociosanym przez Momika kamieniem.

Tatew był dawniej najważniejszym centrum intelektualnym Armenii. Wykładali tu uczony Owanes Worotency i Grigor Tatewaci. Nauczano malarstwa, muzyki, kaligrafii, a także astronomii, filozofii, architektury, literatury czy fizyki. Niestety, miejsce było celem najazdów, a największe zniszczenia poczyniło trzęsienie ziemi sprzed ponad 100 lat. Obecnie klasztor jest odnawiamy ze środków darczyńców oraz części zysków, które pochodzą z kolejki. Bo główną atrakcją wycieczki do monastyru Tatew jest nowa gondola wybudowana przez Szwajcarów - najdłuższa na świecie (5750 m), wpisana do księgi rekordów Guinessa. W najwyższym punkcie jest zawieszona ponad 320 metrów nad ziemią. Nie prowadzi na szczyt góry, jedynie łączy dwa brzegi wąwozu. Z przeszklonych wagoników mamy możliwość podziwiania nie tylko przestrzennych widoków, ale także dawnych zabudowań pustelni i wiosek, należących do klasztoru oraz niezwykłego tworu – skalnego mostu nad rzeką Worotan.

Sewan – Morze Armeńskie


Położone na wysokości prawie 2 tys. m n.p.m., jezioro Sewan daje wytchnienie wszystkim zmęczonym upałem. Z Erywania dojeżdżają tutaj liczne marszrutki. Nad Sewan ciągną tłumy nie tylko turystów, ale również mieszkańców. To przecież świetne miejsce na piknik dla całych rodzin połączony z pieczeniem szaszłyków, kąpielą w zawsze chłodnej wodzie czy przejażdżką na skuterze wodnym. Ale Sewan to coś więcej niż tylko zwykłe jezioro i plaża. Żeby zrozumieć, dlaczego Ormianie są tak z niego dumni i zawsze polecają to miejsce turystom, trzeba porzucić tłumy tłoczące się wokół stoisk z pamiątkami, restauracji i wspiąć się na wzgórze z pozostałościami klasztoru Sewanawank. Ścieżka poprowadzi nas do miejsca, gdzie naokoło zobaczymy nie jezioro Sewan, lecz morze – Morze Armeńskie, bo jest takie ogromne. Po dawnych czasach, gdy ziemie Armenii zahaczały o Morze Śródziemne, Kaspijskie i Czarne, tylko to jej pozostało.

Na dziedzińcu jednego z kościołów nad Sewanem odnajdziemy chaczkary, kamienne krzyże zdobione motywami geometrycznymi i roślinnymi. Symbolizują życie i ciągłe odradzanie się mimo przeciwności losu. Przebywając w Armenii, na każdym kroku dotyka się trudnych spraw z historii kraju, jednocześnie doświadczając niezwykłej otwartości i radości życia samych Ormian.

 

Artykuł ukazał się w magazynie podróżniczym Travel Polska, styczeń/luty 2017 r.

 



 

 
Autor: Kamila Gruszka

Jest dziennikarką, podróżniczką i pilotką wycieczek. Publikuje w prasie podróżniczej, o tematyce górskiej i rowerowej oraz serwisach internetowych. Prowadzi blog www.barswiat.pl, gdzie promuje aktywną turystykę rodzinną. Współpracuje z firmami z branży outdoor. Organizuje pokazy podróżnicze.
Odwiedziła już prawie wszystkie kraje w Europie, podróżowała po Azji, była w Ameryce Północnej i Afryce, ale niezmiennie fascynuje ją szeroko pojęty „Wschód”. Jako pilotka specjalizuje się w wyjazdach do Gruzji, Armenii i Iranu.


 O nas

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami głównie z dziećmi, niskobudżetowymi, najczęściej związanymi z nocowaniem pod namiotem, gotowaniem sobie samemu jedzenia, byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Mamy nadzieję, że rodziny znajdą tu wiele inspiracji, a może i inni, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.

 
Ostatnio dodane

Od zawsze wszyscy znajomi straszyli wymagającym podejściem na Lackową, mało ciekawym szlakiem w lesie i brakiem widoków...

Gdzie szukać przestrzeni na wycieczki z naszymi pupilami, jeśli większość terenów górskich objęta jest w Polsce ochroną? Znaleźliśmy raj na Słowacji.

Z trzech najbardziej znanych irańskich wysp: Keszm, Hengam, Hormoz, najbardziej zachwyca mnie ta ostatnia. Od samego początku.

Z trzech najbardziej znanych irańskich wysp: Keszm, Hengam, Hormoz, najbardziej zachwyca mnie ta ostatnia. Od samego początku.

Niektórzy nazywają ją czerwoną wyspą, ja wolę określenie „kolorowa”. Według naukowców można wyróżnić na Hormoz kilkadziesiąt kolorów skał. Ich zabarwienie zależy od zawartości określonych minerałów i soli.

...
...
...
...