kronika rodzinna
2016-04-13
PORTUGALIA: Coimbra i studenci jak nietoperze

Coimbra to trzecie pod względem wielkości – po Lizbonie i Porto – miasto Portugalii, a my mieliśmy wrażenie, przebywając tam, jakbyśmy trafili na zapadłą prowincję. Było spokojnie i cicho. Z przyjemnością można było wędrować uliczkami, które – jak wszędzie w Portugalii – to wznosiły się na wzgórza, to opadały w dół, w stronę rzeki Mondego.

To miasto o świetlanej przeszłości i wspaniałej historii, pełne zabytków, swego czasu stolica Portugalii, niemal od początku miasto uniwersyteckie. Właśnie ze studentami w czarnych pelerynach, porównywanymi do nietoperzy, będzie nam się kojarzyć Coimbra.

Myśli nasze poruszała także historia Piotra i Inês, opiewana w wielu utworach literackich, bo faktycznie motyw godny Szekspira. Syn królewski zakochał się w dwórce swojej żony, pięknej Inês, pochodzącej z rodziny kastylijskiej. Odesłano ją co prawda pod naciskiem króla do Hiszpanii, ale po śmierci Konstancji, prawowitej małżonki, książę Piotr sprowadził Inês z powrotem. Polityczne uwarunkowania sprawiły, że nie w smak był królowi i arystokracji ten romans. Uknuli więc spisek i zamordowali ukochaną Piotra właśnie w Coimbrze – miejsce to można oglądać do dziś. Jak tylko Piotr doszedł wreszcie do władzy, po śmierci ojca dwa lata później, kazał wydobyć ciało Inês z grobu (była pochowana w Moisteiro de Santa Cruz w Coimbrze), ubrać w królewskie szaty, posadził ją obok siebie na tronie, a dworzanie musieli oddawać jej hołd jak królowej. Fakt, że wszystko to działo się Coimbrze i że można oglądać budynki związane z tą prawdziwą historią miłości zdecydowanie działa na wyobraźnię.

 



Do Coimbry wpadliśmy zaledwie na chwilę, w drodze z Lizbony na północ Portugalii, ale zdecydowanie warto było, nawet jeśli nasze zwiedzanie to krótki spacer uliczkami tego miasteczka. Samochód najlepiej zostawić nad rzeką, na specjalnie przygotowanych parkingach – zapewne w sezonie samochodów jest znacznie więcej, my nie mieliśmy problemu ze znalezieniem miejsca. Już sama przechadzka wzdłuż Mondego, przez park Dr Manuel Braga i niesamowitą aleję drzew robi wrażenie. Niedaleko mostu dzielącego Coimbrę na dwie części znajduje się informacja turystyczna – warto pobrać tam dokładną mapkę starówki.



Rua Ferreira Borges poruszamy się na północ, odbijając na moment nieco w lewo na Praça do Comércio z dwoma ciekawymi kościołami: Igreja de São Bartolomeu i Igreja Santiago – ten ostatni z XII wieku! Na końcu Rua Visconde da Luz, w którą przechodzi Rua Ferreira Borges, znajdziemy wspomniany już wcześniej Moisteiro de Santa Cruz z klimatyczną kawiarnią i pięknym ogrodem na tyłach. Kierujemy się dalej uliczkami, które wznoszą się już całkiem wysoko ponad miastem, a wszystko po to, by dotrzeć do Torre de Anto (Wieży Antoniego), kiedyś usytuowanej przy wjeździe do miasta. To przepiękny zaułek, starannie odnowiony, do którego na pewno trzeba trafić! Tym bardziej że dalej mamy Casa de Sobre-Ripas, rezydencję z manuelińskimi zdobieniami, obecnie będącą siedzibą Wydziału Archeologii. Wydział Psychologii, z wnętrzami wyłożonymi azulejos mieści się z kolei w XVI- wiecznym budynku Colégio de Santo Agostinho, której pierwszymi mieszkańcami byli duchowni i mnisi.

 



Podczas zwiedzania nie można pominąć oczywiście starej i nowej katedry, a już na pewno nie można nie trafić w pobliże budynków Universidade Velha, bo to właśnie uniwersytet jest sercem Coimbry. Byliśmy pewni, że zbliżamy się w jego pobliże, jak tylko zaczęliśmy dostrzegać coraz więcej ubranych w czarne peleryny postaci. Przed wejściem na dziedziniec uniwersytecki stała ich spora grupka. Inna grupa młodzieży - co prawda bez peleryn, ale za to w czerwonych czapkach - siedziała na ziemi otoczona gęstym kordonem starszych kolegów. Wyglądało to jak jakiś rytuał otrzęsin. Zostaliśmy poproszenie o nie robienie zdjęć. Patrzeć jednak mogliśmy do woli, dopóki nie przeszli przez bramę i nie zniknęli nam z widoku.

 



Specjalnością Coimbry są słodkości z cienko rozwałkowanego ciasta z różnymi nadzieniami. Na sam koniec posilamy się więc w jednej z pastelarii słodkim deserem i kończymy naszą wizytę w tym sympatycznym miasteczku. Niestety nie zdołaliśmy odwiedzić części miasta po drugiej stronie rzeki – to czeka na kolejny raz.

 

(kg)

 
 
 
 
 
 
Autor: Kamila Gruszka

Jest dziennikarką, podróżniczką i pilotką wycieczek. Publikuje w prasie podróżniczej, o tematyce górskiej i rowerowej oraz serwisach internetowych. Prowadzi blog www.barswiat.pl, gdzie promuje aktywną turystykę rodzinną. Współpracuje z firmami z branży outdoor. Organizuje pokazy podróżnicze.
Odwiedziła już prawie wszystkie kraje w Europie, podróżowała po Azji, była w Ameryce Północnej i Afryce, ale niezmiennie fascynuje ją szeroko pojęty „Wschód”. Jako pilotka specjalizuje się w wyjazdach do Gruzji, Armenii i Iranu.


 O nas

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami różnorakimi, ale najczęściej związanymi z byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Lubimy rower, góry i nocowanie pod namiotem, ale nie tylko. Mamy nadzieję, że znajdą tu wiele inspiracji wszyscy, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.

 
Ostatnio dodane

Alpe Adria to według wielu najpiękniejszy szlak rowerowy w Europie. Nominalnie 411 km jazdy przez Alpy nad Adriatyk.

Dwudniowa wycieczka do Berlina jako odskocznia od obżarstwa świątecznego u rodziny? Bardzo dobry pomysł! Tylko 4 godziny drogi autostradą i meldujemy się w stolicy Niemiec.

Muranska Planina to nasze najnowsze odkrycie na Słowacji. Góry tutaj przypominają nieco polską Jurę z wapiennymi skałkami, tylko skala jest zdecydowanie większa!

Zamiast pędzić do przodu, ledwie rzucając okiem na kolejne atrakcje na trasie, można zatrzymać się na dłużej i wycisnąć, ile się da z miejsca, w którym się jest, przemierzając okolicę pieszo. Polecam takie rozwiązanie!

Blisko przyrody możemy poczuć się na wyspie Viðey, położonej zaledwie ok. 1 km na północ od Reykjaviku. Z przystani Skarfabakka płynie się tam promem dosłownie kilka minut

...
...
...
...