Jeśli komuś mało wycieczek historycznych w Dolomitach, chociażby wokół Cinque Torri czy w okolicach Lagazuoi, polecamy krótki spacer do pozostałości szpitala polowego ukrytego w górach. Nie jest opisywany w folderach turystycznych dotyczących pozostałości z czasów I wojny światowej w Dolomitach, panie z informacji historycznej zapewne zapomną wspomnieć o tym celu, jeśli zapytamy je o miejsca, które warto zobaczyć, w przypadku gdy jesteśmy zainteresowani wojennymi pamiątkami, ale my gorąco tę wycieczkę polecamy. Jest krótka, niewymagająca, do pokonania nawet z małymi dziećmi. Szpital odkryliśmy podczas biegu przez góry. Tamtędy prowadziła trasa. Ponieważ wtedy nie było czasu za bardzo się budowlom przyjrzeć, postanowiliśmy wrócić tu z dziećmi. W sam raz łatwa wycieczka na rozchodzenie zmęczonych mięśni dzień po zawodach.
Można skorzystać z dwóch łatwych dróg dojścia. My samochód zostawiamy na parkingu przy schronisku Col Gallina, kilka minut drogi od Passo Falzarego. Przechodzimy na drugą stronę drogi i ponad budynkiem Bar Ristorante da Strobel zaczynamy wspinaczkę wąską ścieżką. Wspinaczkę, bo faktycznie szlak pnie się ostro w górę, ale nie jest długi. To zaledwie jeden kilometr do połączenia ze szlakiem biegnącym z Passo Falzarego. Od tego momentu czeka nas już tylko kilka minut drogi w stronę Col dei Bos (w prawo od połączenia szlaków) i na horyzoncie widzimy straszący pustymi oknami budynek.
Rozejrzyjmy się uważnie, bo pod ścianą skalną jest wiele więcej pozostałości. Jeśli ktoś się nie boi, że jakiś kamień spadnie mu na głowę, może wspiąć się wyżej, by do nich dotrzeć.
Jesteśmy w „ospedale”, czyli szpitalu polowym. Aż trudno uwierzyć, jak to możliwe, że tak imponujące budynki (są imponujące nawet będąc w ruinie) udało się w tak niedostępnym terenie postawić. Miejsce doskonałe, bo ukryte za załomem skalnym, chorzy zapewne mieli dzięki temu trochę spokoju. Niestety, nie mamy na temat tego miejsca zbyt wielu informacji. Szpital wygląda na zrujnowany, więc być może był zbombardowany, albo po prostu został nadszarpnięty zębem czasu...
Wrócić można tą samą drogą, albo zrobić sobie spacer do Passo Falzarego już znacznie łatwiejszą ścieżką, ale minimalnie dłuższą. Stamtąd też oczywiście można dojść do szpitala, w przypadku gdy wolimy auto zostawić na parkingu przy Passo Falzarego. Obydwa parkingi są bezpłatne, ale ten przy Col Gallina zdecydowanie mniej zatłoczony.

Nasze dzieciaki wędrują po górach w odzieży Regatta. Marka ma bardzo duży wybór odzieży outdoorowej dla całej rodziny i do tego w przyjaznych cenach!

Jest dziennikarką, podróżniczką i pilotką wycieczek. Publikuje w prasie podróżniczej, o tematyce górskiej i rowerowej oraz serwisach internetowych. Prowadzi blog www.barswiat.pl, gdzie promuje aktywną turystykę rodzinną. Współpracuje z firmami z branży outdoor. Organizuje pokazy podróżnicze.
Odwiedziła już prawie wszystkie kraje w Europie, podróżowała po Azji, była w Ameryce Północnej i Afryce, ale niezmiennie fascynuje ją szeroko pojęty „Wschód”. Jako pilotka specjalizuje się w wyjazdach do Gruzji, Armenii i Iranu.

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami różnorakimi, ale najczęściej związanymi z byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Lubimy rower, góry i nocowanie pod namiotem, ale nie tylko. Mamy nadzieję, że znajdą tu wiele inspiracji wszyscy, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.
Alpe Adria to według wielu najpiękniejszy szlak rowerowy w Europie. Nominalnie 411 km jazdy przez Alpy nad Adriatyk.
Dwudniowa wycieczka do Berlina jako odskocznia od obżarstwa świątecznego u rodziny? Bardzo dobry pomysł! Tylko 4 godziny drogi autostradą i meldujemy się w stolicy Niemiec.
Muranska Planina to nasze najnowsze odkrycie na Słowacji. Góry tutaj przypominają nieco polską Jurę z wapiennymi skałkami, tylko skala jest zdecydowanie większa!
Zamiast pędzić do przodu, ledwie rzucając okiem na kolejne atrakcje na trasie, można zatrzymać się na dłużej i wycisnąć, ile się da z miejsca, w którym się jest, przemierzając okolicę pieszo. Polecam takie rozwiązanie!
Blisko przyrody możemy poczuć się na wyspie Viðey, położonej zaledwie ok. 1 km na północ od Reykjaviku. Z przystani Skarfabakka płynie się tam promem dosłownie kilka minut
