Eos 80 jest latarką czołową. Już na pierwszy rzut oka uderza solidność wykonania oraz opływowe, przyjemne w dotyku kształty. Ma właściwości wodoodporne. Posiada cztery tryby świecenia oraz regulację kąta nasilenia głowicy.
Dla zainteresowanych dokładnymi informacjami technicznymi podaję parametry tej latarki:
- Źródło światła: 1x Maxbright REGULATED LED (biały).
- Moc światła: 80 lumenów.
- Maksymalny czas świecenia: 121 h (z czego 50 h w trybie REGULATED).
- Maksymalny zasięg światła: 60 m.
- Zasilanie: 3 x AAA (alkaliczne lub litowe) - w komplecie.
- Wodoodporność: Poziom 2 (odpowiednik IPX7).
- Waga: 105 g z bateriami.
Zależało mi na czołówce o mocnym świetle i możliwie długim czasie świecenia. Po przeanalizowaniu oferty marki Princeton Tec zdecydowałam się na czołówkę EOS.
Faktycznie otrzymałam źródło mocnego światła. Zadziwiające, że pochodzi ono z jednej diody – w tym wypadku Maxbright REGULATED LED. System wzmacnia soczewka LED Optic Collimator, która skupia emitowane przez diodę światło. Patrząc od przodu widać coś w rodzaju wklęsłej konstrukcji, która wierzę, że może czynić moc światła jeszcze bardziej wydajnym. Rzeczywiście, jest ono znacznie mocniejsze, gdy porównuję je do mojej wcześniejszej czołówki. Producent zapewnia, że kalibruje każdą soczewkę pod kątem zastosowanej w danej latarce diody.
Dostępne są aż cztery tryby świecenia: wysoki, średni, niski i strobo. Łącznie najdłuższy czas świecenia w trybie ekonomicznym, jaki podaje producent, to 121 godzin! Przejść pomiędzy trybami dokonujemy wciskając przycisk. Niestety, by dojść do strobo, musimy to zrobić aż cztery razy, ale chyba żaden producent czołówek nie znalazł jeszcze innego rozwiązania. Piąte naciśnięcie guzika wyłącza czołówkę. Gdy jednak pracujemy już w wybranym trybie, wystarczy, by przytrzymać dłużej przycisk, by ją wyłączyć.
Dodatkowo producent informuje:
„Wyposażone są w zaawansowany układ, który w odróżnieniu od standardowych diod utrzymuje początkową, maksymalną moc światła, tak długo na ile pozwala na to napięcie baterii. Po jego osiągnięciu EOS zachowuje się jak latarka z tradycyjnymi diodami - jej światło stopniowo przygasa aż do momentu wyczerpania baterii.”
Szczerze powiedziawszy, nie czuję się kompetentna, by tak mocno wnikać w kwestie optyczno-elektryczne, ale to o czym każdy może się naocznie przekonać, to jakość użytych materiałów oraz solidność wykończenia. Przede wszystkim plastik, z jakiego wykonano obudowę, spełnia wysokie standardy jakościowe. Pozbawiona jest ona wszelkich zbędnych elementów, które można by uszkodzić. Tworzy jednolitą całość, którą przyjemnie trzyma się w ręce, ze świadomością, że przypadkowy upadek czy zahaczenie w trakcie użytkowania, nie jest w stanie nic w tej czołówce ukruszyć. Zresztą kształt jest taki, że dopasowuje się do dłoni, co nie pozwala na przypadkowe wyślizgnięcie się. Również guma mocująca latarkę na głowie jest szeroka i mocna – jestem przekonana, że wraz z miesiącami, a nawet latami użytkowania, nie sparcieje i nie rozciągnie się. Przy okazji muszę wspomnieć, że regulacja długości paska jest intuicyjna, co wcale nie jest takie oczywiste w przypadku innych czołówek. Przy innej czołówce, którą posiadam, za każdym razem muszę się dobrze zastanowić, którą część paska pociągnąć, by go skrócić lub wydłużyć.
Przeważnie wrażliwym punktem jest uchwyt regulujący kąt nachylenia czołówki. W Eosie odchyla się i reguluje plastikowy płaski element, na którym zamocowany jest pasek. Dzieje się to stopniowo, dzięki nacięciom w obudowie, które stanowią hamulec dla wypustki w uchwycie. Jesteśmy w stanie odchylić czołówkę aż do kąta 90 st. Dalsze odciąganie uniemożliwia nam blokada, która jednocześnie jest zawiasem obudowy, w której kryją się baterie. Dowodzi to użycia przemyślanych rozwiązań. W każdym razie odchylam czołówkę i wracam z nią do pozycji wyjściowej bez obaw o uszkodzenie tego systemu.
Dość istotna informacja to kwestia wodoodporności. Procent zapewnia, że jest wodoodporna i faktycznie wrażenie szczelności jestem w stanie potwierdzić. Choć szczerze powiedziawszy oszczędziłam czołówce testów pod prysznicem, a w ulewnym deszczu nie miałam okazji jej jeszcze używać. Poziom wodoodporności (drugi) jest wyznaczany według standardu IPX7. Gwarantuje to, że latarka zanurzona na okres 30 minut na głębokości 1 metra nie przecieknie.
Jest to możliwe między innymi dlatego, że system elektroniczny chroni solidna obudowa zamykana na metalową śrubkę. Byłam zaskoczona takim rozwiązaniem. Początkowo, wydawało mi się to niepraktyczne. Co w przypadku, gdybym musiała szybko zmienić baterie gdzieś w górach? Czy śrubokręt miałabym nosić ze sobą w plecaku? Nie dosyć, że byłby to dodatkowy ciężar, to zazwyczaj w takich sytuacjach nie można takich gadżetów znaleźć, bo akurat przepadną gdzieś głęboko w plecaku. Nie doceniłam firmy Princeton Tec. Otóż, okazało się, że sprzączka od paska jest specjalnie wyprofilowana w ten sposób, by można nią było śrubkę odkręcić. Wyższość tego patentu potwierdzam, szczególnie porównując go do systemu innej czołówki, znanej na rynku polskim firmy, którą gdy biorę nieostrożnie do ręki, to rozpada się prawie za każdym razem, a baterie wypadają.
Jedynie nad czym ubolewam, to włącznik, który - podobnie jak całą czołówkę - można nazwać solidnym, jednak wiąże się to z tym, że wymaga dość sporej siły, by go włączyć. Obsługa w rękawiczkach jest praktycznie niemożliwa. Jest obniżony w stosunku do reszty obudowy i trzeba się nieźle namęczyć, by wdusić go jeszcze niżej. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że jest to działanie celowe, by nie dopuścić do przypadkowego włączenia latarki podczas przenoszenia w plecaku i przeciwdziałać wyczerpaniu baterii, co jest zmorą wielu właścicieli czołówek. Mnie jednak przy włączaniu Eosa bolą palce.
Mogłabym się także przyczepić do jej wagi. Jest faktycznie dość ciężka, jak na standardy czołówkowe. Waży aż 105 g z bateriami i nie ma co ukrywać, jest to najcięższa czołówka, jaką miałam okazję używać (no może moja pierwsza czołówka sprzed 15 lat ważyła więcej). Jest to jednak też jedna z najporządniejszych czołówek. Wydaje mi się, że jest to cena za użyte solidne materiały i zaawansowany system świecenia.
Generalnie ta amerykańska czołówka (również jej wcześniejsze wersje) zbiera dobre opinie wśród użytkowników. Dziwi więc, że nie jest wcale tak łatwo w Polsce dostępna. W sklepach outdoorowych dominują bowiem modele bardziej znanych marek, jak Petzl czy Black Diamond. Gdy przeglądałam dział „latarki czołowe” na Ceneria.pl, Eosa znalazłam w drugiej połowie stawki - na 12 stronie z 21 możliwych i w dodatku był dostępny tylko w dwóch sklepach. Myślę jednak, że warto się zainteresować tą firmą, tym bardziej że w Stanach Zjednoczonych to bardzo słynna marka, a i polscy bardziej uświadomieni użytkownicy nieraz sprowadzali jej produkty prosto z USA.
Jest dobrym rozwiązaniem na rower ze względu na moc światła (może oświetlać teren przed nami nawet do 54 m). Z tych samych powodów można ten model rozważyć jako czołówkę do biegania, szczególnie w przypadku zawodów na długich dystansach, gdy potrzebujemy światła przez wiele godzin. Eos zagwarantuje nam źródło światła, jednak jak na moją delikatną głowę, jest jednak zbyt duży. Wiem jednak od innych użytkowników płci męskiej, że dla panów wielkość Eosa nie stanowi problemu. Ja jednak zdaję sobie sprawę, że nie jest to typowa czołówka biegowa i na głowie nie tkwi zbyt stabilnie podczas takiej formy ruchu. Używam Eosa głównie w górach, mimo że czasami cierpię z powodu jego wagi. W warunkach jesienno-zimowych, gdy ciemności zbyt szybko zapadają, jest idealny. Światło ma na tyle mocne, że można z nim wędrować, nie zastanawiając się za mocno nad szlakiem – ścieżka jest widoczna daleko przed nami. Poza tym baterie wytrzymają wiele godzin, a nawet dni. Z tego powodu polecałabym tę czołówkę także na długie wyprawy i w wysokie góry.
Więcej informacji o latarkach marki Princeton Tec znajdziecie na stronie: http://princetontec.eu/
Kamila Gruszka
Ceneria.pl
Więcej recenzji sprzętu na www.ceneria.pl

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami różnorakimi, ale najczęściej związanymi z byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Lubimy rower, góry i nocowanie pod namiotem, ale nie tylko. Mamy nadzieję, że znajdą tu wiele inspiracji wszyscy, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.
Alpe Adria to według wielu najpiękniejszy szlak rowerowy w Europie. Nominalnie 411 km jazdy przez Alpy nad Adriatyk.
Dwudniowa wycieczka do Berlina jako odskocznia od obżarstwa świątecznego u rodziny? Bardzo dobry pomysł! Tylko 4 godziny drogi autostradą i meldujemy się w stolicy Niemiec.
Muranska Planina to nasze najnowsze odkrycie na Słowacji. Góry tutaj przypominają nieco polską Jurę z wapiennymi skałkami, tylko skala jest zdecydowanie większa!
Zamiast pędzić do przodu, ledwie rzucając okiem na kolejne atrakcje na trasie, można zatrzymać się na dłużej i wycisnąć, ile się da z miejsca, w którym się jest, przemierzając okolicę pieszo. Polecam takie rozwiązanie!
Blisko przyrody możemy poczuć się na wyspie Viðey, położonej zaledwie ok. 1 km na północ od Reykjaviku. Z przystani Skarfabakka płynie się tam promem dosłownie kilka minut
