Gdy wróciliśmy do domu z naszej 3-tygodniowej samochodowej wyprawy do Finlandii, na liczniku mieliśmy ponad 7 tys. km. Do tego trzeba by było doliczyć kilometry, które przemierzyliśmy pieszo i na rowerze. Wyjazd ten był dla nas sprawdzianem samowystarczalności z dala od cywilizacji. Włóczyliśmy się po parkach narodowych Finlandii, rozbijając namiot w miejscach specjalnie do tego przygotowanych z zapewnionym drewnem na ognisko, siekierą, kijami na kiełbaski, rusztem na postawienie garnka, stolikami, ławkami do siedzenia i sławojką zasypywaną specjalną mieszanką trocin (żeby nie śmierdziało i muchy nie latały). Do pełni szczęścia brakowało tylko prysznica z ciepłą wodą – nie narzekaliśmy jednak zbytnio, bo jezior naokoło było pod dostatkiem, a i prysznic solarny od jakiegoś czasu towarzyszy nam na wyjazdach, jako niezbędny ich element.
Tylko raz zdecydowaliśmy się na nocleg na polu namiotowym. W Finlandii, podobnie jak w całej Skandynawii, obowiązuje „prawo dostępu”, można więc rozbijać się niemal wszędzie (jedynie w parkach narodowych obowiązują pewne ograniczenia).
Całe jedzenie wieźliśmy ze sobą. Ryż, makaron, mięso w słoikach przygotowane przez moją mamę, warzywa w puszkach, chleb o przedłużonej trwałości, konserwy z wędliną – do sklepu w Finlandii nie zajrzeliśmy ani razu (chętnie byśmy to zrobili, ale chcieliśmy uniknąć szoku cenowego). Nawet stacje paliw w Finlandii są głównie samoobsługowe, a na drogach spotyka się niewiele samochodów – w Laponii częściej natkniemy się na renifery spacerujące po asfalcie. Cudowny odpoczynek na łonie natury, z dala od zmartwień współczesnego świata.
Finowie uchodzą za milczków, mieszkających w oddalonych od siebie domach, otoczonych lasami. My spotykaliśmy na szlakach jedynie gadatliwych przedstawicieli tego narodu, którzy sami zaczynali z nami rozmowę. Być może latem stają się nadaktywni, wykorzystując światło do spędzania czasu na świeżym powietrzu. Zimą zapadają u nich ciemności – na północy na wiele tygodni. Za to w czasie kiedy my byliśmy w Finlandii, jasno było jeszcze o 24.00.
Finlandia będzie nam się kojarzyć z lasami, jeziorami, rzekami, wędkowaniem, reniferami oraz przepięknymi widokami ze wzgórza Koli, które można było w nieskończoność uwieczniać jako pocztówkowe wizerunki krajobrazu fińskiego. Dla dzieci wyjazd ten stał jednak pod znakiem wizyty u Świętego Mikołaja. W swoim biurze w Rovaniemi przyjmuje gości przez cały rok – bezpłatnie, choć większość rodziców zostawia tam lekką ręką ok. 100 Euro: na prezent dla dzieci i zdjęcia, za które Mikołaj słono każe sobie zapłacić. Ale samo przejście przez korytarze jego rezydencji nawet na dorosłych robi wrażenie: mechanizm zegara, pomost lodowy, który zaraz się stopi, krasnoludki, które witają przybywających – można mieć wrażenie, jakbyśmy przenieśli się w świat baśni.
U Świętego Mikołaja byliśmy latem, ale przekroczenie koła podbiegunowego wiązało się z tym, że dopadły nas temperatury zdecydowanie nie letnie. Przydały się kurtki, czapki i rękawiczki, a po pewnej nocy odkryliśmy na roślinach dookoła namiotu szron. Mimo to daliśmy radę, a najbardziej cieszymy się z tego, że dzieci wróciły z wyjazdu zadowolone i miejmy nadzieję, że nadal będą chciały z nami jeździć, mimo że czasem fundowaliśmy im mycie pod gołym niebem przy 10 st. C.
Wpis pierwotnie ukazał się na moim blogu w serwisie GORYonline.com 4 września 2012 roku.
(kg)

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami różnorakimi, ale najczęściej związanymi z byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Lubimy rower, góry i nocowanie pod namiotem, ale nie tylko. Mamy nadzieję, że znajdą tu wiele inspiracji wszyscy, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.
Alpe Adria to według wielu najpiękniejszy szlak rowerowy w Europie. Nominalnie 411 km jazdy przez Alpy nad Adriatyk.
Dwudniowa wycieczka do Berlina jako odskocznia od obżarstwa świątecznego u rodziny? Bardzo dobry pomysł! Tylko 4 godziny drogi autostradą i meldujemy się w stolicy Niemiec.
Muranska Planina to nasze najnowsze odkrycie na Słowacji. Góry tutaj przypominają nieco polską Jurę z wapiennymi skałkami, tylko skala jest zdecydowanie większa!
Zamiast pędzić do przodu, ledwie rzucając okiem na kolejne atrakcje na trasie, można zatrzymać się na dłużej i wycisnąć, ile się da z miejsca, w którym się jest, przemierzając okolicę pieszo. Polecam takie rozwiązanie!
Blisko przyrody możemy poczuć się na wyspie Viðey, położonej zaledwie ok. 1 km na północ od Reykjaviku. Z przystani Skarfabakka płynie się tam promem dosłownie kilka minut
