GRUZJA: mini przewodnik po najważniejszych miejscach

Ponieważ często wracam do Gruzji jako pilot wycieczek, otrzymuję zapytania o to, co warto zobaczyć w Gruzji, jak ułożyć sobie trasę zwiedzania po tym kraju, które miejsca warto odwiedzić. Żeby nie udzielać ciągle tych samych odpowiedzi, postanowiłam sporządzićmini przewodnik po największych atrakcjach Gruzji, podpowiadając, których miejsc nie można pominąć.

 

Przedstawiam Wam zatem Gruzję - według legendy najpiękniejszy kraj na świecie.

Tbilisi

W czasach, gdy stolicą Gruzji była jeszcze Mccheta (był to V w n.e.) w okolicach dzisiejszego Tbilisi polował w lasach król Wachtang Gorgasali, którego przydomek oznaczał wilka. Ponoć nosił hełm w kształcie wilczego łba. Zapędził się za bażantem, którego postrzelił. Ptak wpadł do wody i ugotował się. Inna wersja wspomina o postrzelonym jeleniu, który uciekając wskoczył do źródła i uniknął śmierci, bo rana zabliźniła się i mógł biec dalej. Obojętne, jaka wersja jest prawdziwa, jedno jest pewne, król postanowił wybudować tutaj miasto. Nazwa „tbili” to „ciepły”, czyli po naszemu Tbilisi to „Cieplice”. W Tbilisi niedaleko kościoła Metechi z pomnikiem Wachtanga Gorgasali wznoszącym się wysoko ponad uliczkami starówki na lewym brzegu rzeki Kury do dzisiaj znajdują się czynne łaźnie, licznie odwiedzane przez miejscowych. Te łaźnie są powodem, dla którego na pewno jeszcze raz muszę kiedyś do Tbilisi zawitać – nigdy ich jeszcze nie odwiedziłam w środku!

Zwiedzanie Tbilisi zaczynam zazwyczaj od ulicy Rustaweli.

Aleja Rustawelego to reprezentacyjna ulica miasta o długości 1,5 km, przy której znajdziemy markowe zachodnie sklepy, znakomite teatry, nowoczesne muzea, szykowne galerie, modne kafejki. Wytyczona została, gdy Rosja zaczęła opanowywać Zakaukazie i Tbilisi stanowiło siedzibę namiestnika Kaukazu. Większość budowli powstała w stylu klasycyzmu rosyjskiego, czyli są to duże, monumentalne gmachy, w odróżnieniu od typowo gruzińskiego budownictwa mieszkalnego, które odnajdziemy w zaułkach Starówki.
Znajdziecie tutaj:
- Opera im. Zakarii Paliaszwilego o ciekawej architekturze w stylu mauretańskim z r. 1896 r..
- Teatr im. Szoty Rustawelego z k. XIX w., odrestaurowany na początku XXI w. za pieniądze Bidziny Iwaniszwilego, miliardera, którego majątek jest równy połowie PKB Gruzji.
- Hotel Tbilisi, obecnie Marriot. Najczęściej wspominany w relacjach reportażystów hotel w Tbilisi, w którym zamieszkiwali dziennikarze. Mieli blisko do najważniejszych wydarzeń, które działy się na ulicy Rustawelego w pobliżu Parlamentu. Musimy bowiem pamiętać, że na ulicy Rustawelego toczyła się historia najnowsza Gruzji. Ulica była świadkiem wielu demonstracji: 1956 r. - obrona Soso, przecież ich Stalin nie jest zbrodniarzem, 1978 r. - demonstracja w obronie j. gruzińskiego (zapis w konstytucji jakoby przestał być urzędowym),
1988 r. - pieriestrojka i krwawe stłumienie demonstracji przez specnaz, 1991-92 - wojna domowa między opozycją a Gamsachurdią, 2003 r. - rewolucja róż, 2007 r. - żądanie odejścia Saakaszwilego.
- Galeria Narodowa (Malarstwa), budynek z k. XIX w., odnowiony w 2011 r., znajdują się tam obrazy gruzińskich artystów, z których najbardziej znany jest Pirosmani (1862-1918); o tym malarzu chyba napiszę osobny artykuł. Galeria posiada dużą kolekcję malarstwa współczesnego.
- Kościół Kaszweti, który w tym miejscu stał już u początków chrześcijaństwa, aczkolwiek bryła obecnego pochodzi z początku XX w. Związana jest z nim legenda. Nauczał w okolicy nowej wiary św. Dawid. Nie podobało się to wielu osobom i dlatego oskarżono go o związek z miejscową dziewczyną. Ponoć św. Dawid miał powiedzieć, że jeśli to prawda, to dziewczyna urodzi dziecko, jeśli nie – kamień. Tak się też stało. A na pamiątkę tego wydarzenia wybudowano kościół, który nosi nazwę Kaszweti - „rodząca kamień”.
- Gimnazjum, czyli pierwsza szkoła w Tbilisi, a być może nawet w Gruzji.
- Budynek Parlamentu, wzniesiony przez władze radzieckie w l. 1938-1953 (tak naprawdę są to dwa budynki, wybudowane jeden w l. 30, a drugi w l. 50.). To właśnie tutaj miały miejsce wszystkie najważniejsze wydarzenia najnowszej historii Gruzji, m.in. rewolucja, kiedy to po sfałszowanych wyborach domagano się ustąpienia Szewardnadzego. Ludzie z różami w rękach wdarli się do parlamentu i zablokowali obrady. W wyniku tych wydarzeń do władzy doszedł Michaił Saakaszwili. Obecnie parlament gruziński mieści się w Kutaisi (od maja 2012 r.).
- Pałac Namiestnikowski - urzędował w nim Michaił Woroncow, namiestnik Kaukazu. W XIX wieku Gruzja dostała się pod protektorat Rosji. Widzieli w tym Gruzini nadzieję na pomoc i wspólną politykę przeciwko najazdom muzułmanów z południa. Rosja to jednak inaczej oceniała – potraktowała Gruzję jako kolonię, co wiązało się z intensywną rusyfikacją. W tym czasie Tbilisi stanowiło centrum administracyjne całego Zakaukazia, siedzibą namiestnika było w l. 1845-1917 r. Sam budynek powstał w 1818 r. w stylu klasycyzmu rosyjskiego, jak większość budynków przy tej ulicy. Górecki pisze, że Michaił Woroncow, namiestnik Kaukazu, urządzał w nim bale, na które spraszane były elity kaukaskie. Taki podstęp, by osłabić elitę gruzińską, a Gruzini o charakterze „zastaw się, a postaw się” dali się wciągnąć w tę zabawę. Nie stać ich było na stroje, prezenty, pojazdy, rewanżowe bale, więc wyprzedawali majątki, które przejmowali Rosjanie. Obecnie budynek pełni funkcję Pałacu Młodzieży (dawniej pionierów).
- Gruzińskie Muzeum Narodowe, warto je odwiedzić ze względu na skarbiec, gdzie przechowywane są wyroby ze złota, różne klejnoty dekorowane kamieniami szlachetnymi pochodzące jeszcze z czasów starożytnej Kolchidy.

Na końcu ulicy Rustawelego znajduje się Plac Wolności (dawna nazwa: Erewański). Jest to ogromne rondo, wcale nie przeznaczone dla pieszych, tylko dla samochodów. W czasach sowieckich plac nosił nazwę Lenina. Stał na nim posąg Lenina, usunięty w 1991 r. Obecnie na wysokiej kolumnie widzimy św. Jerzego (patrona Gruzji), walczącego ze smokiem. Trzeba pamiętać, że nazwa Gruzja (Georgia) pochodzi właśnie od imienia św. Jerzego, nie od Grzegorza, jak wiele osób kojarzy. Aczkolwiek jak pytam Gruzinów, jaki związek ma św. Jerzy z historią czy legendami dotyczącymi Gruzji, to nie potrafią mi odpowiedzieć. Budynki przy Placu Wolności to m.in. ratusz, oznaczony flagami (XIX w.) oraz hotel Mariott (budynek z 1915 r.).

Przejściem podziemnym przechodzimy na drugą stronę ulicy do Parku Puszkina, na terenie którego znajduje się pomnik Puszkina. Kierujemy się dalej ulicą Puszkina, upamiętniającą jego pobyt w Tbilisi (1829 r.). Przy ulicy widoczne są fragmenty murów, pochodzących z V w. (zniszczonych po aneksji Gruzji przez Rosję) oraz warto zwrócić uwagę na bar Warszawa, którego właścicielami są Polacy. Trzeba tu zajrzeć! Wyszukiwanie związków polsko-gruzińskich na terenie Gruzji to moje osobiste hobby :)

Po lewej mijamy Muzeum Sztuki Gruzji, otwarte w 1920 r. Wcześniej mieściło się tu seminarium duchowne, w którym uczył się Stalin (nie ukończył go, wyrzucony za działalność rewolucyjną). Najbardziej znany przechowywany w muzeum przedmiot to autentyczny krzyżyk królowej Tamary, historycznie poświadczony, że faktycznie do niej należał. Jest też ikona z Anczi (XII w.) - kościół Anczischati zobaczymy później, a także ikona w formie tryptyku (Tryptyk Chachulski). Jedna z ikon została wyciągnięta i sprzedana handlarzowi rosyjskiemu - do dzisiaj jej brakuje.

Skręcamy w ul. Barataszwilego, gdzie widoczne są charakterystyczne dla starego Tbilisi domy z balkonikami i arkadami. Od strony ulicy są odnowione, a wieczorem pięknie oświetlone. Gdybyśmy weszli głębiej w uliczki, zobaczymy bardziej zniszczone podwórka, co nie znaczy, że nie tak samo urokliwe. Widoczne od strony ulicy wysokie mury obronne, odnowione zostały w latach 70.

Dochodzimy do pomnika tańczących Gruzinów. W całym Tbilisi zobaczymy wiele takich radosnych pomników: pomnik tamady, figura latarnika, postaci muzykantów. Świadczą one o tym, że Gruzini to naród radosny, beztroski i lubiący się bawić. Do tego czasy największego kryzysu mający za sobą, jeśli stać ich na takie przedsięwzięcia. Wracając do pomnika „tańczącego” - tutaj musiałby nastąpić bardzo długi wywód na temat zwyczajów, obyczajów i charakteru narodowego. Zostawmy to na kiedy indziej.

Dochodząc do pomnika, widzimy w oddali na wzgórzach otaczających Tbilisi dwie budowle: nowo wybudowaną katedrę Cminda Sameba, która jest w stanie pomieścić 15 tys. wiernych oraz Pałac Prezydencki z charakterystyczną szklaną kopułą. Ta ostatnia to kontrowersyjna budowla, której pomysłodawcą był Saakaszwili. Wyrzucano mu, że była bardzo kosztowna. Dla mnie jest symbolem postępu, jaki się dokonał podczas mojej dziesięcioletniej nieobecności w Gruzji – był to głównie czas rządów Saakaszwilego. Gdy mówiłam Gruzinom, jak pozytywnie jestem zaskoczona zmianami, jakie zaszły w ich kraju, jak pięknie obecnie wygląda Tbilisi i jak dużo zawdzięczają Saakaszwilemu, sporo osób twierdziło: „Misza bardziej dbał o budynki niż o ludzi”.

Skręcamy w deptak przy ul. Szawtelego i dochodzimy do pokrzywionej Wieży Zegarowej. W tym miejscu zawsze zadaję towarzyszącym osobom pytanie: „Z którego wieku pochodzi ten budynek?” Otóż odpowiedź brzmi: z 2010 roku. To reklama pobliskiego teatru lalek, choć niezwykle urokliwa. Budowla wygląda jak sklecona z różnych przypadkowych elementów przekrzywiona wieża w Pizie. Gdy zegar wybija pełne godziny, uruchamiane są figurki lalek. W pobliżu mieści się też muzeum lalek.

Tuż obok widoczna jest Bazylika Anczischati. Mieści się w obniżeniu ulicy. Jest to najstarszy zachowany zabytek w Tbilisi, który nie ucierpiał w wyniku trzęsień ziemi i najazdów. Ufundowana została przez syna króla Wachtanga, pochodzi z VI w. Wchodzi się do niej przez dzwonnicę wybudowaną znacznie później, bo w XVII w. Mimo że najstarsza, nie jest to najważniejsza świątynia Tbilisi. Bardziej szanowana jest katedra Sioni, do której za chwilę dojdziemy. Widać tu więc trochę ogólne zaniedbanie. Nazwę zawdzięcza ikonie z XII w. przeniesionej tutaj z miejscowości Anczi (obecnie na terenie Turcji).

Dalej widać po lewej stronie siedzibę patriarchy gruzińskiego.

Poruszamy się teraz po odnowionym fragmencie starówki, która jednak trochę straciła przez to autentycznego klimatu. Po lewej stronie wypatrujmy kładki przerzuconej przez rzekę Kurę, zwanej Mostem Pokoju. Ta piesza kładka zaprojektowana została przez włoskiego architekta. Wszystkie elementy zostały wykonane we Włoszech i przewiezione 200 ciężarówkami do Tbilisi. Mówi się, że włoska robota w ogóle nie pasuje do gruzińskiego krajobrazu i przedsięwzięcie to uchodzi za mocno kontrowersyjne. Złośliwie most ten nazywa się „podpaską”. Gdy patrzy się na nią od strony starówki faktycznie jakoś dziwnie się prezentuje, ale gdy spojrzymy od góry z drugiej strony rzeki na widok starego miasta, okaże się, że założenie architektoniczne będzie bardziej zrozumiałe, jako połączenie nowego (Park Rilke, Pałac Prezydencki) ze starym (starówka).


Obojętnie jakie kto ma zdanie na ten temat, nie da się ukryć, że po zmroku zarówno most, jak i widoki z niego prezentują się wspaniale. A co widać w okolicy?

- Twierdza Narikała
Jeden z najstarszych zabytków Tbilisi (obok kościoła Anczischati, Metechi i Sioni). Wybudowana na wzgórzu Sololaki w VI wieku za panowania perskiego, choć obecne mury pochodzą z XVI-XVII w., niektóre fragmenty z VIII w. Można wjechać do niej kolejką lub dojść od strony meczetu i łaźni. Warto tu przyjechać wieczorem - zobaczymy przepiękne widoki. Twierdza dominuje nad miastem. Wielokrotnie była niszczona nie tylko przez najazdy, ale również przez trzęsienie ziemi w 1827 roku. W XIX wieku w budynkach stacjonował garnizon rosyjski, a cerkiew św. Michała była przeznaczona na prochownię. Wybuch prochu zniszczył ją. Odbudowa całego kompleksu to zbyt duże koszty, ale w latach 90. XX w. odrestaurowano cerkiew. Za znak uznano burzę z piorunami, która pewnego dnia rozpętała się nad Tbilisi.
W pobliżu znajduje się Ogród Botaniczny, umiejscowiony na terenie dawnych ogrodów królewskich.

- Pomnik Kartlis Deda (z 1958 r.)
Deda to Matka, Kartlia znaczy Gruzja. Podobne pomniki powstawały w innych kaukaskich czy radzieckich republikach. W Erewaniu zobaczymy Matkę Armenię. Ta gruzińska w jednej ręce trzyma miecz – na wrogów, w drugiej wino – dla przyjaciół. To symbol charakteru narodowego Gruzinów, którzy zawsze walczyli, nie tylko z wrogami zewnętrznymi, jednocześnie tak chętnie przyjmują gości, uznając ich pojawienie się jako znak od Boga.

- Plac Europy i Rilke Park
Umiejscowiony po drugiej stronie mostu. To przedsięwzięcie Saakaszwilego w pobliżu jego Pałacu Prezydenckiego. Znajduje się tu dolna stacja kolejki liniowej, uruchomionej ponownie w 2012 roku, kursującej na wzgórze Narikała. Warta zobaczenia wieczorem jest podświetlona tańcząca fontanna (od 20.00 – 23.00). Jest też plac zabaw, wielki fortepian, kino etc. Wielkie rury wydechowe to planowane centrum wystawiennicze.

- Mtacminda (wys. 727 m n.p.m.)
Odwróćmy wzrok od nowoczesnego parku i spójrzmy w przeciwną stronę. Zobaczymy wzgórze z wieżą telewizyjną, zwane Świętą Górą. Znajduje się tam Park Mtacminda, z tarasem widokowym, restauracją i parkiem rozrywki. Kursuje tam również kolejka (funikular), można także dojechać autobusem. Warto w połowie wzgórza odwiedzić Panteon Pisarzy i Osób Publicznych, gdzie pochowane są znane osobistości, czasami kontrowersyjne, m.in. pisarz Czawczawadze, matka Stalina i pierwszy prezydent niepodległej Gruzji – Zwiad Gamsachurdia.

- Dom Bidziny Iwaniszwili
Dojrzymy też zapewne nowoczesną budowlę z lądowiskami dla helikopterów na dachach. To dom wspomnianego już wcześniej biznesmena i polityka, człowieka, który przyczynił się do odsunięcia od władzy Saakaszwilego. Wcześniej nazywanego przez niego przyjacielem, którego hojnie wspierał w różnych przedsięwzięciach.

Wracamy na starówkę, bo czeka na nas katedra Sioni, najważniejszy obiekt sakralny w Tbilisi. Pierwotna świątynia wybudowana była w VI-VII wieku, jednak obecny obiekt to XIII w. Charakterystyczny jest kamienny ikonostas z XIX wieku oraz freski na ścianach, malowane przez Rosjanina. Przechowywany jest tu oryginał krzyża św. Nino. Św. Nino, patronka Gruzji, przyczyniła się do przyjęcia przez Gruzję chrześcijaństwa w 337 r. n.e. Według niektórych wersji ukazał jej się w śnie Chrystus i kazał ruszyć na Kaukaz. W trakcie drogi uplotła krzyżyk z gałązek winorośli i swojego pukla włosów – charakterystyczne ramiona krzyża skierowane są w dół.

Slalomem pokonujemy przejście przez deptak z najróżniejszymi restauracjami, które o 22.00 dopiero zaczynają żyć. Naszym celem jest kościół Metechi, jedna z najbardziej efektownych i rozpoznawalnych świątyń Tbilisi. Znajdujemy się mniej więcej w miejscu, które było centrum grodu, założonego przez Wachtanga po pamiętnym polowaniu. Pierwotnie znajdował się tu pałac królewski, który jednak nie dotrwał do naszych czasów. Obok zbudowano świątynię i klasztor. Obecne mury świątyni pochodzą z XIII wieku, w 2012 r. był odnawiany. Stoi tu też imponujący pomnik Wachtanga Gorgasalego, założyciela miasta (z 1967 r.). Kościół znajduje się na lewym brzegu Kury tuż przy moście Metechskim, jedynym w stolicy do XIX wieku. Ze wzgórza roztaczają się przepiękne widoki na łaźnie i starówkę.

Warto wykonać jeszcze ostatni wysiłek i dojść ulicą Botanikuri do meczetu (dalej droga prowadzi na wzgórze Narikała i do Ogrodu Botanicznego), który jest jedyną zachowaną świątynią muzułmańską w mieście. Dostępny dla turystów, trzeba tylko ściągnąć buty i nałożyć chustkę, by do niego wejść.

Mccheta

Mccheta to skrzyżowanie naszego Wawelu i Częstochowy, miejsce o największym znaczeniu duchowym i religijnym dla Gruzinów. Tu koronowano królów, chrzczono ich i chowano. Zanim stolica została przeniesiona do Tbilisi przez syna Wachtanga Gorgasali – Daczę I, to właśnie Mccheta była stolicą Gruzji, a dokładnie Iberii, czyli wschodniej Gruzji. Jest malowniczo położona u zbiegu rzek Kury i Aragwy. Leży zaledwie kilka kilometrów od Tbilisi. Już jadąc od przedmieść Tbilisi widać malowniczo położony na wzgórzu kościół Dżwari.

To właśnie tutaj Gruzja przyjęła chrześcijaństwo w 337 r n.e., jako drugie państwo na świecie po Armenii (ta w 301 r. n.e.). Związanych jest z tym wydarzeniem wiele legend. Stało się to mniej więcej tak:

Gruzińscy Żydzi pielgrzymujący do Ziemi Świętej byli świadkami męki pańskiej, a rabin Eliasz kupił chiton, który Jezus miał na sobie podczas męki. Po powrocie podarował go swojej siostrze Sydonii. Ta przycisnęła go do piersi i ze wzruszenia wyzionęła ducha. Pochowano ją razem z chitonem, który tak mocno ściskała. W tym miejscu wyrósł cedr.
Usłyszała o tym chrześcijanka Nino i postanowiła wyruszyć do dalekiego kraju (według niektórych wersji pochodziła z Kapadocji i jako niewolnica została sprzedana gruzińskiemu władcy, według innych przybyła z Jerozolimy i była krewną jerozolimskiego patriarchy). Według wersji z Jerozolimą ukazał jej się we śnie sam Chrystus i nakazał wyruszyć, by krzewić na tych ziemiach nową wiarę. Gdy Nino przybyła do Gruzji, na ziemiach tych panowała wywodząca się z Persji wiara zoroastrian, ale także wiara w lokalnych bożków, jak np. Dali, bogini lasów i bogatej kaukaskiej przyrody. Wszędzie ustawiano posągi z kamienia i drewna. Nino modliła się gorąco i wtedy Bóg zesłał z nieba grad o ziarnach wielkich jak dwie pięści, które starły w proch pogańskie figurki.

W tym czasie w Iberii panował król Mirian III z dynastii Chosroidów. Jego żona Nana zachorowała i nikt nie wiedział, jak jej pomóc. Dopiero Nino uzdrowiła ją, wzywając pomocy niebios. Wdzięczny król powiedział, że spełni jej każde życzenie. Nino chciała, by Gruzja przyjęła chrześcijaństwo. W obliczu cudu król się zgodził.

W Mcchecie są trzy najważniejsze kościoły, wszystkie związane ze św. Nino:
katedra Sweti Cchoweli – gdzie Nino usunęła cedr, którego nikt nie mógł ściąć (ten cedr od św. Sidonii, która w tym miejscu padła martwa)
kościół Samtawro – skromna świątynia, gdzie zwykła się modlić Nino, jest tam mała kapliczka z IV w., którą kazał w miejscu jej modlitw wystawić król Mirian, on sam jest tam pochowany wraz z królową.
kościół Dżwari – świątynia na wzgórzu, gdzie Nino postawiła krzyż symbolizujący chrześcijaństwo w Gruzji, skąd jest piękny widok na okolicę.
Wszystkie wpisane są na listę dziedzictwa kulturowego UNESCO.

Najważniejsza jest katedra Sweti Cchoweli. Pierwotna świątynia była drewniana. Za czasów Wachtanga Gorgasalego w V w. n.e. wybudowano kamienny kościół, który postanowiono zastąpić okazałą katedrą w XI wieku. Zatrudniono zdolnego architekta Arsakidze, któremu na koniec ucięto rękę, żeby piękniejszej świątyni nie mógł już wznieść. Na jednej ze ścian zewnętrznych faktycznie widać relief z dłonią z przyrządami kreślarskimi, ale duchowni tłumaczą, że nie jest to wcale ręka architekta tylko symbol Opatrzności Bożej.
Według wersji literackiej pisarza Konstantyna Gamsachurdii, architekt zapałał odwzajemnioną miłością do córki z książęcego rodu Szoreny, o którą zabiegał także król Giorgi I. Szorenę zamknięto w klasztorze, a architektowi ucięto rękę.

Świątynia wielokrotnie była niszczona przez wrogie najazdy. By ją jak najlepiej zabezpieczyć, otoczono ją murami obronnymi, które wyglądają naprawdę imponująco. Pierwotnie była ozdobiona freskami. Zostały zamalowane przez Rosjan w ramach odnawiania świątyni przed wizytą cara Mikołaja w Gruzji. Nigdy jednak nie przyjechał, a freski tylko częściowo udało się odzyskać.

Zwiedzając ją, warto zwrócić uwagę na to, w jaki sposób Gruzini autentycznie okazują swoją wiarę i religijność. Religia jest bardzo żywa w ich życiu, nawet młodych osób. I to widać tam na miejscu.

Gori

Samo miasto nie jest może byt ciekawe ani klimatyczne, ale przyciąga wielu turystów tym, że urodził się tutaj Stalin i od 1937 roku istnieje tutaj Muzeum Stalina. Oprócz magistratu jest to najokazalszy budynek w mieście. Jako muzeum jest jednym z droższych w Gruzji – w większości za wstęp płaci się 3 lari, a w tym muzeum 15!!! Z jednej więc strony atrakcja turystyczna, na której nieźle można zarobić, z drugiej kult Stalina, który czuć w tym muzeum, gdy oprowadza nas po nim przewodniczka. Ale nie jest to kult dyktatora, tylko raczej krajana, wielkiego człowieka, który wyrósł z narodu gruzińskiego. Który też rządził twardą ręką, ale z kolei umiał trzymać w ryzach naród, czy cały Związek Radziecki.

Do Muzeum Stalina biegnie droga, która nazywa się ulicą Stalina, przed Magistratem znajduje się Plac Stalina. Jeszcze do niedawna stał tu pomnik Stalina. Pamiętam go z pierwszych moich pobytów w Gruzji. Chciano go usunąć w ’56 roku, po tym jak w Rosji potępiono politykę okresu stalinowskiego, ale mieszkańcy przyszli bronić pomnika, sprawowali warty i go ocalili. Podobna sytuacja miała miejsce w ’88 roku za Gorbaczowa i pieriestrojki. Również wtedy pomnik został na miejscu. Ale pomnika pod magistratem na placu Stalina obecnie nie ma. Usunięto go po cichu, w nocy w 2010 roku na zlecenie prezydenta Saakaszwilego. Oficjalnie twierdzi się, że po to, by przenieść w inne miejsce, pod Muzeum Stalina - na razie jeszcze tam nie stanął. Ponoć obecnie są starania, by wrócił na główny plac w Gori (w opozycji do działań Saakaszwilego czynił je Bidzina Iwaniszwili).

Przed budynkiem muzeum znajduje się mały domek z bielonymi ścianami, zadaszony arkadami w stylu „stalinowskiego empire”, naśladującymi klasyczną architekturę. To dom małego Stalina, a dokładnie wynajmowany przez jego ojca, w którym mieszkała rodzina Stalina w jednym z pokoi. W środku znajdziemy: łóżko, stolik, taborety, dzbanek, lustro, samowar, szafka. W piwnicy ojciec Stalina miał swój warsztat szewski. Ponoć ojciec Stalina, Wissarion Dżugaszwili, nie był najlepszym z ojców, raczej takim nadużywającym alkoholu.

Takich domków naokoło było więcej, wokoło rozciągała się cała biedna dzielnica, a jej pozostałości możemy zobaczyć za muzeum, na tyłach. Musimy sobie uświadomić, że na potrzeby stworzenia muzeum w tym miejscu pół dzielnicy wyburzono. I do końca nie ustalono wersji, czy ten domek, który zwiedzamy, to jest prawdziwy dom Stalina, czy nie.

Zwiedzanie właściwego muzeum to przejście przez poszczególne etapy życia Stalina. Możemy zobaczyć jego świadectwa szkolne, wiersze, które pisał (zazwyczaj coś o zachodzącym słońcu, tudzież wschodzącym księżycu). Nie można pominąć sali z darami z różnych stron świata z okazji rocznicy 70. urodzin Stalina (są też polskie akcenty), wyposażenia gabinetu Stalina, sali z pośmiertną maską Stalina (takie mini mauzoleum, gdzie panuje półmrok i trzeba się zachować jak w grobowcu). Raczej nie zostaniemy zaprowadzeni przez przewodniczkę do salki, która dokumentuje mniej wzniosłe aspekty rządów Stalina. Powstała za sprawą nowego dyrektora i pokazuje salę przesłuchań, ale trzeba ją samodzielnie znaleźć (po prawej stronie od schodów).

Jest jeszcze wagon, którym podróżował Stalin, który panicznie bał się latania samolotem. M.in. wybrał się nim na konferencję w Jałcie i do Teheranu. Używał go od 1941 roku, wcześniej stanowił własność rodziny carskiej. Został przekazany muzeum w 1985 r. Opancerzony i klimatyzowany wagon jest bardzo komfortowo urządzony. Jest i sypialnia, i sala konferencyjna, kuchnia, miejsce dla ochroniarzy i usługujących.

Będąc w Gori warto także wejść na twierdzę Goriscyche. Twierdza w Gori istniała tu od zawsze, czyli niemal od założenia tutaj osiedla ludzkiego. Początkowo nazywano to miejsce Tontiod, czyli z greckiego Złota Góra. Wiem, że jest to nie tylko historyczne nazwanie, ale żywe wśród mieszkańców Gori, bo moi znajomi współpracują z rządową organizacją na rzecz krzewienia turystyki i alpinizmu wśród młodych ludzi o nazwie Tontio.
Twierdza była potężna i długi czas uchodziła za niezdobytą. Do potocznego języka weszło powiedzenie: Oto twierdza Gori - jako coś niezdobytego i niepokonanego. Padła dopiero za czasów tureckich. Obecna pochodzi z XIII wieku, w 1920 r. zniszczyło ją trzęsienie ziemi, w l. 40. osunięcie ziemi. Dla archeologów było to wielkie szczęście, bo odkryto znaleziska z czasów antycznych.

Koło twierdzy znajduje się pomnik wojny gruzińsko-rosyjskiej z 2008 r. To rycerze bez rąk i innych części ciała.

Upliscyche

W pobliżu Gori znajduje się Upliscyche, skalne miasto składające się z różnego rodzaju pomieszczeń wydrążonych w skale piaskowcowej. Znajdziemy tu i salę zwaną tronową, bibliotekę, teatr, aptekę. Można dojrzeć resztki łuków, kolumn. Zostało wykute rękoma starożytnych niewolników i średniowiecznych chłopów.
Wszelkie skalne miasta są efektowne, ale w przypadku Upliscyche trzeba sobie uświadomić, że jego początki sięgają aż II tysiąclecia przed naszą erą, a samo miasto mogło pomieścić do 20 tys. osób. Uważa się, że w dawnych czasach pełniło funkcję stolicy. Nazwę dosłownie tłumaczy się jako „twierdzę władcy”. Jej znaczenie spadło na rzecz Mcchety i Tbilisi, gdy tam przeniesiono stolice kraju. Dodatkowo zniszczyło je trzęsienie ziemi i najazd Tamerlana. W XIX w. po dawnej świetności nie pozostało śladu, bo większość jaskiń została przykryta ziemią. Dopiero w latach 50. XX wieku zaczęto przeprowadzać prace renowacyjne mające za zadanie przywrócić miastu dawną świetność. Współcześnie to miejsce boryka się jeszcze z problemem wietrzenia i niektóre skały pod wpływem warunków zewnętrznych zwyczajnie rozpadają się.


Obecnie jest tu nowoczesne zaplecze, kawiarnia, toalety, choć ja pamiętam czasy, gdy miasto po prostu stało w polu, a w pobliżu pasły się krowy. Zresztą jaskinie były wykorzystywane jako miejsce schronienia dla pasterzy czy okolicznych mieszkańców. Obecnie jest w toku kwestia wpisania tego kompleksu na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Podążamy ścieżką, która następnie odbija w prawo w górę i wznosi się coraz wyżej, mijając po drodze poszczególne komnaty. Warto do nich zajrzeć, bo naprawdę można odnaleźć niezwykle dekoracyjne elementy. W pewnym momencie dojdziemy do skarpy, która stromo opada w dół - w dole będzie widoczna rzeka (Kura). W dole zobaczymy fundamenty nowszych zabudowań.


Z daleka najwyższa skała wznosząca się nad skarpą wygląda jak twarz (widać haczykowaty nos) - zwana jest „twarzą Apacza”. Cerkiew widoczna na wzgórzu pochodzi z XII wieku. W pobliżu znajduje się kilka jeszcze bardzo ciekawych komnat, m.in. największa z komnat w kompleksie.


Droga powrotna wiedzie początkowo drogą wejściową, ale potem trzeba trzymać się barierek maksymalnie po prawej, z napisami exit. Da to możliwość pokonania tunelu, który prowadził do rzeki Mtkwari i dawał dostęp do wody oraz stanowił drogę ewakuacji dla mieszkańców.

Gruzińska Droga Wojenna

Przejazd Gruzińską Drogą Wojenną to jedna z moich ulubionych wycieczek w Gruzji, choćby ze względu na piękne widoki. Nazwano tak szlak łączący Kaukaz Północny z Południowym, prowadzący z Tbilisi do Władykawkazu, czyli stolicy Osetii Północnej, która obecnie wchodzi w skład Rosji. Dojedziemy nią do granicy gruzińsko-rosyjskiej dzielącej Wysoki Kaukaz na pół, prowadząca jego grzbietami.

Długość Gruzińskiej Drogi Wojennej to 208 km, jednak turyści zazwyczaj przebywają jedynie 130-kilometrowy odcinek z Tbilisi do Kazbegi.

W czasie aneksji rosyjskiej toczyły się tu bardzo krwawe walki. Wąwóz Darialski na północy stanowił jedyne miejsce, którędy obce wojska mogły w ogóle przekroczyć Kaukaz Wysoki. Z jednej więc strony droga ta stanowiła łatwy dostęp do Kaukazu Południowego, z drugiej bardzo łatwo było bronić tego przejścia. Wystarczyło ustawić garstkę wojów na zboczach nad wąwozem i razić tych, którzy próbowali się tamtędy przedostać. Na trasie postawiono w dawnych czasach system wież sygnalizacyjnych, które mogły nadawać sygnały świetlne lub dymne i ostrzegać przed nadciągającym wrogiem. Ich pozostałości są widoczne na trasie. Niestety Rosjanom udało się pokonać opór dzielnych Gruzinów.

Do niedawna przejazd tą drogą trwał pół dnia, a stan nawierzchni był w fatalny. Miałam okazję jechać tą trasą w 2003 roku, tuż przed wyborami parlamentarnymi za czasów Szewardnadzego, które ostatecznie uznano za sfałszowane, w wyniku czego doszło do rewolucji róż i do władzy doszedł Michaił Saakaszwili. I już rok później zamiast 6 godzin, do Kazbegi dojeżdżało się w trzy, a to za sprawą świeżo położonego asfaltu. Wystarczyło kilka miesięcy od wyborów i już było widać zmiany, jakie zaszły za rządów nowego prezydenta.
Trasa jest jednak trudna w utrzymaniu ze względu na duże wysokości, teren i schodzące lawiny śnieżne i błotne.

Po drodze mijamy:

- twierdza Ananuri, czyli jedno z bardziej malowniczych miejsc na drodze wojennej. Twierdza na tle wzgórz, położona nad błękitnymi wodami zalewu to widok klasyczny i pocztówkowy. Obok kościoła Cminda Sameba na tle ośnieżonych szczytów Kaukazu Wielkiego to chyba najczęściej fotografowany obiekt. Została wybudowana w celu obrony Mcchety i Tbilisi przed najazdami wrogich wojsk, które podążały Gruzińską Drogą Wojenną w kierunku stolicy. Powstała w XII wieku, potem była dalej rozbudowywana i obecny kształt to XVII w. Informacje historyczne, które mamy o tej twierdzy wspominają, że należała do lokalnego rodu książąt kaukaskich Aragwi, którzy zostali napadnięci przez sąsiadów i wycięci w pień. Do dzisiaj zachowały się mury twierdzy górnej wraz z cerkwią, zamek dolny ocalał szczątkowo.
Pierwotnie wybudowana była nad rzeką Aragwą, obecnie znajduje się nad zbiornikiem Żinwali. Twierdzy groziło zalanie podczas budowy zapory nad rzeką Aragwą w czasach sowieckich. Zaporę wybudowano, jednak na szczęście zrezygnowano z pierwotnego pomysłu utrzymania wyższego stanu wody. Przyczyniły się do tego masowe protesty Gruzinów.
W ostatnim czasie twierdza była restaurowana i udostępniona zwiedzającym. Największe wrażenie robi widok z mostu na Aragwie.

- Gudauri, narciarski kurort, już ok. 120 km od Tbilisi, gdzie długo utrzymuje się gruba pokrywa śnieżna i panują doskonałe warunki do jeżdżenia na nartach jeszcze w maju. Samo miasteczko raczej jednak nie ma klimatu alpejskich wiosek. Składa się głównie z hoteli i restauracji, ewentualnie z kwater prywatnych. Część zabudowań powstała jeszcze w czasach sowieckich w latach 80., gdy postanowiono tutaj stworzyć ośrodek sportów zimowych. Obecnie jest tu ok. 20 km tras. Popularny jest heliskiing, czyli transport narciarzy w helikopterze, następnie wysadzanie ich w terenach poza trasami, skąd zjeżdżają w dziewiczym śniegu. Jest kilka firm, które to na miejscu organizują.

- pomnik przyjaźni polsko-gruzińskiej, platforma widokowa postawiona w 200-rocznicę podpisania traktatu pomocowego między Rosją a Gruzją (1983 r.). W rzeczywistości oznaczało to aneksję Gruzji. Gruzini ironicznie zwracają uwagę, że na fresku wewnątrz oni na rękach niosą chleb, symbolizujący przyjaźń, a Rosjanie mierzą do nich z karabinów.

- mineralne nacieki, które tworzą się poprzez wypłukiwanie minerałów ze skał. Najlepsze miejsce na zakupienie czap kaukaskich i innych regionalnych pamiątek. Tylko w tym miejscu widziałam taki ich wybór.

- Przełęcz Krzyżowa (Krestowa, Dżwari), najwyższy punkt na trasie, gdzie czuć już naprawdę wysokość. To 2379 m n.p.m. Nazwa wzięła się od krzyża ustawionego na górze z nakazu Dawida IV Budowniczego. Obecny pochodzi z 1824 r. i został w tym miejscu zainstalowany przez Rosjan.

Kazbegi (Stepancminda)

Dalej zjeżdża się w dół do najbardziej znanej na trasie miejscowości i chyba najczęściej odwiedzanej - Kazbegi. Oficjalna obecna nazwa to Stepancminda. Przywrócono ją w 2006 roku, ale szczerze powiedziawszy częściej słyszy się tę pierwszą, przynajmniej wśród turystów, którym jest ją łatwiej wymówić. Stepancminda to w tłumaczeniu Święty Szczepan – chodzi o mnicha, który w okolicy miał swoją pustelnię. Z kolei Kazbegi pochodzi od nazwiska urzędnika carskiego, który sprawował pieczę nad przeprawą przez Wąwóz Darialski i pobierał za to opłaty. Był wiernym poddanym cara i wsławił się tym, że nie chciał wydać powstańcom żołnierzy rosyjskich. W uznaniu zasług nazwano miejscowość jego nazwiskiem. Wnukiem owego urzędnika był pisarz Aleksander Kazbegi i często błędnie uważa się, że to właśnie od niego pochodzi nazwa wioski. W Kazbegi znajduje się muzeum poety, z poświęconymi jemu pamiątkami oraz małą ekspozycją regionalną. Mieści się w jego domu rodzinnym, obok znajduje się kościół i groby rodziców oraz jego samego. Jego pomnik zobaczymy na głównym placu miasta.
W mieście funkcjonuje także Muzeum Alpinizmu, gdzie odnajdziemy stare zdjęcia zdobywców Kazbeka oraz sprzęty używane kiedyś.

Cminda Sameba (czyli kościół Świętej Trójcy)

Nad miasteczkiem widoczny po lewej stronie jest bardzo malowniczy kościółek, przy sprzyjającej pogodzie na tle szczytu Kazbek. To ten sam kościół, który widnieje niemal na wszystkich okładkach przewodników, symbol Gruzji. Usytuowany jest na wysokości 2170 m n.p.m. Wybudowany był w XIV wieku. Otoczony jest kamiennym murem i dawniej mieścił się tu monastyr. Do niedawna jeszcze nieczynny, obecnie chętnie odwiedzany przez turystów i miejscowych. Odbywają się tam nabożeństwa i urzędują duchowni. W 1988 r. władze sowieckie wybudowały prowadzącą na górę kolejkę, ale Gruzini zniszczyli ją, bo uznali za profanację ich świętego miejsca. Można zobaczyć w pobliżu jej pozostałości.

Można do kościółka dojść od Kazbegi, kierując się do wsi Gergeti i dalej albo drogą dla samochodów (wyłącznie z napędem na 4 koła) lub stromymi ścieżkami. Droga zajmuje od 1,5 do 2 godzin w jedną stronę, zależy, jaki wariant obierzemy. Lepszą opcją jest wjazd wynajętym busem, co kosztuje ok. 10-12 lari za osobę w tę i z powrotem. Marszrutki czekają na górze zazwyczaj dając turystom ok. 40 minut na zwiedzenie monastyru i okolicy. Polecam tę ostatnią opcję. Trasa w górę jest mało ciekawa i wiedzie zalesioną ścieżką, zupełnie nie czuje się tam gór.

W okolicy znajduje się darmowe pole namiotowe, gdzie w drodze na Kazbek rozstawiają swoje namioty alpiniści. Tędy wiedzie szlak na Kazbek, gruz. nazwa to Mkinwarcweri, tłum. jako Lodowa Góra (5047 m n.p.m.). To wulkan, wcale nie wygasły (jak się powszechnie sądzi), bo widać od czasu do czasu wyziewy na jego zboczach, choć ostatni wybuch miał miejsce ok. 750 roku p.n.e. (o wspinaczce na Kazbek możecie przeczytać w innych moich relacjach nt. Gruzji).

Gweleti

 

10 minut jazdy samochodem i około 30 minut marszu dzieli od Kazbegi wodospad Gweleti. Samochodem trzeba się kierować w kierunku granicy do miejscowości o tej samej nazwie. Możemy podjechać jeszcze kawałek w górę, zbaczając z asfaltowej drogi w lewo aż w pobliże mostku, który po prawej stronie przekracza rzekę. Potem już tylko jesteśmy zdani na własne nogi. Marsz odbywa się wąską kamienistą ścieżką przez pola olbrzymiego barszczu Sosnowskiego. Ostatnie metry podejścia są dość strome i śliskie, bo z wodospadu opadają naokoło krople wody. Gorąco polecam tę wycieczkę! Jeśli nie skierujemy się mostem w prawo, dojdziemy główną drogą do innego wodospadu, ale już nie tak efektownego, droga też jest znacznie dłuższa.

Dawid Garedża

Do Dawid Garedża droga prowadzi przez Kachetię, jeden z najpiękniejszych rejonów kraju o łagodnym klimacie, gdzie wyjątkowe dobrze udają się uprawy winorośli i skąd pochodzi najlepsze wino. W pewnym momencie jednak sady i winnice się kończą, a zaczyna pustkowie i krajobraz półpustynny bez oznak życia. To właśnie taki teren na miejsce odosobnienia wybrali w VI w. pustelnicy: św. Dawid, jeden z braci syryjskich, który przybył nauczać na te ziemie, wraz z uczniami. Zamieszkali w grocie i wielbili boga. Żywili się mlekiem i serem od trzech oswojonych saren. Uczniowie kontynuowali dzieło mistrza i klasztor zaczął się rozrastać. W okresie świetności istniało tu kilkanaście niezależnych kompleksów. O potędze niech świadczy fakt, że podczas najazdu perskiego szacha Abbasa Wielkiego wycięto w pień 6 tys. zakonników. Lata świetności to czasy Bagrationich i królowej Tamary, czyli XI-XIII wiek.

Klasztory słynęły ze szkoły malowania fresków – charakterystyczne dla sztuki gruzińskiej jest wykorzystywanie cech narodowych w malarstwie sakralnym w opozycji do stylu bizantyjskiego. Św. Dawid zwany jest też gruzińskim Franciszkiem z Asyżu, znane jest jego umiłowanie przyrody i zwierząt. Ciekawa jest legenda, która świadczy o jego stosunku do istot żywych. W jaskini mieszkał groźny smok, którego Bóg raził piorunem. Św. Dawid powadził się z bogiem, bo uważał, że to też jest istota żywa. Dopiero zesłany z nieba anioł załagodził spór.

Przed długi czas teren był niedostępny, w czasach rosyjskich i sowieckich był obszarem militarnym, ćwiczone tutaj było wojsko przed wyjazdem na wojnę do Afganistanu. Od początku lat 90. mnisi zaczęli powracać.

Do naszych czasów dotrwały klasztory: Lawra – najstarszy oraz Udabno, w jaskiniach na wzgórzu (góra Udabno to 878 m n.p.m.). Ciekawa jest wycieczka do jaskiń. Trasa rozpoczyna się koło sklepiku klasztornego, początkowe podejście jest dość strome. Wychodzi się na przełęcz, która daje możliwość spojrzenia na drugą stronę granicy – na Azerbejdżan. Dalej trzymając się prawej strony grzbietu robimy pętelkę, po drodze podziwiając pustelnie, niektóre ozdobione freskami. Po dojściu do kościółka możemy już zacząć drogę w dół. Jest to jedna z ciekawszych wycieczek pieszych, jakie odbyłam na terenie Gruzji.

Udabno

Nazwę Udabno nosi nie tylko wzgórze, które św. Dawid wybrał na pustelnię, ale także wioska na drodze do Dawid Garedża. Bo jednak jest życie na tym pustkowiu. W latach 80., po zejściu lawiny na wioskę Uszguli w Swanetii zaproponowano Swanom przesiedlenie właśnie w to miejsce. Obiecano domy, ziemię, pracę, tylko chyba zapomniano wspomnieć, że krajobraz naokoło zupełnie nie przypomina ośnieżonych szczytów gór z ich okolic i zieleni dolin. By dostarczyć wodę gospodarstwom, zainstalowano pompy ciągnące ją z głębi ziemi. Tylko że wkrótce rozpadł się Związek Radziecki, paliwa do pomp zabrakło, albo środków na jego zakup, i obecnie jedynie co trzeci dom w tej wiosce jest zamieszkany.

To właśnie to miejsce do życia wybrali Kinga i Ksawery, Polacy, którzy założyli tu restaurację i udzielają noclegów. Oasic Club to obecnie miejsce kultowe i nie można go pominąć na trasie wycieczki do Dawid Garedża. Trwają tu mimo obiektywnie niesprzyjających warunków i mają się dobrze.

Wardzia

Miejsce, które niezmiennie od lat robi na mnie największe wrażenie w Gruzji. Skalne miasto, którego początek datuje się na XII wiek. To wtedy zaczęto drążyć w skale tunele i system pomieszczeń. Wyszło tego 13 kondygnacji i 3 tys. oddzielnych sal! Wszystko było niewidoczne od zewnątrz, a do kompleksu prowadziły tylko dwa zamaskowane wejścia. Niestety w 1283 r. w wyniku trzęsienia ziemi skała zawaliła się i runęła w dolinę, odsłaniając plaster miodu, jak obecnie prezentuje się Wardzia.

Początkowo kompleks budowano jako garnizon wojskowy, miejsce, gdzie w przypadku zagrożenia zewnętrznego można by było ukryć kosztowności i cenne ikony oraz, do którego mogłaby się udać królowa Tamara wraz z dworem. To z imieniem tej królowej jest to miejsce najbardziej związane. To ona ukończyła prace rozpoczęte przez ojca, Jerzego III. W kaplicy odnajdziemy freski z portretem królewny, malowanym za jej życia. Tak wyglądała naprawdę! Ściany kaplicy są okopcone – Persowie, którzy najechali Wardzię, spalili w niej wiele cennych manuskryptów. Odsłonięta Wardzia była narażona na najazdy, już nie spełniała swojej funkcji obronnej, jak pierwotnie zamierzano.

Królowa Tamara przyczyniła się do częściowego przekształcenia kompleksu w monastyr. Klasztor przez wiele lat był opustoszały – w czasach tureckich, rosyjskich, a następnie sowieckich. Dopiero na początku lat 90. zaczęli tu wracać mnisi. Część kompleksu jest więc niedostępna dla zwiedzających, to prywatne cele mnichów.

Zwiedzanie Wardzi to niesamowite przeżycie: przejście eksponowanym terenem, zanurzenie się w tunelu, karkołomne zejście stromymi kamiennymi schodkami. Kilka lat temu miałam szczęście zwiedzać monastyr z mnichem przy świetle małych świątynnych świeczek, z których wosk kapał mi na dłonie. Ale i na zwykłej turystycznej trasie będziecie pod wrażeniem tego, co zobaczycie i przeżyjecie.

Chertwisi

Po drodze do Wardzi, jeśli macie siłę, możecie wspiąć się na twierdzę Chertwisi, położoną u zbiegu rzek Kury i Parawani. Broniła dostępu do Wardzi. Była już wspominana w czasach Aleksandra Macedońskiego. Podobnie jak Wardzia, przez długi czas pozostawała w rękach tureckich, następnie stanowiła rosyjską bazę wojskową. Turyści mam wrażenie rzadko tu zaglądają - zwiedzającym w drodze na górę towarzyszą krowy (trzeba uważać na krowie placki!). Bardziej leniwym polecam zatrzymać się na drodze nieco powyżej zamku na zrobienie bardzo malowniczej fotki.

Achalcyche: twierdza i Rabat

Przejeżdżając przez Achalcyche koniecznie trzeba zobaczyć twierdzę i starówkę, pochodzącą z czasów tureckich. Zachowały się: meczet, minaret i zabudowania pałacowe. Wszystko pięknie odnowiono za czasów Saakaszwilego i efekt jest piorunujący. Wejście kosztuje 7 GEL, ale część kompleksu można zwiedzać za darmo. W samym Achalcyche i okolicy występują źródła wód mineralnych.

Swanetia

Swanetia to temat rzeka i myślę, że o tym miejscu powstanie kiedyś osobny tekst. Na 100 %! Swanetia to przecież tyle pięknych widoków, niesamowita serdeczność ludzi, najlepsi swańscy gospodarze (kochana Nana i Zura!) oraz muzyka w wykonaniu zespołu Kviria. Jeśli Kviria nie gra w knajpie przy placu Seti w Mestii, wyjazd do Swanetii wydaje mi się o wiele uboższy - na pewno o muzykę i gruzińskie tańce. Zaczynają ok. 15 lipca i kończą w połowie września.

Tak, Swanetia to według mnie najpiękniejszy rejon Gruzji. Zobaczymy tu przepiękną Uszbę z charakterystycznym wierzchołkiem w kształcie rogów oraz najwyższy szczyt Gruzji – Szcharę (5193 m n.p.m ). Jeśli tylko mam możliwość, siadam u jej stóp i po prostu patrzę. Myślę o Miszy, który zginął po zdobyciu wierzchołka, gdy kamienna lawina spadła na schodzącą ekipę. Gdyby nie on, zapewne nie byłoby mnie dzisiaj w Gruzji.

Mestia, Uszguli, Beczo, Lengeri, Kala – we wszystkich swaneckich miejscowościach zobaczymy kamienne wieże, pochodzące ze średniowiecza. Kiedyś chroniły mieszkańców przed napadami, obecnie raczej pełnią funkcję spiżarni. W Uszguli nadal stoją wieże królowej Tamary, pozostałości jej letniej i zimowej rezydencji. Królową, która tak bardzo ukochała Swanetię, upamiętnia pomnik na głównym placu Mestii.

Mimo że wielu młodych studiuje w Tbilisi, Swanowie to nadal bardzo tradycyjne społeczeństwo - mają swój język, tradycje, rytuały. W ważnych kwestiach decyzje podejmuje rada starszych. Czy ich zwyczaje przetrwają? Małe dzieci nie mówią już po swańsku, a jest to język, który nie ma formy pisanej, przekazywany jest jedynie ustnie z pokolenia na pokolenie

Jeszcze niedawno strach było wjeżdżać do Swanetii. Przed napadami ostrzegali sami Gruzini. Po aresztowaniu watażków lokalnych klanów teren ten otworzył się na turystów. Zastanawiam się czasem, czy to dobrze. Co prawda centrum Mestii zostało pięknie odnowione, ale już w Uszguli nowe hotele stawia się zupełnie bez wyczucia wśród kamiennych budowli. Jedźcie tam jak najszybciej, żeby zobaczyć srebrne ikony z X wieku przechowywane z muzeach i kościele św. Kwiryka oraz tradycyjną zabudowę, zanim nie zakryją jej parasole z Coca-colą.

Batumi

Batumi to niewątpliwie drugie po Tbilisi najważniejsze miasto Gruzji (choć nie drugie największe, bo na tym miejscu plasuje się Kutaisi). Już w starożytności pełniło funkcje portu – nazwa Batumi pochodzi od słowa Bathus (bathus linen czyli głęboka zatoka). Ważnym wydarzeniem w życiu miasta było zaanektowanie go przez Rosję, a następnie uczynienie wolnym miastem. Wtedy nastąpił duży rozwój, m.in. za sprawą ropociągu z Baku (ropa dalej morzem była przewożona do imperium rosyjskiego). W pobliżu portu zobaczymy wiele XIX-wiecznych secesyjnych pałacyków ówczesnych przedsiębiorców. Współczesne Batumi to z kolei miasto kontrastów. Po upadku w maju 2004 r. „czerwonego sułtana” Asłana Abaszydze, za rządów Saakaszwilego nastąpił ogromny boom inwestycyjny. Biznesmeni tłumnie zaczęli przybywać z Tbilisi i budować hotele, kasyna, restauracje, apartamenty mieszkalne w niesamowitej mieszance stylów. Szczególnie jest to widoczne w okolicach tańczących fontann, gdzie koloseum sąsiaduje z wieżą wenecką, holenderskim wiatrakiem, domem do góry nogami czy pseudozameczkiem. Symbolem „nowego” jest także nadmorski Park Cudów.

A ja za każdym razem jak przyjeżdżam do Adżarii zastanawiam się, czy te okolice lubię, czy nie cierpię, chociażby ze względu na subtropikalny klimat, dużą wilgotność powietrza i częste opady, największe w Gruzji. Jest jednak w Batumi kilka miejsc, które mogłabym polecić.

Ogród Botaniczny
Założony pod koniec XIX wieku przez rosyjskiego botanika Andrieja Krasnowa, stał się chlubą Gruzji za czasów sowieckich. Uchodził za największy ogród botaniczny Związku Radzieckiego. Roślinność to głównie drzewa podzielone według klucza geograficznego, choć mam wrażenie, że te podziały nie są zbyt wyraźne. Na pewni warto zrobić sobie tam spacer, traktując to miejsce, jako ogromny klimatyczny park z przepięknymi widokami na morze z obrośniętych bujną roślinnością klifów.

Dzielnica muzułmańska i Meczet Orta
Zbliżając się do meczetu Orta mamy wrażenie, jakbyśmy przenieśli się już za niedaleką granicę, do Turcji. Restauracje i czajownie są tu bardziej w klimacie orientalnym niż gruzińskim. Należy pamiętać, że od XVII wieku Adżaria należała do Turcji, a mieszkańców zmuszano do zmiany religii z prawosławnej na islam. Meczet Orta to jedyna świątynia muzułmańska, która przetrwała do naszych czasów. Pochodzi z drugiej polowy XIX wieku, w czasach sowieckich stał zamknięty. Dopiero w latach 90. został przywrócony do użytku i trzeba przyznać, że obecnie jest to centrum duchowe i towarzyskie dla muzułmanów. Nie tylko przychodzą się tu modlić, ale też po prostu przesiadują, dyskutują, raz nawet trafiłam na odbywający się tu rytualny ubój.

Piazza
Plac Wenecki czyli kawałek Wenecji w Batumi. Zaprojektowany przez architekta gruzińskiego, choć architektura zupełnie nie gruzińska. Budowę zakończono w 2010 r. Przepiękne witraże, mozaiki, zdobienia sufitów. Plac wraz z zabudowaniami stanowi centrum rozrywkowe z restauracjami, kawiarniami, hotelem. Jest to ulubione miejsce mieszkańców Batumi na spędzenie wieczoru, wypicie kawy i posłuchanie muzyki na żywo. Na Placu Weneckim występował m.in. Sting. Charakterystyczna wieża zegarowa słynie z tego, że co 3 godziny grany jest z niej hymn Gruzji.

Plac Europy
Niedawno odnowiony plac z wysokim pomnikiem Medei, znanej z mitu o Argonautach, którzy wyprawili się do Kolchidy, czyli dzisiejszej zachodniej Gruzji po złote runo. Ponoć przybili swoimi łodziami do brzegu w okolicach Batumi i ruszyli dalej wgłąb lądu. Złote runo było strzeżone przez smoka, ale pomogła go pokonać księżniczka Medea. Zastanawialiście się kiedyś, co to jest złote runo? To nic innego jak pokryta drobinkami złota skóra barana, którą na pomniku Medea trzyma w ręce. Ponoć faktycznie w niektórych regionach Gruzji wydobywa się taką techniką złoto z rzek: zanurza się skórę w wodzie i drobinki złota na niej osiadają. Pomnik powstał w 2007 roku. Kosztował 1 mln lari i ze względu na tę sumę wzbudził ogromne kontrowersje. Ale złote runo to przecież symbol dobrobytu Adżarii i faktycznie o tym dobrobycie zaświadcza :)

Batumi Bulvari
Najbardziej tętniąca życiem jest najstarsza część bulwarów, które zaczęto wytyczać już w XIX w. Pierwotnie miały długość 1,5 km. W 1934 r. wzniesiono kolumnadę (można odnaleźć rok budowy na posadzce), lata 50. to teatr letni. W 2005 r. zaczęto budować dalszy ciąg bulwarów, które obecnie ciągną się na długości 7 km. Dojdziemy nimi do tańczących fontann i aquaparku. Warto tu przyjść o każdej porze dnia, bo wiele się dzieje, możemy na przykład trafić na koncerty czy tańce, ale choć raz wybierzmy się na bulwary wieczorem. Są pięknie oświetlone, a fontanny poruszają się w rytm utworów muzyki klasycznej.

Park Cudów
Znajduje się między starą promenadą a przystaniami stateczków. Tę część miasta zaczęto zagospodarowywać kilka lat temu, ale obecnie tempo jakby spadło. Mimo to jest tu kilka budowli, które robią wrażenie:

- Wieża Gruzińskiego Alfabetu, czyli130-metrowy ażurowa wieża z szarfą z 33 literami gruzińskiego alfabetu. Atrakcją miał być wjazd windą na górę, ale jak na razie winda jest nadal nieczynna.
- Budynek z karuzelą widokową to najwyższy budynek w mieście, także nieużywany. Mam sprzeczne informacje co do jego przeznaczenia. Niektórzy twierdzą, że ma w nim być hotel, choć najbardziej prawdopodobna wersja jest taka, że pierwotnie budowano go za Saakaszwilego z przeznaczeniem na międzynarodową uczelnię. Saakaszwilego już nie ma i budynek na razie stoi nieukończony.
- Diabelski młyn, oferujący widoki z panoramą Batumi. Czynny!
- Pomnik miłości Ali i Nino najbardziej efektownie prezentuje się podświetlony wieczorem, kiedy to przenikające się postacie o wys. 9 m ożywają. To bohaterowie powieści mówiącej o miłości Gruzinki i muzułmanina narodowości azerskiej. Pomnik jest symbolem tolerancji i miłości między narodami.
- Fontanna czaczy słynna nie tylko poza Batumi, ale także poza granicami Gruzji. Kiedy jednak obecnie leci z niej czacza – nie wiadomo.

Cudem mogę nazwać to, co zadziało się w Gruzji w ciągu ostatnich dziesięciu lat. Zmieniła się prawie nie do poznania. Cieszę się jednak, że moje pobyty tam przekonują mnie, że Gruzini nadal są otwartymi na obcych, serdecznymi ludźmi. Bo musicie wiedzieć, że do Gruzji nie przyjeżdża się tylko po to, by zaliczać kolejne zabytki, to raczej spotkanie z kulturą, inną mentalnością, muzyką, jedzeniem. No ale to już temat na osobne opracowanie.


Kamila Gruszka


Tym razem w Gruzji byłam dwa razy w lipcu 2015 roku.


Całą moją wiedzę na temat Gruzji czerpię z następujących źródeł:

1. Sławomir Adamczak, Gruzja, Armenia i Azerbejdżan, Pascal, 2013.

2. Gruzja i Armenia oraz Azerbejdżan. Magiczne Zakaukazie, praca zbiorowa, Helion, 2012.

3. Grażyna i Andrzej Miłoszowie, Kaukaz, Wiedza Powszechna, 1979.

4. Wojciech Górecki, Toast za przodków, Czarne, 2010.

5. Wojciech Górecki, Planeta Kaukaz, Czarne, 2010.

6. Anna Dziewit Meller i Marcin Meller, Gaumardżos. Opowieści z Gruzji, Świat Książki, 2014 (nowe wydanie).

7. Maciej Jastrzębski, Klątwa gruzińskiego tortu, Helion, 2014.

8. Sawicki Marcin, Pestki winorośli i trzy jabłka, Fundacja Sąsiedzi, 2014.

9. Katarzyna Pakosińska, Georgialiki. Książka pakosińsko-gruzińska, Pascal, 2012.

10. Obserwacje i doświadczenia własne, rozmowy i opowieści.

 

W poniższej galerii wybór kilku zdjęć z opisanych miejsc.


 
 Most Pokoju zwany podpaską
 Dom Stalina w Gori
 Twierdza Goriscyche
 Skalne miasto Upliscyche
 Upliscyche - wnętrze cerkwi
 
 Stragany w Mcchecie
 Mccheta - krzyż św. Nino
 Twierdza Ananuri przy Gruzińskiej Drodze Wojennej
 Pomnik przyjaźni gruzińsko-rosyjskiej
 Cminda Sameba pod Kazbekiem z innej perspektywy
 Monastyr Dawid Garedża
 
 Za tymi drzwiami znajduje się źródełko św. Dawida
 Udabno
 W Oasis Club
 Właścicielami hostelu, restauracji i nowych pokoi w Udabno są Ania i Ksawery
 Najpiękniejszy kościół w Gruzji - Wardzia
 
 Twierdza Chertwisi z mostu na rzece Kurze
 Rabat
 Orientalne klimaty w Achalcyche
 Twierdza w Achalcyche
 Szchara - najwyższy szczyt Gruzji
 Wieże Uszguli
 
 Gdzieś w Swanetii
 Kamienne wieże - nie tak łatwo się na nie dostać.
 Ogród botaniczny w Batumi - najpiękniejsze widoki na morze
 Ogród botaniczny
 Batumi
 Nowoczesne Batumi
 
 
Autor: Kamila Gruszka

Jest dziennikarką, podróżniczką i pilotką wycieczek. Publikuje w prasie podróżniczej, o tematyce górskiej i rowerowej oraz serwisach internetowych. Prowadzi blog www.barswiat.pl, gdzie promuje aktywną turystykę rodzinną. Współpracuje z firmami z branży outdoor. Organizuje pokazy podróżnicze.
Odwiedziła już prawie wszystkie kraje w Europie, podróżowała po Azji, była w Ameryce Północnej i Afryce, ale niezmiennie fascynuje ją szeroko pojęty „Wschód”. Jako pilotka specjalizuje się w wyjazdach do Gruzji, Armenii i Iranu.


 O nas

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami różnorakimi, ale najczęściej związanymi z byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Lubimy rower, góry i nocowanie pod namiotem, ale nie tylko. Mamy nadzieję, że znajdą tu wiele inspiracji wszyscy, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.

 
Ostatnio dodane

Alpe Adria to według wielu najpiękniejszy szlak rowerowy w Europie. Nominalnie 411 km jazdy przez Alpy nad Adriatyk.

Dwudniowa wycieczka do Berlina jako odskocznia od obżarstwa świątecznego u rodziny? Bardzo dobry pomysł! Tylko 4 godziny drogi autostradą i meldujemy się w stolicy Niemiec.

Muranska Planina to nasze najnowsze odkrycie na Słowacji. Góry tutaj przypominają nieco polską Jurę z wapiennymi skałkami, tylko skala jest zdecydowanie większa!

Zamiast pędzić do przodu, ledwie rzucając okiem na kolejne atrakcje na trasie, można zatrzymać się na dłużej i wycisnąć, ile się da z miejsca, w którym się jest, przemierzając okolicę pieszo. Polecam takie rozwiązanie!

Blisko przyrody możemy poczuć się na wyspie Viðey, położonej zaledwie ok. 1 km na północ od Reykjaviku. Z przystani Skarfabakka płynie się tam promem dosłownie kilka minut

...
...
...
...