kronika rodzinna
2016-04-02
PORTUGALIA: Gdzie zjeść, spać i jak szybko zwiedzić Lizbonę

Do Lizbony wpadliśmy tylko na weekend, z czego większość czasu pochłonęły nam kwestie związane ze startem w lizbońskim wiosennym półmaratonie. W ciągu tych dwóch dni musieliśmy jednak gdzieś spać, coś jeść, a przede wszystkim chcieliśmy zobaczyć trochę miasta. Co się udało?

Spanie
Za spory sukces uważamy zarezerwowanie świetnych apartamentów w dobrej cenie i genialnej lokalizacji. Wypatrzyliśmy je na booking.com. Zdjęcia nie były ściemą i wprowadziliśmy się na 3 noce do dwóch mieszkań (każda z rodzin miała swoje) z sypialnią dla rodziców, antresolą, którą można było wykorzystać na spanie dla dzieci, salonikiem połączonym z aneksem kuchennym (stały tam także możliwe do zagospodarowania na spanie kanapy) oraz dwoma łazienkami. Wszystko czyste i zadbane za 50 zł na osobę za noc. Co prawda przyjeżdżając tam w nocy taksówką prosto z lotniska nieco przestraszyliśmy się towarzystwa podpierającego ściany domów, ale było to kilka przecznic wcześniej, a okolica okazała się ostatecznie spokojna, choć dość międzynarodowa i kolorowa. Turyści mieli do dyspozycji całą kamienicę, której drzwi otwierało się za pomocą kodu. Mieściło się w środku kilka apartamentów, każdy mający inną nazwę. Niektóre z tarasami i balkonami. Nasze dwa mieszkanka były na ostatnim piętrze. 2 minuty od budynku znajdowało się wejście do stacji metra Martim Moniz, ale do centrum i najbliższych atrakcji tak naprawdę można było dotrzeć pieszo.
Gorąco polecamy!
São Jorge Apartments
Rua do Terreirinho 62, Santa Maria Maior, 1100-595 Lizbona.

Jedzenie
Wegetarianie nie będą mieli łatwego życia w Portugalii, bo kuchnia portugalska serwuje przede wszystkim dania mięsne, z ryb i owoce morza. Naszukaliśmy się sporo pierwszego dnia w dzielnicy Belém restauracji, w której możliwe byłoby zjedzenie jakiś makaronów lub pizzy. Mimo że dania te stanowiły pozycję w menu, gdy doszło do zamawiania, okazało się, że ich nie ma. Dlatego polecamy Wam szczerze Mercado da Ribeira przy stacji metra Cais do Sodré, miejsce, gdzie w jednej hali zgromadzono kilkadziesiąt jadłodajni, w których ofercie możemy przebierać i wybierać. Nadal królują tu mięsa i ryby, a owoce morza wyławia się prosto z akwarium, ale jest większe prawdopodobieństwo, że trafimy coś, co będzie nam odpowiadać. Mimo że ewidentnie zaglądają tu też lokalsi w dużych ilościach, menu w każdym barze jest po angielsku. Poza tym ceny są przystępne, bo nie płaci się za obsługę kelnerów. Zamawiamy danie, dostajemy dziwaczne urządzenie, które wibruje, gdy nasze danie jest gotowe, idziemy po nie, zabieramy i siadamy, gdzie nam się podoba. W ten sposób każdy z towarzystwa może zamówić dania od innego restauratora, ale obiad zjemy wspólnie przy jednym stoliku. Naczynia zbiera obsługa wspólna dla wszystkich. Oprócz dań obiadowych skosztujemy tu także deserów, ciasteczek i napojów ze świeżo wyciskanych soków, typowych dla Portugalii.
Jeśli macie ochotę na pieczywo, to w pobliskiej piekarni je zakupicie (naprzeciwko wejścia do stacji metra Cais do Sodré, po drugiej stronie przejścia przez pasy). Już po skosztowaniu portugalskich bułek i chleba doczytaliśmy, że są bardzo cenione. Faktycznie zazwyczaj na wyjazdach tęskni się za polskim chlebem, mam wrażenie jednak, że ten portugalski był zdecydowanie smakowitszy. Szczególnie polecamy chleb kukurydziany o charakterystycznej żółtej barwie, nieco łamiący się i słodki – idealny do urywania po kawałku i maczania w słoiku z dżemem.

 

 



Zwiedzanie
Z Lizbony najlepiej poznaliśmy dzielnicę Belém, gdzie odbywał się półmaraton i mieściło biuro zawodów. Pierwszego dnia to właśnie tam spędziliśmy mnóstwo czasu, przy okazji zaliczając kilka największych atrakcji (link). Belém jest całkowicie płaska i przestrzenna, my jednak mieliśmy ochotę także powłóczyć się nieco po wspinających się stromo w górę uliczkach, tak typowych dla Lizbony. Miasto słynie z punktów widokowych i elewatorów, czyli wind, które zabierają pasażerów w podróż w pionie. Biegaczom, szczególnie takim, którzy właśnie przebiegli półmaraton, nie przystoi korzystać z tego typu ułatwień, więc ambitnie udaliśmy się do zamku św. Jerzego (Castelo de São Jorge) pieszo. Mimo że droga na mapie wydawała się prosta, nie doceniliśmy różnicy wzniesień i zanim trafiliśmy do wejścia, obeszliśmy zamek naokoło i zrobiło się ciemno, a wiosną zmrok zapada naprawdę szybko. Ostatniego dnia w Lizbonie nie zobaczyliśmy więc wiele. To był zaledwie rzut oka na Muzeum Wojskowe przy stacji Santa Apolonia, gdzie dojechaliśmy autobusem, na Panteon Narodowy z charakterystyczną jasną kopułą i grobami znanych Portugalczyków (m.in. Henryka Żeglarza i Vasco da Gama), kościół i klasztor São Vicente de Fora, kamieniczki obłożone azulejos, mury obronne i najbardziej malowniczą i niezniszczoną przez trzęsienie ziemi w 1755 roku dzielnicę Alfamę.







 

 

Gdy zrobiło się już naprawdę późno, a nogi nam i przede wszystkim naszym dzieciom odmówiły posłuszeństwa, postanowiliśmy wsiąść w słynny żółty tramwaj nr 28 i objechać stare miasto turystyczną trasą tramwajową. I to właśnie polecamy Wam jako sposób na szybkie zwiedzanie Lizbony. Na tramwaj obowiązuje ten sam całodniowy bilet (6 Euro), co na inne środki transportu, a na poszczególnych przystankach można wysiąść, przejść się po okolicy i wskoczyć do tramwaju z powrotem. W ciągu dnia może być zatłoczony, ale jeśli wsiądziemy na początkowych przystankach, na pewno znajdziemy miejsce siedzące.

 

 

 

 

 

 

 

 

Nas tramwaj zawiózł wprost na plac Martim Moniz. Miał końcowy przystanek dokładnie tam, gdzie była nasza kwatera.

 

(kg)

 
Autor: Kamila Gruszka

Jest dziennikarką, podróżniczką i pilotką wycieczek. Publikuje w prasie podróżniczej, o tematyce górskiej i rowerowej oraz serwisach internetowych. Prowadzi blog www.barswiat.pl, gdzie promuje aktywną turystykę rodzinną. Współpracuje z firmami z branży outdoor. Organizuje pokazy podróżnicze.
Odwiedziła już prawie wszystkie kraje w Europie, podróżowała po Azji, była w Ameryce Północnej i Afryce, ale niezmiennie fascynuje ją szeroko pojęty „Wschód”. Jako pilotka specjalizuje się w wyjazdach do Gruzji, Armenii i Iranu.


 O nas

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami różnorakimi, ale najczęściej związanymi z byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Lubimy rower, góry i nocowanie pod namiotem, ale nie tylko. Mamy nadzieję, że znajdą tu wiele inspiracji wszyscy, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.

 
Ostatnio dodane

Alpe Adria to według wielu najpiękniejszy szlak rowerowy w Europie. Nominalnie 411 km jazdy przez Alpy nad Adriatyk.

Dwudniowa wycieczka do Berlina jako odskocznia od obżarstwa świątecznego u rodziny? Bardzo dobry pomysł! Tylko 4 godziny drogi autostradą i meldujemy się w stolicy Niemiec.

Muranska Planina to nasze najnowsze odkrycie na Słowacji. Góry tutaj przypominają nieco polską Jurę z wapiennymi skałkami, tylko skala jest zdecydowanie większa!

Zamiast pędzić do przodu, ledwie rzucając okiem na kolejne atrakcje na trasie, można zatrzymać się na dłużej i wycisnąć, ile się da z miejsca, w którym się jest, przemierzając okolicę pieszo. Polecam takie rozwiązanie!

Blisko przyrody możemy poczuć się na wyspie Viðey, położonej zaledwie ok. 1 km na północ od Reykjaviku. Z przystani Skarfabakka płynie się tam promem dosłownie kilka minut

...
...
...
...