Dolinia Chakhooh, zwana niekiedy kanionem, to jedna z najefektowniejszych formacji skalnych na wyspie Keszm. Z parkingu wędrujemy około 1 km, by dotrzeć do najbardziej widowiskowej części.
Chakhooh oznacza studnię i faktycznie w kanionie znajdziemy ich kilka. Wykorzystywane były przez pasterzy wielbłądów, którzy przychodzili tutaj, by schronić się w cieniu skalnych ścian i napoić zwierzęta. Studnie do dzisiaj są używane i bez obaw można z nich pić wodę. Miejscowi czyszczą je regularnie. Wtedy woda ze zbiornika jest usuwania, a z dna wybiera się zalegający muł. W okolicy zazwyczaj znajdzie się chętny, który naleje nam wody w dłonie, byśmy w panującym upale mogli się orzeźwić - nawet w styczniu temperatury na wyspie Keszm mogą przekraczać 30 stopni. Takiemu samozwańczemu opiekunowi i przewodnikowi (zazwyczaj opowie nam historie dotyczące doliny) wypada zapłacić drobną kwotę (100 000 riali jest zwyczajowo przyjętym napiwkiem). Z wody korzystają małe ptaki, które mają poidełka w niewielkich skalnych zagłębieniach. Niekiedy specjalnie nalewa im się wody do tych naturalnych mis.
Skąd tutaj woda? To deszczówka, która spływa z gór podczas opadów. Najbardziej deszczowym okresem na wyspach Zatoki Perskiej jest wiosna, pada też niekiedy jesienią czy zimą. Nie obawiajmy się jednak przyjeżdżać na wyspy w tym okresie. Mimo że deszcze potrafią być intensywne, to jednak zdarzają się stosunkowo rzadko. Krajobraz naokoło jest suchy, bez roślinności i trudno uwierzyć, że w ogóle jakiekolwiek krople deszczu kiedykolwiek ta sucha ziemia poczuła.
O zdarzających się jednak tutaj gwałtownych ulewach zaświadcza budowa geologiczna kanionu. Niektórzy uważają, że efektowny uskok i przewężenie powstały w wyniku ruchów skorupy ziemskiej. Inni jednak wiążą to ze spływającą z okolicznych gór wodą, która podczas deszczu potrafi przybrać mocno na sile, porywając po drodze ogromne głazy. Tocząc je, toruje sobie drogę. Połączenie siły wody i niesionego materiału sprawiło, że ściany kanionu zostały tak gładko wyrzeźbione. Jeśli przyjrzeć się im bliżej, to widać, do jakiego poziomu dochodzi woda – skała różni się kolorem od miejsc, gdzie wodzie nie udało się już dosięgnąć.
Dostępność wody sprawiła, że dolina się zazieleniła. Wyrosły drzewa akacjowe, których owoce są przysmakiem wielbłądów i kóz hodowanych na wyspie. Małe żółte strąki akacji dodawane są do pokarmu karmiących wielbłądzic – wtedy ich mleko jest bardziej wartościowe.
Od czasu gdy teren został objęty ochroną geoparku, utworzonego na wyspie z największych atrakcji, wielbłądy do doliny nie są wprowadzane. Pasterze nadal jednak zbierają ich przysmak i wykorzystują podczas wielbłądzich posiłków.
Kanion był używany nie tylko przez pasterzy. W razie niebezpieczeństwa chronili się do niego okoliczni mieszkańcy. Tak było podczas najazdu Portugalczyków, którzy kontrolowali handel w Zatoce Perskiej przez ponad wiek. Dopiero szach Abbas zdołał ich stąd usunąć. Z tamtych czasów pozostały kamienne zabudowania doczepione do skał, które mijamy po prawej stronie, gdy zmierzamy w kierunku kanionu.
Najbardziej efektownym miejscem jest skrzyżowanie doliny z wąskim przejściem z wysokimi ścianami z obu stron – zbiegają się tu dwie rzeki. Musimy jednak mieć świadomość, że odwiedzając kanion o suchej porze, wodę zobaczymy jedynie w studni. Choć ponoć bywają i takie dni, gdy ze względu na stan wody Chakhooh bywa zamykane.
Oprócz efektownego przewężenia atrakcyjne jest samo otoczenie skalne. Fantazyjne kształty, wgłębienia, skalne okna i ogromne głazy najpiękniej wyglądają o zachodzie słońca, oświetlone żółtym światłem. W południe kanion może nam się wydać szary, choć skrzyżowanie pośrodku doliny zrobi na nas wrażenie w każdych okolicznościach. Zdecydowanie jest to atrakcja, którą warto polecić.
Chakhooh znajduje się na północy wyspy, ok. 25 km za Tabl. Drogowskazy skierują nas w lewo z głównej drogi, jeżeli będziemy się przemieszczać w kierunku wschodnim. Wstęp jest póki co bezpłatny.

Jest dziennikarką, podróżniczką i pilotką wycieczek. Publikuje w prasie podróżniczej, o tematyce górskiej i rowerowej oraz serwisach internetowych. Prowadzi blog www.barswiat.pl, gdzie promuje aktywną turystykę rodzinną. Współpracuje z firmami z branży outdoor. Organizuje pokazy podróżnicze.
Odwiedziła już prawie wszystkie kraje w Europie, podróżowała po Azji, była w Ameryce Północnej i Afryce, ale niezmiennie fascynuje ją szeroko pojęty „Wschód”. Jako pilotka specjalizuje się w wyjazdach do Gruzji, Armenii i Iranu.

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami różnorakimi, ale najczęściej związanymi z byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Lubimy rower, góry i nocowanie pod namiotem, ale nie tylko. Mamy nadzieję, że znajdą tu wiele inspiracji wszyscy, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.
Alpe Adria to według wielu najpiękniejszy szlak rowerowy w Europie. Nominalnie 411 km jazdy przez Alpy nad Adriatyk.
Dwudniowa wycieczka do Berlina jako odskocznia od obżarstwa świątecznego u rodziny? Bardzo dobry pomysł! Tylko 4 godziny drogi autostradą i meldujemy się w stolicy Niemiec.
Muranska Planina to nasze najnowsze odkrycie na Słowacji. Góry tutaj przypominają nieco polską Jurę z wapiennymi skałkami, tylko skala jest zdecydowanie większa!
Zamiast pędzić do przodu, ledwie rzucając okiem na kolejne atrakcje na trasie, można zatrzymać się na dłużej i wycisnąć, ile się da z miejsca, w którym się jest, przemierzając okolicę pieszo. Polecam takie rozwiązanie!
Blisko przyrody możemy poczuć się na wyspie Viðey, położonej zaledwie ok. 1 km na północ od Reykjaviku. Z przystani Skarfabakka płynie się tam promem dosłownie kilka minut
