Niektórzy nazywają ją czerwoną wyspą, ja wolę określenie „kolorowa”. Według naukowców można wyróżnić na Hormoz kilkadziesiąt kolorów skał. Ich zabarwienie zależy od zawartości określonych minerałów i soli. Na wyspie jest całe mnóstwo atrakcji przyrodniczo-geologicznych z tym związanych. Ich opis znajdziecie w innych artykułach o Hormoz na barświat.pl. W tym tekście chciałabym opisać stosunkowo świeżą ciekawostkę z wyspy Hormoz – Jaskinię Tęczową.
– Miesiąc temu odkryto nową atrakcję na wyspie – powiedział przewodnik irański, który towarzyszył mojej polskiej grupie w podróży po Iranie. – Nie chciałabyś jej zobaczyć? – zaproponował, a ja nie wahałam się ani chwili. Szybko zorganizowaliśmy objazd wyspy w ten sposób, by również to miejsce odwiedzić.
Nie było to wcale takie proste. Mój przewodnik irański nigdy wcześniej jaskini nie widział. Sądzę, że sam miał wielką ochotę to miejsce namierzyć, więc mimo że niepewny mojej reakcji, zaproponował taki wariant. Zaledwie kilka tygodni wcześniej przypadkowo na jaskinię natrafili studenci geologii. Nie wiedzieliśmy, czy warta jest tego, by całej mojej polskiej grupie proponować tę atrakcje, nie znaliśmy dokładnej lokalizacji jaskini, ani tego, jak wygląda sytuacja z dostępem do tego miejsca. Czy każdy poradzi sobie z dojściem, czy nie jest ta jaskinia zlokalizowana w trudnym terenie? Te pytania pozostawały na razie bez odpowiedzi.
Ostatecznie na szczęście tam trafiliśmy i nie żałujemy. Oprócz odwiedzin w Dolinie Szafranowej Rzeki jest to moje najlepsze wspomnienie z wyspy. Smaczku dodaje fakt, że miejsce to było świeżo odkryte, niewiele osób je znało i chyba nawet do teraz jest ono nie tak popularne.
Wyspę objeżdżaliśmy samochodami terenowymi. Dookoła Hormoz wiedzie droga w większości asfaltowa, częściowo szutrowa, ale generalnie dogodna do jeżdżenia. Przy niej zlokalizowane są główne atrakcje, do których podchodzi się pieszo, ale zazwyczaj niedaleko – maksymalnie 500 metrów. Tylko do Szafranowej Rzeki musieli jechać przez nierówny teren dość daleko.
Żeby dojechać do Tęczowej Jaskini także trzeba było zjechać z głównej drogi. Następnie dojść pieszo terenową drogą w dół doliny. Nie był to obiektywnie trudny teren, ale osobom nieprzyzwyczajonym do chodzenia zapewne mógł sprawić problem sam fakt przejścia około 20 minut w jedną stronę. Potem trzeba było wrócić, a w drugą stronę teren się wznosił.
W bezpośrednim sąsiedztwie jaskini było dość dużo kamieni i nierówności. Weszliśmy do jaskini i… nic nie było widać. Dobrze że zawsze mam przy sobie czołówkę, bo mogłam nią poświecić. Inni radzili sobie za pomocą latarek w komórkach. No i największy sprawdzian, który niestety przestraszył wiele osób. Żeby dostać się do wnętrza, trzeba było prześlizgnąć się pod nawisem skalnym, niemalże przeczołgać pod nim. Gdy to zobaczyłam moje fobie związane z zamkniętymi przestrzeniami mocno dały o sobie znać. Nie, nie wejdę tam – pomyślałam. Ale osoby wychodzące, wracały zachwycone i przekonywały: Warto! Tam dalej nie jest już tak ciasno – dopowiadały.
Gdy więc się trochę przerzedziło (tłum ludzi potęguje klaustrofobiczne strachy przed niemożnością wydostania się) odważyłam się na wejście głębiej. Schylając się mocno pod skałą, przeszłam na drugą stronę i… stanęłam jak wryta. Nikłe światełka wystarczyły, żeby zobaczyć przed sobą kolorowe pasma skał. Jak Góry Tęczowe w Peru – nie mogłam się pozbyć z głowy tego skojarzenia. Akurat przed wyjazdem oglądałam zdjęcia z tych gór, które przez wiele lat pozostawały zakryte przez warstwę śniegu. Pomyślałam sobie, że ta jaskinia przez wieki także pozostawała nieodkryta. Aż do niedawna.



Cieszyłam się jak dziecko, że wraz z moją grupą z Polski byłam jedną z pierwszych osób, które ją widziały. Wspaniale, że z moim irańskim przewodnikiem udało nam się grupę namówić na taką niespodziankę. Nie da się ukryć, że w jaskini najdłużej pozostaliśmy ja i właśnie Farhad. Zachwyceni najbardziej ze wszystkich.
Ponieważ jest to nowa atrakcja wyspy Hormoz niestety nie jestem w stanie nawet podać lokalizacji. Wciąż mam mało informacji na jej temat. Nie wiem też jak obecnie wygląda dostęp do tego miejsca. Czy stała się atrakcją turystyczną, czy też nadal pozostaje na uboczu turystycznych szlaków wiodących przez wyspę. Mam nadzieję, że uda mi się to sprawdzić podczas następnego pobytu.

Jest dziennikarką, podróżniczką i pilotką wycieczek. Publikuje w prasie podróżniczej, o tematyce górskiej i rowerowej oraz serwisach internetowych. Prowadzi blog www.barswiat.pl, gdzie promuje aktywną turystykę rodzinną. Współpracuje z firmami z branży outdoor. Organizuje pokazy podróżnicze.
Odwiedziła już prawie wszystkie kraje w Europie, podróżowała po Azji, była w Ameryce Północnej i Afryce, ale niezmiennie fascynuje ją szeroko pojęty „Wschód”. Jako pilotka specjalizuje się w wyjazdach do Gruzji, Armenii i Iranu.

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami różnorakimi, ale najczęściej związanymi z byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Lubimy rower, góry i nocowanie pod namiotem, ale nie tylko. Mamy nadzieję, że znajdą tu wiele inspiracji wszyscy, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.
Alpe Adria to według wielu najpiękniejszy szlak rowerowy w Europie. Nominalnie 411 km jazdy przez Alpy nad Adriatyk.
Dwudniowa wycieczka do Berlina jako odskocznia od obżarstwa świątecznego u rodziny? Bardzo dobry pomysł! Tylko 4 godziny drogi autostradą i meldujemy się w stolicy Niemiec.
Muranska Planina to nasze najnowsze odkrycie na Słowacji. Góry tutaj przypominają nieco polską Jurę z wapiennymi skałkami, tylko skala jest zdecydowanie większa!
Zamiast pędzić do przodu, ledwie rzucając okiem na kolejne atrakcje na trasie, można zatrzymać się na dłużej i wycisnąć, ile się da z miejsca, w którym się jest, przemierzając okolicę pieszo. Polecam takie rozwiązanie!
Blisko przyrody możemy poczuć się na wyspie Viðey, położonej zaledwie ok. 1 km na północ od Reykjaviku. Z przystani Skarfabakka płynie się tam promem dosłownie kilka minut
