Przylecieliśmy do Dublina, ale nie lubimy miast. Co zrobić, by wyrwać się ze stolicy Irlandii i poczuć klimat zielonej wyspy, nie wyjeżdżając jednak daleko ze względu na brak czasu podczas kilkudniowego pobytu? Najlepiej wsiąść w kolejkę podmiejską, powszechnie zwaną DART, której tory poprowadzono wzdłuż Zatoki Dublińskiej. Szczególnie odnoga południowa, w kierunku Bray, pozwala na podziwianie malowniczych widoków morza wprost z pociągu.
Do Bray trafiliśmy tym razem jedynie na chwilę, by skonfrontować widok wzgórza o nazwie Głowa Cukru z tym, co zostało w mojej głowie z pobytu i spacerów nadmorskimi ścieżkami sprzed 15 lat. Jakoś dawniej było zdecydowanie mniej tłoczno na nadmorskiej promenadzie... Mimo zimowej aury i niskich temperatur tym razem wokół nas można było spotkać wielu spacerowiczów.
Po przeciwnej stronie Zatoki Dublińskiej, na końcu odnogi północnej, leży miejscowość Howth – nasz cel jednodniowej wycieczki w poszukiwaniu natury i pięknych krajobrazów. Polecany mi jako świetne miejsce na podmiejskie spacery już przed laty. To tam spędziliśmy cały dzień.

Ze stacji Connoly w centrum Dublina dociera się tu w zaledwie 20 minut. Howth to niewielka wieś portowa z działającym portem rybackim i mariną pełną zacumowanych w niej jachtów. W weekendy odbywa się tu targ rybny oraz można spróbować lokalnych specjałów okolicznych rolników. Jeśli ktoś gustuje w owocach morza, znajdzie tu wiele sympatycznych niewielkich knajpek oferujących takie dania. Słynny jest lokal serwujący niezmiennie już od ponad 100 lat fish&chips, kojarzone z brytyjską kuchnią - pozostałość z dawnych czasów zależności Irlandii od królestwa Wielkiej Brytanii. Irlandia odzyskała niepodległość dopiero w 1921 roku.

Tereny wokół przystani przyciągną nas w pierwszej kolejności. Warto wyeksplorować wschodnie molo. Zobaczymy z niego widoki na małą wysepkę Ireland's Eye, na którą urządzane są wycieczki łodzią. Można opłynąć wyspę dookoła albo – jeśli warunki pozwolą – wylądować na brzegu i spędzić czas na piaszczystych plażach lub spacerując dookoła i próbując wspiąć się na najwyższe wzniesienie. Jeśli jednak zostaniemy na molo, również nie będziemy się nudzić, bo sporo tu zakamarków, którym warto się bliżej przyjrzeć, jak na przykład solidna murowana latarnia portowa oraz mniejsza na końcu mola. Nasz wzrok przyciągnie nowoczesny pomnik gwiazdy morza, a jeśli dobrze wpatrzymy się w toń morską, może dojrzymy foki, wystawiające ponad wodę głowy (wcale nie są tu rzadkim widokiem).

Spacer po Howth pozwoli na bliższe przyjrzenie się interesującym budowlom i zabytkom. Na pewno zwrócimy uwagę na ruiny opactwa widoczne na wzgórzu ponad miastem oraz pobliską wieżę Martello. Charakterystyczna przysadzista sylwetka, grube mury, brak otworów okiennych i wejście znajdujące się wysoko ponad ziemią miały spełniać funkcje obronne przed spodziewaną inwazją Napoleona, która jednak nigdy nie nastąpiła. Za to kilkadziesiąt wież tego typu zobaczymy na wybrzeżu Zatoki Dublińskiej i wschodniej Irlandii oraz w Wielkiej Brytanii. Obecnie w wieży w Howth mieści się muzeum z kolekcją starych odbiorników radiowych i gramofonów. W okresie letnim czynne jest codziennie, od listopada do kwietnia tylko w weekendy (https://hurdygurdyradiomuseum.wordpress.com).

Uważa się, że wieża Martello znajduje się w miejscu, gdzie pierwotnie znajdował się zamek Howth, siedziba rodziny Lawrence'ów. Obecna ich rezydencja jest najbardziej imponującym budynkiem w okolicy. Na wizyty trzeba się specjalnie umawiać i preferowane są grupy raczej niż turyści indywidualni (http://howthcastle.com). W pobliżu posiadłości funkcjonuje Muzeum Transportu (http://www.nationaltransportmuseum.org/) oraz pole golfowe.

To, co przyciągnęło nas jednak najbardziej do Howth, to spacery po klifach, których może być kilka wariantów. Jeśli chcemy być pewni, jaką trasę wybrać, warto zajrzeć do punktu informacji turystycznej usytuowanej w centrum miasta (drewniana budka przy deptaku wzdłuż mariny), gdzie dostaniemy bezpłatne mapki oraz dowiemy się dokładnie, jak przebiegają szlaki (są oznaczone!), jaki jest ich kilometraż oraz szacowane czasy przejścia. Wszystkie wytyczono w formie pętli, więc można nimi wrócić do punktu wyjścia. Zaczynają się przy przy wejściu na wschodnie molo i w początkowym odcinku wszystkie są połączone, dopiero później rozdzielają się na kilka dłuższych lub krótszych wariantów. Najbardziej popularny i optymalny na szybkie zapoznanie się krajobrazem klifowym półwyspu Howth jest szlak zielony. To 6 km o szacowanym czasie przejścia 1,5 godziny, ale chyba tylko w przypadku gdy nie podziwiamy widoków. Nam zajął prawie 3 godziny! Pozostałe to:
niebieski (7 km, 2 godziny),
czerwony (8 km, 3 godziny),
fioletowy (10 km, 3,5 godziny).
Szlaki oznaczone są strzałkami w odpowiednich kolorach, choć trzeba przyznać, że na klifach ścieżki rozwidlają się i czasami nie mamy pewności, czy w poszukiwaniu pięknych widoków nie zboczyliśmy przypadkiem z właściwego szlaku. Na szczęście jednak łatwo się potem odnaleźć, wybierając tę najbardziej wydeptaną i najszerszą ścieżkę.

Trzeba przyznać, że spacer po klifach był najfajniejszą częścią naszej wycieczki do Irlandii. Polecamy wszystkim, którzy znajdują radość w obcowaniu z przyrodą, uwielbiają podążanie przed siebie, wiatr we włosach i spoglądanie w przestrzeń niczym nieograniczoną aż po horyzont!
Mimo że początkowo wspinamy się zwykłą ulicą, to cały czas z widokami na wodę. W pewnym momencie droga kończy się parkingiem, wjazd pojazdom zagradza szlaban, a my udajemy się ścieżką na eksplorowanie dostępnych tylko dla pieszych fragmentów półwyspu. W dole widać skałki (Puck's Rocks), które - jak się okazuje - nawet w grudniu mogą być terenem atrakcyjnym dla spragnionych mocnych wrażeń pływaków, skaczących z nich do wody, na szczęście - w piance. Jeden z najbardziej charakterystycznych punktów wędrówki to miejsce zwane The Nose of Howth, gdzie faktycznie było najpiękniej, a teren najmocniej oświetlało zimowe słońce, co sprzyjało chęci posiedzenia tam jak najdłużej, zamiast wędrowania.

Szlak zielony gwałtownie skręca w prawo po około 4 kilometrach przy parkingu umiejscowionym przy punkcie zwanym The Summit (najwyższe wzniesienie, Ben of Howth, 171 m n.p.m., znajduje się nieco dalej w centralnej części półwyspu). Kontynuowanie wędrówki najdłuższym szlakiem, fioletowym, pozwala na dotarcie wzdłuż wybrzeża do latarni morskiej Baily (widocznej z rozwidlenia szlaków) oraz kolejnej wieży Martello. Czerwony poprowadzi nas przez Ben of Howth. Dla każdego więc coś miłego, nawet starożytne miejsca pochówku.
My obieramy wariant prowadzący nas ścieżką ponad tą, którą wędrowaliśmy wcześniej (Upper Cliff Road, piaszczysta szeroka wygodna dróżka skręcająca w prawo przed parkingiem). Dojdziemy nią do głównej ulicy biegnącej przez wioskę Howth prosto do portu.

Malahide, Killiney, Dalkey, Dun Laoghaire – wymienione tylko niektóre stacje kolejki DART brzmią jak zaproszenie do odbycia kolejnych wycieczek po miejscowościach, z których każda oferuje niepowtarzalne atrakcje. Podmiejskim pociągiem można wygodnie dotrzeć na plaże, do wież Martello, zamków, muzeów, a nawet posągu Moa z Wyspy Wielkanocnej (niestety, tylko repliki). Dworzec kolejowy może stanowić punkt wyjścia dla wielu wędrówek, dla tych, którzy takie aktywności preferują. Podpowiedzi na ciekawe eksplorowanie okolic Dublina znajdziemy w informatorze „Dublin off the DART”, dostępnym w informacjach turystycznych.
(kg)

Nasze dzieci na wyjazd ubrała marka Regatta - ma bardzo duży wybór odzieży outdoorowej dla dzieci i do tego w przyjaznych cenach!

Jest dziennikarką, podróżniczką i pilotką wycieczek. Publikuje w prasie podróżniczej, o tematyce górskiej i rowerowej oraz serwisach internetowych. Prowadzi blog www.barswiat.pl, gdzie promuje aktywną turystykę rodzinną. Współpracuje z firmami z branży outdoor. Organizuje pokazy podróżnicze.
Odwiedziła już prawie wszystkie kraje w Europie, podróżowała po Azji, była w Ameryce Północnej i Afryce, ale niezmiennie fascynuje ją szeroko pojęty „Wschód”. Jako pilotka specjalizuje się w wyjazdach do Gruzji, Armenii i Iranu.

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami różnorakimi, ale najczęściej związanymi z byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Lubimy rower, góry i nocowanie pod namiotem, ale nie tylko. Mamy nadzieję, że znajdą tu wiele inspiracji wszyscy, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.
Alpe Adria to według wielu najpiękniejszy szlak rowerowy w Europie. Nominalnie 411 km jazdy przez Alpy nad Adriatyk.
Dwudniowa wycieczka do Berlina jako odskocznia od obżarstwa świątecznego u rodziny? Bardzo dobry pomysł! Tylko 4 godziny drogi autostradą i meldujemy się w stolicy Niemiec.
Muranska Planina to nasze najnowsze odkrycie na Słowacji. Góry tutaj przypominają nieco polską Jurę z wapiennymi skałkami, tylko skala jest zdecydowanie większa!
Zamiast pędzić do przodu, ledwie rzucając okiem na kolejne atrakcje na trasie, można zatrzymać się na dłużej i wycisnąć, ile się da z miejsca, w którym się jest, przemierzając okolicę pieszo. Polecam takie rozwiązanie!
Blisko przyrody możemy poczuć się na wyspie Viðey, położonej zaledwie ok. 1 km na północ od Reykjaviku. Z przystani Skarfabakka płynie się tam promem dosłownie kilka minut
