ISLANDIA: Vestmannaeyjar czyli islandzkie wyspy Westmana

Gdy po raz pierwszy przeczytałam opisy wysp Vestmannaeyjar, od razu poczułam, że może mi się tam spodobać. Teraz już wiem ze 100-procentową pewnością, że Wyspy Westmana warto odwiedzić podczas pobytu na Islandii. Dlaczego? Postaram się wyjaśnić…



Vestmannaeyjar - informacje ogólne

Archipelag Vestmannaeyjar składa się z 15 wysp i dodatkowo 30 pomniejszych skalistych szkierów. Z tego tylko największa wyspa jest zamieszkana – Heimaey. Mieszka tu łącznie około 4300 mieszkańców, większość zajmuje się połowem ryb i jest zatrudniona w przetwórniach rybnych. Wędrując przez miasteczko w pobliżu portu poczujemy charakterystyczny zapach morza i morskich stworzeń.
Islandzka nazwa wysp jest trudna dla nas do wymówienia, ale możemy używać angielskiej - Westman Islands, a Polacy najczęściej określają je jako Westmany. Według dawnych podań nazwa miałaby się wziąć od tego, że pierwsi mieszkańcy, którzy osiedlili się na wyspach, byli pochodzenia irlandzkiego, z Zachodu, stąd staronordyckie określenie „Vestmenn”.
Przybywając na wyspy nie sposób zapomnieć, że są one pochodzenia wulkanicznego. Nad miasteczkiem dostrzeżemy dwa wierzchołki niezbyt wysokich wulkanów: Helgafell i Eldfell, na których szczyt łatwo dotrzeć. Ten ostatni możemy podziwiać dopiero od 1973 roku, kiedy nastąpiła jego erupcja w dramatycznych okolicznościach pewnej zimowej nocy. Mieszkańców zdołano na szczęście ewakuować, ale zostało zniszczonych ponad 400 domów.
Najmłodszą wyspą jest Surtsey, druga co do wielkości w archipelagu i jednocześnie najdalej na południe wysunięta wyspa Islandii. Ma ona specjalny status. Z racji tego, że wyłoniła się z morza w wyniku wybuchu podwodnego wulkanu dopiero w latach 60. XX wieku, prowadzone są na niej badania i dostęp mają tylko naukowcy.

 



Jak dostać się na wyspy Vestmannaeyjar

Najchętniej wybieranym sposobem dostania się na wyspy jest prom z miejscowości Landeyjahöfn, który kursuje przez cały rok, w sezonie mniej więcej co 1,5 godziny (oczywiście, gdy pogoda na to pozwala). Przeprawa promowa trwa zaledwie 30-40 minut (odległość wyspy od lądu to 9 km).
Aby dostać się do Landeyjahöfn, trzeba zjechać z głównej drogi nr 1, oplatającej Islandię, na mniejszą, ale asfaltową drogę nr 254 (ok. 12 km).
W lipcu 2022 roku płaciłam za bilet w jedną stronę 2000 koron islandzkich (ok. 15 EUR). Dzieci do 15 lat mają zniżki. Za samochód trzeba dodatkowo dopłacić, więc wiele osób decyduje się na zostawienie auta na bezpłatnym parkingu przy przystani w Landeyjahöfn i poruszanie się po wyspie pieszo (odległość od portu na południowy cypel wyspy to ok. 6 km główną drogą, może być nieco więcej, gdy wybierzemy malowniczy szlak pieszy wybrzeżem – ok. 8 km).
Połączenia promowe w sezonie realizowane są także z Þorlákshöfn – wtedy rejs jest dłuższy i trwa 2 godziny i 45 minut.
Na wyspie Heimaey zlokalizowane jest lotnisko z krótkim pasem startowym i ponoć można dostać się na wyspę także samolotem z Reykjaviku, ale połączenia nie są raczej zbyt częste – podczas naszego prawie 3-dniowego pobytu nie widziałyśmy żadnego samolotu nad wyspą.

 



Co zobaczyć na wyspach Vestmannaeyjar

Mimo że wyspa Heimaey wydaje się być niewielka, a reszta wysp jest niezamieszkanych, to atrakcji do zobaczenia na Westmanach jest całkiem sporo. Zapewne niektórym wystarczy jeden dzień na odwiedziny, ale ja rekomenduję przynajmniej dwa, a może i trzy.

Muzeum Eldheimar
Otwarte w 2014 roku muzeum wulkanologiczne reklamowane jest na Islandii jako jedna z atrakcji, którą po prostu trzeba zobaczyć. Porównuje się nawet to miejsce do Pompejów, bo centralnym punktem wnętrza jest odkopany po erupcji wulkanu Eldfell w 1973 roku dom jednej z islandzkich rodzin. Zachował się w zadziwiająco dobrym stanie, nawet z kolorową elewacją oraz przedmiotami codziennego użytku, które udało się odnaleźć pod lawą i wulkanicznym popiołem. Na zewnątrz muzeum można zobaczyć drugi dom przykryty do połowy lawą oraz fundamenty kolejnego. Trzeba przyznać, że robi to wrażenie.
Cała multimedialna wystawa pokazuje po kolei: zwykłe życie mieszkańców, a potem poszczególne fazy erupcji, ewakuacji oraz ratowania dobytku i porządkowania zniszczeń.
Na piętrze poznajemy bardziej naukowe aspekty dotyczące powstania wyspy Surtsey oraz życia, które tam powoli się rodziło po erupcji.
Przy zakupie biletów dostajemy bezpłatny audioprzewodnik ze słuchawkami, w którym możemy wybrać jako jeden z języków polski, co bardzo ułatwia zwiedzanie. Sporo jest zdjęć i filmów.

 



Wulkan Eldfell i pola lawowe
Wierzchołek Eldfell jest bardzo częstym celem spaceru wybieranym przez przybywających na wyspę. Jego wysokość to jedynie 221 m n.p.m., więc wejście nie jest wymagające. Tuż po obejrzeniu wystawy o wybuchu Eldfell w muzeum Eldheimar można poczuć jego moc, wybierając ścieżkę zaczynającą się tuż przy budynku muzeum prowadzącą prosto na wierzchołek. Ale tak naprawdę na Eldfell wiedzie wiele dróg i jest sporo rozwidleń. Na pewno nie warto pominąć w drodze powrotnej trasy przez pola lawowe, obecnie już zazielenione i nieźle zarośnięte falującym łubinem. Kroczymy po terenie, gdzie pod warstwą lawy znajdują się zniszczone domy mieszkańców. W wyniku wybuchu wulkanu wyspa powiększyła się o 2 km kwadratowe i teren ten doskonale jest widoczny ze szczytu wulkanu.

 



Nieczynny wulkan Helgafell
Helgafell jest nieczynnym wulkanem z zamierzchłej przeszłości wyspy. Znajduje się tuż obok Eldfell, dosłownie po drugiej stronie drogi, ale rzadziej interesują się nim turyści. Wejście jest nieco ostrzejsze i nie tak wygodne, ale za to na górze możemy podziwiać krater i zafundować sobie spacer dookoła niego - w przeciwieństwie do Eldfell, który nie ma tak idealnego stożka, gdyż podczas erupcji jedna ze ścian wulkanu została zniszczona. Niestety ścieżki prowadzące na szczyt nie są oznaczone i trzeba nieco intuicyjnie wybierać drogę.

 



Heimaklettur – najwyższe wzniesienie na wyspie
Heimaklettur jest położone w pobliżu portu i ostre ściany tej góry podziwia się dopływając promem na wyspę. Jej szczyt to najwyższy punkt na wyspie, oferujący doskonałe widoki na miasto, port, mroczne wulkany Eldfell i Helgafell, pola lawowe powstałe po ostatniej erupcji i część wyspy, o którą się powiększyła powierzchnia Heimaey. Widać także w oddali półwysep Stórhöfði, stanowiący południowy kraniec wyspy. W zasadzie zobaczymy ze szczytu całą wyspę i widoki na cztery strony świata.
Szlak na Heimaklettur może nie jest długi, ale dość ambitny: są drabinki, łańcuchy i wąska ścieżka, trudna do pokonania dla osób z lękiem przestrzeni. Emocjonujące przejście, ale warte zachodu!

 


Malownicza dolina Herjolfurdalur
Jednym z piękniejszym miejsc w pobliżu miasteczka na wyspie Heimaey jest Dolina Herjolfurdalur, otoczona wysokimi skalnymi ścianami i z położonym tuż przy nich słynnym islandzkim polem golfowym. To tutaj właśnie w IX w. n.e. mieli założyć farmę pierwsi osadnicy na wyspie - możemy zobaczyć rekonstrukcję domów z kamienia z torfowym dachem. Wierzy się, że był to pierwszy kamienny budynek w ogóle na Islandii!
Poza tym zlokalizowane jest tu świetne i bardzo przyjazne pole namiotowe (na Heimaey jest jeszcze drugie w pobliżu, ale to w dolinie jest na pewno bardziej klimatyczne i z piękniejszymi widokami). Można stąd wyruszyć na szlaki prowadzące ostrymi wzniesieniami ponad doliną lub wybrzeżem na południe wyspy.

 



Skała Słoń, Słonica i bazaltowe kolumny
Gdy z Doliny Herjolfurdalur podejdziemy do plaży przy polu golfowym zakończonym ostrą skalną ścianą, zobaczymy… głowę słonia: oczy, trąbę, uszy. Ale słynna Elephant Rock z wysp Vestmannaeyjar zlokalizowana jest jednak trochę dalej i lepiej widać ją od strony wody. Skałę tuż przy polu namiotowym ochrzciłam więc słonicą – ma zdecydowanie łagodniejszy wyraz twarzy i jest bardziej przystrojona mchem niż jej męski odpowiednik.
Warto zwrócić też uwagę na charakterystyczne powulkaniczne formacje skalne w postaci bazaltowych kolumn.

 



Stórhöfði – południowy kraniec wyspy
Od skalnej słonicy dojdziemy pieszym szlakiem na południe do Półwyspu Stórhöfði (można oczywiście też dojechać autem, jeśli ktoś nie lubi pieszych wycieczek). Spotkałam się z określeniami, że Stórhöfði to najbardziej wietrzne miejsce na całej Islandii, choć nie mogę tego osobiście potwierdzić. W najwyżej usytuowanym miejscu znajduje się latarnia morska, a poniżej specjalne pomieszczenie na klifie do obserwacji maskonurów, których znajduje się w tym miejscu całkiem sporo. Jest czarna plaża, na której jakaś islandzka rodzinka wypoczywała w piękny i słoneczny dzień przy wyjątkowo przyjemnej temperaturze jak na lipiec na Islandii, czyli ok. 15 stopni C...

 



Sprangan – bujanie na linie
Mieszkańcy wyspy wyspecjalizowali się w akrobacjach na linie. Już młodzi chłopcy wyczyniali kiedyś niesamowite rzeczy, żeby tylko dostać się do jaj licznych ptaków morskich gniazdujących na klifach (co widzieliśmy na filmie w muzeum Eldheimar).
W miejscu zwanym Sprangan (niedaleko portu) kolonia mew upodobała sobie skały tuż przy ulicy. Wisi tam lina, którą każdy może wypróbować i się nieco pobujać.
Przy Sprangan znajduje się także ścieżka, którą dostaniemy się na górę skał, by zobaczyć panoramę miasta. To początek szlaku prowadzącego do doliny Herjolfurdalur.

 



Skansinn – najstarsza część wyspy
Zabytkowa część miasta znajduje się tuż przy porcie. Najważniejszą budowlą jest zrekonstruowany drewniany kościół, stafkirkja, podarowany Islandczykom przez Norwegię i upamiętniający wprowadzenie chrześcijaństwa na Islandii 1000 lat temu (został wybudowany ręcznie w 2000 roku). Chrześcijaństwo właśnie z Norwegii trafiło na wyspy. Konstrukcja tzw. słupowa do złudzenia przypomina drewniane kościoły, które ogląda się podczas podróży do Norwegii.
Obok znajdują się pozostałości XVI-wiecznej twierdzy broniącej niegdyś wejścia do portu (to już z czasów duńskich) z nadal działającą armatą (!), którą oddaje się salwy przy okazji ważnych wydarzeń.
Walkę mieszkańców o uratowanie portu w 1973 roku można sobie tutaj bardziej plastycznie wyobrazić, gdyż widać dokąd dotarła lawa (istniało niebezpieczeństwo, że lawa zablokuje wejście do portu, dlatego starano się odwrócić jej bieg i polewano pompowaną wodą morską).
Można też odwiedzić muzeum medycyny – wstęp jest bezpłatny!

 



Akwarium Sæheimar i Muzeum Etnograficzne Saqnheimar
Muzeów na wyspie jest więcej. Warto zwrócić uwagę na Akwarium z lokalnymi gatunkami. Dochód z biletów przeznaczany jest na ochronę arktycznych waleni o charakterystycznej białej barwie – białuch. Niestety samych białuch w ramach biletu nie można zobaczyć – trzeba wykupić specjalną wycieczkę łódką do sanktuarium, gdzie znajduje się kilka sztuk.
W Muzeum Etnograficznym zapoznamy się z historią i kulturą wysp oraz ich związkami z morzem.

 



Kolonia maskonurów
Na wyspach znajduje się największa na całej Islandii kolonia maskonurów – liczebność podaje się w milionach osobników! Jeśli dotrzemy do miejsc, w których gniazdują, na pewno je zobaczymy, co jest za każdym razem ogromnym przeżyciem, bo to bardzo śmieszne ptaki. Na ich rzeczywisty wygląd i zachowanie nakłada się wbity w mózg obraz ze znanej kreskówki „Pingwiny z Madagaskaru”, którą swego czasu często oglądaliśmy z dziećmi. Za pierwszym razem dziwimy się, że są takie małe, choć faktycznie przypominają nieco pingwiny. Mają niewielkie skrzydełka, którymi bardzo szybko machają podczas lotu. Wyróżnia je charakterystyczny duży pomarańczowy dziób. Zabawnie kręcą głowami badając otoczenie.
Najlepiej obserwować je w okresie lęgowym, kiedy gromadzą się na przybrzeżnych skałach. Jaja składają w końcu kwietnia lub na początku maja, młode wykluwają się po ok. 42-45 dniach, a etap opieki nad nimi to kolejne 40-50 dni. Młodymi opiekują się obydwoje z rodziców, tak więc w lipcu, kiedy najczęściej odwiedza się Islandię, zobaczymy naprawdę sporo maskonurów. Największe szanse na spotkanie mamy od rana lub wieczorem, w ciągu dnia zazwyczaj polują na morzu.
Nasze pierwsze spotkanie z maskonurami odbyło się w miejscu nietypowym, bo podczas wycieczki pieszej wysoko ponad brzegiem morza, w górskim terenie (idąc szlakiem od Sprangan w kierunku doliny Herjolfurdalur). Kolejne nam się objawiły w trakcie spaceru zachodnim wybrzeżem na południe wyspy. Ale najwięcej było ich na Półwyspie Stórhöfði, gdzie zajeżdżają całe wycieczki właśnie po to, by zobaczyć kolonię tych ptaków. Stoi tam specjalny drewniany budynek z niewielkimi okienkami do obserwacji, z tym że – szczerze powiedziawszy – okienka są tak małe, że niewiele widać, chętnych strasznie dużo i ludzie muszą czekać w kolejce, rozmawiając głośno, więc obserwacja z ukrycia mija się z celem w takich okolicznościach. Tak naprawdę lepiej podejść na skraj klifu, szlakiem, który tam biegnie, czyli w bezpiecznych okolicznościach, z gwarancją, że nie spadniemy i tam zobaczymy całe mnóstwo ptaków.
Tak, Półwysep Stórhöfði, to zdecydowanie najlepsze miejsce na wyspach, żeby na pewno zobaczyć maskonury, a Vestmannaeyjar to archipelag, gdzie na pewno mamy szansę je spotkać. Niektórzy przyjeżdżają na Westmany tylko w tym celu.

 



W jaki sposób zwiedzać wyspy?

Mając auto, można poruszać się najwygodniej po Heimaey i dotrzeć w ciągu jednego dnia do wszystkich atrakcji tej stosunkowo niewielkiej wyspy. Ale tak jak pisałam wcześniej, nie wszyscy decydują się na wjazd autem - nie tylko ze względu na cenę biletu, ale także z tego powodu, że liczba miejsc na promie dla aut jest ograniczona i bilety trzeba rezerwować zazwyczaj z wyprzedzeniem na konkretną godzinę.
Prom dopływa do portu zlokalizowanego w jedynym mieście na wyspie, w którym skumulowana jest większość atrakcji. Spokojnie można samodzielnie dojść do wszystkich muzeów i jeszcze zaliczyć szczyt Eldfell i pola lawowe, choć zapewne w ten sposób poruszając się po mieście zrobi się około 5-7 kilometrów.
Do południowego krańca wyspy jest kolejnych 6 km. Niby niewiele, ale jak się pomyśli, że trzeba by ten dystans pokonać pieszo w tę i z powrotem, to robi się już niezła wycieczka, która zabierze sporo czasu. Wiele osób decyduje się więc na wykupienie zorganizowanego objazdu wyspy z przewodnikiem, co ma wiele plusów, ale podstawowym minusem jest cena w stylu islandzkim (na ceny na Islandii narzekali i Duńczycy, i Szwajcarzy, i Amerykanie, z którymi jeździliśmy na stopa, więc wierzcie, naprawdę nie jest tanio).
Mimo wysokich stawek sporo osób decyduje się na wycieczkę morską, która daje możliwość zobaczenia większości wysp archipelagu od strony wody, także tych niezamieszkanych, łącznie z maskonurami gniazdujących na klifowym brzegu. Obserwacja wysp z poziomu promu przy przeprawie na Vestmannaeyjar z Landeyjahöfn nam akurat musiała wystarczyć.

Miałam jednak poczucie, że wycisnęłyśmy wyspy jak cytrynę i zobaczyłyśmy, co tylko się da, wędrując po wyspie pieszo i raz korzystając z podwózki na stopa.

Gorąco polecam taki sposób przemieszczania się po wyspach (i na całej Islandii), bo daje to możliwość dotarcia do miejsc, gdzie żadne auto czy bus z turystami nie mają szans dojechać. Możemy więc zobaczyć wiele naprawdę niesamowitych miejsc wędrując w ciszy i spokoju, podziwiając piękną przyrodę Islandii, która w takich momentach bez innych ludzi na szlaku, wydaje się być naprawdę dziewicza.

 



Przykładowe trasy wycieczek pieszych na Vestmannaeyjar

Pogoda na wyspach nie zawsze nam sprzyjała, ale sądzę, że wyspy zauroczyły nas tak bardzo właśnie dlatego, że wędrowaliśmy po nich pieszo. Inspirację do wędrówek czerpałyśmy z bezpłatnych map i informatora, które dostałyśmy przy zakupie biletów na prom, jak również z aplikacji mapy.cz, gdzie szlaki na Islandii są świetnie pooznaczane. Gorąco polecam tę aplikację nie tylko na podróż po Islandii, ale także na inne - zarówno piesze jak i rowerowe wycieczki – w różnych miejscach świata.

Podane poniżej przykłady wycieczek nie wyczerpują oczywiście dostępnych możliwości, ale akurat te szlaki udało nam się zaliczyć w ciągu dwóch i pół dnia spędzonych na wyspie (z dwoma noclegami).

Wejście na Helgafell
Szlak na Helgafell nie jest oznaczony i ten wygasły wulkan nie wydaje się być częstym celem wycieczek. Jednak niewyraźna ścieżka wśród łąk na niego prowadzi. Znaleźć jej początek można dzięki aplikacji mapy.cz. W pewnym momencie zieleń traw się kończy i zaczyna kamienisty wierzchołek – dość stromy z osypującymi się kamieniami, ale do spokojnego pokonania dla każdego. Na górze możemy obejść krater naokoło. Najwyższy punkt jest oznaczony. Do wyboru jest zejście tą samą drogą, albo wybranie ścieżki po przeciwnej stronie (to nasz wariant), prowadzącej w kierunku kolejnego celu wartego uwagi – wulkanu Eldfell.
Całość wycieczki na Helgafell nie powinna zająć więcej niż 45-60 minut.

 



Wulkan Eldfell i pola lawowe
To często odwiedzany cel na wyspie. Wulkany u przybywających na Islandię wzbudzają duże emocje, bo nie tak łatwo zobaczyć ślady erupcji w innych częściach świata, a tu są na każdym kroku. Dlatego wielu turystów swoje kroki kieruje na szczyt Eldfell. My też.
Widać, że to dość świeży wulkan (erupcja miała miejsce w 1973 roku). Barwa podłoża, po którym się stąpa, jest ciemna i ponura. Dopiero na samym szczycie zaczyna się robić nieco bardziej tęczowo, z powodu zawartości różnych minerałów. Nie ma tu tak regularnego krateru jak na Helgafell, więc nie obchodzi się go naokoło. Zejście prowadzi początkowo tą samą drogą, ale ścieżek jest naprawdę wiele i niżej można wybrać różne warianty.
Większość zaczyna wędrówkę przy kolorowych charakterystycznych schodkach w centrum miasta niedaleko portu prowadzących najpierw przez pola lawowe, porośnięte obecnie zieloną gęstą roślinnością, a kończy na szczycie wulkanu. W naszym przypadku kolejność była obrócona. Wejście na Eldfell miało miejsce trochę z innej strony niż wszyscy, bo w połączeniu z wycieczką na Helgafell zdobyty chwilę wcześniej.
Pola lawowe zostawiłyśmy sobie na koniec. To była piękna część wędrówki. Wśród zieleni, choć ze świadomością, że pod nami są pogrzebane domy przykryte lawą. Z Eldfell zamiast do kolorowych schodków zejście do Skansinn, czyli najstarszej części miasta – skręt był oznaczony na rozwidleniu ścieżek. W orientacji w terenie podczas tej wędrówki bardzo nam się przydała ponownie aplikacja mapy.cz.

 


 
Górki szlak ze Sprangan do doliny Herjolfurdalur
Po wędrówce na oba wulkany i zwiedzaniu muzeum Eldheimar, mimo niepogody, nasz wybór padł na wariant powrotu na pole namiotowe nie zwykłą drogą, ale podniebną ścieżką.
Przy brzegach Heimaey od północnej strony wznoszą się ostre skalne ściany. Człowiek ma taką naturę, że jak widzi takie góry, to ma ochotę na nie wleźć i właśnie dla takich zapaleńców został tam poprowadzony szlak.
Wędrówkę można zacząć przy Sprangan – tam, gdzie wiszą liny do podbierania jaj ptakom gniazdującym w skałach. Ścieżka pnie się stamtąd w górę, coraz wyżej i wyżej, a budynki miasta stają się coraz mniejsze. Świetny mamy stamtąd widok na port. Pokonuje się zieloną łąkę – szlak był wyraźny, oznaczony palikami z pomarańczową końcówką. Podejście trwało trochę. Jak już się wydawało, że grzbiet jest blisko, okazało się, że trzeba było pokonać kolejne wzniesienie i zakręty. Kiedy wreszcie dotrze się najwyżej, zaczyna się najlepsza część wędrówki – czyli niekiedy dość mocno eksponowana ścieżka, nierzadko wśród skał, biegnąca po ciemnym lawowym podłożu. Z drugiej strony wąskiego grzbietu otwierały się widoki na ocean.
Teoretycznie szlak nie jest trudny, ale jednak ścieżka wąska i myślę, że niektóre osoby z lękiem przestrzeni mogłyby przeżywać tutaj spore emocje. Tym bardziej, że w kilku miejscach okazało się, że konieczne było obejście najbardziej niebezpiecznych zniszczonych fragmentów szlaku.
Ale właśnie takie eksponowane szlaki w górach lubię najbardziej!
A jeszcze bardziej polubiłam tę część wyspy, gdy okazało się, że można tu spotkać maskonury, widziane po raz pierwszy w życiu!
Zejście prowadziło prosto do doliny Herjolfurdalur, gdzie znajduje się pole namiotowe (z naszym namiotem). Zapewne gdyby była tego dnia lepsza pogoda można by było pomyśleć o kontynuowaniu wędrówki dalej grzbietem, choć z mapy wynikało, że aby zejść do miasta i tak trzeba by było się wrócić na odnogę szlaku prowadzącą do doliny, czyli do Herjolfurdalur.
Ta emocjonująca wędrówka to zaledwie ok. 3 km!

 



Pieszo z doliny Herjolfurdalur na Półwysep Stórhöfði
Z kempingu w dolinie Herjolfurdalur można zacząć kolejną wędrówkę. Tym razem na południowy kraniec wyspy, gdzie znajduje się największa kolonia maskonurów i mamy 100-procentową gwarancję ich spotkania. Idąc z północy na południe wyszło nam ok. 8 km, więc trzeba tę trasę zaplanować na kilka godzin. Oznaczony palikami szlak prowadzi po nietrudnym płaskim terenie wzdłuż zachodniego wybrzeża.
Na samym początku warto zwrócić uwagę na ciekawe kształty skał, szczególnie bazaltowe pionowe formy. Znajduje się tu również słynna skała Słoń i kilka innych formacji, wywołujących różne skojarzenia w zależności od osoby, która na nie patrzy.
Mniej więcej w połowie wędrówki niespodzianka - kolejne maskonury, które prawie zupełnie na nas nie reagowały i można było je do woli fotografować. Natomiast należy zachować ostrożność i nie zbaczać ze ścieżki - w wielu miejscach znajdują się tabliczki z ostrzeżeniami, by nie podchodzić zbyt blisko klifów, gdyż teren jest niestabilny.
Fragment szlaku blisko południowego półwyspu prowadził przez plażę z czarnym piaskiem.
Potem teren się wznosił, bo dotrzeć na szczyt cypla. Tutaj można spotkać najwięcej maskonurów, które naprawdę w ogromnej obfitości obsiadają nadbrzeżne skały i pilnują wysokich klifów. Ścieżka przebiegała obok budki przeznaczonej do obserwacji maskonurów, którą już z daleka widać.
Tutaj i przy latarni morskiej położonej na najwyższym punkcie Stórhöfði jest najwięcej ludzi, którzy dojeżdżają w te miejsca autami lub busami wycieczkowymi. Pomiędzy tymi miejscami możemy mieć cały półwysep tylko dla siebie. Cieszę się, że zdecydowałyśmy się na obejście Stórhöfði od południa, bo miałyśmy świetne widoki na inne wyspy, których przy południowym krańcu Heimaey jest sporo. Wąska ścieżka biegnąca skrajem wzniesienia doprowadziła nas do parkingu, na którym złapałyśmy stopa z powrotem do miasta. Nie trzeba było wracać kolejnych 8 km pieszo.

 



Wspinaczka na Heimaklettur
Trudno się nam było zorientować, gdzie znajduje się początek emocjonującego szlaku na Heimaklettur czyli najwyższe wzniesienie na wyspie. Wiadomo było, że chodzi o górę znajdującą się z drugiej strony portu, ale z daleka nie było widać żadnej ścieżki na szczyt. Dopiero jak się podeszło bezpośrednio pod nią, dostrzega się drabiny, po których trzeba się wspiąć. Miny nam nieco zrzedły, gdy na nie patrzyłyśmy… Ale tylko pozornie wyglądały na zupełnie pionowe i niebezpieczne. W rzeczywistości łatwo było je pokonać. Większość szlaku przebiegała po zwykłej ścieżce, choć trzeba przyznać, że nieco stromej i wąskiej, co tak naprawdę najbardziej odczuwało się w trakcie zejścia. Wtedy otwierała się największa ekspozycja. W kilku miejscach ułatwieniem były łańcuchy.
Tego dnia była fantastyczna pogoda i widoczność, aż się nie chciało ruszać ze szczytu. Heimaklettur jest świetnym punktem widokowym na miasto i całą wyspę. Wreszcie mogłyśmy zobaczyć w całej okazałości wulkany Helgafell i Eldfell, które dzień wcześniej zdobywałyśmy we mgle. Doskonale też było widać wyraźnie odcinający się kolorem teren – pola lawowe i nowa część lądu, o którą powiększyła się wyspa po wybuchu wulkanu Eldfell.
Wspinaczka na Heimaklettur jest krótka – łącznie to niecałe 3 km, natomiast emocje są niesamowite i widoki niezapomniane. Nie polecam jednak osobom z lękiem przestrzeni.

 



Dlaczego Vestmannaeyjar tak bardzo zachwyca?

Na wyspach Vestmannaeyjar spędziłyśmy świetny czas i bardzo miło wspominamy tę część podróży po Islandii.


 - Wyspa zachwyca pięknym ukształtowaniem terenu, krajobrazami, klifami.


- Daje sporo możliwości do aktywnego wykorzystania czasu, szczególnie w postaci wędrówek.


- Mimo że jest polecaną atrakcją na Islandii, to nie trafia tu zbyt wielu turystów.


- Ma się wrażenie odosobnienia, końca świata, ciszy i spokoju.


- Znajduje się tu świetnie położone, niedrogie pole namiotowe z przyjazną infrastrukturą potrzebną turystom, przede wszystkim pomieszczeniem do posiedzenia w cieple, przy herbacie, ładując komórkę, robiąc notatki z podróży i czytając książki. Miejsca jest dość dla każdego.


- Ogromnym atutem jest możliwość zobaczenia maskonurów w ich naturalnym środowisku. Nie trzeba ich specjalnie szukać, one po prostu tu są.


- Czuje się silny związek z wyspą i jej mieszkańcami, poznając historię ewakuacji podczas erupcji Eldfell, co pokazuje bardzo obrazowo miejscowe muzeum.


- Przyciąga na wyspę sława Pompejów Północy – możliwość wspięcia się na wulkan, zobaczenia pól lawowych, na wpół zniszczonych po erupcji domów.


- Zachwyca poczucie estetyki mieszkańców, którzy mimo ciężkich warunków, w jakich przyszło im żyć, próbują sobie tę trudną egzystencję sobie uprzyjemnić – poprzez kolorowe kosze, street art czy kolorowo wymalowane budynki.

 



Pobyt na wyspach zaplanowałyśmy jeszcze przed wyjazdem na Islandię, ale o tym, że to był dobry wybór, przekonały mnie zachwyty miejscowych: Islandczyka, który na wyspie kiedyś mieszkał i innych, którzy przyjeżdżali tam, tak samo jak my – turystycznie. To ważne miejsce na mapie Islandii.

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Autor: Kamila Gruszka

Jest dziennikarką, podróżniczką i pilotką wycieczek. Publikuje w prasie podróżniczej, o tematyce górskiej i rowerowej oraz serwisach internetowych. Prowadzi blog www.barswiat.pl, gdzie promuje aktywną turystykę rodzinną. Współpracuje z firmami z branży outdoor. Organizuje pokazy podróżnicze.
Odwiedziła już prawie wszystkie kraje w Europie, podróżowała po Azji, była w Ameryce Północnej i Afryce, ale niezmiennie fascynuje ją szeroko pojęty „Wschód”. Jako pilotka specjalizuje się w wyjazdach do Gruzji, Armenii i Iranu.


 O nas

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami różnorakimi, ale najczęściej związanymi z byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Lubimy rower, góry i nocowanie pod namiotem, ale nie tylko. Mamy nadzieję, że znajdą tu wiele inspiracji wszyscy, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.

 
Ostatnio dodane

Alpe Adria to według wielu najpiękniejszy szlak rowerowy w Europie. Nominalnie 411 km jazdy przez Alpy nad Adriatyk.

Dwudniowa wycieczka do Berlina jako odskocznia od obżarstwa świątecznego u rodziny? Bardzo dobry pomysł! Tylko 4 godziny drogi autostradą i meldujemy się w stolicy Niemiec.

Muranska Planina to nasze najnowsze odkrycie na Słowacji. Góry tutaj przypominają nieco polską Jurę z wapiennymi skałkami, tylko skala jest zdecydowanie większa!

Zamiast pędzić do przodu, ledwie rzucając okiem na kolejne atrakcje na trasie, można zatrzymać się na dłużej i wycisnąć, ile się da z miejsca, w którym się jest, przemierzając okolicę pieszo. Polecam takie rozwiązanie!

Blisko przyrody możemy poczuć się na wyspie Viðey, położonej zaledwie ok. 1 km na północ od Reykjaviku. Z przystani Skarfabakka płynie się tam promem dosłownie kilka minut

...
...
...
...