Nazwa Thule jest znana chyba nie tylko ludziom, którzy aktywnie spędzają czas na łonie natury, ale też tym, którzy wolą przemieszczać się samochodem niż pieszo - Thule to najbardziej rozpoznawalny producent boksów dachowych. Poza tym w swojej ofercie posiada różne rodzaje bagażników umożliwiających przewóz na dachu lub z tyłu samochodu nart, rowerów czy kajaków.
Kilka lat temu nasza rodzina zdecydowała się na zakup bagażnika rowerowego marki Thule. Nagle okazało się, że montowanie roweru na dachu może być łatwe, przyjemne i wygodne, a pozostawienie sprzętu rowerowego na samochodzie bez opieki bezpieczne, dzięki zamykaniu na klucz. Różnica między bagażnikiem rowerowym typu no name a Thule była olbrzymia, oczywiście na korzyść szwedzkiej firmy z tradycjami (istnieje na rynku od 1942 r.). Gdy zastanawialiśmy się w kolejnych latach nad kupnem mocowania do nart (w krajach alpejskich obowiązkowe jest przewożenie zabezpieczonego w ten sposób sprzętu narciarskiego) oraz boksa dachowego (nasze wyjazdy wakacyjne to zazwyczaj kilkutygodniowe rodzinne wyprawy samochodowe w dzikie zakątki Europy z rozbijaniem namiotu i gotowaniem na biwakach, co wymaga zabrania ogromnej ilości sprzętu) – wybór był oczywisty: Thule.
Ostatnio zostałam zaskoczona informacją, że firma Thule poszerzyła swój asortyment o plecaki wyprawowe i torby. Brawo! – pomyślałam. To tylko świadczy dobrze o firmie i potwierdza moją dobrą o niej opinię. Thule nie stoi w miejscu, lecz stawia na rozwój. W te wakacje miałam okazję wypróbować 90-litrową torbę turystyczną Thule Chasm – idealną na wyjazdy dla naszej rodziny.
Torbę tę – uwaga! – można zamontować na dachu samochodu! Wyprodukowano ją z odpornego na uszkodzenia, bardzo mocnego oraz wodoodpornego brezentu, więc na pewno bezpiecznie przetrwa podróż. To ciekawa alternatywa dla tych, którzy na razie nie myślą o kupowaniu boksa dachowego, czy to z powodów finansowych, czy też z braku miejsca do przechowywania go (nasz, gdy nie jesteśmy w podróży, przebywa na specjalnie zamontowanej w tym celu półce w garażu, w przeciwieństwie do torby, którą można zwinąć w naprawdę niewielki pakiecik i przechowywać w firmowym pokrowcu). W czasie wyjazdów w różne miejsca na świecie nie raz zdarzało się, że mój plecak jechał na dachu autobusu, taksówki, czy nawet przytwierdzony do jaka na trekkingu – nie zawsze wychodząc z tego bez szwanku, szczególnie podczas niesprzyjających warunków pogodowych. Tworzywo, z którego jest wykonana torba, gwarantuje, że nasz ekwipunek przetrwa podobne przygody. Co więcej, torbę wystarczy przetrzeć szmatką, by oczyścić z kurzu czy plam. Jedynie dno od strony zewnętrznej jest wzmocnione cordurą, co może nie ułatwia przecierania, ale za to zapewnia, że w tym najbardziej narażonym na uszkodzenia miejscu, mamy dodatkową ochronę.
Lubię torby turystyczne na wyjazdach rodzinnych. Łatwiej jest mi zagospodarować ich przestrzeń wewnętrzną, tak by mieć dostęp do wszystkich potrzebnych drobiazgów. Nasza 90-litrowa Thule Chasm mieści ich naprawdę wiele! Jednocześnie jej zaletą jest rozłożystość – mam na myśli to, że jest bardziej szeroka niż wysoka. Na początku wydawało mi się nawet, że jest podejrzanie mała, jak na swoje 90 litrów. Obawiałam się, że nie zmieszczę w niej tak wielu rzeczy, jakbym oczekiwała po torbie o tym litrażu. Okazało się jednak, że nadspodziewanie wiele można do niej upchać, a to że wszystko rozkładało się równomiernie bardziej na płask niż wzwyż, tylko ułatwiało potem odszukanie potrzebnej rzeczy. Utrzymanie porządku wewnątrz umożliwiały siateczkowe kieszonki, w które została wyposażona. Co prawda zawsze mam obawy co do zastosowania tego typu materiału, ale mam nadzieję, że są na tyle trwałe, że przetrzymają przypadkowe zahaczenie czymś ostrym. Posiada też kieszeń zewnętrzną na jednym z krótszych boków oraz dodatkowe troki zewnętrzne, zwiększające jeszcze dodatkowo możliwości dopakowania sprzętu.
Torba zamykana jest na zamek na trzech długościach z przydatną klapką na jednym z węższych boków. Gdybym miała zasugerować wygodniejsze dla mnie rozwiązanie, to zaproponowałabym jednak zwiększenie długości zamka przynajmniej do 1/2 jednego z dłuższych boków, który obecnie w zamek nie jest wyposażony. Jeszcze bardziej ułatwiłoby to dostanie się do wnętrza torby. Czasami bowiem zdarzały mi się sytuacje, że torba w bagażniku była ustawiona akurat tym nieotwieralnym bokiem, gdy potrzebowałam coś z niej wyciągnąć. Trzeba było ją wtedy przestawiać, a gdy była przyduszona innymi drobiazgami, wymagało to faktycznie większego zachodu.
Na naszych samochodowych wyjazdach sprawdzają się najbardziej torby turystyczne. Wygodnie jest korzystać z nich, gdy spoczywają przez większość czasu w bagażniku, a przenosi się je jedynie do przedsionka namiotu. Gorzej gdy trzeba je nosić przez dłuższy czas. Taki 90-litrowy olbrzym z paskiem przerzuconym przez ramię spowodowałby nadwyrężenie kręgosłupa. Noszenie za rączkę przez jedną osobę wydaje się jeszcze bardziej niewygodne. Lepszym rozwiązaniem w takim przypadku wydaje się walizka na kółkach, z którą można wygodnie przemieszczać się na lotnisku, w drodze do hotelu czy zdążając do taksówki. Jednak nie sprawdzi się ona na wyjazdach do krajów, gdzie chodniki są rzadkością. Nie będziemy zadowoleni z tego systemu, gdy istotna dla nas jest waga bagażu (kółeczka, rączka itd. to dodatkowe kilogramy) i jeśli – tak jak w naszym przypadku podczas tegorocznych wakacji – musimy się zmieścić z kilkoma torbami do najtańszego, a co za tym idzie, małego samochodu z wypożyczalni. Łatwiej wtedy jest upchać do wnętrza naszej pandy lub micry torbę, której kształt jest bardziej plastyczny i dopasowujący się do otoczenia innych pakunków niż wielką sztywną walizkę.
Thule Chasm to rozwiązanie pośrednie – jest to torba, którą można zarzucić na plecy i dzięki temu wygodnie przemieścić się na lotnisku lub korzystając z komunikacji publicznej. Wypróbowaliśmy ten patent podczas wyjazdu do Kanady, kiedy to korzystaliśmy z niezliczonej ilości środków transportu, zanim wreszcie wsiedliśmy do zabukowanego auta z wypożyczalni (pociąg z Podłęża do Krakowa, autokar z Krakowa do Budapesztu, metro i tramwaj do hotelu w Budapeszcie, metro i autobus na lotnisko w Budapeszcie, przesiadka na lotnisku w Stambule, przemieszczenie się do wyjścia na lotnisku w Montrealu etc., etc. - za to bilety do Kanady w takim wariancie były niewiarygodnie tanie :))
Torba Thule jest przystosowana do noszenia na plecach. Umożliwiają to szelki, które są praktycznie takie same jak w każdym zwykłym plecaku. Choć trzeba mieć świadomość, że nie posiada pasa biodrowego, więc nie będzie tak wygodna jak tradycyjny plecak. Płaski, sztywny spód powoduje jednak, że świetnie przylega do pleców i spokojnie można ją przenosić na kilkaset metrów czy nawet kilka kilometrów. Dzięki temu mamy wolne ręce i dodatkowo coś jeszcze możemy ze sobą wziąć – dzieli się swoją opinią Darek Gruszka, główny „nosiciel” tej torby na wyjeździe.
Szelki do przenoszenia torby na plecach montuje się bardzo łatwo – niepotrzebna jest do tego instrukcja. Do tego szybko – zaczepia się metalowy zaczep o szlufkę z jednej strony, a z drugiej przeciąga zaczep przez pasek i dodatkowo zabezpiecza przypięciem do tego samego paska. Oprócz tego na stałe zamontowane są dwie rączki, które można złączyć razem materiałem zamykanym na rzep, jeśli mamy ochotę przenieść w ten sposób torbę. Dodatkowe dwa solidne uchwyty na stałe są wszyte przy krótszych bokach torby.
Thule to firma, która w mojej opinii wzbudza zaufanie. Cenię ją za przemyślane rozwiązania i solidność wykonania. Dodatkowy aspekt to względy estetyczne. Torba dostępna jest w wielu kolorach (jak również pojemnościach). Ja jestem pod urokiem stonowanej szaro-czarnej elegancji skandynawskiego designu mojej wersji torby. W wersji L (90 litrów) kosztuje ok. 500 zł.
Torba Thule Chasm dostępna jest w wielu rozmiarach w sklepie e-moko.pl.
Tekst: Kamila Gruszka
Więcej recenzji sprzętu na www.ceneria.pl

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami różnorakimi, ale najczęściej związanymi z byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Lubimy rower, góry i nocowanie pod namiotem, ale nie tylko. Mamy nadzieję, że znajdą tu wiele inspiracji wszyscy, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.
Alpe Adria to według wielu najpiękniejszy szlak rowerowy w Europie. Nominalnie 411 km jazdy przez Alpy nad Adriatyk.
Dwudniowa wycieczka do Berlina jako odskocznia od obżarstwa świątecznego u rodziny? Bardzo dobry pomysł! Tylko 4 godziny drogi autostradą i meldujemy się w stolicy Niemiec.
Muranska Planina to nasze najnowsze odkrycie na Słowacji. Góry tutaj przypominają nieco polską Jurę z wapiennymi skałkami, tylko skala jest zdecydowanie większa!
Zamiast pędzić do przodu, ledwie rzucając okiem na kolejne atrakcje na trasie, można zatrzymać się na dłużej i wycisnąć, ile się da z miejsca, w którym się jest, przemierzając okolicę pieszo. Polecam takie rozwiązanie!
Blisko przyrody możemy poczuć się na wyspie Viðey, położonej zaledwie ok. 1 km na północ od Reykjaviku. Z przystani Skarfabakka płynie się tam promem dosłownie kilka minut
