Kinga Baranowska, himalaistka - Serce zostało na...

Serce zostało na...

szczycie Nanga Parbat (8125 m n.p.m.), w górach Karakorum w Pakistanie. W przeciwieństwie do większości ośmiotysięczników baza, z której rozpoczyna się akcję górską, jest tam ulokowana bardzo nisko - śpi się w namiocie rozstawionym nie na lodowcu, tylko na zielonej trawie, z widokiem na 4 km groźnej ściany. Na początku bardzo się jej bałam, pamiętając tragiczne historie, które się tu wydarzyły. Nanga Parbat pochłonęła wiele istnień, zanim po raz pierwszy udało się ją zdobyć (dokonał tego 3 lipca 1953 r. Herman Buhl). Tu również zginął jeden z braci Messnerów, Günther, podczas zejścia ze szczytu w 1970 r.

Dopiero kiedy oswoiłam się z górą, cała akcja zaczęła posuwać się do przodu. Na szczycie stanęłam 18 lipca 2007 r. razem z Baskiem Robertem "Gori" Rojo. Kilka dni wcześniej udało się to m.in. Piotrowi Morawskiemu. Każdy wspinacz ma swój „Everest”, czyli wyśniony szczyt. Dla mnie była to Nanga Parbat.

Ciekawe jest tam to, że... Europejczyk, który po raz pierwszy trafia do Pakistanu, niemal na każdym kroku styka się z ortodoksyjnym islamem. Ale jego wyznawcy traktują przybyszy przyjaźnie. Długo jednak przyzwyczajałam się do mentalności Pakistańczyków, którzy na wszystko mają czas i nigdzie się nie spieszą (w przypadku wypraw wspinaczkowych oznacza to problemy z tragarzami, transportem itp.). Na każdym kroku słyszy się "Inshallah", czyli „wszystko w rękach Allaha”. Choć w wielu miejscach ludzie żyją w wielkiej biedzie, mieszkają w lepiankach bez prądu, kraj posiada broń nuklearną i uczestniczy w wyścigu zbrojeń...

Niezapomniany dzień miał miejsce w... 2007 r. w Nepalu, podczas zejścia z Dhaulagiri (8167 m n.p.m.) po nieudanym ataku szczytowym. Właściwie było to kilka bardzo trudnych dni z rzędu. Bałam się, czy mnie i mojemu wspinaczkowemu partnerowi, Słowakowi Dodo Kopoldowi, uda się w ogóle zejść z tej góry. Niemal przez cały dzień nie odzywaliśmy się wcale. Wiadomo, że w takich chwilach jest to zbędne - ystarczy przecież na siebie spojrzeć i wszystko wiadomo. I właśnie spojrzenia mówiły, że jeśli nie zrobimy wszystkiego, co w naszej mocy, nie przetrwamy. Wtedy zeszła lawina. Bałam się, że zepchnie nas do szczeliny albo całkiem zasypie. Na szczęście, silny podmuch jedynie przesunął nas o kilkanaście metrów i rzucił w śnieg. Udało się utrzymać na powierzchni i mieć dopływ powietrza, dzięki czemy wyszliśmy z tego cało. Dopiero 1 maja 2008 r. jako pierwsza Polka weszłam na Białą Górę (to właśnie oznacza w sanskrycie jej nazwa).

Podróżuję z... Byłoby idealnie, gdyby można było zorganizować wyprawę z przyjacielem. Ale w Polsce mało ludzi jeździ w wysokie góry, zatem wybór ogranicza się do osób, które w danym roku wybierają się w Himalaje. Często są to wspinacze również z innych krajów. Mam nadzieję, że w 2009 r. uda mi się pojechać na wyprawę z moją przyjaciółką Kasią Skłodowską. W tym roku byłyśmy razem na Dhaulagiri, tworząć dwuosobowy zespół kobiecy. Niestety Kasi nie udało się wejść na szczyt.

Baza pod Nanga Parbat. Fot. arch. Kingi Baranowskiej



Na wyprawę zawsze zabieram... parę ton cargo, czyli kilka beczek z jedzeniem, sprzętem wyprawowym i fotograficznym, puchowymi ubraniami. Nie zapominam też o iPodzie z dobrą muzyką ani o maskotce od przyjaciół i rodziny. Dzięki temu mogę mieć w bazie namiastkę domu.

Najlepsze wakacje spędziłem w... Nie mam jednego ulubionego miejsca. Moje wyjazdy są udane wtedy, gdy przywożę z nich masę wrażeń i pięknych wspomnień. Choć tak naprawdę przez ostatnie lata poza wyprawami nie miałam wakacji - jeśli nie liczyć dni spędzanych u rodziców na Kaszubach. Tam jest przepięknie...

Wymarzony cel podróży... Moje podróże nierozerwalnie łączą się z wyjazdami na ośmiotysięczniki. Celem są Himalaje i Karakorum. W przyszłym roku prawdopodobnie pojadę na Gasherbrumy. W przyszłości planuję też wyprawę na K2.


not. Kamila Gruszka


Kinga Baranowska - czołowa polska himalaistka młodego pokolenia, z wykształcenia geograf, członek Zarządu Klubu Wysokogórskiego Warszawa oraz sportowego teamu Alpinusa. Zdobyła cztery ośmiotysięczniki: Czo Oju (2003), Broad Peak (2006), Nanga Parbat (2007) i Dhaulagiri (2008).


Wywiad z cyklu "Serce zostało w..." ukazał się w "Turystyce", dodatku "Gazety Wyborczej". z dn. 27-28 września 2008 r.


 
Autor: Kamila Gruszka

Jest dziennikarką, podróżniczką i pilotką wycieczek. Publikuje w prasie podróżniczej, o tematyce górskiej i rowerowej oraz serwisach internetowych. Prowadzi blog www.barswiat.pl, gdzie promuje aktywną turystykę rodzinną. Współpracuje z firmami z branży outdoor. Organizuje pokazy podróżnicze.
Odwiedziła już prawie wszystkie kraje w Europie, podróżowała po Azji, była w Ameryce Północnej i Afryce, ale niezmiennie fascynuje ją szeroko pojęty „Wschód”. Jako pilotka specjalizuje się w wyjazdach do Gruzji, Armenii i Iranu.


 O nas

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami różnorakimi, ale najczęściej związanymi z byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Lubimy rower, góry i nocowanie pod namiotem, ale nie tylko. Mamy nadzieję, że znajdą tu wiele inspiracji wszyscy, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.

 
Ostatnio dodane

Alpe Adria to według wielu najpiękniejszy szlak rowerowy w Europie. Nominalnie 411 km jazdy przez Alpy nad Adriatyk.

Dwudniowa wycieczka do Berlina jako odskocznia od obżarstwa świątecznego u rodziny? Bardzo dobry pomysł! Tylko 4 godziny drogi autostradą i meldujemy się w stolicy Niemiec.

Muranska Planina to nasze najnowsze odkrycie na Słowacji. Góry tutaj przypominają nieco polską Jurę z wapiennymi skałkami, tylko skala jest zdecydowanie większa!

Zamiast pędzić do przodu, ledwie rzucając okiem na kolejne atrakcje na trasie, można zatrzymać się na dłużej i wycisnąć, ile się da z miejsca, w którym się jest, przemierzając okolicę pieszo. Polecam takie rozwiązanie!

Blisko przyrody możemy poczuć się na wyspie Viðey, położonej zaledwie ok. 1 km na północ od Reykjaviku. Z przystani Skarfabakka płynie się tam promem dosłownie kilka minut

...
...
...
...