Dopiero od lipca 2014 roku turyści indywidualni mogą odwiedzać Muzeum Witrażu mieszczące się przy al. Krasińskiego 23 w Krakowie. Zanim jednak zobaczymy ekspozycję projektów i realizacji witrażowych, przewodnik oprowadzi nas po pracowni, gdzie zapoznamy się z procesem produkcji witrażu - od przygotowania projektu do wypalania w piecu i prezentacji gotowych prac w specjalnym pomieszczeniu wysokim na 6 metrów.
Pracownia szczyci się tym, że jako najstarsza w Polsce działa niemal nieprzerwanie od 1902 roku, jedynie podczas II wojny światowej produkcja została na krótko przerwana. Po wojnie zakład upaństwowiono i dopiero w 2000 roku przywrócono oryginalną nazwę Krakowski Zakład Witrażów S.G. Żeleński, widoczną obecnie na fasadzie budynku (właścicielem był brat słynnego „Boya” Żeleńskiego). A budynek to nie byle jaki, bo zaprojektowany (w latach 1906-1908) specjalnie na potrzeby prężnie rozwijającego się zakładu – każde pomieszczenie i kondygnacja już w momencie budowy miało swoje przeznaczenie. Szczególnie ważne były duże okna na pierwszym piętrze wychodzące na północ, przez które niezbyt intensywne światło pozwalało na ogląd stanu dzieła. Dzisiaj niekiedy też możemy w tych oknach z zewnątrz zobaczyć witraże, nad którymi pracują plastycy, patynujący szkło. 
Fot. arch. rodzina Gruszków
Zakład od początku nastawiony był na utrzymywanie wysokiego poziomu artystycznego prac. Związani z nim byli znani artyści młodopolscy, jak Stanisław Wyspiański czy Józef Mehoffer, którzy w Krakowie mają swoje osobne muzea. Za ich prace oraz współczesne dzieła Zakład otrzymywał i nadal otrzymuje wyróżnienia, nagrody, medale. Miejsca, gdzie znajdują się witraże wykonane w krakowskiej pracowni, aż trudno wymienić, bo jest ich tyle. Najbardziej chyba jednak prestiżową produkcją było wykonanie współcześnie witraży według projektu Stanisława Wyspiańskiego, które wcześniej nie zostały zrealizowane, gdyż uznano je za zbyt nowoczesne. Pierwotnie bowiem miały być umieszczone w tak nobliwym miejscu, jak katedra wawelska. Obecnie można je oglądać w Pawilonie Wyspiańskiego, nowoczesnym budynku mieszczącym m.in. informację turystyczną i sale multimedialne przy Placu Wszystkich Świętych. Inicjatorem wstawienia tam witraży był Andrzej Wajda.
Technika produkcji witrażów jest właściwie niezmienna od średniowiecza i w pracowni Krakowskiego Zakładu Witrażów S.G. Żeleński można ją nieco podejrzeć. Podczas godzinnej wizyty zostajemy poprowadzeni poprzez kolejne jej etapy: rysowania wstępnego projektu, dobierania kolorów, malowania matrycy w skali 1:1, wycinania poszczególnych elementów - najpierw kartonowych, a potem szklanych, patynowania, by uzyskać światłocienie, składania tego wszystkiego razem za pomocą kitu i profili ołowianych itd. Towarzyszy nam od początku do końca przewodnik, który nie tylko czuwa nad tym, byśmy za bardzo się nie rozproszyli i przypadkiem nie przyczynili do tego, że jakiś projekt nie zostanie przez naszą nieuwagę niezrealizowany, ale także opowiada ciekawe historie o procesie produkcji. 
Fot. arch. rodzina Gruszków
„Szkło witrażowe produkuje się ręcznie w hutach szkła witrażowego, których jest niestety tylko kilka na świecie i tylko jedna w Polsce, w Jaśle. Poszczególne tafle szkła, gromadzone przez lata na potrzeby naszych witraży, nie mają równej grubości i ukryte są w nich bąbelki. To absolutnie nie jest ich defekt, ale wręcz zaleta. Oznacza bowiem, że szkło zostało wyprodukowane ręcznie przez dmuchacza. Bąbelki pochodzą z jego oddechu” – pani przewodnik próbuje przystępnie wyjaśnić nam trudne do ogarnięcia procesy. Szkło o zmiennej fakturze i strukturze – jak wyjaśnia później – ma też taką zaletę, że światło przechodzące przez witraż daje wtedy zdecydowanie bardziej ciekawy efekt niż gdyby zastosowano gładkie szkło produkowane mechanicznie.
Szkło barwione jest tlenkami metali i nie można po wyprodukowaniu zmienić już jego barwy. Do etapu dobierania kolorów byli więc przyporządkowani najzdolniejsi artyści i koloryści, gdyż jeśli źle zostałyby dobrane poszczególne szkiełka i dopiero na końcowym etapie okazałoby się, że efekt jest niezadowalający, to już niewiele można by było wtedy zrobić. Aczkolwiek znane są ponoć anegdoty o tym, jak Stanisław Wyspiański kazał nieraz wymieniać poszczególne elementy.
Fot. arch. rodzina Gruszków
Każdy odwiedzający może sam spróbować ciąć szkło. Do dyspozycji mamy dwa nożyki: jeden zakończony metalowym kółkiem, drugi diamentem! „Nóż z diamentem jest najtrwalszy i najbardziej precyzyjny. Zachowuje się jednak jak pióro wieczne, czyli dostosowuje się do osoby, która go używa. Każdy ma bowiem inny kąt trzymania pióra, inny stopień nacisku, zwykle więc te noże mają jednego właściciela.” Przy cięciu trzeba uważać i nawet najwytrawniejsi witrażownicy chodzą z plastrami na palcach, nie było więc zbyt wielu chętnych do tej zabawy spośród zwiedzających.
Nie opiszemy tu całej wizyty w muzeum, żeby zostawić innym możliwość samodzielnego odkrywania kolejnych pomieszczeń. Odwiedzając pracownię mamy możliwość zobaczenia witrażowników na każdym etapie pracy. Dni otwarte dla zwiedzających indywidualnych to czwartek, piątek i sobota, zwiedzanie tylko o godz. 13.00. Jeśli jednak faktycznie chcemy przekonać się jak wygląda ich praca, radzimy wybrać dni z tygodnia roboczego niż weekendową sobotę. Wtedy faktycznie docenimy to krakowskie „żywe muzeum”. „Żywe” nie tylko ze względu na to, że możemy zobaczyć pracowników podczas ich zajęć, ale także dlatego że muzeum organizuje warsztaty, zarówno dla dzieci jak i dorosłych, również kameralne koncerty i kolacje przy świecach! Przygotujcie się jedynie na dość dużą opłatę za wstęp – bilet rodzinny to 72 zł!
Więcej informacji o muzeum:
https://www.facebook.com/muzeumwitrazuwkrakowie?fref=ts

Jest dziennikarką, podróżniczką i pilotką wycieczek. Publikuje w prasie podróżniczej, o tematyce górskiej i rowerowej oraz serwisach internetowych. Prowadzi blog www.barswiat.pl, gdzie promuje aktywną turystykę rodzinną. Współpracuje z firmami z branży outdoor. Organizuje pokazy podróżnicze.
Odwiedziła już prawie wszystkie kraje w Europie, podróżowała po Azji, była w Ameryce Północnej i Afryce, ale niezmiennie fascynuje ją szeroko pojęty „Wschód”. Jako pilotka specjalizuje się w wyjazdach do Gruzji, Armenii i Iranu.

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami różnorakimi, ale najczęściej związanymi z byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Lubimy rower, góry i nocowanie pod namiotem, ale nie tylko. Mamy nadzieję, że znajdą tu wiele inspiracji wszyscy, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.
Alpe Adria to według wielu najpiękniejszy szlak rowerowy w Europie. Nominalnie 411 km jazdy przez Alpy nad Adriatyk.
Dwudniowa wycieczka do Berlina jako odskocznia od obżarstwa świątecznego u rodziny? Bardzo dobry pomysł! Tylko 4 godziny drogi autostradą i meldujemy się w stolicy Niemiec.
Muranska Planina to nasze najnowsze odkrycie na Słowacji. Góry tutaj przypominają nieco polską Jurę z wapiennymi skałkami, tylko skala jest zdecydowanie większa!
Zamiast pędzić do przodu, ledwie rzucając okiem na kolejne atrakcje na trasie, można zatrzymać się na dłużej i wycisnąć, ile się da z miejsca, w którym się jest, przemierzając okolicę pieszo. Polecam takie rozwiązanie!
Blisko przyrody możemy poczuć się na wyspie Viðey, położonej zaledwie ok. 1 km na północ od Reykjaviku. Z przystani Skarfabakka płynie się tam promem dosłownie kilka minut
