kronika rodzinna
2015-11-02
POLSKA: Lekcja historii na rowerze - szlakiem cmentarzy żołnierskich

Jesienne słońce na niebie, kolorowe liście na drzewach i 1 listopada. Większość z nas tego dnia odwiedza cmentarze. Z braku rodzinnych grobów w najbliższej okolicy postanowiliśmy ruszyć na rowerach na objazd cmentarzy żołnierskich i miejsc pamięci w Niepołomicach, Puszczy Niepołomickiej i pobliskich miejscowościach. Wyszła nam z tego niezła lekcja historii, a nawet kilka.

Żeby bowiem wytłumaczyć dzieciom dlaczego na jednym cmentarzu leżą obok siebie członkowie Legionów Piłsudskiego oraz żołnierze rosyjscy i austriaccy, musieliśmy cofnąć się do czasów zaborów i wyjaśnić, że kiedyś Polska była podzielona pomiędzy trzy państwa. Że w wojskach pruskich, rosyjskich i austriackich w czasie pierwszej wojny światowej tak naprawdę służyli nie tylko Niemcy, Rosjanie, czy Austriacy, ale także Polacy, jako obywatele tych państw, pod zaborami których się znaleźli. Przeciwko sobie walczyli czasem członkowie rodzin. Żołnierz austriacki mógł być też Węgrem, bo przed pierwszą wojną mamy przecież do czynienia z państwem austro-węgierskim, lub Słowakiem, bo obszar tradycyjnie uważany przez Węgrów za węgierski obejmował obecne ziemie tego kraju. Nasi górale chodzili przecież pieszo przez Tatry do Madziarów, co z opowieści pamięta jeszcze dziadek pochodzący z Dzianisza koło Zakopanego. Na cmentarzu komunalnym w Niepołomicach, gdzie zostały przeniesione prochy żołnierzy również z innych miejsc pochówku, odnajdziemy nazwiska i polskie, i niemieckobrzmiące, i przypominające węgierskie, i słowackie. To największy cmentarz z czasów I wojny światowej w okolicy i jedyny, gdzie groby nie są anonimowe. Przynajmniej część. Co roku wartę pełnią tu harcerze Szczepu Puszcza.

 

Niepołomicki cmentarz z kwaterą żołnierzy - co roku wartę sprawują tutaj harcerze.

Fot. Kamila Gruszka / barswiat.pl



Przystanek numer dwa to cmentarz wojenny numer 329 położony przy drodze biegnącej wzdłuż puszczy do Staniątek (Niepołomice-Podborze). Gdyby nie świadomość, że znajdują się tu groby, można by powiedzieć, że to miejsce radosne, przepiękne i z duszą. Takie, w którym chciałoby się dłużej posiedzieć, wygrzewając się na słońcu i chłonąc energię z dwóch wiekowych lip.
Pochowano tu 8 żołnierzy armii rosyjskiej obok istniejącej od 1819 roku kapliczki. W pobliskim staniąteckim klasztorze znajdował się sztab wojsk carskich. I znów przeprowadziliśmy lekcję historii o tym, jak Rosjanie zbliżyli się w 1914 roku do Krakowa, a o przeprawę przez Wisłę toczyły się walki również w pobliżu Niepołomic. Dlatego właśnie w okolicy mamy tyle mogił żołnierskich. Wytyczono nawet na terenie gminy Szlak Frontu Wschodniego I Wojny Światowej.

 

Lekcja historii przy cmentarzu i kapliczce w Niepołomicach - Podborze (koło Staniątek).

Fot. Kamila Gruszka / barswiat.pl

 

Ostatecznie odwiedziliśmy cztery cmentarze z sześciu na tym szlaku. Dodatkowo jednak, niejako po drodze, podjechaliśmy do dwóch miejsc pamięci z czasów drugiej wojny światowej.

Kozie Górki to jedno z niewielu obszarów w płaskiej Puszczy ze wzniesieniami. To także nazwa miejsca, gdzie tradycyjnie chowano zmarłych. Już w dawnych czasach zwożono tu ofiary zarazy z pobliskiego Krakowa. Niektórzy twierdzą nawet, że jest to miejsce, w którym straszy, a dowodem miały być poświaty, które w tym miejscu obserwowano. Wszystko jednak zostało wytłumaczone naukowo: to tylko fosfor zawarty w kościach, który ma takie właściwości. W 1942 roku kości przybyło... Dwa dni wystarczyły, by wymordować 700 Żydów z wielickiego getta: chorych i osoby starsze. Pozostałych 5000 osób zostało przewiezionych do obozu w Bełżcu. Czy opowiadać dzieciom, o tym jak Żydów zagazowywano? Zdecydowanie, tak! W taką lekcję historii można bowiem wpleść naukę o tolerancji i potrzebie rozwiązywania konfliktów drogą pokojową, o tym, że obijanie się pięściami i kłótnie między rodzeństwem można zamienić na rozmowę, negocjacje i zrozumienie potrzeb drugiej osoby. Gdyby niektórzy dorośli uczyli się tego od dziecka, nasze życie byłoby spokojniejsze.

 

Kozie Górki - miejsca stracenia Żydów.

Fot. Kamila Gruszka / barswiat.pl


Puszcza Niepołomicka była świadkiem nie tylko rozstrzelania Żydów, ale także Polaków – mieszkańców Niepołomic, Wieliczki, Dobczyc, Gdowa i Krakowa oraz jeńców francuskich i włoskich. W tym miejscu zginął prezydent Krakowa dr Stanisław Klimecki, a łącznie ponad 1000 osób straciło życie. Obydwa miejsca są dobrze oznaczone i łatwo na nie trafić ze spacerowego deptaka puszczańskiego. Mimo to byliśmy bardzo pozytywnie zaskoczeni ilością osób odwiedzających je w Dzień Wszystkich Świętych – dorosłych, rodzin z dziećmi, starszych. Gdy jedni odchodzili, drudzy już zmierzali w tym kierunku – żeby podejść, przystanąć, przeczytać informację na tablicy, ale też nierzadko zapalić znicz. Paliło się ich przy obydwu pomnikach naprawdę sporo. My dołożyliśmy też swoje.

 

 

Niepołomiczanie pamiętają.

Fot. Kamila Gruszka / barswiat.pl


Kolejne miejsce pamięci wymagało przejechania już sporej ilości kilometrów na drugą część puszczy aż do Sitowca (administracyjnie cały czas Niepołomice). Naprzeciwko leśniczówki schowany wśród drzew znajduje się trzeci cmentarz na Szlaku Frontu Wschodniego z grobami żołnierzy armii austriackiej i rosyjskiej. Cały pokryty liśćmi, co dodawało mu niezwykłego uroku popołudniową porą, choć bardzo martwiło Dominikę. Wydawało jej się, że jest przez to mniej zadbany niż groby na tradycyjnych cmentarzach – próbowała więc uporządkować nieco niektóre z nich, odgarniając liście, głównie dębowe.

 

Cmentarz na Szlaku Frontu Wschodniegow Sitowcu.

Fot. Kamila Gruszka / barswiat.pl

 

 

Kiedyś w pobliżu rósł słynny dąb Stefana Batorego mierzący w obwodzie ponad 5 metrów! To pod nim odpoczywał król, po tym jak został zraniony przez tura. Mógł wtedy zginąć, lecz uratowała go Justynka, córka leśniczego, która celnym strzałem z kuszy zabiła zwierzę. Niestety, dąb nie ocalał. W 2003 roku runął na ziemię, a w jego miejsce zasadzono nowe drzewko. Zdecydowanie jest więc to miejsce godne odwiedzenia, nie tylko ze względu na mogiły żołnierzy, ale także dawniejszą historię Polski.

 

Mały dąbek i pozostałości olbrzymiego dębu Stefana Batorego.

Fot. Kamila Gruszka / barswiat.pl



Cmentarza wojennego w Woli Batorskiej nie znaliśmy wcześniej. Znajdował się w wykazie obiektów na Szlaku Frontu Wschodniego, był zaznaczony na mapie, jednak nie byliśmy w stanie go sami namierzyć. Gdy pytaliśmy o niego, odsyłano nas do tego na Sitowcu, który znajdował się bliżej drogi, przemierzanej przez wielu rowerzystów przy okazji wypraw do Puszczy, przez co jest bardziej znany. „Cmentarz w Woli Batorskiej?” - kolejny mieszkaniec wsi wydawał się mieć zdziwioną minę. - „A tak, jest kilka mogił” – nagle sobie przypomniał. - „Jak byłem w szkole, to chodziliśmy je porządkować, ale teraz to nie wiem, czy ktoś o nie w ogóle dba. Tam się znajdują” - powiedział, wskazując ręką na kępę krzaków.

 

Cmentarz w kępie krzaków - jak się do niego dostać?

Fot. Kamila Gruszka / barswiat.pl

 


Czyli jednak istnieje, tylko jak się do niego dostać? Wskazana przez mieszkańca droga kończyła się w polu. Cmentarz było widać, tyle że odgrodzony od nas kilkoma płotami. Z jednej strony przylegał do niego mur zakładu. Nie pozostało nic innego, jak zostawić rower zaparkowany w pobliżu zabudowań, a resztę drogi pokonać pieszo, przeskakując przez rów melioracyjny, przechodząc pod zasiekiem z drutu kolczastego i starając się bokiem pokonać czyjeś pole. Jak na tak niedostępny cmentarz, był całkiem zadbany, a na grobach stało nawet kilka zniczy. Prawdopodobnie można się do niego dostać przez furtkę prowadzącą tu z zakładu – oczywiście wtedy kiedy jest czynny. Trochę szkoda jednak, że nie jest ogólnodostępny. Zrozumieliśmy, dlaczego nie prowadziły do niego żadne oznaczenia typu „Miejsce pamięci”, jak przy wcześniejszych cmentarzach. Mimo to widać, że ludzie o tym miejscu nie zapominają i ktoś o niego dba. I to było naprawdę bardzo optymistyczne podsumowanie naszej wycieczki.

 

Cmentarz wojenny w Woli Batorskiej
Fot. Kamila Gruszka / barswiat.pl



Zrobiło się już późne popołudnie i czas było wracać. Tego dnia wykorzystaliśmy przepiękną pogodę oraz świąteczną atmosferę na przypomnienie dzieciom kilku rozdziałów z historii Polski i Europy. Bardzo chętnie takich opowieści słuchają. Mam nadzieję, że choć trochę faktów pozostanie w ich głowach, a przede wszystkim szacunek do dokonań przodków oraz dla zmarłych, bez względu na narodowość, wyznanie i fakt, po której stronie frontu przyszło im walczyć.

 

Kamila Gruszka




 
 
 
 
 
 
 
Autor: Kamila Gruszka

Jest dziennikarką, podróżniczką i pilotką wycieczek. Publikuje w prasie podróżniczej, o tematyce górskiej i rowerowej oraz serwisach internetowych. Prowadzi blog www.barswiat.pl, gdzie promuje aktywną turystykę rodzinną. Współpracuje z firmami z branży outdoor. Organizuje pokazy podróżnicze.
Odwiedziła już prawie wszystkie kraje w Europie, podróżowała po Azji, była w Ameryce Północnej i Afryce, ale niezmiennie fascynuje ją szeroko pojęty „Wschód”. Jako pilotka specjalizuje się w wyjazdach do Gruzji, Armenii i Iranu.


 O nas

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami różnorakimi, ale najczęściej związanymi z byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Lubimy rower, góry i nocowanie pod namiotem, ale nie tylko. Mamy nadzieję, że znajdą tu wiele inspiracji wszyscy, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.

 
Ostatnio dodane

Alpe Adria to według wielu najpiękniejszy szlak rowerowy w Europie. Nominalnie 411 km jazdy przez Alpy nad Adriatyk.

Dwudniowa wycieczka do Berlina jako odskocznia od obżarstwa świątecznego u rodziny? Bardzo dobry pomysł! Tylko 4 godziny drogi autostradą i meldujemy się w stolicy Niemiec.

Muranska Planina to nasze najnowsze odkrycie na Słowacji. Góry tutaj przypominają nieco polską Jurę z wapiennymi skałkami, tylko skala jest zdecydowanie większa!

Zamiast pędzić do przodu, ledwie rzucając okiem na kolejne atrakcje na trasie, można zatrzymać się na dłużej i wycisnąć, ile się da z miejsca, w którym się jest, przemierzając okolicę pieszo. Polecam takie rozwiązanie!

Blisko przyrody możemy poczuć się na wyspie Viðey, położonej zaledwie ok. 1 km na północ od Reykjaviku. Z przystani Skarfabakka płynie się tam promem dosłownie kilka minut

...
...
...
...