MALTA: Rowerem po wyspie Gozo

Koniecznie popłyńcie na Gozo – doradzali wszyscy znajomi, gdy słyszeli, że lecimy na Maltę. Wypożyczcie rower. Gozo najlepiej zwiedza się na rowerze – dopowiadali z pełnym przekonaniem. Daliśmy się namówić!


Jak się dostać na Gozo


Z Valletty, gdzie mieszkaliśmy, popłynęliśmy szybkim katamaranem bezpośrednio na sąsiednią wyspę Gozo, drugą pod względem wielkości w archipelagu maltańskim. Można się na nią dostać również z portu na północy wyspy - Cirkewwa. Wszystkie promy zawijają do Mgarr na Gozo. O ile prom z Valletty był dla nas wygodniejszy, to jednak trzeba przyznać, że jest dużo droższy – kosztuje 12 euro w dwie strony. Nas jednak to nie martwiło, bo mieliśmy kupioną kartę na przejazdy bez limitów komunikacją publiczną na Malcie i Gozo na 6 dni za 29 euro, która obejmowała również przeprawę „fast ferry” z Valetty. Przeprawa jest faktycznie szybka, bo płynie się jedynie 45 minut.


Z Cirkewwa płaci się niecałe 5 euro w dwie strony, a czas trwania przeprawy to 25 minut. Jeśli doliczyć czas przejazdu autobusem ze stolicy na północ wyspy (nr 41 jedzie przynajmniej półtorej godziny), to jednak opcja płynięcia bezpośrednio z Valletty jest zdecydowanie korzystniejsza. Tylko że prom ten kursuje w ograniczonym zakresie czasowym. Jest jeszcze jedna firma pływająca szybkimi promami z Valletty – Virtu Ferries, która ma późniejsze kursy niż Fast Ferry, a Gozo Channel z kolei pływa całodobowo, więc na pewno z Gozo się wydostaniemy, jeśli popłyniemy tam na jeden dzień.


Podaję strony przewoźników:


https://gozofastferry.com/


https://www.gozochannel.com/


https://virtugozo.com/



Wypożyczenie roweru na Gozo


Nie mieliśmy poleconej żadnej wypożyczalni rowerów na Gozo. Wiedzieliśmy tylko, że na pewno jest możliwość wypożyczenia sprzętu na Gozo. Namierzyliśmy kilka takich miejsc w sieci i zdecydowaliśmy się na tę, która nam najszybciej odpowiedziała na Messengerze - On 2 Wheels Rentals Gozo:
https://www.facebook.com/On-2-Wheels-Rentals-Gozo-1938973469694647


Małym mankamentem było to, że my dopływaliśmy promem na południe wyspy, a wypożyczalnia mieściła się na północy, w Marsalforn. Na początku myśleliśmy, że dojechanie tam autobusem nie będzie stanowiło problemu – przecież Gozo to niewielka wyspa. Nie wiedzieliśmy jednak, że zlikwidowano bezpośrednie połączenie i trzeba jechać z przesiadką, a akurat transport na Gozo miał problem z pracownikami, brakowało kierowców, w związku z tym autobusy kursowały rzadziej, więc droga zajęła nam sporo czasu. Następnym razem poprosilibyśmy o podstawienie rowerów bezpośrednio pod prom, nawet za dodatkową opłatą. Tym bardziej, że w wypożyczalni zapewniono nas, że jeśli tylko nam się zepsuje rower czy cokolwiek się z nim stanie, to możemy do nich zadzwonić, a oni podjadą z nowym na podmianę. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że ta informacja i wizytówka z numerem telefonu bardzo nam się przyda.

 


Za dobę wypożyczenia rowerów wraz z kaskami i zapięciami zapłaciliśmy 15 euro / 1 komplet. Jeśli nie zdążylibyśmy oddać rowerów przed zamknięciem zakładu, to mogliśmy je przypiąć do ławek na skwerku naprzeciwko. Miałyby bez problemu doczekać do rana na otwarcie wypożyczalni. To bardzo przydatny patent!


Pechowy początek wyprawy


Początek naszej wyprawy był dość pechowy, nie tylko ze względu na opóźnienie związane z przestojami w transporcie. Otóż jak tylko wreszcie zajechaliśmy do Marsalforn, to zaczęło padać. Odebraliśmy rowery, kaski, zapięcia do rowerów, zapłaciliśmy i w zasadzie po 5 minutach, które nawet nie starczyły na oswojenie się z ruchem lewostronnym, zakończyliśmy naszą przejażdżkę w pobliskiej knajpie przy nabrzeżu. Było zimno, herbata tylko trochę nas rozgrzała, do jedzenia jedynie croissanty… Co robić? Odczekać? Może później będzie lepiej. Oddać rowery, wrócić na Maltę i przyjechać na Gozo kolejnego dnia? Stracilibyśmy strasznie dużo cennego czasu, którego nie mieliśmy podczas pięciodniowego pobytu zbyt wiele.

 

Mieliśmy wyjątkowego niefarta, bo archipelag maltański słynie z dużego nasłonecznienia, choć faktycznie opady deszczu i silny wiatr zdarzają się w okresie zimowym (byliśmy w styczniu). Jednakże nasza pogodowa apka wcale na to nie wskazywała!


Na szczęście zanim podjęliśmy jakieś ostateczne decyzje, słońce nieśmiało wyszło zza chmur i zdecydowaliśmy, że jest to wystarczająca zachęta do ruszenia przed siebie.


Rowerowy objazd wyspy Gozo


Ostatecznie zdecydowaliśmy się wystartować z Marsalforn w kierunku zachodnim (północ i zachód wyspy wydawały się nam ciekawsze).


Korzystaliśmy z nawigacji w aplikacji mapy.cz w opcji dla rowerów, dzięki temu jeździliśmy totalnie bocznymi trasami, omijając główne drogi. Niekiedy były to mocno strome zjazdy i ostre podjazdy, z czego słynie Gozo. Szlaków rowerowych oznaczonych w terenie nie namierzyliśmy, poza jednym znaczkiem SIBID. Wiedzieliśmy wcześniej, że taki szlak na wyspie jest, ale jakoś nie byliśmy w stanie znaleźć w sieci żadnych konkretnych informacji, więc zdaliśmy się na samoplanowanie.

 


Zachwyciło nas wnętrze wyspy: zielone przestrzenie, wiejskie krajobrazy, małe przysiółki, urokliwe miasteczka, wąskie drogi, kamienne murki, tarasowe pola.


Piękne miejsca zobaczyliśmy po drodze (idąc po kolei): panwie solne – ciągnące się przez kilka kilometrów za Marsalforn, Wied il-Ghasri – piękna zatoka o urzekającej barwie w kształcie litery S, Ta’Pinu – niesamowita bazylika, która wyrasta nagle wśród pól, Ta’Dbiegi - wioska rzemieślników z wyspy Gozo, Zatoka Dwejra – naszpikowana atrakcjami, słynąca z Lazurowego Okna, którego… już nie ma, klify Ta’ Cenc – które podziwialiśmy z puntu widokowego na południu wyspy koło miejscowości Sannat.


Baseny solankowe na Gozo


Duże wrażenie zrobiły na nas baseny do pozyskiwania soli, na które można się natknąć w różnych częściach zarówno Gozo jak i Malty.


Produkcja soli zaczyna się na wiosnę, więc w styczniu wyglądały na nieużywane. Ale w sezonie jak najbardziej działają. Woda jest naturalnie odparowywania, zostaje sól, którą potem właściciele basenów mogą sprzedawać. To, co mnie osobiście urzekło, to fakt, że nierzadko są to interesy rodzinne, bo baseny są rozmieszczone przy działkach wzdłuż wybrzeża. Poza tym niesamowicie malowniczo wyglądają. Czasami mają geometryczne kształty, są prostokątne lub kwadratowe, albo wręcz przeciwnie - widać niewielkie nieregularne zagłębienia.

 


Całe skupisko panwi solnych można podziwiać, gdy wyjedzie się w kierunku zachodnim z Marsalforn. Zaraz, jeszcze w granicach miasta, zrobiliśmy pierwszy przystanek, bo tak pięknie się prezentowały. Następnie zatrzymaliśmy się przy dawnej baterii bojowej Il Qola I-Bajda datowanej na początek XVIII wieku, by je zobaczyć.


Potem już cały czas baseny solne ciągną się wzdłuż mało uczęszczanej drogi, którą się przemieszczaliśmy na północy wyspy. Przy okazji można podziwiać widoki na Zatokę Xwejni. Tam szczególnie okazale się prezentowały.


Wied il-Għasri - wężowa zatoka


Jedno z bardziej zachwycających miejsc na Gozo i w ogóle na Malcie. Wied il-Għasri to skalna zatoka wijąca się jak wąż pośród wysokich ścian z wodą wpływającą tu od strony morza o niesamowitej barwie!


Do zatoczki prowadzi zejście po betonowych schodach. Rowery musieliśmy zostawić przypięte na górze, ale bez obaw – okolica wyglądała na zupełnie pustą i z rzadka odwiedzaną, przynajmniej poza sezonem.

 


Kształtem Wied il-Għasri przypomina nieco fjord, choć ściany kanionu nie są tak wysokie jak w Norwegii i też wielkość samej zatoki nie taka imponująca. Natomiast tak czy siak robi wrażenie, obojętnie, czy się patrzy na nią z samej góry, czy też z poziomu plaży na dole.


Nas skusiły boczne platformy skalne, którędy do pewnego miejsca można było wygodnie i bezpiecznie przemieścić się w kierunku morza - dzięki temu zyskując nową, ciekawą perspektywę na wodę i klify. Piękne miejsce, a satysfakcja ze wspinaczki również duża!


Bazylika Ta’Pinu


Odwiedzenia bazyliki szczerze mówiąc w ogóle nie planowaliśmy. Czytając wcześniej opisy atrakcji na wyspie Gozo, nie uznaliśmy, że jest to miejsce szczególnie warte zawitania. Na Malcie i Gozo jest taka ilość kościołów, że naprawdę nie zamierzaliśmy specjalnie do Ta’Pinu zbaczać.

 


Tyle, że ona po prostu i tak znalazła się na trasie naszego przejazdu, po tym jak w sposób nieco improwizowany przejechaliśmy przez wioski w pobliżu latarni Giorgan. Ostatecznie z dojazdu na samą górę wzgórza z latarnią, zrezygnowaliśmy, bo im bliżej niej, tym mniej ciekawe się prezentowała. Za to bazylika, owszem, zrobiła na nas wrażenie.
Przede wszystkim usytuowaniem wśród rozległych pustych przestrzeni (choć przy drodze asfaltowej). Nietypowo jak na archipelag maltański, gdzie obiekty sakralne są przeważnie wciśnięte pomiędzy inne ciasno zabudowane budynki.
Po drugie intryguje historią tego miejsca związaną z objawieniami i cudownymi uzdrowieniami, które tu się działy.
Może nie warto tu specjalnie jechać z drugiego końca wyspy, ale żeby zajrzeć po drodze - owszem.


Ta’Dbiegi - wioska rzemieślników


To kolejne miejsce, które zobaczyliśmy niejako przy okazji. Znajduje się w wiosce Gharb na terenie dawnych koszarów wojskowych. Znajdziemy tu sklepiki i pracownie z rękodziełem i lokalnymi przetworami. Warto tu zajrzeć, żeby poczuć ducha wyspy.

Można tu nie tylko zakupić lokalne wyroby, ale także zobaczyć artystów przy pracy i wziąć udział w warsztatach. Dostępne też tu są różne smakowite specjały z wyspy.

 


Niestety w czasie, kiedy my tam byliśmy, wiele sklepików było zamkniętych, wtedy niewielu turystów przebywało na wyspie i zapewne nie opłacało się wszystkich stanowisk otwierać.


Zatoka Dwejra - pełna atrakcji


Wydaje mi się, że gdyby tak się złożyło, że ktoś trafiłby na Gozo jedynie na chwilę i miałby wybrać tylko jeden obszar, który mógłby odwiedzić w ciągu 1-1,5 godziny, to warto byłoby zajrzeć do Zatoki Dwejra.

 


Co tak zachwyca i przyciąga turystów?


- Azure Window (it-Tieqa Żerqa) - czyli piękny łuk skalny, który obecnie zobaczymy jedynie na zdjęciach, ale będąc w Dwejra i tak wszyscy oglądają miejsce, gdzie się znajdował. Niestety w wyniku sztormu w 2017 rozpadł się. Ciekawie jest porównywać stan obecny z obrazami łuku znalezionymi w sieci. Naprawdę trudno to sobie wyobrazić, jak był połączony z lądem i jak mógł tak ogromny most skalny zniknąć bez śladu!


- Blue Hole (Ghar iż-Żerqa) - niewielka zatoczka oddzielona skalną przegrodą od morza niedaleko nieistniejącego już Skalnego Okna. My widzimy to, co na powierzchni, czyli malowniczy krajobraz i świetne miejsce do kąpieli, ale to pod powierzchnią wody zaczyna się prawdziwy raj dla nurków, którzy najbardziej doceniają urok tej podmorskiej dziury.


- Fungus Rock (Il-Ġebla tal-Ġeneral) -  Skała Grzyb wystająca z morza przy Zatoce Dwejra. Mimo że znałam wcześniej jej znaczenie i historię, to jednak jakoś tak na wpół świadomie próbowałam dopatrywać się podobieństwa w niej do kształtu grzyba. Nie dlatego jednak została nazwana grzybową skałą. Chodzi o to, że rosły na niej grzybki, którym zakon joannitów przypisywał właściwości zdrowotne. Tylko wybrańcy mogli się na nią dostać, bo była ściśle chroniona. Groziły surowe kary za niedostosowanie się do tych reguł.

 


- Skała Krokodyl – to mniej znana i zwracająca na siebie uwagę atrakcja. Faktycznie kształtem przypomina wystającego z wody krokodyla. Znajduje się w morzu pomiędzy Skałą Grzyb a Skalnym Oknem.


- Dwejra Tower – wieża będąca elementem systemu obronnego Malty i Gozo. Jednocześnie strzegła Fungus Rock przed niepożądanymi odwiedzającymi. Została jakiś czas temu odrestaurowana i jest dostępna dla zwiedzających. Stoi dumnie na wysokim brzegu ponad zatoką.


- Inland Sea (Il-Qawra) – niewielka urokliwa zatoczka, nazywana Wewnętrznym Morzem, która wydaje się być zwykłym jeziorem wśród klifów, schowanym w głębi lądu. Tak naprawdę jednak do zatoki wlewają się wody morskie poprzez przerwę między urwiskami. Organizowane są krótkie rejsy do jaskini. Dookoła zlokalizowane są hangary lokalnych rybaków i właścicieli łodzi, którymi można odbyć wycieczkę. Kolorowe drzwi dodają uroku temu miejscu.

 


Dla mnie Dwejra była niezwykle ciekawa. Myślę, że można by tu spędzić dużo czasu, jeśli by połączyć oglądanie atrakcji ze spacerem wzdłuż wybrzeża.


Klify Ta’ Cenc


Na sam koniec dnia docieramy do imponujących klifów - Ta’ Cenc. Dojeżdżamy do nich od strony miejscowości Sannat. Mam słabość do takich miejsc, więc wcześniej, w pierwszy dzień pobytu na Malcie zrobiliśmy wycieczkę pieszą do klifów Dingli od megalitycznej świątyni Hagar Qim.

 


Wzdłuż klifów Ta’ Cenc także można wędrować, żeby obejrzeć je z różnych stron, tylko, że my nie mieliśmy już niestety na to czasu. Trzeba było szybko zdać rower, bo dzień się kończył, a ostatni prom, na który mogliśmy się załapać bezpłatnie w ramach naszego biletu, nie czekałby specjalnie na nas, spóźnionych.


Ostatni (pozorny) pech na wyspie Gozo


Po klifach czekała nas już tylko droga z powrotem do Marsalforn (ok. 7 km w poprzek wyspy), żeby oddać rowery do wypożyczalni, a potem szybko wsiąść w autobus i dojechać na prom, odpływający z Mgarr o 17:45, tylko że… w moim rowerze tak skutecznie zablokowałam łańcuch, a nasze próby naprawienia na nic się zdały, że konieczne okazało się wezwanie panów z wypożyczalni na pomoc.

 

Przyjechali autem, zapakowali rowery na pakę, nie chcieli dodatkowej kasy, a my w miejscowości Rabat (Viktoria), nieformalnej stolicy wyspy, szybko udaliśmy się na przystanek autobusowy. Była nadzieja, że zdążymy na prom, gdyby nie… Covid i braki kadrowe. Rozkład zmieniony, sensownego autobusu brak. Zrobiło się na tyle późno, że pan taksówkarz, który podjechał, nie musiał nas długo namawiać do skorzystania z jego usług. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło – poznaliśmy świetnego gościa, którego gorąco rekomendujemy na objazd wyspy Gozo, gdyby ktoś szukał transportu innego niż rower. Nie tylko kierowca, ale też przewodnik i dusza towarzystwa. Rozmawiając z takimi osobami, poznaje się lokalne klimaty. Z czystym sumieniem polecamy: Joey’s Taxi, No 048, tel. +356 9942 72 71.



Na prom zdążyliśmy!


Dlaczego warto wyspę Gozo objechać na rowerze


Trzeba przyznać, że wyspa Gozo naszpikowana jest różnymi atrakcjami przyrodniczymi, ale mam wrażenie, że są one nieco trudniej dostępne niż różne tego typu ciekawe miejsca na samej Malcie. Na Gozo także chyba mniej sprawnie działa komunikacja autobusowa i sieć transportowa jest mniej rozbudowana. Dlatego rower wydaje się najlepszym rozwiązaniem.


Jest w miarę sprawnym środkiem transportu do przemieszczania się, ale też dzięki niemu poznajemy klimat wyspiarski, podpatrujemy mieszkańców i ich życie w wioskach oddalonych od głównych dróg.


My dzień na Gozo zaliczamy do bardzo udanych.


Łącznie zrobiliśmy na rowerze 28 km. Niedużo, ale też czasu mieliśmy stosunkowo niewiele. Poza tym wyspa nie jest aż tak duża, by nakręcić w ciągu dnia nie wiadomo ile kilometrów.

 

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Nasz pobyt na Malcie wspierał AktywnyTurysta.pl, sklep z odzieżą outdoorową i przydatnymi gadżetami dla podróżników i ludzi aktywnych. Testowaliśmy plecaki i biodrówkę z serii podróżniczej National Geographic i potwierdzamy, że na rowerze świetnie się sprawdziły!

 




 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Autor: Kamila Gruszka

Jest dziennikarką, podróżniczką i pilotką wycieczek. Publikuje w prasie podróżniczej, o tematyce górskiej i rowerowej oraz serwisach internetowych. Prowadzi blog www.barswiat.pl, gdzie promuje aktywną turystykę rodzinną. Współpracuje z firmami z branży outdoor. Organizuje pokazy podróżnicze.
Odwiedziła już prawie wszystkie kraje w Europie, podróżowała po Azji, była w Ameryce Północnej i Afryce, ale niezmiennie fascynuje ją szeroko pojęty „Wschód”. Jako pilotka specjalizuje się w wyjazdach do Gruzji, Armenii i Iranu.


 O nas

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami różnorakimi, ale najczęściej związanymi z byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Lubimy rower, góry i nocowanie pod namiotem, ale nie tylko. Mamy nadzieję, że znajdą tu wiele inspiracji wszyscy, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.

 
Ostatnio dodane

Alpe Adria to według wielu najpiękniejszy szlak rowerowy w Europie. Nominalnie 411 km jazdy przez Alpy nad Adriatyk.

Dwudniowa wycieczka do Berlina jako odskocznia od obżarstwa świątecznego u rodziny? Bardzo dobry pomysł! Tylko 4 godziny drogi autostradą i meldujemy się w stolicy Niemiec.

Muranska Planina to nasze najnowsze odkrycie na Słowacji. Góry tutaj przypominają nieco polską Jurę z wapiennymi skałkami, tylko skala jest zdecydowanie większa!

Zamiast pędzić do przodu, ledwie rzucając okiem na kolejne atrakcje na trasie, można zatrzymać się na dłużej i wycisnąć, ile się da z miejsca, w którym się jest, przemierzając okolicę pieszo. Polecam takie rozwiązanie!

Blisko przyrody możemy poczuć się na wyspie Viðey, położonej zaledwie ok. 1 km na północ od Reykjaviku. Z przystani Skarfabakka płynie się tam promem dosłownie kilka minut

...
...
...
...