Mus człowieka ratować - Wołanie z połonin. Opowieści bieszczadzkich GOPR-owców

W sierpniu 1961 roku Zarząd Główny GOPR w Zakopanem zlecił Karolowi Dziubanowi z Sanoka organizację grupy regionalnej GOPR w Bieszczadach. Od tego momentu rozpoczyna się historia bieszczadzkich goprowców. Obecnie pełnią regularne dyżury w Sanoku, Ustrzykach Górnych i na Połoninie Wetlińskiej oraz sezonowo w dyżurce namiotowej pod Tarnicą i przy wyciągach narciarskich.

Książka Wołanie z połonin jest pasjonującym świadectwem 45-letniej działalności ludzi, którzy składają ślubowanie, że stawią się na każde wezwanie, bez względu na porę dnia, roku i pogodę, by nieść pomoc ludziom w potrzebie. To już kolejna edycja książki, której pierwsze wydanie w 2006 r. upamiętniało właśnie 45 rocznicę powstania Grupy Bieszczadzkiej GOPR.

Opowieści z pierwszej ręki uczestników akcji od czasów pionierskich, gdy organizowano bazę, ludzi i sprzęt w Bieszczadach, aż po współczesne interwencje, w których użycie helikoptera i telefonu komórkowego jest codziennością, zostały zebrane, zredagowane i uszeregowane chronologicznie przez Edwarda Marszałka, znanego bieszczadnika. Pomysłodawca projektu – leśnik, prawnik, fotograf, rzeźbiarz, malarz, poeta, przewodnik PTTK, dziennikarz, redaktor naczelny kwartalnika Grupy Bieszczadzkiej GOPR „Echo Połonin”, speleolog, znany z działalności regionalnej autor wielu książek o podkarpackich lasach (długo, by jeszcze wymieniać...) to postać nietuzinkowa. To dzięki jego talentom „tematy stanowiące swego rodzaju górskie tabu” ujrzały tu światło dzienne. Jak pisze Elżbieta Dzikowska, „Edward Marszałek (...) ma nie tylko wspaniały dar opowiadania, ale także wzbudza wielkie zaufanie, więc otwierają się przed nim serca i głowy.”

Każda z opowieści zachowuje indywidualny styl relacjonującego – obok suchego sprawozdania znajdziemy iście literackie majstersztyki nierzadko przeplatane humorem. Wagę historyczną podkreślają autentyczne cytaty z księgi wypraw dopełniające obrazu podejmowanych akcji ratunkowych i bieszczadzkich interwencji.

Bardzo pozytywnie zaskakuje brak jakiegokolwiek oceniania przez ratowników działań turystów, często bardzo lekkomyślnych. Piszą o głodzie, zimnie i zmęczeniu, ale nigdy o głupocie ratowanych. Zresztą – jak podkreślają – nawet gospodarzom schronisk zdarza się zabłądzić na wielokrotnie pokonywanej trasie. Uderza poświęcenie – goprowcy opuszczają stoły wigilijne i inne rodzinne uroczystości, by biec na połoninę i jak najszybciej znaleźć się w pobliżu potrzebujących. Do akcji nierzadko używa się prywatnych samochodów (dawniej furmanek i koni), bez żalu oddaje się turyście cud technologii – własne buty, kupione za ciężko zarobione za granicą pieniądze czy angażuje ulubionych czworonogów do tropienia śladów zaginionych.

Książka obrazuje szeroki przekrój akcji, jakie miały miejsce i nadal odbywają w Bieszczadach. Goprowcy wyruszają nie tylko do turystów ze złamaną nogą, rażonych piorunem czy zaginionych podczas zamieci śnieżnej lub pod lawiną (tak, w Bieszczadach lawiny też schodzą!), ratują też lokalnych mieszkańców w przypadku problemów zdrowotnych, opatrują rannych w bójkach knajpianych czy też wzywani są do zdychającej krowy. Te zadania traktują równie poważnie, czego przykładem są akcje powietrzne w trakcie wielkiej powodzi w 1997 r. czy pożarów połonin w roku 2000. Często jako jedyni dysponują sprzętem, który pozwala na dotarcie do odciętych od świata wiosek, gdy karetki pogotowia są skutecznie powstrzymywane przez zaspy śniegu czy błoto.

O działalności bieszczadzkich ratowników media nie wspominają prawie w ogóle, skupiając się na efektownych akcjach na Orlej Perci czy wydobywania uwięzionych z jaskiń. Opisane w książce Wołanie z połonin historie uzmysławiają jednak, że Bieszczady to góry, których nie wolno lekceważyć. Akcje ratownicze nie tylko zdarzają się w scenerii  stromych turni. Naczelnik Grupy Bieszczadzkiej GOPR, Grzegorz Chudzik, we wstępie do książki ostrzega: „Bieszczady nie były i nadal nie są górami łatwymi, zwłaszcza zimą. Brak systemu schronisk, wielkie przestrzenie i ukształtowanie terenu, częste załamania pogody, występujące kłopoty z łącznością – to jedne z wielu przyczyn wypadków i zarazem trudności w prowadzeniu akcji ratunkowych.”



Jest jeszcze jeden powód, dlaczego warto sięgnąć po tę książkę. Znajdziemy tu wiele praktycznych rad, jak przetrwać trudne chwile w górach i zmniejszyć ryzyko nieszczęśliwego wypadku. Sugestie czasem wydają się być oczywiste... Właśnie - wydają się! Te pouczające historie wciągają mocno człowieka, nie pozwalając szybko odłożyć książki na półkę. Pokazują legendę Bieszczadów, pierwszych turystów, przybywających tu na obozy wędrowne, opisują liczne bazy namiotowe, ocalają od zapomnienia atmosferę biesiady z towarzyszącym im śpiewem i gitarami. Sprzęt ratownika górskiego jest dzisiaj zupełnie inny niż kiedyś. Warto więc dowiedzieć się nieco o realiach „ery przedgoretexowej”.

Książka nie ma ambicji monograficznych, jeśli chodzi o opis bieszczadzkiego GOPR-u, mam jednak drobną sugestię, która pozwoliłaby uczynić książkę jeszcze czytelniejszą. Otóż warto by było zamieścić słownik lub przypisy wyjaśniające terminologię czy sytuacje dla nie-bieszczadników czasem niejasne. Nie wszyscy wiedzą bowiem, jak należy traktować termin „dendrolodzy” czy „schronisko ekologiczne” oraz nie skojarzą, że pod imieniem Karol kryje się pierwszy  naczelnik bieszczadzkiego GOPR-u, a Zdzicha Sławińska jest z zawodu lekarzem. Nie zawsze czytelna jest też struktura działalności GOPR i obszar jej działań. Nie do końca wyjaśnia to mapka i kalendarium umieszczone na końcu tomu.

Książka ta na pewno jest cenną pozycją na rynku polskim, wpisującą się w nurt literatury ratowniczej (chociażby Michała Jagiełły Wołanie w górach – znamienne odwołanie do tytułu czy Anne Sauvy Na krawędzi życia i gór – o ratownikach z okolic Chamonix) i kolejną niezwykle ciekawą również dla indywidualnego turysty. Wróżę jej jeszcze wiele wydań.

Morałem tej recenzji i omawianej książki niech będzie taka rada: choć wyda nam się to zawracaniem głowy, informujmy o swoich planach gospodarzy schronisk i kwater, dyżurkę GOPR czy innych uczestników wyjazdu. Zaoszczędzi to często pracy GOPR-owcom i przyśpieszy szczęśliwe zakończenie akcji.

Kamila Gruszka


Wołanie z połonin. Opowieści bieszczadzkich GOPR-owców, red. Edward Marszałek, wyd. II, Wydawnictwo Ruthenus, Krosno 2007.


Recenzja ukazała się w magazynie "GÓRY", nr 9 (160) wrzesień 2007 r.



 
Autor: Kamila Gruszka

Jest dziennikarką, podróżniczką i pilotką wycieczek. Publikuje w prasie podróżniczej, o tematyce górskiej i rowerowej oraz serwisach internetowych. Prowadzi blog www.barswiat.pl, gdzie promuje aktywną turystykę rodzinną. Współpracuje z firmami z branży outdoor. Organizuje pokazy podróżnicze.
Odwiedziła już prawie wszystkie kraje w Europie, podróżowała po Azji, była w Ameryce Północnej i Afryce, ale niezmiennie fascynuje ją szeroko pojęty „Wschód”. Jako pilotka specjalizuje się w wyjazdach do Gruzji, Armenii i Iranu.


 O nas

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami głównie z dziećmi, niskobudżetowymi, najczęściej związanymi z nocowaniem pod namiotem, gotowaniem sobie samemu jedzenia, byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Mamy nadzieję, że rodziny znajdą tu wiele inspiracji, a może i inni, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.

 
Ostatnio dodane

Na Cergową (716 m n.p.m.) można dotrzeć z czterech stron świata. Na jej szczycie krzyżują się bowiem szlaki..

Podczas wędrówki na Grzywacką Górę błota doświadczyłam mnóstwo, ale za to widoki były bardzo rozległe.

Najpiękniejsze były położone po obu stronach zbiorniki wodne – niebieskie oczka wśród żółtości uschniętych traw nieskoszonej łąki...

Od zawsze wszyscy znajomi straszyli wymagającym podejściem na Lackową, mało ciekawym szlakiem w lesie i brakiem widoków...

Gdzie szukać przestrzeni na wycieczki z naszymi pupilami, jeśli większość terenów górskich objęta jest w Polsce ochroną? Znaleźliśmy raj na Słowacji.

...
...
...
...