Na Marsie też są szczyty... - Lider

"Hurra! Halo, baza, są na szczycie, rekord świata!” – taki okrzyk radości usłyszeli 17 lutego 1980 r. himalaiści, biorący udział w zimowej wyprawie na Everest pod kierownictwem Andrzeja Zawady. Po raz pierwszy człowiek stanął na szczycie ośmiotysięcznika zimą.

Książkę „Lider. Górskim szlakiem Andrzeja Zawady” Ewa Matuszewska poświęca człowiekowi, dzięki któremu sukces ten był możliwy. Do rąk czytelnika trafia pozycja biograficzna przedstawiająca dzieciństwo jej bohatera, następnie jego sukcesy jako alpinisty i kierownika wypraw w górach wysokich oraz końcowe epizody życia. Książka powstała z inspiracji jego żony, aktorki Anny Milewskiej – i zaważyło to, moim zdaniem, na jej charakterze. Ewa Matuszewska stawia bowiem swojemu bohaterowi pomnik z brązu, starannie wypolerowany, bez rys i zadrapań.

„Kierownikiem był genialnym...”, „Nigdy nie było kogoś takiego jak on i nigdy nie będzie...”, „Był człowiekiem pod wieloma względami imponującym” – takie mniej więcej wypowiedzi, przeplatane wspomnieniami działalności górskiej, przytacza na ponad 350 stronach. Czy taki był w rzeczywistości? Tym, którzy go osobiście nie znali lub są zbyt młodzi, by jego sukcesy pamiętać, trudno jednoznacznie ocenić, czy postać przedstawiona w książce jest prawdziwym wizerunkiem Andrzeja Zawady.

Trudne warunki i ekstremalne sytuacje zawsze są źródłem konfliktów i przyczyniają się do powstawania emocji o temperaturze wielokrotnie wyższej od panującej na zewnątrz wyprawowego namiotu. Wieloosobowe ekspedycje, silne indywidualności, nierzadko różne nacje – aż dziwne, że prawie wcale nie wspomina się przy okazji wypraw Zawady o waśniach i sporach. Tylko nazwisko jednego himalaisty jest w tym kontekście wielokrotnie przywoływane. Andrzej Zawada, mający „niesamowitą zdolność godzenia sprzeczności”, z takich sytuacji wychodzi oczywiście bez szwanku...

Taki sposób opisywania człowieka, któremu na pewno należy się szacunek i uznanie za dokonania na arenie himalaizmu zimowego, bardzo mnie raził. Zdania typu: „Malubiting został zdobyty, ale nie wierzchołek główny. Dlaczego? Bo zabrakło Zawady. On by nie przepuścił takiego niedopatrzenia” wywoływały uśmiech na twarzy, a czasem wręcz irytowały. Bardziej przekonująco brzmiały gawędziarskie anegdoty z początków taternickiej kariery Zawady (słynne „Skokami, panowie!”), wspomnienia małych uroczystości z wręczaniem flag przed wyruszeniem na atak szczytowy, opis 70-letniego Zawady wyruszającego na akcję górską, by zmobilizować swoją ekipę do walki czy przywoływany obowiązkowy punkt ze spisu ekwipunku członków himalajskiej ekspedycji – garnitur z apaszką. Pełnienie funkcji reprezentacyjnych poza granicami kraju było dla Zawady tak samo ważne jak pobijanie kolejnych górskich rekordów Polski i świata. Wyżej niż Everest już nie można? Ale przecież „na Marsie są szczyty, które mają po 25 tysięcy metrów. Tak więc pewne perspektywy są” – takie kierunki wyznacza Lider pod koniec swojego życia.



Ewa Matuszewska napisała świetną książkę wspomnieniową o Wandzie Rutkiewicz „Uciec jak najwyżej”. Z Rutkiewicz znała się bardzo dobrze i postać tej znanej himalaistki w świetle ciekawych epizodów z życia, przepełnionej emocjami i sprzecznościami, jak żywa z tej książki się wyłania. „Lider” natomiast wypada blado i nieciekawie.

Mimo tych uwag krytycznych uważam, że jest to ważna pozycja o tematyce górskiej i w bibliotece prawdziwych kolekcjonerów takiej literatury powinna się znaleźć. Nie tylko z powodu wartościowej strony edytorskiej (twarda oprawa, kredowy papier, piękny projekt okładki, klimatyczne czarno-białe zdjęcia), ale przede wszystkim ze względu na próbę zebrania i opracowania wielu źródeł o Zawadzie traktujących. Szkoda tylko, że nie zawsze można jednoznacznie określić, z którego roku pochodzą i w jakich okolicznościach konkretne wypowiedzi powstały.

Kamila Gruszka


Ewa Matuszewska, Lider. Górskim szlakiem Andrzeja Zawady, Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2003


Recenzja ukazała się w magazynie "GÓRY", nr 2 (153) luty 2007 r.




 
Autor: Kamila Gruszka

Jest dziennikarką, podróżniczką i pilotką wycieczek. Publikuje w prasie podróżniczej, o tematyce górskiej i rowerowej oraz serwisach internetowych. Prowadzi blog www.barswiat.pl, gdzie promuje aktywną turystykę rodzinną. Współpracuje z firmami z branży outdoor. Organizuje pokazy podróżnicze.
Odwiedziła już prawie wszystkie kraje w Europie, podróżowała po Azji, była w Ameryce Północnej i Afryce, ale niezmiennie fascynuje ją szeroko pojęty „Wschód”. Jako pilotka specjalizuje się w wyjazdach do Gruzji, Armenii i Iranu.


 O nas

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami różnorakimi, ale najczęściej związanymi z byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Lubimy rower, góry i nocowanie pod namiotem, ale nie tylko. Mamy nadzieję, że znajdą tu wiele inspiracji wszyscy, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.

 
Ostatnio dodane

Alpe Adria to według wielu najpiękniejszy szlak rowerowy w Europie. Nominalnie 411 km jazdy przez Alpy nad Adriatyk.

Dwudniowa wycieczka do Berlina jako odskocznia od obżarstwa świątecznego u rodziny? Bardzo dobry pomysł! Tylko 4 godziny drogi autostradą i meldujemy się w stolicy Niemiec.

Muranska Planina to nasze najnowsze odkrycie na Słowacji. Góry tutaj przypominają nieco polską Jurę z wapiennymi skałkami, tylko skala jest zdecydowanie większa!

Zamiast pędzić do przodu, ledwie rzucając okiem na kolejne atrakcje na trasie, można zatrzymać się na dłużej i wycisnąć, ile się da z miejsca, w którym się jest, przemierzając okolicę pieszo. Polecam takie rozwiązanie!

Blisko przyrody możemy poczuć się na wyspie Viðey, położonej zaledwie ok. 1 km na północ od Reykjaviku. Z przystani Skarfabakka płynie się tam promem dosłownie kilka minut

...
...
...
...