kronika rodzinna
2015-12-14
Nasz skandynawski cel: kamień na granicy trzech krajów

Czwarta część opowieści o szwedzkiej północy, którą odwiedziliśmy podczas wakacji 2015 r.


Jakie kraje tradycyjnie nazywamy skandynawskimi? Większość wymieni: Szwecję, Norwegię i Finlandię. Tak się składa, że wszystkie je zjeździliśmy samochodem podczas wakacji: Finlandię w 2012 roku, Norwegię (i częściowo Szwecję) w 2013 roku. W tym roku postanowiliśmy bliżej zapoznać się ze szwedzką północą i gdy tylko dowiedzieliśmy się, że właśnie tam znajduje się na granicy trzech skandynawskich krajów kamień, do którego można dotrzeć tylko wędrując pieszo, zapragnęliśmy zobaczyć go na własne oczy. Pomyśleliśmy, że to będzie dobry akcent na koniec podróży po Szwecji, trzeciego w kolejności państwa Skandynawii, które odwiedziliśmy podczas wakacji.

Impulsem było zdjęcie. Wzrok przyciągały ośnieżone góry na horyzoncie, których odbicie było widoczne także w jeziorze. W wodę wcinała się kładka, po której wędrowało się do wielkiego betonowego okrągłego i niezbyt wysokiego żółtego słupa. Po drewnianym pomoście obchodziło się go naokoło. Jeśli by go obiec, to w kilka sekund moglibyśmy zwiedzić trzy kraje. To właśnie nasz cel!

 



Nieco się tylko martwiliśmy, że do tego punktu idzie się 11 km w jedną stronę. Jakoś to będzie – pomyśleliśmy i twardo z Abisko jechaliśmy na jeszcze dalszą Północ. Dobrze że nie zwątpiliśmy w Karesuando – granicznej miejscowości pomiędzy Szwecją i Finlandią. Stamtąd moglibyśmy zacząć odwrót na południe. Jednak nie, jedziemy dalej już po stronie fińskiej (stamtąd jest najbliżej do kamienia) do Kilpisjärvi aż przy granicy norweskiej. Tym samym domykamy naszą podróż po Finlandii sprzed kilku lat, bo ten odcinek drogi wtedy odpuściliśmy.

Robi się nieco mrocznie, mgliście, zimno i deszczowo. Coraz bardziej czarno widzimy wędrówkę, rozbijanie namiotu, przyrządzanie posiłku – prawie cały dzień nic sensownego nie jedliśmy. Centrum parku jest już zamknięte, a na kempingach i w hostelach w Kilpisjärvi nie ma miejsc. Co robić? Jedźcie dalej do granicy, tam jest baza turystyczna – doradza właściciel jednego z hoteli. Trafiamy bez problemu i od razu poprawia nam się humor. W dobrej (jak na Skandynawię) cenie bierzemy 4-osobowy pokój ze śniadaniem i możliwością wizyty w saunie (sauna fińska jest w cenie nawet dla tych, którzy nocują pod namiotem). Uprzejma pani z recepcji informuje nas, że do kamienia można podpłynąć łódką, która – tak się składa – odpływa z przystani po drugiej stronie drogi niedaleko hotelu. Nie macie Euro, tylko korony szwedzkie? Nie ma problemu! Opłatę za prom można uiścić także w koronach – uspokaja recepcjonistka. A nam się coraz bardziej uśmiechają buzie.

W Finlandii czuję się jak w domu. Z krajów skandynawskich chyba najbardziej ją lubię za porządek, dyskrecję, uprzejmość, spełnianie wszystkich pragnień turystów, zanim o nich jeszcze pomyślą, świetną infrastrukturę dla przyjezdnych, plecakowiczów, miejsca noclegowe, wytyczone szlaki, dobre jedzenie (nie zapomnę śniadania w formie bufetu!) - długo by wymieniać. Dość powiedzieć, że nasze dzieci także najmilej wspominają podróż po Finlandii i to chyba nie tylko ze względu na wizytę u świętego Mikołaja.

 



Ruszamy więc rano promem w rejs przez jezioro. Wysiadamy po drugiej stronie i nie ma łatwo, i tak do kamienia trzeba dojść i to w dość szybkim tempie. Tego dnia robimy najszybsze 6 km na wyjeździe. Mamy tylko 2 godziny, inaczej statek odpłynąłby bez nas (można ewentualnie wybrać opcję powrotu następnym kursem promu po południu – my o tym nie pomyśleliśmy, ale też nie mieliśmy już zbyt dużo czasu). Trasa świetnie oznaczona, wygodna, przepiękna. Na końcu tylko małe wątpliwości – który to jest właściwy kamień ze zdjęcia? W okolicy było kilka słupów granicznych z różnymi datami, do tego jeszcze jeden gładki kamol z napisami w którymś ze skandynawskich języków. Wreszcie jest ten najważniejszy – na wodzie, prawie pośrodku jeziora. Dochodzimy do niego kładką, obchodzimy, sprawdzamy - faktycznie z trzech stron widnieją różne nazwy krajów. A dookoła przepiękne krajobrazy jak na fotografii, która była dla nas inspiracją do wędrówki.

 



Pędzimy do promu, ale w drodze powrotnej czeka nas jeszcze jedna niespodzianka. Jesteśmy w Finlandii, więc wycieczka ta nie mogłaby się obyć bez spotkania z reniferami. W tym kraju właśnie spotykamy ich najwięcej!

Kamień na granicy trzech państw był najważniejszym akcentem naszego wyjazdu na północy, ale przecież dzieci miały także swój własny cel na południu. Jeszcze tego samego dnia zaczynamy więc odwrót w kierunku Wimmerby i Karlskrony.

Kamila Gruszka

 
 
 

 O nas

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami różnorakimi, ale najczęściej związanymi z byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Lubimy rower, góry i nocowanie pod namiotem, ale nie tylko. Mamy nadzieję, że znajdą tu wiele inspiracji wszyscy, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.

 
Ostatnio dodane

Alpe Adria to według wielu najpiękniejszy szlak rowerowy w Europie. Nominalnie 411 km jazdy przez Alpy nad Adriatyk.

Dwudniowa wycieczka do Berlina jako odskocznia od obżarstwa świątecznego u rodziny? Bardzo dobry pomysł! Tylko 4 godziny drogi autostradą i meldujemy się w stolicy Niemiec.

Muranska Planina to nasze najnowsze odkrycie na Słowacji. Góry tutaj przypominają nieco polską Jurę z wapiennymi skałkami, tylko skala jest zdecydowanie większa!

Zamiast pędzić do przodu, ledwie rzucając okiem na kolejne atrakcje na trasie, można zatrzymać się na dłużej i wycisnąć, ile się da z miejsca, w którym się jest, przemierzając okolicę pieszo. Polecam takie rozwiązanie!

Blisko przyrody możemy poczuć się na wyspie Viðey, położonej zaledwie ok. 1 km na północ od Reykjaviku. Z przystani Skarfabakka płynie się tam promem dosłownie kilka minut

...
...
...
...