To był już trzeci nasz wyjazd na Węgry w okresie wielkanocnym. W odległości zaledwie 250 km leży kraj, który w naszym mniemaniu można nazwać egzotycznym – przede wszystkim ze względu na zupełnie inny od słowiańskiego język. Z Węgrami często trudno się porozumieć, z języków obcych władają raczej niemieckim niż angielskim, ale zawsze czuje się niezwykłą sympatię, którą darzą Polaków. W końcu nie od dziś wiadomo, że „Polak, Węgier – dwa bratanki”.
Zazwyczaj wybieramy na nasze wizyty północne rejony Węgier, niepodobne do całej reszty kraju, bo górzyste, pofałdowane, ze zjawiskami krasowymi. Były więc spacery po Górach Bukowych, wizyty w jaskiniach w Aggtelek, teraz przyszedł czas na tokajski rejon winiarski z Górami Tokajsko-Zemplińskimi.
Góry Zemplińskie i góra Krakó
Góry Zemplińskie, zwane też Tokajskimi są niewysokie (najwyższy szczyt to Nagy Milic - 896 m n.p.m.). Na pewno można je nazwać urokliwymi, z ukrytymi pośród wzgórz malowniczymi wioskami. Przez góry te wiedzie droga z różnymi odnogami, w które warto zboczyć. Przemierzaliśmy je samochodem, na rowerze i biegnąc.




Bo co robią rodzicie, którzy chcą połączyć pasję biegową ze wspólnym spędzaniem czasu z dziećmi i chęcią zobaczenia różnych miejsc podczas podróży? Robią przebieżkę 10 km w jedną stronę w dolinie w Górach Zemplińskich, podczas gdy reszta rodziny roweruje. W punkcie docelowym piknik i podmiana jednego z rodziców na rowerze. Da się? Da!
A potem można wsiąść do samochodu i podjechać tam, gdzie na nogach nie dotarliśmy lub dla dzieci przewyższenia byłyby zbyt trudne do pokonania, jak do wioski Baskó na końcu jednej z niesamowicie dziurawych odnóg głównej drogi przez góry. Było tak pięknie, że drogę powrotną w dół postanowiłam pokonać rowerem. Wyobrażacie sobie zapewne już sceny, gdy pędzę z rozwianym włosem, uśmiechem na ustach i radością w sercu pośród pięknych okoliczności przyrody. Nic z tego! Zanim wyjechałam za granice Baskó, miałam już flaka w kole od niefortunnego wpadnięcia w dziurę. Na szczęście po kilkuset metrach bez zasięgu, dodzwoniłam się wreszcie do rodziny, która miała na mnie czekać w Sima, innej pięknej wiosce kilka kilometrów dalej. „Wracajcie” – błagałam. Rower został zapakowany na dach i to był właściwie koniec naszych wycieczek rowerowych na tym wyjeździe.


Ale w Góry Zemplińskie jeszcze wracaliśmy. Wiodła przez nie nasza droga powrotna z samochodowego objazdu rejonu tokajskiego jednego dnia, były to również świetne tereny na bieganie. Odkrywaliśmy także winnice położone na zboczach wzgórz nad Abaújszántó, gdzie nocowaliśmy.
W niedzielne wielkanocne popołudnie zostaliśmy zaproszeni na wycieczkę w międzynarodowym licznym towarzystwie - Węgrów, Niemców i nas, Polaków. Chętnych na wycieczkę zbieraliśmy po drodze, wędrując uliczkami Abaújszántó. Celem była góra Krakó (402 m n.p.m.).

Czy wiecie, jakie są związki między Abaújszántó a Krakowem? Okazuje się, że całkiem bliskie, choć nie do końca wyjaśnione. Otóż Krakó, wznosząca się nad Abaújszántó, po polsku znaczy „Kraków”. Jak tłumaczyli nam Węgrzy, przebiegał tędy szlak winny z Węgier do Polski i z okolicznych winnic, także tych na stokach góry Krakó, wino trafiało na polski rynek. Jak doczytałam, przed wojną właścicielami winnic na tej górze byli Polacy, bracia Biliccy. Nie ma jednak jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, kto nadał górze nazwę Krakó.







Łącznie tego dnia pokonaliśmy 12 km w 3,5 godziny. Oczywiście nie mogło zabraknąć podczas wędrówki degustacji wina i palinki, tutejszego owocowego bimbru, który - jak się wydaje - cieszy się w tych okolicach zdecydowanie większym powodzeniem niż wino. Po wycieczce także zostaliśmy zaproszeni na lampkę wina...
Nie ma wina nad węgrzyna
W Tokaju króluje wino jasne. Mimo że raczej wolimy czerwone, po wizycie w tamtym rejonie jestem w stanie zgodzić się ze stwierdzeniem, że „węgrzyny” są najlepsze. Na pewno te odmiany, które wypróbowuje się w klimatycznych piwniczkach winnych.

Przydatne węgierskie słowa w rejonie Tokaju to "bor" - wino i "pince" - piwnica. Piwniczki winne pokrywają wzgórza w niektórych miejscowościach jak ogromne kretowiska.

W tych najsłynniejszych (jak piwnice Rakoczego w Tokaju) spróbujemy białego tokajskiego wina w różnych odmianach: aszu (z wysuszonych winogron), czy szamorodni (podania mówią, że nazwę tę wymyślili szlachcice polscy, którzy przybywali w te okolice po wino, zabierali butelki trunku ze świeżo co zebranego winogrona bez specjalnej selekcji, a pod Krakowem już było gotowe - samo się robiło), jest też furmint (bardziej wytrwane) czy eszencia - bardzo słodkie.

Ponoć tajemnicą smaku tokajskiego wina jest ilość spleśniałych gron w stosunku do całej ilości owoców. To "szlachetna pleśń", która także pokrywa piwniczki winne, gdzie wino leżakuje.

Podczas gdy rodzice delektują się winami, dzieci mogą wypić specjalny gęsty sok winogronowy – moszcz.

Oprócz Tokaju odwiedziliśmy kilka innych miasteczek winnych. Spędziliśmy leniwe przedpołudnie w miejscowości Tallya. Ponoć odradza się ona po upadku winiarstwa po 1989 roku. Piwniczki winne w każdym razie, jak niemal w każdej winiarskiej miejscowości rejonu tokajskiego, są – wkopane w ziemię, ze schodami schodzącymi ostro w dół, przykryte ziemią i porośnięte trawą. Najpiękniejsze zdjęcia wzgórz winnych zrobicie między Tallyą a Mad. Niezwykle pięknie prezentowała się także na tle wzgórz Tolcsva k. Sárospatak, gdy mijaliśmy ją o zachodzie słońca w drodze powrotnej z Tokaju.

Ale najwięcej wina wypiliśmy w Abaújszántó. Piwniczki winne znajdują się tam w dwóch miejscach: doskonale widoczne przy wjeździe od strony Tallyi oraz – nieco na uboczu, gdy wjedzie się w poprzeczną do głównej ulicę vis-à-vis kościoła. Codziennie przy jednej z piwnic mijaliśmy grupkę wesołych Węgrów degustujących trunki między godziną 14 a 19.00. Normalnie jednak piwniczki są na co dzień zamknięte. Czekają z otwarciem aż do jesieni, kiedy to w całym rejonie winiarskim odbywają się festiwale winne. Również w jeden z weekendów maja (zawsze po 17 maja) ma miejsce Dzień Otwarty Piwniczek Winnych, podczas którego zakupuje się kieliszek i chodzi z nim od piwniczki do piwniczki, próbując trunki lokalnych gospodarzy. W Abaújszántó w tym roku święto będzie miało miejsce 23 maja.

Zamki, twierdze i pałace
Dojeżdżając od granicy słowackiej do Abaújszántó, dostrzega się widoczny z daleka zamek Boldogkő vára, wznoszący się na wzgórzu koło miejscowości Boldogkőváralja. Oznaczenia poprowadzą nas na parking pod zamkiem bezbłędnie, ale już po wejściu za mury obronne będziemy się zastanawiać, czy nadal jesteśmy na Węgrzech, czy przypadkiem nie dojechaliśmy do Chin - ze względu na przejście eksponowaną ścianą do jednej z bardziej poza zamek wysuniętej wież, łudząco przypominającej mur chiński.

To zamek w stylu tych, które się samodzielnie odkrywa, buszując po niezliczonych zakamarkach i wchodząc na mury, czy też skały, bo nie wiadomo, gdzie kończy się jedno i zaczyna drugie.


Zamek służył obronie przed Tatarami i swego czasu był jednym z większych na ziemi madziarskiej. Można zwiedzać kazamaty z różnymi narzędziami tortur (dzieci nie dały się zakuć) oraz wystawą mineralogiczną. Zatrzymaliśmy się na dłużej przy makietach z planami bitew. Krajobrazy pełne drzewek owocowych (z których czerpie się materiał na palinkę, inny alkohol tych rejonów) podziwialiśmy z wieży na samej górze murów.

35 km na północny wschód od Tokaju znajduje się senne miasteczko Sárospatak, słynące z zamku Rakoczych. Najważniejszą jego częścią jest 5-kondygnacyjna mieszkalna Czerwona Wieża. Do niej piękna Zuzanna Lorántffy, żona György Rákoczy'ego II (ponoć właśnie ona jako pierwsza spróbowała wina "aszu"), dobudowała renesansową loggię, a w późniejszych czasach powstały kolejne skrzydła zamku.

Obecnie można zwiedzać wnętrza, jednak dzieci miały inny plan, w związku z tym przespacerowaliśmy się po ogrodach i parku okalającym zamek, zatrzymując się nieco dłużej w pobliżu zamkowego placu zabaw.



Ponieważ jednego dnia zboczyliśmy nieco ze szlaków winnych Tokaju na rzecz czerwonego Egri bikavéra, zapoznaliśmy się także z potęgą i historią egerskiego zamku, której najważniejszym wydarzeniem była bohaterska obrona przed tureckim najeźdźcą w 1552 roku. Żałujemy, że do zamku trafiliśmy tuż przed zamknięciem i większość sal wystawowych zastaliśmy zamkniętych, bo znaczenie duchowe zamku dla Węgrów było dla nas odkryciem, na temat którego chcielibyśmy się dowiedzieć nieco więcej. Następnym razem wybierzemy się także na zwiedzanie potężnych podziemi zamku z anglojęzycznym przewodnikiem, bo szczegółowych wyjaśnień po węgiersku lokalnej przewodniczki nie tylko dzieci nie zdzierżyły, ale także my :)
Erika, jej mąż i Hollókői Vendégház w Abaújszántó
Hollókői Vendégház w Abaújszántó to miejsce, które nas podczas ostatniego wyjazdu na Węgry zauroczyło. Przede wszystkim gospodarze okazali się niezwykle ciepli i gościnni. Jeśli szukacie miejsca na nocleg podczas kilkudniowego wypadu na Węgry, gorąco polecamy dom dla gości Eriki i jej męża. Do dyspozycji jest sauna, podgrzewana bania, basen, podwórko z atrakcjami dla dzieci, jak np. ogromna trampolina. Poza tym możecie się spodziewać, że zostaniecie poczęstowani domowej roboty winem i palinką, wędlinami z własnego uboju i dziczyzną. Erika sama wypieka chleb i langosze.



W wyniku przypadkowego zbiegu okoliczności trafiliśmy tam, by przenocować pierwszą noc po przyjeździe na Węgry, potem mieliśmy się przenieść w inne miejsce. Przyjechaliśmy dość późno – było po 21.00. Gospodarze jednak czekali, by zapoznać nas z miejscem. Nie skończyło się na kurtuazyjnych powitaniach, nie uciekli szybko do swojego pobliskiego domu...

Na pierwszy ogień poszła palinka z owoców z sadu, potem wino domowej roboty, następnie kiełbasy z dziczyzny i z własnego uboju, do tego chleb własnoręcznie wypiekany, zielenina chyba już ze sklepu. Takiej gościnności ze strony gospodarzy, u których mieliśmy spędzić zaledwie jedną noc, zupełnie się nie spodziewaliśmy.
To Erika zaprosiła nas na wycieczkę na górę Krakó, a potem międzynarodową imprezę na terenie ich gospodarstwa.



Jeśli więc kiedyś będziecie wybierać się na Węgry, gorąco polecamy to miejsce:
Hollokoine Kender Erika, 3881 Abaújszántó, Honved u. 39, e-mail: sarolt36@gmail.com.
Strona węgierska: www.hollokoivendeghaz.hu.
Dom Eriki znajdziecie też na booking.com.
W ostatni dzień, poza poranną przebieżką, nie pozostało nam już nic innego, jak odbyć pożegnalny spacer wśród winnic i koło piwniczek winnych Abaújszántó. Na szczęście domowe wino Eriki przyjechało razem z nami do Polski.



Wyjazd w skrócie:
Dzień pierwszy (czwartek, 2 kwietnia)
Przyjazd do Abaújszántó i gościnne powitanie w domu Eriki - niby nic, a jest to jedno z lepszych wspomnień z tego wyjazdu :)
Dzień drugi (piątek, 3 kwietnia)
Wycieczka rowerowa i bieganie w Górach Zemplińskich (z Abaújszántó kierunek na Erdőbénye). Podczas tej samej wycieczki samochodem do Baskó przez Sima. Po południu zwiedzanie zamku Boldogkő vára, koło miejscowości Boldogkőváralja (na północ od Abaújszántó) – ten punkt programu gorąco polecamy!
Dzień trzeci (sobota, 4 kwietnia)
Objazd miejscowości winnych na szlaku winnic tokajskich: Tallya, Tokaj, Sárospatak, Tolcsva. Powrót przez Góry Zemplińskie od strony Erdőbénye do Abaújszántó.
Dzień czwarty (niedziela, 5 kwietnia)
Wycieczka piesza na górę Krakó (402 m n.p.m.) i międzynarodowa impreza w gościnnych progach Hollokoine Kender Erika.
Dzień piąty (poniedziałek, 6 kwietnia)
Zbaczamy nieco z winnych ścieżek na rzecz festynu Matyó Húsvét w Mezőkövesd (o tym osobna relacja) oraz wizyty w Egerze.
Dzień szósty (wtorek, 7 kwietnia)
Poranne pożegnane z Abaújszántó. Spacer wśród winnic i koło piwniczek (na wzgórza przy wjeździe do miejscowości od strony Tallya prowadzi szlak oznaczony zielonym trójkątem, piękne widoki!)
Dziękujemy rodzinie Sienczyłów za doskonałe towarzystwo :)
Wyjazd miał miejsce w okresie wielkanocnym w 2015 roku (wykorzystaliśmy przerwę świąteczną dzieci od szkoły).

Jest dziennikarką, podróżniczką i pilotką wycieczek. Publikuje w prasie podróżniczej, o tematyce górskiej i rowerowej oraz serwisach internetowych. Prowadzi blog www.barswiat.pl, gdzie promuje aktywną turystykę rodzinną. Współpracuje z firmami z branży outdoor. Organizuje pokazy podróżnicze.
Odwiedziła już prawie wszystkie kraje w Europie, podróżowała po Azji, była w Ameryce Północnej i Afryce, ale niezmiennie fascynuje ją szeroko pojęty „Wschód”. Jako pilotka specjalizuje się w wyjazdach do Gruzji, Armenii i Iranu.

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami różnorakimi, ale najczęściej związanymi z byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Lubimy rower, góry i nocowanie pod namiotem, ale nie tylko. Mamy nadzieję, że znajdą tu wiele inspiracji wszyscy, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.
Alpe Adria to według wielu najpiękniejszy szlak rowerowy w Europie. Nominalnie 411 km jazdy przez Alpy nad Adriatyk.
Dwudniowa wycieczka do Berlina jako odskocznia od obżarstwa świątecznego u rodziny? Bardzo dobry pomysł! Tylko 4 godziny drogi autostradą i meldujemy się w stolicy Niemiec.
Muranska Planina to nasze najnowsze odkrycie na Słowacji. Góry tutaj przypominają nieco polską Jurę z wapiennymi skałkami, tylko skala jest zdecydowanie większa!
Zamiast pędzić do przodu, ledwie rzucając okiem na kolejne atrakcje na trasie, można zatrzymać się na dłużej i wycisnąć, ile się da z miejsca, w którym się jest, przemierzając okolicę pieszo. Polecam takie rozwiązanie!
Blisko przyrody możemy poczuć się na wyspie Viðey, położonej zaledwie ok. 1 km na północ od Reykjaviku. Z przystani Skarfabakka płynie się tam promem dosłownie kilka minut
