kronika rodzinna
2014-02-01
NIEMCY: Monachium - europejskie centrum outdooru

To był wyjazd - można powiedzieć - służbowy. Na targi ispo do Monachium. Nie sądziłam, że będąc tam wyściubię nos poza targowe hale. Nie przygotowałam się krajoznawczo, nie szukałam informacji o tym mieście, jak to mam w zwyczaju, sądząc, że cały czas będę zajęta. Nawet aparatu zapomnieliśmy. Zresztą, myślałam, do Niemiec przyjeżdża się przecież do pracy, nie na wycieczki...

Dopiero na miejscu przekonałam się, że Monachium to klimatyczne miasto, z mnóstwem zabytków i ciekawych miejsc, do których na pewno warto by było dotrzeć. Żałowałam, że niemal zupełnie nie mieliśmy na to czasu.

Monachium zwiedzałam biegowo. O 6.00 rano z czołówką na głowie, by rozświetlić ciemności. Punktem orientacyjnym, którego się trzymałam, był kanał z deptakiem ciągnącym się wzdłuż niego. Osiem kilometrów w jedną stronę i z powrotem. Śnieg wpadał mi w oczy, wiatr zacinał, a buty przemokły, gdy mijałam budynek muzeum niemieckiego, jakiś zamek na wzgórzu, ciekawe architektoniczne kościoły, reprezentacyjne budynki. Nie znałam historii tych miejsc i znaczenia dla jego mieszkańców.

Targi były dla nas wyczerpujące, bolały nogi, a na myśl, że miałabym szwendać się gdzieś po mieście, prawie łzy napływały mi do oczu. Najchętniej przytuliłabym się do poduszki i spała. Niezawodni koledzy namówili nas jednak na ruszenie się z hostelu, w którym spaliśmy. W jeden wieczór była zatem klimatyczna pizzeria i surrealistyczna podróż metrem przez nocne Monachium. Bez znajomości języka nie bardzo rozumieliśmy o co chodzi, gdy pociągi stawały na długo w jednym miejscu, następnie ruszały i znowu stawały, drzwi się otwierały, kazano pasażerom wysiadać, po czym za chwilę drzwi się zamykały i metro jednak ruszało ze stacji. Ponoć po torach biegał jakiś człowiek.

Kolejnego wieczoru metro funkcjonowało już bez zarzutu. Dojechaliśmy na dworzec centralny i stamtąd zrobiliśmy spacer do centrum. Szkoda, że po ciemku, bo nie mogliśmy podziwiać ratusza i zabudowy rynku w całej okazałości. Trafiliśmy do wielkiego bawarskiego pubu, ogromnej stodoły z mnóstwem stołów i tysiącem ludzi pijących piwo z wielkich kufli. Można było zjeść golonkę przy dźwiękach muzyki, granej przez lokalną kapelę składającą się z panów w krótkich spodenkach na szelkach. Kolację zjedliśmy jednak w innym lokalu. To niesamowite jaki swojski klimat panuje w tym mieście, szczególnie właśnie w niewielkich knajpkach. Inni tu Niemcy chyba mieszkają, różniący się znacznie od stereotypu w Polsce powszechnego.

Dzieci zapytały nas po powrocie, czy kiedyś pojadą razem z nami do Monachium. Dlaczego nie? Nocowaliśmy w hostelu bardzo przyjaznym dla rodzin z dziećmi, ze śniadaniem w postaci bufetu wliczonego w cenę. Polecamy, jakby ktoś szukał noclegu w tym mieście.

http://www.hihostels.com/dba/hostels-M%C3%BCnchen---Park-022011.en.htm


(kg)

 
Autor: Kamila Gruszka

Jest dziennikarką, podróżniczką i pilotką wycieczek. Publikuje w prasie podróżniczej, o tematyce górskiej i rowerowej oraz serwisach internetowych. Prowadzi blog www.barswiat.pl, gdzie promuje aktywną turystykę rodzinną. Współpracuje z firmami z branży outdoor. Organizuje pokazy podróżnicze.
Odwiedziła już prawie wszystkie kraje w Europie, podróżowała po Azji, była w Ameryce Północnej i Afryce, ale niezmiennie fascynuje ją szeroko pojęty „Wschód”. Jako pilotka specjalizuje się w wyjazdach do Gruzji, Armenii i Iranu.


 O nas

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami różnorakimi, ale najczęściej związanymi z byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Lubimy rower, góry i nocowanie pod namiotem, ale nie tylko. Mamy nadzieję, że znajdą tu wiele inspiracji wszyscy, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.

 
Ostatnio dodane

Alpe Adria to według wielu najpiękniejszy szlak rowerowy w Europie. Nominalnie 411 km jazdy przez Alpy nad Adriatyk.

Dwudniowa wycieczka do Berlina jako odskocznia od obżarstwa świątecznego u rodziny? Bardzo dobry pomysł! Tylko 4 godziny drogi autostradą i meldujemy się w stolicy Niemiec.

Muranska Planina to nasze najnowsze odkrycie na Słowacji. Góry tutaj przypominają nieco polską Jurę z wapiennymi skałkami, tylko skala jest zdecydowanie większa!

Zamiast pędzić do przodu, ledwie rzucając okiem na kolejne atrakcje na trasie, można zatrzymać się na dłużej i wycisnąć, ile się da z miejsca, w którym się jest, przemierzając okolicę pieszo. Polecam takie rozwiązanie!

Blisko przyrody możemy poczuć się na wyspie Viðey, położonej zaledwie ok. 1 km na północ od Reykjaviku. Z przystani Skarfabakka płynie się tam promem dosłownie kilka minut

...
...
...
...