Gdziekolwiek jedziemy (a wyjeżdżamy często), staramy się nie rezygnować z treningów, więc biegamy po lasach szwedzkich, szlakach kanadyjskich, nad morzem w Batumi i w wielu innych ciekawych miejscach. To sposób na poznawanie okolicy, w której jesteśmy, z nieco innej perspektywy.
Niektórzy wybierają starty w zawodach biegowych na całym świecie, łącząc bieganie ze zwiedzaniem. Będąc w tym roku w Kanadzie niestety przegapiliśmy maraton w Quebecu (do dzisiaj nie możemy sobie wybaczyć!), udało nam się jednak wyjechać całą ekipą biegową do Drezna, gdzie zaliczyliśmy życiówki - Darek w maratonie, ja na 10 km.
Zanim jednak pobiegliśmy ulicami Drezna, poznaliśmy je z pomocą pani przewodnik, Polki, mieszkającej tam już od wielu lat, która nam o nim niezwykle ciekawie opowiedziała. Mogliśmy wyobrazić sobie, jak miasto to zostało zniszczone w ciągu jednej nocy pod koniec II wojny światowej, widzieliśmy, jak teraz się odbudowuje i pięknieje. Zupełnie inaczej niż w Warszawie, tutaj przywrócono tylko niektóre budynki starówki, a z niektórych zostały tylko fasady - wchodząc do środka starej kamienicy często przenosimy się w świat nowoczesnych butików i restauracji umieszczonych w takich oryginalnych galeriach handlowych. Wiele budynków zostało odnowionych lub postawionych na nowo zaledwie parę lat temu, za czasów komunizmu niszczały. Zadziwiające jest to, że z bombardowań ocalała misternie wykonana z miśnieńskiej porcelany mozaika, przedstawiająca orszak książąt, wśród których z przypisanym symbolem białego orła, wędruje król August II Mocny, mocno związany z Dreznem.
Miło wspominam spacery w obrębie murów Zwingera, gdzie odbywały się przyjęcia króla Augusta. Obecnie mieszczą się tam muzea, a niedaleko znajdował się start i meta. Zainteresowanie budził rzucający się w oczy budynek, który wyglądał jak pałac lub meczet przeniesiony żywcem z bajek 1001 nocy. Okazało się, że został wybudowany jako fabryka tytoniu i reklama dla właściciela, który tytoń z krajów arabskich sprowadzał. Obecnie mieści się tam restauracja. To był punkt orientacyjny dla nas, gdzie mamy szukać biura zawodów. Mieściło się ono w centrum konferencyjnym w pobliżu.
Biegaliśmy wzdłuż Łaby, pięknie zagospodarowanej, ze szlakami rowerowymi biegnącymi po obu stronach – w kierunku Pragi oraz Hamburga, w zależności od obranego kierunku.
Rezydencje, kościoły, pałace i muzea – po raz kolejny przekonuję się, że Niemcy mogą stanowić ciekawy cel turystyki wyjazdowej. Chyba nie doceniamy naszego sąsiada od dawna traktowanego jako punkt docelowy dla wyjeżdżających do pracy lub tranzytowy – ze względu na lepsze autostrady prowadzące do innych części Europy. Może jakiś wyjazd rowerowy wzdłuż Łaby następnym razem? Jeśli natomiast chodzi o osławiony niemiecki „ordnung”, to nie mamy prawa wpadać w kompleksy. Tyle nieporozumień czy niedopatrzeń, które miały miejsce w związku z biegami w Dreźnie, to nie pamiętam, żeby miały miejsce na wszystkich biegach razem wziętych,w których startowałam w Polsce.
(kg)

Jest dziennikarką, podróżniczką i pilotką wycieczek. Publikuje w prasie podróżniczej, o tematyce górskiej i rowerowej oraz serwisach internetowych. Prowadzi blog www.barswiat.pl, gdzie promuje aktywną turystykę rodzinną. Współpracuje z firmami z branży outdoor. Organizuje pokazy podróżnicze.
Odwiedziła już prawie wszystkie kraje w Europie, podróżowała po Azji, była w Ameryce Północnej i Afryce, ale niezmiennie fascynuje ją szeroko pojęty „Wschód”. Jako pilotka specjalizuje się w wyjazdach do Gruzji, Armenii i Iranu.

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami różnorakimi, ale najczęściej związanymi z byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Lubimy rower, góry i nocowanie pod namiotem, ale nie tylko. Mamy nadzieję, że znajdą tu wiele inspiracji wszyscy, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.
Alpe Adria to według wielu najpiękniejszy szlak rowerowy w Europie. Nominalnie 411 km jazdy przez Alpy nad Adriatyk.
Dwudniowa wycieczka do Berlina jako odskocznia od obżarstwa świątecznego u rodziny? Bardzo dobry pomysł! Tylko 4 godziny drogi autostradą i meldujemy się w stolicy Niemiec.
Muranska Planina to nasze najnowsze odkrycie na Słowacji. Góry tutaj przypominają nieco polską Jurę z wapiennymi skałkami, tylko skala jest zdecydowanie większa!
Zamiast pędzić do przodu, ledwie rzucając okiem na kolejne atrakcje na trasie, można zatrzymać się na dłużej i wycisnąć, ile się da z miejsca, w którym się jest, przemierzając okolicę pieszo. Polecam takie rozwiązanie!
Blisko przyrody możemy poczuć się na wyspie Viðey, położonej zaledwie ok. 1 km na północ od Reykjaviku. Z przystani Skarfabakka płynie się tam promem dosłownie kilka minut
