Ola Taistra: Staram się z otoczenia czerpać dobrą energię

Ola Taistra (Alpinus Expedition Team, Mammut, Evolv, Golden Spa) – wspina się od 1999 roku. Od 2003 r. trenuje pod kierunkiem Sebastiana Wutke, jej hobby to: sport, nauka języków, podróże i weterynaria (czyli niespełniona pasja). W 2007 r. Ola Taistra odbyła szereg podróży wspinaczkowych po Europie, trwających łącznie prawie 9 miesięcy. Najlepszych wynikiem sportowym okazało się poprowadzenie drogi Die Hard 8c RP. Ola Taistra dzieli się wrażeniami z wyjazdów oraz udziela szczegółowych informacji dotyczących odwiedzonych rejonów.

W 2007 r. odbyłaś sporo „wspinaczkowych tripów”. Opowiedz o Twoim ostatnim sezonie, który spędziłaś bardzo aktywnie...

Okres treningowy, przygotowujący mnie do sezonu, miałam dość skrócony i bardzo intensywny, gdyż już w lutym 2007 pojechałam razem z Sebastianem Wutke do Ferentillo we Włoszech. Znalazłam się tam właściwie po to, by rozwspinać się i zrobić rozeznanie przed wyjazdem marcowo-kwietniowym, kiedy przyjechałam w ten sam rejon w dobrej formie w celu poprowadzenia konkretnej drogi. I faktycznie udało mi się zrealizować zaległy projekt, czyli Die Hard 8c. W maju spędziliśmy kilka dni na niemieckiej Frankenjurze. Jest to jeden z pierwszych historycznych sportowych rejonów na świecie, w którym bardzo dużo polskich wspinaczy realizuje swoje cele. W Boże Ciało wspinaliśmy się w Adlitzgraben w Austrii. Wcześniej borykałam się z kiepską pogodą w rejonie Visnove na Słowacji i lekko zdołowana uciekłam w miejsce, które mogłoby mnie zmotywować i gdzie możliwe byłoby wspinanie bez względu na deszcz. W Adlitzgraben jest sporo osłoniętych miejscówek. Pobyt tam był bardzo intensywny i krótki. Kolejnym krajem, do którego się udaliśmy, była Francja. Początkowo mieliśmy plany wspinać się tylko w Céuse, natomiast odwiedziliśmy dodatkowo znajdujący się o 55 km dalej Orpierre. Francja jest naprawdę piękna ze swoimi pachnącymi polami lawendowymi i ciągnącymi się wzdłuż drogi sadami pełnymi jabłoni obwieszonych owocami o najróżniejszych kolorach. Tam się wypoczywa i zapomina o wszelkich życiowych kłopotach, z żalem więc wracałam do Polski. Był to jednak moment, kiedy zakładałam szybką regenerację i mocne potrenowanie, aby wrócić z powrotem do Francji i uporać się w Céuse z konkretnym projektem. Ten przerywnik wykorzystałam na wizytę na Suchym Połciu, skale w Podzamczu na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Udało mi się tam poprowadzić zaniedbany projekt Staszka Piecucha. Przyjechałam właściwie na gotowe, gdyż Staszek drogę wcześniej obił i wyczyścił. Niemniej było to novum w mojej dotychczasowej karierze wspinaczkowej, ponieważ do tej pory nigdy nie uporałam się z własną linią. Nazwałam ją Świnie w Kosmosie. Po okresie przygotowawczym w Polsce spakowaliśmy walizy i wybraliśmy się z powrotem do Francji. Wyjazd miał być maksymalnie 3-tygodniowy, przedłużył się jednak znacznie. Była to powtórka z rozrywki, czyli wizyta w Céuse i Orpierre oraz dodatkowo St. Legere. Te dwa ostatnie rejony stanowiły relaks i ukojenie po walce w Céuse. Trip do Francji był dla mnie trochę nieszczęśliwy z tego względu, że miał to być drugi mocno zaakcentowany moment w sezonie – niestety, nic z tego nie wyszło. Wyjazd do Rodellar w Hiszpanii przypadł na 8-9 miesiąc wspinana w sezonie. Pojechaliśmy tam z Sebastianem zmęczeni i zupełnie bez formy. Rodellar znaliśmy tylko i wyłącznie z newsów wspinaczkowych i opowieści innych wspinaczy, więc do końca nie byliśmy pewni, czego możemy oczekiwać. Na szczęście znaleźliśmy się tam z Mateuszem Haładajem, który jest fanatykiem geografii i zna każdy zakątek miejsca, w które jedzie. Trafiliśmy tam w momencie, gdy kończył się sezon i wszyscy napierali, ile się da, korzystając z dobrej pogody. Okres czterech tygodni, gdy odnawiałam formę wspinaczkową, był z tego względu dosyć nerwowy. Udało mi się jednak zrobić drogę Geminis (8b+). Cztery dni później, po pokonaniu tej samej linii przez Sebastiana, pogoda zupełnie się załamała. To był już początek grudnia... Ochłodzenie i deszcze, jakie przyszły, były porażające.

Czy jesteś zadowolona z minionego sezonu? Jaki był największy sukces zeszłorocznych wyjazdów?

Sukcesem było bez wątpienia poprowadzenie Die Hard, czyli drogi w Ferentillo o trudnościach 8c oraz podniesienie mojego poziomu w stylu on sight – 7c+/8a i stylu Flash – 8a, a także poprowadzenie OS 25 dróg 7c i 7c+. Bardzo dużo nauczyłam się przez ten rok i myślę, że stałam się bardziej doświadczonym wspinaczem, co oczywiście zawdzięczam w dużej mierze mojemu sponsorowi głównemu i sponsorom sprzętowym, bo bez nich takiej sytuacji bezustannego tripowania by po prostu nie było. Jako sukces muszę także uznać przetrwanie dziewięciu miesięcy bez żadnej kontuzji. Działanie każdego dnia na 100 % i tak intensywne wspinanie powoduje duże wyczerpanie psychicznie i fizycznie. Cieszę się, że razem z Sebastianem wytrwaliśmy.

Dzięki swoim wyjazdom możesz z dystansem spojrzeć na realia wspinania w Polsce. Czym według Ciebie różni się wspinanie w Polsce od tzw. westowego?

Ostatnio przyjaciele z Hiszpanii zapytali mnie w mailu, co ja teraz robię. Trudno im było zrozumieć, że nasz okres zimowy jest okresem przeczekania i stagnacji. Zima w Polsce to wegetacja wspinaczkowa i przyzwyczajanie się do urody plastiku, podczas gdy oni mogą się wspinać przez cały rok. Poza tym na Zachodzie poraża długość linii wspinaczkowych, sięgających czasem 70 metrów. Jakość skały na wescie jest także zdecydowanie lepsza – czasami skała w kolorze żółtym ma w sobie tyle dziur, że przypomina żółty ser. W Hiszpanii można zrobić 20 dróg w ciągu dnia i człowiek czuje się dobrze, a w Polsce po trzech wspinkach skóra schodzi z palców i bolą nas stopy. Oczywiście i na Zachodzie są rejony bardziej wymagające, jak choćby Céuse, Ferentillo czy Frankenjura, gdzie skała jest śliska i ma się do czynienia z małymi chwytami. Westowe wspinanie jest jednak dla mnie synonimem wspinania przyjemnego – to tak jakby ktoś przykręcił duże chwyty na ściance wspinaczkowej. Nie trzeba się wykazać jakąś super techniką czy zaciętością, a krew nie leci spod paznokci i człowiek nie musi zagryzać zębów, żeby zrobić ruch na skałce.

Jak wyglądają realia podróżowania po rejonach wspinaczkowych Europy od strony zaplecza hotelowo-kempingowego czy gastronomicznego?

Przed podróżą każdy musi określić, na co go stać, żeby nagle nie okazało się, że autostrada jest za droga, a nie da się z niej wycofać. Razem z Sebastianem jesteśmy ludźmi przyzwyczajonymi do wszelkiego rodzaju dyskomfortu, więc nie jest dla nas problemem przespanie się w samochodzie na parkingu, w lasku czy pod gołym niebem. Niemniej jednak w przypadku dłuższych wyjazdów, trzeba wziąć pod uwagę, że takie podróżowanie powoduje zmęczenie i mniejszą wydajność organizmu. By wspinać się na wysokim poziomie, człowiek potrzebuje regeneracji i solidnego wypoczynku. W rejonach wspinaczkowych, w których mieliśmy okazję być, istnieje możliwość korzystania z kempingów czy schronisk, szeroko rozwinięta jest agroturystyka, szczególnie w Hiszpanii i Francji. Ceny kempingów kształtują się od 4 do 12 euro. Oczywiście do tego trzeba doliczyć opłatę za samochód, czasami płatne są też prysznice z ciepłą wodą. Można próbować nocować „na dziko”. O ile w Hiszpanii w tej materii panuje luz i swoboda, to w Austrii, Niemczech oraz Szwajcarii przyjeżdża policja i wyprasza intruzów, wychodząc z założenia, że jeżeli nie stać nas na kemping, to nie powinniśmy przyjeżdżać do ich kraju. We Francji także zaczyna się bardzo pilnować, czy ktoś śpi na dziko lub czy pozostawia po sobie śmieci. Wszędzie pełno jest sieci supermarketów i każdy jest w stanie dopasować ceny do swoich możliwości i poziomu życia.

Opowiedz jeszcze o ludziach. Z jakimi ludźmi ma się do czynienia na kempingu czy w skałkach?

W skałach spotyka się ludzi bardzo otwartych, gdyż generalnie wspinacze są ludźmi wyzwolonymi i niemającymi żadnych barier, jeżeli chodzi o kontakt i relacje międzyludzkie. Wynika to ze specyfiki samego sportu. Są np. fanatycy wspinania, którzy zarabiają marne grosze po to tylko, by przetrwać i móc jechać w skały i tam się wspinać. Dotyczy to zwłaszcza ludzi młodych, którzy żyją wspinaniem i to jest jedyna rzecz, która dla nich istnieje. Świetnie się dogadujemy z tego typu osobami, bo nadają na mocnych wspinaczkowych falach. Są też tacy, którzy przyjeżdżają w skały jedynie na urlopy 2 czy 3-tygodniowe. W tym roku poznaliśmy ludzi z Singapuru, którzy wspinali się już piąty miesiąc w Europie, a mieli przed sobą jeszcze rok. Zastanawiali się, czy nie zahaczyć o Australię... Nie tylko więc my jesteśmy na tyle szaleni, że bierzemy roczny urlop i zaniedbujemy wiele aspektów życiowych po to tylko, by móc sięwspinać. Mieliśmy też do czynienia z fantastycznymi Francuzami, starszymi ludźmi, którzy wydawali się jeszcze bardziej wkręceni we wspinanie niż my. Gdy nam bowiem motywacja dosyć silnie już opadała, oni parli do przodu, dopingowali siebie i wszystkich naokoło. Szczególnie Hiszpania pod tym względem jest niesamowita. Tam ludzie, bez względu na wspinaczkowy poziom, tak silnie chcą sprawić, aby ktoś skończył drogę, że krzyczą, sprzedają patenty, czy nawet uczą się polskiego „dajesz, dajesz”. Myślę, że to różni ludzi z Ukrainy, Słowacji i Polaków od tych z południowych zakątków Europy. Oni są naprawdę napompowani energią.

Czy łatwo jest być kobietą w skałach, szczególnie podczas tak długich podróży?

Ciężką sprawą jest utrzymać fason przez tak długi okres wyjazdowy. Spanie w niewygodnych warunkach, kwestie higieniczne, „ubraniowe” powodują, że jako kobiety stajemy się bardziej twarde i oschłe, nabywając te cechy od mężczyzn. Jednak tylko w ten sposób mamy możliwość przetrwać wszelkie niedogodności. Niektóre kobiety przez trening siłowy nabierają męskich cech, jeśli chodzi o wygląd. Czasem zastanawiam się, dlaczego nie mam jeszcze kwadratowej głowy. Jest jednak miejsce, w którym doprowadzono mnie po 9 miesiącach do ponownego użytku i sprawiono, że poczułam się znowu kobietą. Mam na myśli centrum odnowy biologicznej Golden Spa w Bielsku-Białej. Panie z gabinetu sprawiły, że wszelkie dyskomforty, których zaznałam, zostały w zniwelowane. Nawet gdybym jednak miała przeżyć jeszcze większe niewygody, to byłyby one tego warte. Nie wyobrażam sobie bycia francuskim pudelkiem!

Co Cię motywuje do wspinania? Czy masz jakieś inspiracje wspinaczkowe, swoich idoli?

Początkowo moim wyznacznikiem klasy wspinaczkowej były Ania Jarek i Iwona Gronkiewicz-Marcisz. W momencie, kiedy je poznałam bliżej i okazało się, że są to takie same osoby, ja my wszyscy, z tym że więcej trenują i się wspinają, zaczęłam swoich ideałów wspinaczkowych wyszukiwać gdzie indziej. Osoba, która błyszczy na arenie wspinaczkowej i jest dla mnie niedoścignionym wzorem, to Baskijka Josune Beriezartu. Przypuszczam, że musiała przekroczyć spore bariery mentalne, spowodowane tym, że wspinanie na najwyższym poziomie światowym było wcześniej zarezerwowane dla mężczyzn, a nie dla kobiet. Musiało to być dla niej bardzo trudne i podziwiam ją za to. Wiele mogłabym się też nauczyć od Ewy Lopez, Hiszpanki, którą miałam okazję poznać w zeszłym roku. Wspina się na bardzo wysokim poziomie, ale najbardziej imponuje mi tym, że nawet nie mając formy czerpie radość ze wspinania po łatwych drogach. Ciężko jest to robić będąc osobą z najwyższej półki wspinaczkowej. Jej postawa uświadamia mi, że wspinaczka jest jak mania i coś, czym człowiek naprawdę może żyć. Ale tak generalne to doszukuję się pozytywnych cech w każdym człowieku, i tym, który się wspina, i tym, który ze wspinaniem nie ma nic do czynienia. Uczę się wydobywać z ludzi wartościowe cechy, których samej mi brakuje. Staram się z otoczenia czerpać dobrą energię.

Jakie są Twoje plany na przyszłość?

Najbliższe plany to Hiszpania. Będzie to około 3-4 miesięczna podróż. Następnie latem wspinanie w Blue Mountains i Grampians w Australii. Wyjazd zapowiada się ciekawie, gdyż w skład ekipy wejdzie Jacek Kudłaty (Alpinus Expedition Team), który robi piękne zdjęcia, a także Sławek Sławatecki (Hybryda Film Studio), który będzie kręcił film. Zakończeniem sezonu 2008 będą kolejne 2 miesiące w Hiszpanii. Planuję w tym roku uporanie się z zaległościami, a także podniesienie swojego poziomu i doskonalenie stylu RP i OS. Mam nadzieję, że się uda. Na następny rok planuję coś ekstra, ale na razie tych planów nie zdradzam, bo nie wiem, czy wyjdą.

Rozmawiała: Kamila Gruszka



Ola podpowiada, gdzie można się powspinać - opisy niektórych rejonów w Europie:

FERENTILLO
Oddalone ok. 70 km od Rzymu. W odległości do 50 km od Ferentillo znajdują się inne popularne rejony jak: Ceselli i Telererica czy Grotti. Wszystko to znajduje się w Umbrii, historycznej krainie Włoch, w której czuć historię zamkniętą w kamieniu.Wiele tu ruin zamków i wiekowych budowli. Podróżując tam, spotykamy sporo opuszczonych wiosek, z których zaraz po drugiej wojnie światowej ludzie uciekali do miast. Wspaniałe możliwości wspinaczkowe, zarówno na poziomie podstawowym, jak i maksymalnym. W trudniejszym sektorze Gabbio występują głównie dziurki, w Il Balcone i Mumie znajduje się siatka łatwiejszych dróg dla weekendowych wspinaczy.

Wspinaczka w rejonie Gabio w Ferentillo, Włochy.
Fot. ach. Ola Taistra



FRANKENJURA
Jest to niemiecki rejon zamknięty w trójkącie Bamber, Bayeruth  i Norymberga. Wspinaczkowo przypomina naszą Jurę Krakowsko-Częstochowską, charakteryzuje się jednak lepszą jakością skały i właściwościami tarciowymi. Dużo więcej jest też przewieszonych dróg. Klimat miejsca jest dość mroczny, gdyż skałki są usytuowane w ciemnych, zarośniętych lasach. Często pada deszcz, jednak ludzie przyjeżdżają tu realizować cele wspinaczkowe, gdyż Frankejura stanowi klasyk światowy i sporo jest tam solidnego sportowego wspinania.

Frankenjura - rozległy rejon wśród lasów i miasteczek niemieckiej Bawarii.
Fot. ach. Ola Taistra

 


VISNOVE
Rejon usytuowany 10 km od Ziliny, u podnóża Małej Fatry na Słowacji. Były kamieniołom, miejsce niezbyt urodziwe, za to ze wspinaniem trudnym i wartościowym. Do skał zostały przez miejscowych przyśrubowane plastikowe chwyty, więc po części miejsce stanowi lokalną ścianę wspinaczkową na powietrzu. Mimo sztucznych elementów drogi zostały konkretnie wycenione, więc ludzie przyjeżdżają tu i powtarzają linie bez względu na to, czy stają na sztucznym chwycie czy naturalnej skale. Rejon omijany szerokim łukiem przez słabych fizycznie wspinaczy i nie polecany tym, którzy lubią estetyczne wspinanie. Panuje tam przyjazna atmosfera.

ADLITZGRABEN
Rejon wspinaczkowy 80 km na południowy-zachód od Wiednia. Z tego miejsca pobierana jest idealnie czysta woda, a przysłowiowa dbałość Austriaków o otoczenie – porażająca. Pod względem estetycznym nie jest to jednak miejsce piękne – skałka, na której się wspinaliśmy (sektor Monster) wyrastała prosto z asfaltu i odpadając z linii wspinaczkowej trzeba było często podkurczać nogi, żeby nie wpaść komuś na maskę samochodu. Ze względu na popularność rejonu (znajduje się przy granicy z Czechami, jest również często odwiedzany przez Węgrów, Słowaków i Polaków) drogi są śliskie i bardzo wychodzone. Dużo jest dróg wielowyciągowych. Dobre miejsce dla początkujących, gdyż drogi nie są zbyt trudne.

Austriackie Adlitzgaben - wspinanie nad drogą.
Fot. ach. Ola Taistra

 


CÉUSE
Rejon w Prowansji położony wśród lawendowych pól. Miejsce, które gromadzi wszelkiego rodzaju formy skalne (naciekowe, dziurki, zacięcia, przewieszenia, formy połogie) w jednym czterokilometrowym murze. Mieszanka wybuchowa każdego rodzaju wspinania, przyjeżdżają tu ludzie z całego świata. Skała znajduje się na wys. 2 tys. m n.p.m., idealny wspin na lato, gdyż ze względu na wysokość panuje tam cały czas chłód. Z parkingu podchodzi się na górę ok. 1,5 godz.

Céüse - mur skalny we Francji.
Fot. ach. Ola Taistra

 

ORPIERRE
Znajduje się ok. 100 km na południe od Grenoble. Bardzo dobre miejsce dla wspinaczy z rodziną i małymi dziećmi, ideał dla tych, którzy lubią komfort. Widać, że miejscowe władze starają się przyciągnąć do tego historycznego miasteczka turystów. Rejon wzorowy pod względem przygotowania asekuracji w skałach i zaplecza socjalnego. Wokół ciągną się sady owocowe pełne jabłek, gruszek i wszelkich owoców, ze słynną w Prowansji drogą owocową.
Jest to miejsce dla laika, który ma pierwszy raz przewodnik wspinaczkowy w ręce, pod skały kierują go bowiem drogowskazy. Skała przypomina w swojej formie cegłówki wystające ze ściany, ustawione pod różnym kątem.

Orpierre - wspinanie we francuskiej Prowansji.
Fot. ach. Ola Taistra



ST. LEGERE
Malutka wioska w środkowej części Prowansji, ze skalnym kanionem u podnóża góry Mont Vento. Zdecydowanie nieodpowiednie miejsce na wspin w okresie letnim, gdyż najlepsze skały mają wystawę południową. Rejon idealny na wiosnę lub na jesień, kiedy jest chłodniej. Wokół bardzo dużo pól z winoroślą.

St. Legere - rejon idealny na wiosnę i jesień.
Fot. ach. Ola Taistra

 

RODELLAR I ALQUEZAR
Położone u podnóża Pirenejów w parku krajobrazowym Sierra de Quarra w Hiszpanii. W okolicach Alquezar znajduje się bardzo dużo prehistorycznych stanowisk. Nowożytna historia zaczyna się w X wieku – można podziwiać ruiny kolegiaty na pięknej skale. Miejsce więc oprócz tego, że niesamowite wspinaczkowo, to warte polecenia ze względu na walory turystycznie. W Rodellar mamy do czynienia z ciekawymi formami naciekowymi tzw. kaloryferami, czyli jak gdyby szynami przyczepionymi do skały. W Alquezar występują lekkie przewieszenia, dziurki i dużo nienaturalnych chwytów, dorobionych przez człowieka.

Alquesar - warte polecenia nie tylko ze względu na walory wspinaczkowe, również turystyczne.
Fot. ach. Ola Taistra

 



Oprac. Ola Taistra i Kamila Gruszka


Rozmowa wraz z opisem rejonów ukazała się w magazynie "Sportowy Styl", nr 2 / 2008 (106), wiosna 2008.



 
Autor: Kamila Gruszka

Jest dziennikarką, podróżniczką i pilotką wycieczek. Publikuje w prasie podróżniczej, o tematyce górskiej i rowerowej oraz serwisach internetowych. Prowadzi blog www.barswiat.pl, gdzie promuje aktywną turystykę rodzinną. Współpracuje z firmami z branży outdoor. Organizuje pokazy podróżnicze.
Odwiedziła już prawie wszystkie kraje w Europie, podróżowała po Azji, była w Ameryce Północnej i Afryce, ale niezmiennie fascynuje ją szeroko pojęty „Wschód”. Jako pilotka specjalizuje się w wyjazdach do Gruzji, Armenii i Iranu.


 O nas

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami różnorakimi, ale najczęściej związanymi z byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Lubimy rower, góry i nocowanie pod namiotem, ale nie tylko. Mamy nadzieję, że znajdą tu wiele inspiracji wszyscy, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.

 
Ostatnio dodane

Alpe Adria to według wielu najpiękniejszy szlak rowerowy w Europie. Nominalnie 411 km jazdy przez Alpy nad Adriatyk.

Dwudniowa wycieczka do Berlina jako odskocznia od obżarstwa świątecznego u rodziny? Bardzo dobry pomysł! Tylko 4 godziny drogi autostradą i meldujemy się w stolicy Niemiec.

Muranska Planina to nasze najnowsze odkrycie na Słowacji. Góry tutaj przypominają nieco polską Jurę z wapiennymi skałkami, tylko skala jest zdecydowanie większa!

Zamiast pędzić do przodu, ledwie rzucając okiem na kolejne atrakcje na trasie, można zatrzymać się na dłużej i wycisnąć, ile się da z miejsca, w którym się jest, przemierzając okolicę pieszo. Polecam takie rozwiązanie!

Blisko przyrody możemy poczuć się na wyspie Viðey, położonej zaledwie ok. 1 km na północ od Reykjaviku. Z przystani Skarfabakka płynie się tam promem dosłownie kilka minut

...
...
...
...