kronika rodzinna
2016-10-20
TOSKANIA: Pienza – widok jak z bajki

Jeśli zapytać turystów odwiedzających Toskanię o ulubione miasteczko, to jestem pewna, że odpowiedzi będzie wiele i bardzo różnorodne. Każde ma swój urok, a to, czy nam się podobają, zależy od wielu subiektywnych czynników. Dla nas najbardziej urokliwym pozostanie chyba Pienza, ale dlaczego? Trudno znaleźć jednoznaczną odpowiedź.

Ciekawa jest jego historia. Przed wyborem niejakiego Enea Silvio Piccolomini na papieża o imieniu Pius II w 1458 roku, Pienza właściwie nie istniała. Tu się przyszły papież urodził, ale wtedy trudno byłoby nazwać je miastem. Dopiero Pius II postanowił zadbać o swoje rodzinne strony i zatrudnił architektów do budowy renesansowego miasta idealnego. Wokół głównego placu imienia – jakże by inaczej – Pio II wybudowano Palazzo Piccolomini z apartamentami papieskimi, siedzibę władz miasta, pałac miejscowego biskupa (Palazzo Borge, obecnie zamienione na muzeum katedralne) oraz katedrę. Koniecznie zajrzyjcie na jej tyły, wtedy zrozumiecie, jak na niewielkiej przestrzeni udało się uzyskać wrażenie przestronności. Tylko przód katedry znajduje się na tym samym poziomie co plac, cały tył opada w dół, co niestety nie pozostaje bez wpływu na stan murów.

Spacer na jej tyły pozwala dodatkowo odkryć prawdziwy urok Pienzy. Bo najpiękniejsze w miasteczku są widoki na dolinę rzeki Orcia. Trasa panoramiczna prowadzi wzdłuż obwarowań, a co kilka metrów widoki wydają się piękniejsze. Wkrótce odkrywamy ten, który będziemy mieć przed oczami długo jeszcze po powrocie do Polski. Długa, wijąca się jak wąż, aleja cyprysowa prowadzi do kamiennego gospodarstwa. Obrazek jak z folderów turystycznych, który zapewne dla wielu stał się ikoną krajobrazu Toskanii. Urok tego miejsca docenili amerykańscy twórcy filmu „Gladiator”. Ci, którzy go oglądali, na pewno skojarzą miejsce.

 



Z zachwytem w duszy nad urodą Val d'Orcia przemieszczamy się dalej wąskimi uliczkami zaglądając mieszkańcom do domów. Na schodkach i murkach stoją kwiaty w doniczkach, powiewają firanki, gdzieniegdzie widać bawiące się dzieci. Zdecydowanie mamy wrażenie, że Pienza to miasteczko nie turystyczne, wcale nie na pokaz, tylko żyjące prawdziwym życiem, przynajmniej po sezonie. Chyba dlatego tak dobrze się tu czujemy. Poza tym człowiek najedzony też jest szczęśliwszy, a tutaj właśnie jemy przepyszny obiad z obfitym deserem. Szkoda tylko, że musimy stąd tak szybko uciekać...

 

(kg)

 
 
Autor: Kamila Gruszka

Jest dziennikarką, podróżniczką i pilotką wycieczek. Publikuje w prasie podróżniczej, o tematyce górskiej i rowerowej oraz serwisach internetowych. Prowadzi blog www.barswiat.pl, gdzie promuje aktywną turystykę rodzinną. Współpracuje z firmami z branży outdoor. Organizuje pokazy podróżnicze.
Odwiedziła już prawie wszystkie kraje w Europie, podróżowała po Azji, była w Ameryce Północnej i Afryce, ale niezmiennie fascynuje ją szeroko pojęty „Wschód”. Jako pilotka specjalizuje się w wyjazdach do Gruzji, Armenii i Iranu.


 O nas

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami różnorakimi, ale najczęściej związanymi z byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Lubimy rower, góry i nocowanie pod namiotem, ale nie tylko. Mamy nadzieję, że znajdą tu wiele inspiracji wszyscy, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.

 
Ostatnio dodane

Alpe Adria to według wielu najpiękniejszy szlak rowerowy w Europie. Nominalnie 411 km jazdy przez Alpy nad Adriatyk.

Dwudniowa wycieczka do Berlina jako odskocznia od obżarstwa świątecznego u rodziny? Bardzo dobry pomysł! Tylko 4 godziny drogi autostradą i meldujemy się w stolicy Niemiec.

Muranska Planina to nasze najnowsze odkrycie na Słowacji. Góry tutaj przypominają nieco polską Jurę z wapiennymi skałkami, tylko skala jest zdecydowanie większa!

Zamiast pędzić do przodu, ledwie rzucając okiem na kolejne atrakcje na trasie, można zatrzymać się na dłużej i wycisnąć, ile się da z miejsca, w którym się jest, przemierzając okolicę pieszo. Polecam takie rozwiązanie!

Blisko przyrody możemy poczuć się na wyspie Viðey, położonej zaledwie ok. 1 km na północ od Reykjaviku. Z przystani Skarfabakka płynie się tam promem dosłownie kilka minut

...
...
...
...