Po trzęsieniu ziemi: Rozmowa z Edytą Stępczak

Jak czuje się człowiek, którego silne trzęsienie ziemi zastaje w momencie, gdy próbuje trafić stopą w nogawkę spodni? A jak czują się ludzie, którzy poza dachem nad głową i środkami do życia tracą także godność? O tym, jak przeżyć i mądrze pomagać tym, którym też cudem się udało, z działaczką humanitarną Edytą Stępczak rozmawiałam ja - Kamila Gruszka :).

Edyta Stępczak po raz pierwszy pojechała do Nepalu w 2002 roku. Zaprowadziła ją tam miłość do gór. Po Tatrach, Alpach i Dolomitach, Himalaje były kolejnym logicznym etapem jej pasji. Podczas trekkingu szybko przekonała się, że góry to jednak tylko tło do tego, co ją najbardziej w tym kraju urzekło. Ważniejsza okazała się bogata mozaika kulturowa, ludzie i ich wyjątkowa duchowość. Po kilku tygodniach podróży po Nepalu i północnych Indiach wyjeżdżała z postanowieniem, żeby tam wrócić i zamieszkać, realizując projekty charytatywne dla lokalnej społeczności. Udało się to dopiero osiem lat później.

W tym czasie skończyła w Polsce studia oraz drugi fakultet w Hiszpanii, gdzie zaoferowano jej pracę. Mieszkając w Hiszpanii, nie traciła jednak z horyzontu swojego celu - Nepalu.

Wreszcie - udało się! Wyjechała na wolontariat, aby pracować dla hiszpańskiej fundacji na rzecz edukacji dzieci zmarginalizowanych. W Nepalu spędziła pięć lat. Krótko przed jej planowanym wyjazdem do Polski (gdzie zamierzała dokończyć książkę, jaką pisze o Nepalu), kraj ten nawiedziło trzęsienie ziemi. Niedawno wróciła z Nepalu z nowymi projektami na rzecz potrzebujących.


Kamila Gruszka: 25 kwietnia 2015 roku w Nepalu miało miejsce trzęsienie ziemi o sile 7,8 stopni w skali Richtera. Wiele osób zginęło, mnóstwo Nepalczyków zostało bez dachu nad głową, a największe zabytki stolicy przestały istnieć. Co się robi, gdy ziemia trzęsie się pod nogami?

Edyta Stępczak: Trzęsienie ziemi zastało mnie w mało heroicznych okolicznościach - właśnie przebierałam się, żeby wyjść. Mając jedną nogę w nogawce spodni, drugą bezskutecznie próbowałam utrafić w drugą nogawkę. Nie było to łatwe, bo budynek trząsł się z furią. Komiczna sytuacja, ale wtedy nie było mi do śmiechu. Mieszkałam w zabytkowej części miasta Patan, które jak wszystkie starówki w Nepalu charakteryzuje się bardzo gęstą zabudową. Podobnie jak inni, wybiegłam z domu. To nie było moje pierwsze doświadczenie tego typu w tym kraju i wiedziałam, że najważniejsze w trakcie trzęsienia ziemi jest znalezienie się jak najszybciej na otwartej przestrzeni.

Ale takich tam nie było - właśnie ze względu na bardzo gęstą zabudowę. Nie pozostało nam nic innego, jak stać na rogu ulicy i próbować oceniać, który z budynków zawali się wcześniej, żeby zająć możliwie najbezpieczniejszą pozycję. Wszystko wkoło się kołysało: domy, słupy elektryczne, w powietrzu unosił się kurz z budynków, które się już zawaliły. Panował ogólny chaos: ludzie biegali w różnych kierunkach, byli ranni, ktoś bez butów, jedna kobieta krzyczała, inna płakała... W ich spojrzeniach było widać szok i zupełne zagubienie.

Przez kolejne dwa miesiące miały miejsce trzęsienia wtórne – początkowo co dwie godziny, w dzień i w nocy. Następowały niemal z zegarkiem w ręku. Byliśmy wyczerpani fizycznie i psychicznie brakiem snu, ciągłym napięciem, oczekiwaniem na najgorsze i wybieganiem z domów w dzień i w nocy. Przez tydzień nikt się nie kąpał, baliśmy się, że trzęsienie ziemi zastanie nas pod prysznicem. Zaczął się exodus. Tylko w pierwszych dniach po trzęsieniu w popłochu opuściło stolicę pół miliona osób.

Znaczna część populacji Kathmandu to ludność napływowa z innych części kraju, głównie jako efekt emigracji zarobkowej. Wobec braku możliwości skontaktowania się z bliskimi w wioskach, aby dowiedzieć się, czy przeżyli, ponieważ nie działały połączenia telefoniczne, a także ze strachu, ludzie masowo opuszczali miasto. Działy się dantejskie sceny. Ponieważ trudno było dostać się do autobusu czy ciężarówki, ludzie siadali na dachach lub zwisali na zewnątrz.

Stolicę opuściło między innymi wielu kierowców, dlatego przestał funkcjonować transport publiczny. Autobusy i busy stały porzucone, później zamieszkali w nich ci, którzy stracili swoje domy. Na taksówki mało kogo było stać - taksówkarze postanowili zbić złoty interes na tragedii, znacznie podnosząc ceny. Guesthousy czy hotele zostały zajęte przez tych, którzy mogli sobie na to pozwolić, w cenie były szczególnie dolne piętra budynków. Ceny wynajmu mieszkań ich właściciele podnieśli dwu-, trzykrotnie...

 

Pełna wersja bardzo długiej rozmowy na gazeta.pl

http://podroze.gazeta.pl/podroze/7,114158,18991292,po-trzesieniu-ziemi-bdquo-w-nepalu-ludzie-i-gory-nadal-istnieja.html

 

Wywiad ukazał się na portalu początku października 2015 r.

 
Autor: Kamila Gruszka

Jest dziennikarką, podróżniczką i pilotką wycieczek. Publikuje w prasie podróżniczej, o tematyce górskiej i rowerowej oraz serwisach internetowych. Prowadzi blog www.barswiat.pl, gdzie promuje aktywną turystykę rodzinną. Współpracuje z firmami z branży outdoor. Organizuje pokazy podróżnicze.
Odwiedziła już prawie wszystkie kraje w Europie, podróżowała po Azji, była w Ameryce Północnej i Afryce, ale niezmiennie fascynuje ją szeroko pojęty „Wschód”. Jako pilotka specjalizuje się w wyjazdach do Gruzji, Armenii i Iranu.


 O nas

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami różnorakimi, ale najczęściej związanymi z byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Lubimy rower, góry i nocowanie pod namiotem, ale nie tylko. Mamy nadzieję, że znajdą tu wiele inspiracji wszyscy, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.

 
Ostatnio dodane

Alpe Adria to według wielu najpiękniejszy szlak rowerowy w Europie. Nominalnie 411 km jazdy przez Alpy nad Adriatyk.

Dwudniowa wycieczka do Berlina jako odskocznia od obżarstwa świątecznego u rodziny? Bardzo dobry pomysł! Tylko 4 godziny drogi autostradą i meldujemy się w stolicy Niemiec.

Muranska Planina to nasze najnowsze odkrycie na Słowacji. Góry tutaj przypominają nieco polską Jurę z wapiennymi skałkami, tylko skala jest zdecydowanie większa!

Zamiast pędzić do przodu, ledwie rzucając okiem na kolejne atrakcje na trasie, można zatrzymać się na dłużej i wycisnąć, ile się da z miejsca, w którym się jest, przemierzając okolicę pieszo. Polecam takie rozwiązanie!

Blisko przyrody możemy poczuć się na wyspie Viðey, położonej zaledwie ok. 1 km na północ od Reykjaviku. Z przystani Skarfabakka płynie się tam promem dosłownie kilka minut

...
...
...
...