W kultowym francuskim filmie "Amelia" ogrodowy krasnal wyruszył w podróż i zaczął przysyłać swojemu zasiedziałemu w jednym miejscu właścicielowi pocztówki z różnych stron świata.
Zaraz po studiach wyruszyłam w 3-miesięczną podróż po Azji z perspektywą powrotu do Polski, związanego z przeprowadzką do innego miasta, zamieszkaniem z Darkiem w pierwszym wspólnym mieszkaniu, czekało mnie szukanie pracy i "mała stabilizacja". Wysyłając do Darka kartki ze stolic krajów, po których podróżowałam, czułam się jak krasnal z "Amelii" - Darek wtedy zrezygnował z podróży na rzecz pracy i spłacania kredytu studenckiego. Gdy kupiliśmy swoje pierwsze M2, kupiłam w prezencie Darkowi krasnala, który stał potem na naszym balkonie, a obecnie w ogródku - dla mnie stał się symbolem znalezienia naszego miejsca na ziemi, a jednocześnie chciałam, by przypominał nam o tym, byśmy za bardzo nie wsiąknęli w atmosferę domową i mieli siłę dalej wyjeżdżać. Myślę, że udało się to nam - cały czas jesteśmy w ruchu i planujemy kolejne wyprawy.
Z przyjemnością czytam te pocztówki - wspomnienie przeszłości, pisane na bieżąco podczas podróży...
24 lipca 2002 r., Ułan Bator, Mongolia
Na odwrocie pocztówki góra, na którą być może wejdziemy, być może już weszliśmy, gdy dostaniesz tę kartkę. Właśnie załatwiliśmy transport i jedziemy na 16 dni w step.
Podoba mi się tu bardzo. Jeszcze nie wyruszyliśmy na podbój prawdziwej Mongolii, ale samo Ułan Bator ma klimat specyficzny. Nie każdego mogą zachwycać rozwalone ulice, jurtowiska w stolicy państwa, ludzie na każdym kroku chcący coś sprzedać obcokrajowcom. Mnie to bardzo odpowiada. Tu zobaczyłam moje pierwsze buddyjskie świątynie: mnisi, sutry, młynki modlitewne.
Nie miej mi za złe, że szybko nie wrócę.
Kamila

13 sierpnia 2002 r., Pekin, Chiny
To najbardziej przypominająca Chiny widokówka, jaką znalazłam. Przynajmniej jakiś mur i napisy po chińsku. Tu nie ma kartek, a jak są to jakieś dziwne. W ogóle komunikacja szwankuje. W całym Pekinie zamknięto kafejki internetowe z powodu podłożenia ognia w jednej z nich. Te, które działają, są nielegalne. Internet chodzi bardzo wolno. Knujemy spisek. Agentami są też wszyscy płynnie mówiący po angielsku studenci. Co poniektórzy mają taką paranoję. Ja wiem, że koniecznie musimy zobaczyć razem Chiny. Te małe uliczki, na które trafiamy i wszystkie targowiska, na których kupujemy jedzenie. Tu wszyscy się uśmiechają, żyją na ulicy, staruszkowie ćwiczą tai-chi w parkach.
Tanio. Oprócz wstępów do obiektów zabytkowych typu Zakazane Miasto. Ale dzisiaj przemknęłyśmy się za darmo do Parku Świątyni Nieba.
Wiem, że chciałabym to wszystko przeżyć z Tobą...
Twój Kamilek

23 sierpnia 2002 r., Lhasa, Tybet
Dareńku kochany, wysyłam Ci kartkę z Lhasy: THE TOP TOURIST CITY OF CHINA – taki napis widnieje na pomniku w samym centrum. Ale i tak nad Chińczykami góruje Potala. Widać ją z każdego miejsca i jak się zapuścisz w wąskie uliczki w dzielnicy tybetańskiej, już nic więcej Cię nie obchodzi. Wszystko, co napisano wcześniej o Tybecie w kategoriach magii, snu, czaru jest prawdą. Chodzisz, patrzysz się na Tybetańczyków i nie możesz oderwać od nich oczu. Są piękni!!! Chodzą wszyscy z młynkami modlitewnymi, mruczą mantry pod nosem i uśmiechają się do obcych. Jedna kobieta nawet wyciągnęła język do mnie na powitanie – najwyższe tybetańskie uznanie. Od mnicha z Jokhangu (główna świątynia Lhasy) dostałam białą szarfę – też oznacza sympatię. Próbowałam już herbaty z masłem i campę (mąka z masłem), ale najlepszy jest jogurt z mleka jaka.
Dareńku, do zobaczenia niedługo.
Kamila

19 września 2002 r., Kathmandu, Nepal
Darku kochany, właściwie wiesz o wszystkim, co się wydarza w Kathmandu. Codziennie siedzę na Internecie. Bardzo mi już Ciebie brakuje i gdyby to było takie proste, od razu wsiadłabym w samolot, by lecieć do Ciebie. Ciekawe, jak to będzie po powrocie. Na pewno będę miała trudny czas, zanim się przestawię na życie w Polsce, do tego w Krakowie. Uświadamiam sobie, że mimo iż znamy się jak łyse konie, to nigdy nie mieszkaliśmy jednak dłużej ze sobą i nie wiadomo, jak to będzie. Na pewno jednak na ścianach naszego domu będzie wisiał Dalajlama i mandala.
Darku, nie wiem, co mi się stało, ale Tybet ujął mnie zupełnie. A przed wyjazdem byłam najbardziej sceptycznie nastawiona do tej części podróży. Darku, Tybet jest dla nas! Surowy, trudny i zimny. To tam po raz pierwszy zobaczyłam Himalaje, nie w Nepalu. I ludzie, którzy są tak otwarci, serdeczni i niewinni. Mimo Chin i historii, która ich tak doświadcza. Ci sami ludzie potrafią też być okrutni i bardzo porywczy. To właśnie w Tybecie chłopiec rzucał we mnie kamieniem. Powtarzam: Tybet nie jest prosty, ale chyba będę tam powracać.
Kiedyś zastanawiałam się nad moim ulubionym krajem. Nie mogłam się zdecydować. Nie lubię jeździć tam, gdzie już raz byłam, wolałabym zobaczyć coś nowego. Wiem jednak, że do Tybetu wrócę. Chciałabym z Tobą, o ile to będzie możliwe.
Nepal też nie jest zły. Dzisiaj szłyśmy sobie pieszo do słynnej stupy Swayambhunath. Jak się wyrwie z Thamelu, to nawet jest przyjemnie.
Darku, już niedługo będę w domu. Może nawet kartka przyjdzie już po moim przyjeździe.
Kamila

30 września 2002 r., New Delhi, Indie
Darku kochany, już kończymy naszą podróż po Azji. Czekamy na lotnisku w New Delhi na samolot. Bardzo niedługo będziemy ponownie razem. Gdy zatem znajdziesz w skrzynce tę kartkę, sama Ci opowiem o Varanasi i Indiach. Coś w nich jest. Jakaś nieuchwytna atmosfera, która przyciąga najdziwniejszych ludzi świata.
Kamila


Jest dziennikarką, podróżniczką i pilotką wycieczek. Publikuje w prasie podróżniczej, o tematyce górskiej i rowerowej oraz serwisach internetowych. Prowadzi blog www.barswiat.pl, gdzie promuje aktywną turystykę rodzinną. Współpracuje z firmami z branży outdoor. Organizuje pokazy podróżnicze.
Odwiedziła już prawie wszystkie kraje w Europie, podróżowała po Azji, była w Ameryce Północnej i Afryce, ale niezmiennie fascynuje ją szeroko pojęty „Wschód”. Jako pilotka specjalizuje się w wyjazdach do Gruzji, Armenii i Iranu.

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami różnorakimi, ale najczęściej związanymi z byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Lubimy rower, góry i nocowanie pod namiotem, ale nie tylko. Mamy nadzieję, że znajdą tu wiele inspiracji wszyscy, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.
Alpe Adria to według wielu najpiękniejszy szlak rowerowy w Europie. Nominalnie 411 km jazdy przez Alpy nad Adriatyk.
Dwudniowa wycieczka do Berlina jako odskocznia od obżarstwa świątecznego u rodziny? Bardzo dobry pomysł! Tylko 4 godziny drogi autostradą i meldujemy się w stolicy Niemiec.
Muranska Planina to nasze najnowsze odkrycie na Słowacji. Góry tutaj przypominają nieco polską Jurę z wapiennymi skałkami, tylko skala jest zdecydowanie większa!
Zamiast pędzić do przodu, ledwie rzucając okiem na kolejne atrakcje na trasie, można zatrzymać się na dłużej i wycisnąć, ile się da z miejsca, w którym się jest, przemierzając okolicę pieszo. Polecam takie rozwiązanie!
Blisko przyrody możemy poczuć się na wyspie Viðey, położonej zaledwie ok. 1 km na północ od Reykjaviku. Z przystani Skarfabakka płynie się tam promem dosłownie kilka minut
