kronika rodzinna
2014-04-21
POLSKA: Jaskinia Wierzchowska i Dolina Kluczwody – dzień na Jurze Krakowskiej

Poniedziałek wielkanocny wykorzystujemy na wycieczkę do krakowskich dolinek. Jedziemy do miejscowości Wierzchowie, gdzie na parkingu przy placu zabaw w centrum wsi można, a nawet trzeba, zostawić samochód. Do jaskini można dojść jedynie pieszo (chyba że jest się mieszkańcem domów położonych na drodze dojazdowej do wejścia do jaskini). Przed wyjazdem sprawdziliśmy, czy jaskinia jest na pewno czynna w dzień wolny od pracy – miała być czynna, jednak na tablicy przy wejściu do jaskini znajdujemy napis: „Nieczynne w święta wielkanocne”. Już mieliśmy się wycofać, na szczęście jednak postanowiliśmy upewnić się, czy aby na pewno jest to aktualna informacja. Co prawda w kasie nikogo nie było, ale obok oczekiwali również zainteresowani wejściem do jaskini turyści. Dowiedzieliśmy się, że pan przewodnik właśnie z grupą zwiedza jaskinię, a bilety będzie można kupić po jego powrocie.

Jaskinia jest największą na Jurze z najdłuższą trasą turystyczną. Już w XIX wieku została udostępniona dla zwiedzających, a to dlatego, że właściciele pensjonatów z pobliskiego uzdrowiskowego Ojcowa kombinowali, jak kuracjuszom z zaboru rosyjskiego uatrakcyjnić pobyt. Do pobliskiego Krakowa potrzebny był już paszport. Wozili więc ich tu wozami. Dzisiaj też Jaskinia Wierzchowska stanowi ciekawy cel wycieczki. Zwiedza się ją wyłącznie z przewodnikiem ok. 50 min, długość trasy to ok. 1 km. Dzieci najbardziej interesowały nietoperze i faktycznie kilka udało nam się wypatrzeć. Były to małe podkowce żywiące się owadami. Na trasie spotkaliśmy również niedźwiedzia i hienę – jako że ich kości znaleziono w jaskini. Przy końcu trasy trafiamy też do Sali Człowieka Pierwotnego, gdzie siedzi tenże przy ognisku – ponoć w sezonie żywy, co nieźle może przestraszyć dzieciaki. W jaskini znaleziono ślady po ogniskach i różne naczynia z dawnych czasów, ale pan przewodnik tłumaczył nam, że człowiek pierwotny wcale jaskiń nie zamieszkiwał, jedynie tam przebywał czasowo i tu chował zmarłych. W Sali Balowej mogliśmy obejrzeć wystawkę skamielin i dowiedzieliśmy, że faktycznie urządza się tu bale z okazji m.in. Andrzejek i Sylwestra. Świadczyły o tym powieszone w tej sali balony! Uczniowie przyjeżdżają tu na warsztaty, a studenci na egzaminy.

Drugi etap naszej wycieczki to Dolina Kluczwody, do której podjechaliśmy samochodami. U wylotu dolinki jest mały parking, gdzie można zostawić auto. Już na samym początku doliny ciekawostka – punkt graniczny austriacko-rosyjski. Tędy przebiegała w przeszłości granica. Obecnie ta pamiątka znajduje się na terenie prywatnej posesji. Widać, że jej właściciele mają niezłą fantazję, bo wysoko na skale umieścili głowę smoka, której - jak dzieci stwierdziły - można się nieźle przestraszyć.

Naszym celem była skała zamkowa. Wiedzieliśmy, że na jej szczycie znajdziemy ruiny, ale trudno mi było sobie wyobrazić, w jakim będą stanie. Samą skałę zlokalizowaliśmy dzięki tablicy umieszczonej w jej pobliżu ze zdjęciami atrakcji Jury, bo drogowskazu zabrakło. Trzeba było pokonać rzeczkę i wspiąć się pod górę. Gdy docieraliśmy na szczyt, zaczynało grzmieć, ale warto było, choć okazało się, że nie dla pozostałości po zamku, bo bardzo były nikłe, bardziej dla widoków.

Odpuściliśmy sobie dalszy spacer dolinką, bo dzieci były zmęczone i marudne, wróciliśmy więc do samochodu tą samą drogą. Ciekawa jednak jestem dalszej trasy, bo pierwsza część dolinki szczerze powiedziawszy aż tak bardzo nas nie zachwyciła.

 

 

(kg)

 
 
 
 
Autor: Kamila Gruszka

Jest dziennikarką, podróżniczką i pilotką wycieczek. Publikuje w prasie podróżniczej, o tematyce górskiej i rowerowej oraz serwisach internetowych. Prowadzi blog www.barswiat.pl, gdzie promuje aktywną turystykę rodzinną. Współpracuje z firmami z branży outdoor. Organizuje pokazy podróżnicze.
Odwiedziła już prawie wszystkie kraje w Europie, podróżowała po Azji, była w Ameryce Północnej i Afryce, ale niezmiennie fascynuje ją szeroko pojęty „Wschód”. Jako pilotka specjalizuje się w wyjazdach do Gruzji, Armenii i Iranu.


 O nas

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami różnorakimi, ale najczęściej związanymi z byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Lubimy rower, góry i nocowanie pod namiotem, ale nie tylko. Mamy nadzieję, że znajdą tu wiele inspiracji wszyscy, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.

 
Ostatnio dodane

Alpe Adria to według wielu najpiękniejszy szlak rowerowy w Europie. Nominalnie 411 km jazdy przez Alpy nad Adriatyk.

Dwudniowa wycieczka do Berlina jako odskocznia od obżarstwa świątecznego u rodziny? Bardzo dobry pomysł! Tylko 4 godziny drogi autostradą i meldujemy się w stolicy Niemiec.

Muranska Planina to nasze najnowsze odkrycie na Słowacji. Góry tutaj przypominają nieco polską Jurę z wapiennymi skałkami, tylko skala jest zdecydowanie większa!

Zamiast pędzić do przodu, ledwie rzucając okiem na kolejne atrakcje na trasie, można zatrzymać się na dłużej i wycisnąć, ile się da z miejsca, w którym się jest, przemierzając okolicę pieszo. Polecam takie rozwiązanie!

Blisko przyrody możemy poczuć się na wyspie Viðey, położonej zaledwie ok. 1 km na północ od Reykjaviku. Z przystani Skarfabakka płynie się tam promem dosłownie kilka minut

...
...
...
...