kronika rodzinna
2015-03-11
POLSKA: Konińskie konie

Czy wiecie, że w Koninie znajduje się najstarszy w Polsce oraz w Europie (jeśli bierzemy pod uwagę obszary poza granicami dawnego imperium rzymskiego) znak drogowy? Jest to kamienny słup romański z 1151 roku. Został ustawiony w połowie drogi pomiędzy Kaliszem a Kruszwicą (w odległości ok. 52 km od każdego z miast). Opatrzony jest inskrypcjami łacińskimi, które w tłumaczeniu brzmią:

Roku od wcielenia Pana naszego 1151
niniejsza wskazówka drogi i sprawiedliwości stwierdza,
że tu jest środek do Kalisza z Kruszwicy.
Kazał ją tu ustawić Piotr, komes pałacowy
i w ten sposób roztropnie przepołowił podróż.
Aby raczył o nim pamiętać każdy podróżnik,
kołacząc modlitwą do łaskawego Boga.
(według tablicy informacyjnej w pobliżu)

Choć w Koninie wielokrotnie bywałam w dzieciństwie, o słupie nie miałam bladego pojęcia, dopóki nie dowiedziałam się o nim z książki Kobusów „Polska pełna przygód”. W Koninie mieszkała moja rodzina, ale z kuzynką podczas pobytów u niej prowadziłyśmy głównie życie blokowe na osiedlu Zatorze, z rzadka bywając w starym Koninie, który w tamtych czasach był raczej niepociągający. We wspomnieniach przechowywałam dość mroczne obrazy z parku, przygnębiającego mini zoo i brudnego brzegu rzeki. Rozrywką były spacery na hałdy, pozostałości po wydobyciu węgla brunatnego w pobliskiej kopalni. Darek, który w oddalonej o 20 kilometrów Słupcy spędził dzieciństwo, o słupie wiedział, ale nie uznał za stosowne, żeby kiedykolwiek wybrać się do Konina, by go zobaczyć. Ostatni weekendowy wypad do dziadków był idealną okazją, by to zaniedbanie nadrobić.

 

Słup milowy przy kościele św. Bartłomieja. Fot. K. Gruszka



Słup znajduje się przy kościele św. Bartłomieja. „Proszę wejść koniecznie i zobaczyć kościół wewnątrz” - zachęcała koninianka, którą zapytaliśmy o drogę (na starówce nie było żadnych drogowskazów ani mapek, by pokierować nas we właściwe miejsce). Kościół jest jednym z najstarszych zabytków miasta (XIV/XV), niestety tego dnia był zamknięty. Przespacerowaliśmy się więc starówką, której - muszę przyznać - po tylu latach nie poznawałam.

 

Spacer po starówce. Fot. K. Gruszka



Na jednym z placów postawiono pomnik konia. Koń, jaki jest, każdy widzi, ale nie, nie był to tradycyjny konik ułański, ani nawet wiejski. Wizja artystyczna konińskiego konia była odważna i przyciągająca wzrok. Czuć było moc! Tablica informowała: „Miastu na swoje XX-lecie Konimpex. Konin 2009”. Firmę doskonale kojarzymy, bo łączyły nas związki zawodowo-branżowe, ale dlaczego akurat podarowali miastu konia? - zastanawialiśmy się przez dłuższą chwilę. No cóż, jak mogliśmy być tak niedomyślni! Przecież symbolem miasta Konina może być tylko koń!

Koniński koń - jest moc! Fot. K. Gruszka



„Książę Leszek polując w nieprzebytych borach zapędził się samotnie za jeleniem, gubiąc przyboczną drużynę. Gdy zmęczony siadł pod drzewem, podeszli do niego półdzicy smolarze leśni, a widząc bogaty strój, postanowili go obrabować. Leszek bronił się i powoływał na swą nietykalność książęcą. Lecz smolarze nie tylko o nietykalności, ale nawet o istnieniu księcia nie słyszeli. Leszek groził swą drużyną, lecz smolarze śmiali się, twierdząc, że tych borów nikt nie przebył. Przewrócili księcia i zaczęli go obdzierać z szat. Wtem dał się słyszeć tętent koni. Tak książę jak i smolarze byli przekonani, że nadciąga drużyna. Napastnicy rzucili łupy i zbiegli. Książę nie chcąc się pokazać w tym stanie, szybko ubrał się. Gdy krzyknął, tętent ustał, a potem zaczął się oddalać. Jak się okazało, nie była to drużyna książęca, lecz tabun koni, pasący się na leśnych polanach, spłoszony przez jakiegoś drapieżcę. Książę wdzięczny zwierzętom, które przypadkowo uratowały mu życie, postanowił założyć miasto i nazwać je Koninem, a w herbie umieścić konia” (legenda według tablicy informacyjnej).

Widok na Wartę. Fot. K. Gruszka

 


Zdarzenie według przekazów miało miejsce za życia Leszka, syna Ziemowita, który rządził w IX-X wieku. Dopiero po przeczytaniu podania uświadomiłam sobie, że faktycznie od tego zwierzęcia może pochodzić nazwa miasta. Umysł człowieka niesamowicie działa – jest leniwy i nie zastanawia się nad pewnymi związkami słów, które dla obcokrajowca od razu byłyby widoczne, a dla nas z powodu osłuchania i przyzwyczajenia są niezauważalne.

 

Bulwary nad rzeką. Fot. K. Gruszka



Konin zmienił się. Brzeg rzeki został zagospodarowany, budynki odnowione – miło się po tym mieście obecnie spaceruje. Trasa waszej wizyty koniecznie musi przebiegać obok romańskiego słupa milowego. Nam został jeszcze do odkrycia zamek w Koninie, o którym pytani mieszkańcy nie mieli pojęcia, a my wiemy, że gdzieś jest :) Niestety tym razem wizyta była zbyt krótka, by udać się na jego poszukiwanie.

 

(kg)

 
 
Autor: Kamila Gruszka

Jest dziennikarką, podróżniczką i pilotką wycieczek. Publikuje w prasie podróżniczej, o tematyce górskiej i rowerowej oraz serwisach internetowych. Prowadzi blog www.barswiat.pl, gdzie promuje aktywną turystykę rodzinną. Współpracuje z firmami z branży outdoor. Organizuje pokazy podróżnicze.
Odwiedziła już prawie wszystkie kraje w Europie, podróżowała po Azji, była w Ameryce Północnej i Afryce, ale niezmiennie fascynuje ją szeroko pojęty „Wschód”. Jako pilotka specjalizuje się w wyjazdach do Gruzji, Armenii i Iranu.


 O nas

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami różnorakimi, ale najczęściej związanymi z byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Lubimy rower, góry i nocowanie pod namiotem, ale nie tylko. Mamy nadzieję, że znajdą tu wiele inspiracji wszyscy, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.

 
Ostatnio dodane

Alpe Adria to według wielu najpiękniejszy szlak rowerowy w Europie. Nominalnie 411 km jazdy przez Alpy nad Adriatyk.

Dwudniowa wycieczka do Berlina jako odskocznia od obżarstwa świątecznego u rodziny? Bardzo dobry pomysł! Tylko 4 godziny drogi autostradą i meldujemy się w stolicy Niemiec.

Muranska Planina to nasze najnowsze odkrycie na Słowacji. Góry tutaj przypominają nieco polską Jurę z wapiennymi skałkami, tylko skala jest zdecydowanie większa!

Zamiast pędzić do przodu, ledwie rzucając okiem na kolejne atrakcje na trasie, można zatrzymać się na dłużej i wycisnąć, ile się da z miejsca, w którym się jest, przemierzając okolicę pieszo. Polecam takie rozwiązanie!

Blisko przyrody możemy poczuć się na wyspie Viðey, położonej zaledwie ok. 1 km na północ od Reykjaviku. Z przystani Skarfabakka płynie się tam promem dosłownie kilka minut

...
...
...
...