kronika rodzinna
2014-11-21
POLSKA: Pieniny – po dwóch stronach kładki

W ostatnich latach możemy cieszyć się piękną polską jesienią znacznie dłużej niż zazwyczaj pozwalał na to polski klimat. Nasza rodzina nie zakończyła jeszcze sezonu wędrówkowego i w długi weekend związany z 11 listopada udaliśmy się z dawno nie widzianymi znajomymi i ich dziećmi w góry.

Aby poczuć górski klimat, wybraliśmy nocleg w Schronisku „Trzy Korony”. Pokój mieliśmy na samej górze tego zbudowanego bardziej wzwyż niż wrzesz schroniska, skąd mogliśmy podziwiać wijący się Dunajec. Schronisko bardzo się zmieniło od ostatniego naszego tam pobytu. Byliśmy tu z dziećmi w drodze na szczyt Trzy Korony. Z zakamarków pamięci wydobywałam obrazy skromnej jadalni ze stołami z metalowymi nogami pokrytymi ceratami. Kilka lat temu zmienili się gospodarze, a wraz z nimi wnętrze i otoczenie. Wszystko odnowione i dopieszczone. Widać dbałość o detale, jak np. w przypadku obrazków zwisających spod zabytkowych nart na ścianie. Jest ładna jadalnia, miejsce na posiedzenie przy stole i sala biesiadna z telewizorem. Mimo że położone tak blisko drogi i dostępne samochodem, jednocześnie schronisko nie zatraciło swojego klimatu, jako miejsca, gdzie spotykają się turyści zmęczeni wędrowaniem po szlaku. Wieczorem można było posłuchać piosenek turystycznych i gry na gitarze.

Do schroniska zjechaliśmy w sobotę po południu i tego dnia już się stamtąd nie ruszyliśmy. Ale taki był plan: odpocząć od pośpiechu i rutyny codziennej, zatrzymać się i zwyczajnie posiedzieć. Znaleźć swoje miejsce przy stole...

Dopiero w niedzielę ruszyliśmy na szlak. Postanowiliśmy przenieść się na Słowację i zrobić szlak z Haligowców do Czerwonego Klasztoru. Na mapie wypatrzyliśmy skupisko skał – Haligovský hrebeň i postanowiliśmy zbadać, czy skalne twory są tak samo piękne jak w okolicach Trzech Koron. Zielony szlak piął się mocno w górę, omijając je bokiem. Stromo było niesamowicie, ale wystarczyło się obejrzeć do tyłu, by zapomnieć, jak jest ciężko. Mimo zapowiadanego zachmurzenia, wyszło słońce, które oświetlało przepięknie jesienne Pieniny. Zielony szlak łączył się z czerwonym i odtąd zaczęła się przyjemna wędrówka ścieżką. Pod Czerwonym Klasztorem panowie musieli wrócić się drogą po samochody, a my poszliśmy zajrzeć, co słychać za murami. Tam mnóstwo turystów siedzących przy stolikach restauracji pod gołym niebem. Zwiedzanie tym razem postanowiliśmy odpuścić. Przespacerowaliśmy się wzdłuż Dunajca do znanej nam z poprzedniego pobytu restauracji po słowackiej stronie - „Góralskiej”. Haluszki, knedliczki, strapaćki – uwielbiamy słowackie jedzenie. Tym razem także dzieci zjadały wszystko ze smakiem, a kolejnego dnia same poprosiły, żeby zamówić im po pełnej porcji, a nie jedną na pół.

Do schroniska razem z dziećmi wracaliśmy kładką, podczas gdy panowie samochodami musieli nadrobić niezły kawał drogi. Kładka niesamowicie skraca drogę.

Trzy Korony to najpopularniejszy obok Sokolicy cel wycieczek w Pieninach. Tym razem my też postanowiliśmy się na ten szczyt udać. Byliśmy tam już raz z dziećmi, tym razem jednak wybraliśmy nieco inny wariant szlaku. Najpierw idziemy Wąwozem Sobczańskim podziwiając strome ściany i korzystając z kładek, następnie szlak zaczyna ostro wznosić się w górę aż do przełęczy Szopka – miejsca odpoczynku i zejścia się szlaków, gdzie na turystów czekają ławki. Porzucamy tu szlak żółty na rzecz niebieskiego na Okrąglicę. Sam szczyt Trzech Koron jest niewielki i dużo turystów się na nim nie mieści, na szczęście mimo długiego weekendu nie ma ich zbyt wielu. W sezonie za wstęp pobiera się opłaty, od listopada już nie. Mogę sobie tylko wyobrazić ile jest tu ludzi latem, że aż musiano wybudować metalowe platformy pomagające kierować ruchem. Po prawej stronie idą ci co na górę, po lewej schodzący ze szczytu. My jakoś zawsze trafiamy w Pieniny albo późną jesienią, albo wczesną wiosną i nie doświadczyliśmy na szczęście tłumów na szlakach.

Tym razem nie wracamy tą samą drogą, tylko robimy pętelkę przez Ostry Wierch z odbiciem na Górę Zamkową. W Zamku Pienińskim świętej Kingi jestem po raz pierwszy. O zmęczeniu zapominają w nim dzieciaki. Co prawda do naszych czasów przetrwały tylko ruiny, ale dzięki temu bardziej działające na ich wyobraźnię – rozegrali w nich sceny bitew z „Władcy Pierścieni”.

Wracamy z powrotem do przełęczy Kosarzyska, skąd zielonym szlakiem przez Przełęcz Wyżni Łazek schodzimy do schroniska. Wychodzi się na nie bardzo niespodziewanie w miejscu, gdzie szlak kilka metrów przed budynkiem łączy się z żółtym.

W schronisku Trzy Korony można zjeść bardzo smaczne domowe obiady, my jednak jesteśmy stęsknieni za jedzeniem słowackim. Udajemy się więc pieszo kładką na obiad do naszej ulubionej restauracji. A potem już tylko powrót do domu... Uwielbiam takie wypady w góry, kiedy można znaleźć się w innym niż na co dzień, przepięknym świecie z brązowymi liśćmi, słońcem i widokami.

 

 

(kg)

 
 
 
Autor: Kamila Gruszka

Jest dziennikarką, podróżniczką i pilotką wycieczek. Publikuje w prasie podróżniczej, o tematyce górskiej i rowerowej oraz serwisach internetowych. Prowadzi blog www.barswiat.pl, gdzie promuje aktywną turystykę rodzinną. Współpracuje z firmami z branży outdoor. Organizuje pokazy podróżnicze.
Odwiedziła już prawie wszystkie kraje w Europie, podróżowała po Azji, była w Ameryce Północnej i Afryce, ale niezmiennie fascynuje ją szeroko pojęty „Wschód”. Jako pilotka specjalizuje się w wyjazdach do Gruzji, Armenii i Iranu.


 O nas

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami różnorakimi, ale najczęściej związanymi z byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Lubimy rower, góry i nocowanie pod namiotem, ale nie tylko. Mamy nadzieję, że znajdą tu wiele inspiracji wszyscy, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.

 
Ostatnio dodane

Alpe Adria to według wielu najpiękniejszy szlak rowerowy w Europie. Nominalnie 411 km jazdy przez Alpy nad Adriatyk.

Dwudniowa wycieczka do Berlina jako odskocznia od obżarstwa świątecznego u rodziny? Bardzo dobry pomysł! Tylko 4 godziny drogi autostradą i meldujemy się w stolicy Niemiec.

Muranska Planina to nasze najnowsze odkrycie na Słowacji. Góry tutaj przypominają nieco polską Jurę z wapiennymi skałkami, tylko skala jest zdecydowanie większa!

Zamiast pędzić do przodu, ledwie rzucając okiem na kolejne atrakcje na trasie, można zatrzymać się na dłużej i wycisnąć, ile się da z miejsca, w którym się jest, przemierzając okolicę pieszo. Polecam takie rozwiązanie!

Blisko przyrody możemy poczuć się na wyspie Viðey, położonej zaledwie ok. 1 km na północ od Reykjaviku. Z przystani Skarfabakka płynie się tam promem dosłownie kilka minut

...
...
...
...