kronika rodzinna
2014-05-04
POLSKA: Sandomierz pełen ojca Mateusza

Długi weekend majowy spędziliśmy na obozie biegowym. Większość czasu poświęcaliśmy na bieganie i ćwiczenia.

 

Jedynie raz udało się pojeździć na rowerze w okolicach Ulanowa, kolejnego dnia zrobiliśmy spacer ścieżką wzdłuż Tanwi. Okolice bardzo przypominały nam Roztocze, które zresztą od Ulanowa jest już całkiem niedaleko. Jednak Roztocze tętni życiem, a Ulanów i okolice popadają w jakiś marazm i nie potrafią wykorzystać swojej szansy. Na pytanie, co można w okolicy zwiedzić, pani z recepcji hotelu, w którym spaliśmy, zaproponowała Sandomierz albo Łańcut aż pod Rzeszowem. Nie dałam się tak łatwo zbyć i zaczęłam dopytywać o lokalne atrakcje, o których czytałam przed wyjazdem, jak Muzeum Wikliniarstwa w Rudnie czy Flisactwa w Ulanowie. W weekend majowy były nieczynne. Byłam skłonna udać się dalej, ale w Janowie Lubelskim Park Rekreacji Zoom Natury otwarty był tylko częściowo. Laboratoria edukacyjne były 1 maja niedostępne, dzieci miałyby możliwość korzystania jedynie z parku linowego. Nie pozostało nic innego jak zadowolić się lodami z automatu sprzedawanymi na ulanowskim rynku.

W drodze powrotnej pojechaliśmy do Sandomierza z postanowieniem zjedzenia tam obiadu i pospacerowania uliczkami. Muszę przyznać, że trudno mi było poznać miasteczko, które ostatni raz odwiedziłam prawie 10 lat temu. Wtedy było ciche i puste, a teraz pełne ludzi, straganów i ogródków kawiarnianych na rynku. Do tego w samym centrum była zlokalizowana meta wyścigu rowerowego. Tym razem wspięliśmy się na górę Bramy Opatowskiej i stamtąd podziwialiśmy panoramę miasta razem z zakolem Wisły i zlokalizowaną w pobliżu hutą szkła. Walczyli o nią mieszkańcy Sandomierza podczas ostatniej powodzi. Gdyby zalała ją wezbrana rzeka, doszłoby do ogromnego skażenia środowiska. Jeśliby wcześniej piec zagaszono, do katastrofy ekologicznej by nie dopuszczono, ale oznaczałoby to koniec funkcjonowania huty i bezrobocie dla wielu okolicznych mieszkańców. Udało się największy zakład w mieście uratować, ale na nic się to zdało, bo i tak inwestor wycofał się z rozbudowy przestraszony wydarzeniami.

Skusiła nas podziemna trasa, której w czasie naszego ostatniego pobytu z Darkiem w tym mieście nie udało się zwiedzić.
Warto wcześniej kupić bilet i zarezerwować sobie godzinę wejścia. Podziemia zwiedza się z przewodnikiem, czas trwania wycieczki to ok. 40 minut, trasa liczy 500 m. Oczywiście w średniowieczu funkcjonowało więcej piwnic, z tym że tylko taki ich wycinek jest dostępny dla zwiedzających. Resztę zasypano, gdyż pozostawienie ich mogło być niebezpieczne dla kamienic nad nimi. Prace wykonywali górnicy ze Śląska. Część korytarza na pamiątkę zostawiono w surowym „górniczym” stanie, resztę na nowo obudowano współczesnymi cegłami
http://podziemna-trasa-turystyczna.pl/

Podczas zwiedzania podziemi przywoływana jest postać bohaterskiej Haliny Krępianki, która straciła najpierw ojca, a potem męża podczas najazdów Tatarów. Postanowiła się zemścić i uknuła spisek. Obiecała dowódcy tatarskiemu, że wprowadzi jego wojsko do miasta podziemnym przejściem. Gdy jednak wojsko wraz z nią znalazło się już w korytarzach, mieszkańcy miasta zasypali wejście. Zginęli i Tatarzy, i Halina. Ponoć jej duch krąży po podziemiach, co nieźle wystraszyło dzieci. Drugą słynną postacią, którą chwalą się sandomierzanie jest... ojciec Mateusz, znany bohater serialu telewizyjnego. Zdaje się, że rozkwit miasta, tak mocno widoczny dla nas, można przypisać właśnie jemu. Myślę, że sporo osób przyjeżdża do Sandomierza zwabiona właśnie popularnością serialu. A widać że mieszkańcy skwapliwie to wykorzystują. Choć trzeba przyznać, że plenery sandomierskie są niezwykle urokliwe.

 
 
Autor: Kamila Gruszka

Jest dziennikarką, podróżniczką i pilotką wycieczek. Publikuje w prasie podróżniczej, o tematyce górskiej i rowerowej oraz serwisach internetowych. Prowadzi blog www.barswiat.pl, gdzie promuje aktywną turystykę rodzinną. Współpracuje z firmami z branży outdoor. Organizuje pokazy podróżnicze.
Odwiedziła już prawie wszystkie kraje w Europie, podróżowała po Azji, była w Ameryce Północnej i Afryce, ale niezmiennie fascynuje ją szeroko pojęty „Wschód”. Jako pilotka specjalizuje się w wyjazdach do Gruzji, Armenii i Iranu.


 O nas

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami różnorakimi, ale najczęściej związanymi z byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Lubimy rower, góry i nocowanie pod namiotem, ale nie tylko. Mamy nadzieję, że znajdą tu wiele inspiracji wszyscy, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.

 
Ostatnio dodane

Alpe Adria to według wielu najpiękniejszy szlak rowerowy w Europie. Nominalnie 411 km jazdy przez Alpy nad Adriatyk.

Dwudniowa wycieczka do Berlina jako odskocznia od obżarstwa świątecznego u rodziny? Bardzo dobry pomysł! Tylko 4 godziny drogi autostradą i meldujemy się w stolicy Niemiec.

Muranska Planina to nasze najnowsze odkrycie na Słowacji. Góry tutaj przypominają nieco polską Jurę z wapiennymi skałkami, tylko skala jest zdecydowanie większa!

Zamiast pędzić do przodu, ledwie rzucając okiem na kolejne atrakcje na trasie, można zatrzymać się na dłużej i wycisnąć, ile się da z miejsca, w którym się jest, przemierzając okolicę pieszo. Polecam takie rozwiązanie!

Blisko przyrody możemy poczuć się na wyspie Viðey, położonej zaledwie ok. 1 km na północ od Reykjaviku. Z przystani Skarfabakka płynie się tam promem dosłownie kilka minut

...
...
...
...